Felietony

„Papież” Nowej Prawicy kończy 80 lat. Uważa, że chrześcijaństwo to obca Europie religia z importu

Krytykuje fakt, że w nowoczesnym systemie wartości handel zaczął znaczyć więcej niż walka. Ubolewa, że na szczycie hierarchii społecznej szlachcica zastąpił mieszczanin, a zasady rynkowe wykroczyły poza gospodarkę i zaczęto je stosować w każdym segmencie życia społecznego.

Dekadę temu we Francji wprowadzono do ustawodawstwa „małżeństwa” jednopłciowe. Nie obyło się jednak bez protestów wobec tej inicjatywy. O jednym z nich zrobiło się szczególnie głośno, ponieważ była to śmierć samobójcza pewnego 78-letniego mężczyzny.

Na taki tragiczny w skutkach gest zdobył się historyk Dominique Venner. 21 maja 2013 roku zastrzelił się w paryskiej katedrze Notre-Dame.

Można byłoby pomyśleć, że skoro Venner dla takiego aktu wybrał to miejsce, to kierował się pobudkami religijnymi. Ale przecież w świetle nauczania Kościoła katolickiego samobójstwo – nawet jeśli przyświecają mu szczytne intencje – jest grzechem ciężkim. I ta konstatacja to właściwy trop, żeby wyjaśnić motywy, które stały za tym desperackim krokiem.

Francuski historyk bowiem nie utożsamiał się z katolicyzmem (ani w ogóle z chrześcijaństwem). Paryską świątynię traktował jako skarb dziedzictwa Europy interpretowanego ponadreligijnie i sięgającego korzeniami archaicznej duchowości sprzed narodzenia Chrystusa.

Venner uważał siebie za spadkobiercę antycznych Rzymian i dumnego patriotę Starego Kontynentu. Odrzucał nacjonalizmy. Chciał Europy, która będzie zjednoczona w regionalnej (a nie stricte narodowej) różnorodności. Ale bynajmniej nie stał po tej samej stronie, co eurokraci z Brukseli.

Nie po drodze mu było z ludźmi deprecjonującymi tradycyjne wartości w imię postępu. Twierdził, że społeczeństwa europejskie są rozmiękczane i tym samym osłabiane przez politykę otwartych drzwi wobec imigrantów spoza cywilizacji zachodniej oraz przywileje dla mniejszości seksualnych (takie jak właśnie „małżeństwa” jednopłciowe). Żywił przekonanie, że rdzenni – czyli biali – mieszkańcy Zachodu powinni tworzyć wspólnotę, w której rodzina – jako instytucja wyrastająca ze związku kobiety i mężczyzny – pozostanie filarem porządku społecznego.

W trakcie ceremonii pogrzebowej Dominique’a Vennera głos zabrał jego rodak, filozof Alain de Benoist. Oddając hołd zmarłemu oznajmił on, że francuski historyk wyżej niż swoje życie stawiał honor.

De Benoist znał się z Vennerem od drugiej połowy lat 60. XX stulecia. Obydwaj zaangażowani byli w powołanie Grupy Badań i Studiów nad Cywilizacją Europejską (Groupement de recherche et d'études pour la civilisation européenne, GRECE) – złożonego w większości z Francuzów think tanku zajmującego się zgłębianiem zagadnień dotyczących przedchrześcijańskich źródeł kultury europejskiej. Tyle że później ścieżki de Benoista i Vennera się rozeszły. Drugi z nich coraz bardziej stawał się samotnym wilkiem funkcjonującym pozaśrodowiskowo.

Nie przypadkiem GRECE powstało w roku 1968. To czas, gdy na Zachodzie ruchy młodzieżowe zbuntowały się przeciw temu, co uznały za mieszczańskie przeżytki. Ich głównym żądaniem było radykalne poszerzenie swobód obyczajowych (słynny slogan: „Zabrania się zabraniać”). Do tego dochodziła ostra krytyka konsumpcjonizmu jako postawy kształtującej kulturowo społeczeństwa Zachodu. Za tą rewoltą zaś stały idee Nowej Lewicy (New Left), która narodziła się w latach 60. XX wieku w USA.

W reakcji na Nową Lewicę wyłoniła się Nowa Prawica (Nouvelle Droite). Jej ojczyzną jest Francja. Za „papieża” (intelektualnego lidera) Nowej Prawicy uchodzi właśnie Alain de Benoist. Przy czym w żadnym kraju zachodnim ten ruch nigdy nie był liczącą się siłą polityczną. Natomiast od początku swojej działalności wykazywał się aktywnością w obszarze metapolityki i wpływał na kręgi intelektualistów Zachodu, także poprzez publicystykę na łamach takich znaczących mediów, jak paryski dziennik „Le Figaro”.

Nową Prawicę z Nową Lewicą łączy przeświadczenie, że warunkiem długoterminowego zwycięstwa w polityce nie jest przejęcie steru władzy w państwie, lecz hegemonia na polu kultury, co z kolei oznacza, że priorytetem rewolucjonistów powinno być przeoranie świadomości społecznej (zmiana wpierw nadbudowy, a nie – wbrew temu, co głosił Karol Marks – bazy). Taką strategię jeszcze w czasach międzywojennych komunistom podpowiadał włoski filozof Antonio Gramsci. Nowa Prawica ją od niego zaczerpnęła, ale rzecz jasna dla innych celów niż te, które mu przyświecały.

Przede wszystkim de Benoist i ludzie z jego środowiska odrzucili – bliski każdej lewicy – nowoczesny paradygmat postępu i równości. W odróżnieniu jednak od starych konserwatystów nie upatrywali w nim czegoś zupełnie nowego. Dla nich była to kontynuacja tego, co przyniosło światu chrześcijaństwo (nazywane przez de Benoista... „bolszewizmem starożytności”) jako – w ich mniemaniu – obca Europie religia z importu, która ceniąc wyżej godność ludzką niż honor przetarła szlak choćby rewolucji francuskiej.

Stąd między innymi zainteresowanie Nowej Prawicy dawnymi społeczeństwami stanowymi (czy nawet kastowymi) – z uświęconą strukturą hierarchiczną, w której wiodącą rolę odgrywała arystokracja – a także europejskimi (czy precyzyjniej rzecz ujmując: indoeuropejskimi, aryjskimi) wierzeniami pogańskimi. Dlatego środowisko de Benoista bywa nazywane „prawicą neopogańską”.

Poza tym nie bez znaczenia jest to, czym się Nowa Prawica inspirowała. Trzeba tu wymienić głównie tradycjonalizm integralny Rene Guénona i Juliusa Evoli, antyliberalne koncepcje Georgesa Sorela i Charlesa Maurrasa, które stanowiły spoiwo Koła Proudhona we Francji oraz niemiecką Rewolucję Konserwatywną kojarzoną z takimi postaciami, jak Arthur Moeller van den Bruck, Carl Schmitt, Martin Heidegger czy Ernst Jünger.
Historyk Dominique Venner, który zastrzelił się w katedrze Notre-Dame w Paryżu ponad 10 lat temu. Fot. Louis Monier / Bridgeman Images – RDA / Forum
(O tych zjawiskach ideowych z pierwszej połowy XX wieku można przeczytać w Tygodniku TVP w tekstach: „Od katolicyzmu, przez okultyzm i masonerię, do Tradycji Pierwotnej”, „Nacjonalista i «katotalib». Dlaczego hołubi go współczesna polska lewica?”, „Maurras. Rzymianin dumny ze swej prowansalskości” oraz „Axel Springer, Fiodor Dostojewski i Trzecia Rzesza”).

Niebawem, bo już 11 grudnia 2023 roku Alain de Benoist będzie obchodził 80. urodziny. Jego dorobek piśmienniczy jest imponujący. Ale znamienne, że spośród wielu książek francuskiego filozofa dotychczas po polsku wyszła tylko jedna i to dopiero w roku 2022. Jest nią „Przeciw liberalizmowi. Społeczeństwo to nie rynek” z roku 2019 w tłumaczeniu Krzysztofa Tyszki-Drozdowskiego.

Oczywiście w PRL pozycje de Benoista nie mogły się ukazywać, ponieważ nie przepuściłaby ich cenzura. Włodarzom Polski Ludowej – i w ogóle komunistom z bloku wschodniego – poglądy francuskiego filozofa mogły się jawić wyłącznie jako kwintesencja reakcyjności. I choć w III Rzeczypospolitej problem ten zniknął, to od ponad trzech dekad jeśli nawet myśl de Benoista bywa przedmiotem rozmaitych dyskusji, dzieje się to raczej poza głównym nurtem polskiej debaty publicznej.

Nic dziwnego. Na gruncie polskim opinie francuskiego filozofa mogą być kłopotliwe zarówno dla lewicy, jak i prawicy. Lewicowa podejrzliwość nakazuje tropić w nich ślady białego suprematyzmu i innych mrocznych zjawisk politycznych. Z kolei prawicowcom, którzy w kraju takim, jak Polska, mają za swój autorytet Kościół, nie w smak powinna być serwowana w środowisku de Benoista afirmacja pogaństwa.

Ale jest jeszcze coś, co w przypadku francuskiego filozofa stanowi nad Wisłą poważny problem. To orientacja geopolityczna de Benoista. Cechuje ją antyamerykanizm, co skądinąd jest powszechne wśród całej francuskiej klasy politycznej – od prawa do lewa.

Z perspektywy Nowej Prawicy USA są ostoją liberalizmu. Usiłując narzucić go wszędzie, gdzie się da, realizują założenia globalizmu (mondializmu). A – według ludzi ze środowiska de Benoista – robią to poprzez promocję konsumpcyjnego stylu życia. ODWIEDŹ I POLUB NAS Tymczasem Nowa Prawica piętnuje taką politykę jako makdonaldyzację świata i przeciwstawia jej opcję na rzecz suwerenności (politycznej, kulturowej) Europy względem Ameryki. Tyle że jako warunek stawia zjednoczenie państw europejskich w jeden podmiot polityczny. Tym samym idzie pod prąd suwerennościowym aspiracjom poszczególnych członków Unii Europejskiej (wśród nich zaś jest przecież i Polska), bo opowiada się za ideą „Europy 100 Flag” (Europy regionów, a nie państw narodowych).

A jak de Benoist postrzega Rosję? W przekonaniu francuskiego filozofa państwo rosyjskie przeciwstawia się globalizmowi (czyli również USA) – także prowadząc wojnę zastępczą z Ukrainą. Nie oznacza to jednak, że de Benoist pozostaje wobec Rosji bezkrytyczny. Dostrzega w niej choćby spadek po sowieckim totalitaryzmie.

Niemniej nie powinno być zaskoczeniem, że poglądy Francuza znalazły zwolenników w Rosji, i to wśród osób, których głos w rosyjskiej debacie publicznej jest teraz donośny. Chodzi tu zwłaszcza o publicystę Aleksandra Dugina. Obecnie występując na pierwszej linii rosyjskiego propagandowego frontu podgrzewa on nastroje antyukraińskie i antyzachodnie. Myśl de Benoista Dugin lansował już trzy dekady temu.

Rozmaite uwikłania francuskiego filozofa, które w Polsce słusznie mogą budzić poważne zastrzeżenia, nie powinny jednak skutkować wśród Polaków uprzedzeniami wobec całości jego dorobku. Dlatego warto sięgnąć po wspomnianą już książkę „Przeciw liberalizmowi”.

Nie jest to bynajmniej manifest wymierzony w tytułowy projekt polityczny. Natomiast mamy tu do czynienia z dużym esejem na temat tego, co ukształtowało nowoczesność. A autor bynajmniej nie zasklepia się w żadnej ideologii. Choć chłoszcze liberalizm, to jednocześnie nie oszczędza jego oponentów.

Alain de Benoist portretując nowoczesność wskazuje, że przyniosła ona generalną zmianę reguł gry. W obowiązującym poszczególne społeczeństwa systemie wartości handel zaczął znaczyć więcej niż walka. Na szczycie hierarchii społecznej szlachcica zastąpił mieszczanin. Zasady rynkowe wykroczyły poza gospodarkę i zaczęto je stosować w każdym segmencie życia społecznego.

De Benoist rozprawia się z charakteryzującymi nowoczesność tendencjami egalitarnymi i uniformizacyjnymi. Zakrawa to na paradoks, bo przecież na Zachodzie tak dużo się mówi i pisze o konieczności inkluzywnego traktowania Innych i respektowania prawa do odmienności. Tymczasem w książce francuskiego filozofa czytamy: „Zniesienie stanów wraz z rewolucją francuską, homogenizacja zasad językowych i prawnych, stopniowe wykorzenianie poszczególnych sposobów życia związanych z zawodem, środowiskiem społecznym lub wierzeniami, rosnąca niwelacja kobiecych i męskich ról społecznych wraz z teorią gender; nowoczesność można interpretować jako dzieje wdrażania ideologii Tego Samego”.

Przeciw imigrantom i wolnemu rynkowi. Między lewicą a prawicą

Narzeka, że prawica, zamiast zwalczać szkodliwe idee, krytykuje bankierów i masonów.

zobacz więcej
O co de Benoistowi chodzi? O wielowiekowy rozpad przednowoczesnych organicznych wspólnot. Na przykład Francja przed rewolucją 1789 roku była krajem wielu społeczności regionalnych, a nie jednego narodu, który wyłonił się dopiero później. Tyle że to już przeszłość. A de Benoist nie zajmowałby się nią, gdyby nie miała ona związków z teraźniejszością. Dlatego francuski filozof swoją uwagę kieruje między innymi ku procesom emancypacyjnym XXI wieku, na straży których stoi liberalizm, i dla których podatny grunt przygotował kapitalizm.

Wyzwolenie jednostki z pęt jakiejkolwiek wspólnoty to jeden z głównych założycielskich mitów nowoczesności – taki wniosek nasuwa się z lektury książki de Benoista. Tyle że autor ten mit dekonstruuje.

Francuski filozof udowadnia, że wolność człowieka w praktyce jest ograniczona wymaganiami stawianymi mu przez liberalne społeczeństwo. A ono dopuszcza, a nawet hołubi tylko taką emancypację jednostki (takie dążenie do bycia sobą), z której grupy trzymające w nim władzę mogą czynić użytek.

„Liberalizm scala indywidualizm i rynek, zakładając, że swobodne funkcjonowanie tego ostatniego stanowi jednocześnie gwarancję wolności jednostki” – stwierdza w swojej książce de Benoist i dalej wyjaśnia, jaki jest koszt takiego stanu rzeczy: „Dla logiki kapitalizmu wszystko, co stoi na drodze do nieograniczonego rozszerzenia wymiany rynkowej, stanowi przeszkodę, którą należy pokonać, granicę, którą należy znieść, niezależnie od tego, czy jest to decyzja polityczna, granica terytorialna, osąd moralny, który zachęca do powściągliwości czy tradycja kulturowa, która każe sceptycznie podchodzić do tego, co nowe”. Autor przytacza jakże trafną uwagę słynnego włoskiego reżysera o poglądach komunistycznych, Piera Paola Pasoliniego: „Z antropologicznego punktu widzenia rewolucja kapitalistyczna wymaga ludzi odciętych od przeszłości”.

Jednym z mocno niepoprawnych politycznie wątków książki de Benoista jest obnażenie słabości, jakie trapią liberalne demokracje. Francuski filozof powołując się na wywody Carla Schmitta (wspomnianego już wybitnego niemieckiego prawnika, którego jednak obciąża to, że po dojściu narodowych socjalistów do władzy w Niemczech poparł ich – więcej o tym w tekście „Aktor, autorytet, wróg demokratycznej debaty”) argumentuje: „Liberalizm utrzymuje, że dobry porządek konstytucyjny wystarczy, by członkowie społeczeństwa mogli żyć tak jak chcą, bez ingerencji rządu. (…) Teoria ta upada, gdy tylko pojawia się wróg, który stanowi dla nas egzystencjalne zagrożenie. Wtedy górę bierze polityka. Społeczeństwo polityczne, które wyrzeka się władzy i suwerenności, przestaje być polityczne. Jedyne, co mu zostaje, to zrezygnować ze swojej podstawowej misji, jaką jest zapewnienie warunków samozachowania. Liberalne demokracje nie potrafią stanąć na wysokości wyzwań, przed którymi stoimy, nie są zdolne poradzić sobie z narastającymi wokół niebezpieczeństwami”.

W tym fragmencie książki autor odnosi się do zagrożenia, jakie dla Europy stwarza kryzys migracyjny. Ale polscy czytelnicy mogą ów cytat odnieść przecież także do innego niebezpieczeństwa – tego w obliczu którego stoi Polska w związku z napaścią Rosji na Ukrainę.

Jednak spośród politycznych projektów nowoczesności nie tylko liberalizm jest na celowniku de Benoista. Są nimi również rozmaite wersje socjalizmu oraz wszelkie nacjonalizmy. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że w oczach autora książki stanowią one ideologiczne narzędzia panowania kapitalistów nad masami. De Benoist w takich kategoriach postrzega też faszyzm i nie zostawia na nim suchej nitki.

Surowa ocena nowoczesności nie czyni jednak z filozofa konserwatysty, który z sentymentem wspomina świat sprzed rewolucji francuskiej. De Benoist trzeźwo konstatuje, że nie ma powrotu do przeszłości.
Alain de Benoist „Przeciw liberalizmowi. Społeczeństwo to nie rynek”, przetłumaczył Krzysztof Tyszka-Drozdowski, Instytut Zamoyskiego, Warszawa 2022
Wypada też odnotować to, jak autor książki podchodzi do roli Kościoła w dziejach świata. De Benoist oznajmia: „Chrześcijaństwo z pewnością ma swój udział w historycznym powstaniu ideologii liberalnej, ponieważ to właśnie ono teologicznie «wynalazło» jednostkę i rozpoczęło proces odczarowywania świata. Jednocześnie Kościół miał tę zasługę, że zawsze pozostawał wierny arystotelesowskiej definicji człowieka, podjętej przez Tomasza z Akwinu, jako istoty z natury politycznej i społecznej. Ma również inną zasługę, mianowicie potępiał egoizm i poszukiwanie zysku za wszelką cenę (nawet jeśli w tej kwestii nie zawsze dawał dobry przykład)”. Przy czym warto dodać, że w eseju autorstwa bądź co bądź guru „prawicy neopogańskiej” próżno szukać jakichkolwiek rozważań o wyższości pogaństwa indoeuropejskiego nad chrześcijaństwem.

„Przeciw liberalizmowi” jest książką napisaną w sposób błyskotliwy i przystępny. Stanowi ona świadectwo odwagi myślenia w poprzek podziałów ideowych, której często brakuje uczestnikom polskiej debaty publicznej. W odróżnieniu jednak od nich de Benoista nie ograniczają żadne światopoglądowe „bańki”. I dlatego stać go na głęboką i przenikliwą diagnozę bolączek nowoczesności.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023

Zdjęcie główne: Alain de Benoist w roku 2006. Fot. Louis Monier / Bridgeman Images – RDA / Forum
Zobacz więcej
Felietony wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pożegnanie z Tygodnikiem TVP
Władze Telewizji Polskiej zadecydowały o likwidacji naszego portalu.
Felietony wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Sprzeczne z Duchem i prawem
Co oznacza możliwość błogosławienia par osób tej samej płci? Kto się cieszy, a kto nie akceptuje?
Felietony wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Autoportret
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Totemy Mashy Gessen w wojnie kulturowej
Sama o sobie mówi: „queerowa, transpłciowa, żydowska osoba”.
Felietony wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Książki od Tygodnika TVP! Konkurs świąteczny
Co Was interesuje, o czych chcielibyście się dowiedzieć więcej?