Rozmowy

Stara pralka, plastikowe butle i rury PCV dają koncert

Nie było ich stać na instrumenty muzyczne, więc zrobili je sobie sami z wiaderek, puszek, butelek po wodzie mineralnej, desek, części roweru czy grzebieni do włosów. Większość materiałów zebrali na składowiskach odpadów. Recycling Band to jedyny w Polsce zespół, który gra na „śmieciowych” instrumentach. Ich głównym projektantem i konstruktorem jest Kamil Kędzierski.

TYGODNIK.TVP.PL: Macie już kilkanaście „śmieciowych” instrumentów w zespole, między innymi perkusję, butlobass, butlogitarę, klawiszon. Z którego z nich jest pan najbardziej dumny?

KAMIL KĘDZIERSKI:
Chyba z klawiszona. To czterooktawowy instrument klawiszowy podobny do klawesynu. Jego budowa była dla mnie ogromnym wyzwaniem. Pracowałem nad nim dziewięć miesięcy, w sumie około 1200 godzin roboczych.



Budowałem go podczas studiów na Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, w kawalerce na szóstym piętrze bloku. Używałem wtedy bardzo prymitywnych narzędzi, więc sąsiedzi nie za bardzo mnie kochali (śmiech) – był hałas, a podczas łupania leciały iskry po oknach, zaś wiadra na śmieci były pełne wiórów. Także było dość wesoło. W najbardziej newralgicznym momencie całe mieszkanie zamieniło się w warsztat.

To był bardzo zaawansowany instrument. Trzeba było zrobić 49 klawiszy, z których każdy musiał się składać z części ruchomych. Poprzez naciśnięcie tych klawiszy struna jest szarpana, a nie uderzana, jak to bywa zazwyczaj. Podstawę instrumentu stanowi para drzwi mieszkalnych. Klapę zrobiłem z części szafy, a jedno z pudeł rezonansowych – z drzwi drewnianych. Drugie pudło stanowią cztery 19-litrowe butle połączone w jedną całość – sklejone, zgrzane – i na nich właśnie kończą się struny.

Instrument kosztował w sumie 30 złotych. Jedynym wydatkiem były listwy podłogowe, z których wykonałem klawisze, ponieważ musiały być precyzyjne i powtarzalne.

Wspomniane 19-litrowe butle po wodzie mineralnej są wręcz znakiem rozpoznawczym zespołu, to nieodłączny element waszego instrumentarium.

Staramy się, by nim były, bo nam się też podobają. Od butli się w ogóle zaczęła moja przygoda z muzyką. Jestem gitarzystą, nie było mnie stać na własny instrument, więc postanowiłem zrobić go sobie sam i tak powstała butlogitara, na której obecnie gram w zespole. Pudło rezonansowe stanowi butla – ucięta w połowie, bo to jest typowa gitara elektryczna, a mamy jeszcze gitarę akustyczną z pełną butlą. Gryf tworzy jedna deska, z łóżka czy z szafy. W basówce zrobiono gryf z deski z ławki. Maszynki do strojenia stanowią haki oczkowe. Progi są ze szprych rowerowych. Ale to, co jest naprawdę oryginalne w tej gitarze, to elektronika. Jedyny koszt instrumentu, na szczęście niewielki. Mamy zresztą takie założenie, żeby nie wydać więcej na elektronikę gitary niż 15 złotych. Choć są też takie instrumenty, które zostały wykonane w stu procentach ze śmieci i kosztowały nas zero złotych.

Pomysł na zespół zrodził się spontanicznie, właśnie przy okazji konstruowania pierwszych instrumentów. Wyjechałam na wakacje za granicę i grałem tam na ulicy, z dwoma kolegami, z których jednym był Piotr Bolanowski, obecnie należący do zespołu. Wtedy w skład naszego instrumentarium wchodziły butlogitara, butlobass i perkaszyn, czyli element instrumentu perkusyjnego. Dźwięk z butli wydobywało się uderzeniami dłoni. Zainteresowanie naszym muzykowaniem było dość duże, zaczęto nas zapraszać do klubów. I po powrocie do Polski postanowiliśmy stworzyć zespół. Powstał w 2011 roku w Krakowie, choć członkowie są z różnych regionów Polski, w tym z Nowego Sącza, jak ja.
Cały czas eksperymentujecie, robiąc instrumenty z niepotrzebnych już nikomu przedmiotów codziennego użytku. W ostatnim czasie powstał perkusyjny tubafon z rurek PCV i drewnianych listewek.

Zespół się stale zmienia i rozwija, dziś używamy więc jednego instrumentu, jutro innego. Stąd te eksperymenty. Tubafon składa się z ponad 60 rur kanalizacyjnych PCV, w większości pozostałych po remoncie. Całość stanowi rama drewniana, która pochodzi ze starych mebli. To jest nasz najdroższy instrument, bo wydaliśmy na niego ponad sto złotych. Także się nieco szarpnęliśmy (śmiech).

Ciężko jest opisać jego brzmienie, znaleźć jakiś odpowiednik tradycyjnego instrumentu. Chyba najbliżej mu do wibrafonu, choć ten wybrzmiewa, a tubafon daje bardzo krótki i dynamiczny dźwięk.

Rurki zostały obcięte na różnej długości i poukładane w odpowiedniej kolejności. Im dłuższa rura, tym niższy dźwięk. Kiedy uderzamy czymś miękkim od góry, w czoło rury, wydobywa się z niej dźwięk, o który nam chodziło.

Były już pierwsze próby i obecnie używamy go w czterech utworach, lecz liczymy, że będzie w pełni wykorzystywany podczas koncertów.
Budując takie nietypowe instrumenty muzyczne trzeba się bardzo starać, żeby były precyzyjnie wykonane, solidne i nie rozpadły się podczas koncertu.

Zgadza się. To musi być zwarta konstrukcja, aby wytrzymała trudy transportu czy różnicę temperatur. W każdej chwili może przecież popękać, szczególnie gdy dużo koncertujemy. Podczas półtoratygodniowej trasy po Kuwejcie graliśmy nawet trzy koncerty dziennie. I na szczęście nic się w tym czasie nie rozsypało. Choć miało prawo, bo jeden z instrumentów powstał przy tej okazji całkiem niespodziewanie.

Chodzi o ukulele basowe. Byliśmy już spakowani i tuż przed wyjazdem na lotnisko, gdy dowiedzieliśmy się, że nie możemy wziąć do samolotu naszego butlobassu, bo jest za duży. Wpadliśmy w panikę, bo na czym będzie grał basista? Ostatecznie postanowiliśmy wyrzucić trochę ubrań i w zamian spakowaliśmy m.in. wiertarki, szlifierkę, wiertła oraz młotek. Celnicy na lotnisku byli mocno zdziwieni, wszystkie torby zostały odesłane do szczegółowej kontroli. Na szczęście byliśmy obłożeni ulotkami, że jesteśmy „śmieciowym” zespołem i nas przepuścili.

Mieliśmy dzień na aklimatyzację w Kuwejcie przed rozpoczęciem trasy, ale zamiast odpoczywać i zwiedzać, chodziliśmy po placach budowy i szukaliśmy materiałów na instrument. Znaleźliśmy deskę, butlę i w łazience hotelowej, do późnych godzin nocnych, budowaliśmy ukulele. Rano już mieliśmy pierwsze próby dźwiękowe. To była improwizacja i daliśmy radę. Nowy instrument brzmiał całkiem fajnie.



Choć przyznaję, że zdarzył się nam też wypadek przy pracy, podczas naszego pierwszego koncertu w Krakowie. Zabrakło nam po prostu doświadczenia. Miała nas filmować zagraniczna telewizja, więc postanowiliśmy zrobić dodatkowy instrument, żeby nie grać wyłącznie na gitarach. Nie było na to dużo czasu, perkusja powstała w dwa dni. Niestety, odbiło się to na jej jakości. Podczas występu się rozsypała. Nie przerwaliśmy koncertu, tylko graliśmy dalej. Jedynie ja odłożyłem gitarę i zacząłem układać perkusję na powrót. Zakończyło się szczęśliwie – koncert się spodobał właśnie z tego powodu, że wszystko było żywe. Mimo że się nie udało w pełni wykorzystać perkusji, osiągnęliśmy zamierzony efekt.

Ważne jest też, by z tworzonego instrumentu dało się wydobyć konkretny dźwięk. Czy zależy wam na tym, aby zbliżać się do oryginalnego brzmienia?

Nigdy nie było naszym założeniem, aby na przykład butlogitara brzmiała tak samo jak gitara prawdziwa. Ale chcąc dużo koncertować, musieliśmy się zbliżyć do brzmienia oryginalnych instrumentów. Między innymi po to, aby próba dźwięku nie trwała 2-3 godziny, tylko maksymalnie 30 minut. Nasze instrumenty muszą być też podpięte do udźwiękowienia jak instrumenty oryginalne, nie może być zbyt dużo kombinacji, ponieważ nikt by nas już więcej nie zaprosił.

Reasumując: dźwiękowo fajnie jest odejść od oryginału, aby być niepowtarzalnym – i tak po części jest – ale ważna jest prostota, łatwość przenoszenia i montażu na scenie. Na tych instrumentach jesteśmy w stanie zagrać każdy numer. Choć teraz gramy wyłącznie autorską muzykę. Głównie dance i elektronikę, żeby się dobrze bawić, złapać kontakt z publicznością.
Wasz zespół wyróżniają nie tylko nietypowe instrumenty, także wokalista, osoba niewidoma od urodzenia.

Początkowo nie mieliśmy wokalisty, ale postanowiliśmy się rozwijać i dodać do naszej muzyki warstwę wokalną. Grzegorz Dowgiałło jest absolwentem Akademii Muzycznej. Kiedyś przez przypadek przyszedł do nas na próbę, zaproponowaliśmy mu dołączenie do zespołu i tak się zaczęła nasza współpraca. Jest multiinstrumentalistą, potrafi zagrać praktycznie na wszystkim. Świetnie gra na gitarze, klawiszach, perkusji. Taki człowiek orkiestra. Ma słuch absolutny, bez zastanowienia potrafi powiedzieć, jaki to jest dźwięk. Słuch jest jego oczami. Jak opowiada o dźwiękach, to mówi jak o rzeczach fizycznych, które można dotknąć. Dla nas to niewyobrażalne.

Czujecie czasem, iż publiczność niedowierza, że dacie sobie radę na scenie?

Zdarza się, że gdy wykładamy nasze instrumenty na scenie to dźwiękowcy, którzy nas nie znają, mają takie miny, jakby pojawili się na niej cyrkowcy. To tym bardziej nas mobilizuje, aby wypaść jak najlepiej. Przekonują się do nas dopiero po pierwszych dźwiękach na próbie. Jeżeli mieliśmy coś udowodnić, to wydaje mi się, że już udowodniliśmy. Instrumentów mamy sporo i wszystkie grają.



Na koncertach staraliśmy się uciec od łatki cyrkowców, nie ma tam humorystycznych elementów. Pierwszy numer mamy dosyć mocny, aby przekonać do siebie tych, którzy słuchają nas po raz pierwszy i rozwiać wszelkie wątpliwości. Lubimy obserwować zaskoczenie publiczności.

Z założenia muzyka ma się bronić sama. To jest ukłon w stronę moich kolegów, z którymi gram. Są to zawodowi muzycy, żyją z grania na co dzień. Jestem jedyną osobą w zespole, która poszła w inną stronę. A obecnie występujemy na koncertach w gronie topowych zespołów, więc liczy się profesjonalizm.

W Polsce jesteśmy wciąż jedynym profesjonalnym zespołem, który gra na „śmieciowych” instrumentach. I jedyną grupą muzyczną, która ma całą sekcję rytmiczną i potrafi dać półtoragodzinny koncert na dużej scenie. Nadal jesteśmy prekursorami w tym zakresie. Mam kontakt z ludźmi, którzy konstruują swoje instrumenty w swoim garażu i pytają mnie o radę. Część z nich jest zrobiona według moich wzorów. Nasze instrumenty są obecnie ciekawostką podczas koncertów, a szczególnie idealnie się wpisują w klimat, kiedy jest impreza ekologiczna.
W swej działalności promujecie dbanie o środowisko, zwracacie uwagę na segregację i przetwarzanie odpadów?

Początkowo to nie był nasz cel. Zaczęło się dość prozaicznie. Tak jak wspominałem wcześniej, zbudowałem pierwszą moją gitarę, bo nie miałem pieniędzy na oryginalny instrument. Gdy nasza działalność nabrała rozmachu, postanowiliśmy przyczynić się przy okazji do czegoś dobrego i podjęliśmy temat ekologii, bo ochrona środowiska nie jest nam obojętna. Pokazaliśmy problem i możliwości jego rozwiązania.

Nazwa zespołu nie jest przecież znikąd, a na scenie są same śmieci (śmiech). Wszystkie instrumenty pochodzą z różnych wysypisk, złomowisk. Choć koledzy mają również profesjonalne instrumenty, bo grają tez w innych składach.

Sam na co dzień staram się dbać o środowisko, choćby segregując odpady. Zawsze zastanawiam się dwa razy, czy coś wyrzucić, czy lepiej oddać komuś, komu może się bardziej przydać, choćby ubrania czy sprzęt AGD.



Na ile szacuje pan żywotność waszych instrumentów, w końcu to odpady…

Trwałość instrumentów oceniam całkiem nieźle, najstarszy z nich gra już dziewięć lat. Powstają kolejne, bardziej wygodne i doprecyzowane. Muzyka to jest ważna część naszego życia. Chciałbym, aby zespół grał jak najdłużej. Dużo pracy włożyliśmy w to wszystko. Koledzy są muzykami sesyjnymi z zawodu, a ja – choć prowadzę działalność inżynieryjną – zawsze chciałem być muzykiem.

Planujemy nagrać w najbliższym czasie teledyski z tubafonem. Pracujemy też nad swoją pierwszą płytą. Idzie nam wolno, bo brakuje na to czasu. Ale to nie jest naszym głównym celem. Całość tego projektu traktujemy jako zabawę. Radość sprawia zarówno koncertowanie, jak i słuchanie pierwszych dźwięków nowego instrumentu. Gdyby tego nie było, nie byłoby w tym sensu.



Jesteśmy pozytywnymi wariatami, a instrumenty są odzwierciedleniem naszych osobowości. Pokazujemy, że mamy dystans do rzeczywistości i do siebie. Jak nam nie wyjdzie, to się śmiejemy sami z siebie. Podchodzimy do tego zdroworozsądkowo. Chcemy się oczywiście rozwijać, ale na wszystko przyjdzie czas.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

Zdjęcia i nagrania wideo udostępnione przez Kamila Kędzierskiego i zespół Recycling Band.

Zdjęcie główne: Fot. archiwum Recycling Band i Kamila Kędzierskiego
Zobacz więcej
Rozmowy wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Zarzucał Polakom, że miast dobić wroga, są mu w stanie przebaczyć
On nie ryzykował, tylko kalkulował. Nie kapitulował, choć ponosił klęski.
Rozmowy wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
W większości kultur rok zaczynał się na wiosnę
Tradycji chrześcijańskiej świat zawdzięcza system tygodniowy i dzień święty co siedem dni.
Rozmowy wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Japończycy świętują Wigilię jak walentynki
Znają dobrze i lubią jedną polską kolędę: „Lulajże Jezuniu”.
Rozmowy wydanie 15.12.2023 – 22.12.2023
Beton w kolorze czerwonym
Gomułka cieszył się, gdy gdy ktoś napisał na murze: „PPR - ch..e”. Bo dotąd pisano „PPR - Płatne Pachołki Rosji”.
Rozmowy wydanie 8.12.2023 – 15.12.2023
Człowiek cienia: Wystarcza mi stać pod Mount Everestem i patrzeć
Czy mój krzyk zostanie wysłuchany? – pyta Janusz Kukuła, dyrektor Teatru Polskiego Radia.