Rozmowy

W większości kultur rok zaczynał się na wiosnę, kiedy odradza się życie

W świecie anglosaskim, a nawet w laickiej Francji nie usuwa się wyrażeń: „przed Chrystusem” i „po Chrystusie”, czy AD (Anno Domini = w Roku Pańskim). W Polsce ciąży dziedzictwo PRL-u, dlatego wciąż jesteśmy „przed naszą erą” i w „naszej erze”. W świecie zachodnim „common era” (CE i BCE) nadal przyjmuje się niechętnie, nawet w pracach naukowych – mówi ks. prof. dr. hab. Józef Naumowicz z Wydziału Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Pożegnanie
TYGODNIK TVP: Na przełomie roku nowego i starego o czym można rozmawiać z historykiem rozmiłowanym w zagadnieniach chronografii i chronometrii, jak nie o kalendarzu. Może zacznijmy od tego, dlaczego Nowy Rok obchodzimy 1 stycznia?

JÓZEF NAUMOWICZ: Przez zupełny przypadek, który wydarzył się na długo zanim Jezus Chrystus przyszedł na świat, bo w większości kultur rok zaczynał się na wiosnę, jako że wtedy zaczyna się życie. W Rzymie jednak doszło do zmiany w 153 roku przed Chrystusem, gdy w wojnie na terenie Hiszpanii zginęli obaj konsulowie – główni rzymscy urzędnicy i zarazem dowódcy wojskowi. Normalnie ich kadencja trwała rok – od 15 marca. Ponieważ zginęli obaj a trwała wojna, należało wybrać dwóch nowych konsulów, których zaprzysiężono 31 grudnia, a 1 stycznia rozpoczęli swoje urzędowanie. Odtąd tak było co roku, że 1 stycznia zaczynał się w Republice Rzymskiej rok administracyjny.

1 stycznia stał się początkiem roku, co zaaprobowała także reforma kalendarza rzymskiego dokonana na polecenie Juliusza Gajusza Cezara i ogłoszona przez niego w 46 r. przed Chrystusem. Ten zreformowany kalendarz, nazwany od imienia cesarza juliańskim, był używany potem w Cesarstwie Rzymskim. Wtedy już rozwinęły się obchody Nowego Roku przypadające 1 stycznia, połączone z paradami – w pochodach niesiono wizerunki bóstw rzymskich, uczestnicy przywdziewali maski zwierząt czy innych dziwnych stworów – a także z ucztami, swawolnymi zabawami, wreszcie ze składaniem życzeń i podarkami. Te obchody noworoczne były tak atrakcyjne, że pociągały także wielu chrześcijan. Kaznodzieje IV czy V wieku, jak św. Augustyn, w swych homiliach poświęcali wiele miejsca, by ostrzegać swoich wiernych przed udziałem w tych ceremoniach.

Jaki jest zatem związek kalendarza z czasem?

Mierzenie czasu nie jest proste, nawet dziś, gdy mamy zegary atomowe. W starożytności musiały wystarczyć Słońce i Księżyc – stworzone, jak mówi Księga Rodzaju, do odmierzania czasu. Słońce pozwalała odróżnić dzień i noc. Dzień dzielono na 12 godzin, od wschodu Słońca do zachodu, a więc godziny były dłuższe latem, krótsze zimą. Ich długość zależała nie tylko od pory roku, ale także od szerokości geograficznej. Ale godzina „szósta” to zawsze było południe, inne godziny można było rozplanować od rana do wieczora. Taki czas mogły wskazywać także zegary słoneczne, które rozwinęły się w średniowieczu. My się już w ustalaniu godzin nie oglądamy wyłącznie na Słońce, bo mamy zegary mechaniczne, elektroniczne, a nawet wspomniane atomowe.

Archeoastronomia nie szuka starożytnego UFO

Są tzw. czarne łabędzie – w danym momencie historycznym nie powinny były zaistnieć, a zaistniały.

zobacz więcej
Istotną miarą czasu był także rok słoneczny, związany z porami roku. Trzeba pamiętać, że człowiek starożytny bardziej odczuwał rytm przyrody, bardzo dobrze znał i odczytywał bieg roku naturalnego. Dobrze także orientował się w układzie gwiazd na niebie, co było łatwiejsze w strefie śródziemnomorskiej, gdy niebo jest czystsze i jest mniej dni pochmurnych. W żywocie Karola Wielkiego czytamy, że wprawdzie do końca życia z trudem przychodziła mu nauka pisania, ale pilnie uczył się sztuk wyzwolonych, a najbardziej pasjonował się astronomią, czyli poznawaniem układu gwiazd w różnych porach nocy i roku, przewidywaniem pogody czy określaniem kierunków świata.

W strefie śródziemnomorskiej bardzo ważnym zegarem do mierzenia czasu był Księżyc. Dla naszych oczu, gdy żyjemy na północ od Alp, Księżyc jest często zasnuty chmurami, tam zaś, gdzie nie ma chmur, Księżyc jest wspaniałym zegarmistrzem. Cały jego cykl od nowiu do nowiu trwa 29,5 dnia, tworzy miesiąc. Zawsze w jego połowie jest pełnia, czyli na naszej półkuli północnej widzimy cały księżyc oświetlony. Dwanaście takich miesięcy tworzy rok składający się z 354 dni. Stąd w kalendarzu żydowskim, który używa miesięcy księżycowych, co 2 lub 3 lata dodaje się trzynasty miesiąc, by lata księżycowe zharmonizować z porami roku, czyli z rokiem słonecznym. Takiego dodatkowego miesiąca nie dodaje się w kalendarzu muzułmańskim, w którym rok jest krótszy od naszego o 11 dni i nie jest skorelowany z porami roku.

A skąd się wziął kalendarz chrześcijański, którym my na co dzień się posługujemy?

Chrześcijanie nie stworzyli nowego kalendarza, tylko przejęli pewne elementy kalendarza biblijnego i starali się skoordynować je z kalendarzem słonecznym, juliańskim, używanym na terenie Imperium Rzymskiego. Ponadto wypełnili kalendarz roczny swoimi świętami liturgicznymi, a usuwali z czasem święta rzymskie.

Jakie elementy kalendarza żydowskiego zostały wykorzystane?

Przypomnijmy: Jezus został ukrzyżowany i zmartwychwstał w czasie żydowskich świąt Paschy, wyznaczanych według biegu miesięcy księżycowych. Chrześcijanie przyjęli, by Wielkanoc, czyli pamiątkę śmierci i zmartwychwstania Chrystusa, obchodzić w niedzielę po żydowskiej Passze. Podobnie zesłanie Ducha Świętego nastąpiło podczas żydowskiego święta Pięćdziesiątnicy. Dlatego daty tych dwóch najstarszych świąt chrześcijańskich są ustalane według kalendarza księżycowego, w którym mają stałą datę, natomiast są ruchome w naszym kalendarzu słonecznym. I tak żydowska Pascha zawsze przypada 14 Nisan, czyli w pierwszą wiosenną pełnię księżyca, niezależnie jaki to jest dzień tygodnia. Natomiast nasza Wielkanoc zawsze jest celebrowana w niedzielę, na pamiątkę dnia, w którym Jezus powstał z grobu. Przypada ona zatem w okresie między 22 marca a 25 kwietnia – bo tak się możliwie sytuuje pierwsza niedziela po pierwszej wiosennej pełni. Tak jest w kalendarzu gregoriańskim, czyli zreformowanym przez papieża Grzegorza XIII. Używają go Kościoły katolickie i protestanckie. Natomiast Kościoły prawosławne i inne wschodnie używają przeważnie starego kalendarza, czyli juliańskiego, który obecnie jest „spóźniony” w stosunku do gregoriańskiego o 13 dni.
Komisja ds. reformy kalendarza (przewodniczący papież Grzegorz XIII), ok. 1852 r. Poniżej herby dziesięciu rodzin: Trecerchi, Savini, Ugurgieri, Bronconi, Turamini, Spennazzi, Cerretani, De Vecchi, Rocchi, Bocciardi. Fot. Archivio di Stato di Siena, Biccherna Tablet 72 - Domena publiczna, Wikimedia
Po co papież reformował kalendarz?

Reforma była konieczna, bo rok słoneczny, czyli pełny obrót Ziemi dookoła Słońca, trwa 365 dni, 5 godzin i 49 minut. Co 4 lata dodawano rok przestępny, ale jak widać, ta „reszta” to nie jest pełne 6 godzin. Co 128 lat powstaje zatem jeden dzień różnicy, czyli kalendarz juliański przyspiesza. Stąd 4 października 1582 roku papież Grzegorz XIII ogłosił bullę „Inter gravissimas”, która nakazywała pominąć 10 dni z dotychczasowego kalendarza (po środzie 4 października 1582 nastąpił od razu czwartek 15 października). Dlatego Boże Narodzenie prawosławnych przypada wtedy, gdy w kalendarzu gregoriańskim jest 7 stycznia (ale różnica ta się co 128 lat pogłębia o 1 dzień). Podobnie Wielkanoc według naszego kalendarza może dziś w Cerkwi przypadać nawet na początku maja. W historii różnie też wyznaczano początek wiosny, związany z równonocą wiosenną. W kalendarzu Juliusza Cezara był to 25 marca, trzy wieki później uczeni aleksandryjscy wyznaczyli tę równonoc na 21 marca i ta data była powszechnie przyjmowana w różnych obliczeniach. Dziś ten moment wyznacza się jeszcze dokładniej co do godziny i minuty. Astronomicznie na półkuli północnej wypada ona między 19 a 21 marca. To znaczy wtedy Słońce przechodzi przez punkt Barana i odtąd, przez pół roku, mocniej oświetla półkulę północną, zaczyna się wiosna, potem lato.

Pamiętajmy także, że dzięki objawieniu biblijnemu – a zatem kalendarzowi żydowskiemu – mamy co siedem dni dzień święty. Taki dzień święty był znany tylko w kulturze żydowskiej. W żadnej tradycji rzymskiej, greckiej, egipskiej czy innej nie było święta co siedem czy osiem dni. Prawo Starego Testamentu nakazywało święcić ostatni dzień tygodnia, czyli szabat (sobotę). Oznaczało to poświęcenie go dla Boga, także na swój odpoczynek. Tora dokładnie precyzowała, jakie czynności wolno wtedy wykonywać. Ponieważ Chrystus zmartwychwstał w pierwszym dniu po szabacie, stąd chrześcijanie jako uświęcony przyjęli inny co siódmy dzień – to tzw. dzień Pański (niedziela). To tradycji biblijnej i chrześcijańskiej świat zawdzięcza system tygodniowy i sam regularny dzień święty co siedem dni.

Kalendarz chrześcijański nie jest najstarszy, a jednak powszechnie się przyjął. Czy wprowadziła go ewangelizacja kolejnych ludów, która narzucała też system siedmiodniowego tygodnia i świętowania niedziel?

Przez pierwsze trzy wieki, gdy chrześcijaństwo nie było tolerowane w Cesarstwie Rzymskim, niedziele były obchodzone jedynie przez wspólnoty chrześcijan. Ale był to dzień pracy, jeżeli wtedy nie przypadało jakieś święto państwowe. Gdy natomiast po 313 roku Kościół uzyskał wolność działania, Dzień Pański powoli wchodził do prawodawstwa cesarskiego i stał się ustawowym dniem wolnym od pracy. Na fali edyktu Konstantyna pojawiły się także nowe święta chrześcijańskie, zwłaszcza Boże Narodzenie i Epifania, zwana u nas Świętem Trzech Króli. Kalendarz zapełniał się także wspomnieniami męczenników, czczonych w dniu ich śmierci, traktowanym jako dzień narodzin dla nieba. Dziś są to dla wielu wyłącznie imieniny. Zaczęły powstawać piękne bazyliki związane z życiem Jezusa czy nad grobami męczenników – daty ich poświęcenia czy święta patronalne wchodziły zaś do kalendarza.

Czas komplikuje sytuację w Europie. Nie będą nam krowy regulować zegarków!

Front walk o zmianę zmiany czasu.

zobacz więcej
Jak ten kalendarz odzwierciedla chrześcijańskie rozumienie czasu i wieczności? Np. kalendarz Majów był doskonale wpisany w ich rozumienie cykliczności czasu, kolejnych „er”.

Chrześcijaństwo od początku głosiło potrzebę uświęcania czasu. Należy uświęcać więc rytm dnia poprzez modlitwy specjalne rano, w południe i specjalne o zachodzie słońca albo przed snem (tzw. Liturgia Godzin). Także różne święta, zgodnie jeszcze z tradycją biblijną były wpisane w rytm roku słonecznego, na przykład Wielkanoc zawsze przypada na wiosnę, a Boże Narodzenie na czas przesilenia zimowego. Kalendarz wynika wprost z tego, że się obserwuje niebo. W Izraelu przez całe wieki ustalano daty świąt na podstawie obserwacji nieba.

Ciężko ją prowadzić przy dzisiejszym „zaśmieceniu światłem”, gdy też wielu z nas mieszka na miejskich pustyniach ze szkła, betonu i stali…

To fakt, sztuczne oświetlenie sprawia, że często nie odczuwamy już przejścia między nocą a dniem. Nie ma ceremonii zapalania lampy czy świecy, włączenie światła jest niemal automatyczne. W pierwszych wiekach przy zapalaniu lampy chrześcijanie recytowali hymn do Chrystusa „Radosne światło”, jeszcze do niedawna każdego dnia w południe zatrzymywano prace, by odmówić Anioł Pański. Pozostaje nam znajdować w ciągu dnia także takie przystanki refleksji, uspokojenia, może modlitwy… Dawniej były zachowywane również przystanki „kulinarne”. Chodzi o chrześcijański rytm postów, karnawałów i czasu zwykłego, ale także rytm wyznaczony przez sezonowość żywności (przechowalnictwo nie miało tej skali, co teraz). W średniowieczu i późniejszych epokach przynajmniej przez jedną trzecią roku, zachowując posty, nie spożywano ani mięsa i tłuszczu zwierzęcego, ani produktów mlecznych czy nawet jaj]. Każde też wielkie święto było związane z innymi daniami pojawiającymi się na stole.

Ludzie na całym świecie świętują 31 grudnia zabawami, piciem win musujących i fajerwerkami – choć tak hucznie z przyczyn niezrozumiałych, bo chodzi o dzień papieża św. Sylwestra i jego męczeństwo w roku 335. Do dziś na św. Marcina mamy rogale słodkie z orzechami czy gęś pieczoną, a z kolei Francuzi na Matki Bożej Gromnicznej mają tradycyjne naleśniki. Przy czym te podobno sięgają głębiej w czasie – z takimi plackami na terenie Galii już w czasach rzymskich ludzie wychodzili wczesną wiosną w pole, żeby „oczyszczać ziemię”. Tu pojawia się też pytanie, czy chrześcijanie wprowadzili swoje święta, czy też „ochrzcili” święta innych religii i kultur?

Mogło się zdarzyć, że „ochrzcili” oni jakieś daty starych świąt, ale nowe święta miały celebrować treści biblijne i zasadniczo wyrastały z podłoża chrześcijańskiego. Oczywiście chrześcijaństwu jest bardzo bliska idea inkulturacji, czyli wyrażania swej teologii i liturgii w kulturze i tradycji danego narodu, sięgania do wspólnych symboli. Co nie oznacza, że przejmuje także idee tych świąt z tradycji przedchrześcijańskich. Święto Matki Bożej Gromnicznej, zwane dawniej Świętem Oczyszczenia Maryi, przypada 2 lutego, 40 dni po Bożym Narodzenie, co wynika z Prawa żydowskiego, które nakazywało rytualne oczyszczenie kobiety 40 dni od urodzenia dziecka. Byłoby wielkim fałszem powstanie tego święta wywodzić z jakichś pogańskich rytuałów oczyszczenia roli, przypadających zresztą na wiosnę.

Chłopi mieli choinkę wiszącą nad stołem. Stojącą importowaliśmy od Niemców

Palone firanki, czyli tradycje bożonarodzeniowe – od świętego Mikołaja do Trzech Króli.

zobacz więcej
Podobnie bardzo naciągana, a wręcz zupełnie fałszywa jest powtarzana teza, że Boże Narodzenie powstało po to, by zastąpić pogańskie święta Słońca i przesilenia zimowego. Nie mamy żadnych świadectw potwierdzających, by przesilenie zimowe było specjalnie obchodzone w starożytnej kulturze rzymskiej, czy też celtyckiej, germańskiej, greckiej, egipskiej czy innej. Jedynie w samym Wiecznym Mieście było znane (i to dopiero w IV wieku po Chrystusie) święto Słońca, ale nie należało ono do najważniejszych świąt rzymskich. A zatem takich, które w jakiś sposób budziłoby obawy czy kompleksy u chrześcijan i które należałoby zastąpić. Zresztą święta Słońca w różnych kulturach przypadały najczęściej latem, gdy Słońce najbardziej okazuje swą moc. Dziś nie warto powtarzać przestarzałych oświeceniowych, pozytywistycznych czy modernistycznych tez, że wszystkie święta chrześcijańskie powstały na bazie pogańskich tradycji. Z przykrością stwierdzam, są one nader często powielane, chociaż są nienaukowe z punktu widzenia dzisiejszego stanu wiedzy i badań źródeł historycznych. Także udekorowana choinka na Boże Narodzenie to obyczaj czysto chrześcijański, nie ma go w historycznych źródłach z innych kultur…

Alzatczycy twierdzą, że to ich wynalazek. Z drugiej strony, zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem, internet pełen jest „informacji”, jakie to są „pogańskie źródła Bożego Narodzenia”.

No niestety, a wracając do choinki – nie ma w żadnych zwyczajach celtyckich, słowiańskich czy germańskich, żeby na przesilenie zimowe przynosić do domu zielone drzewko i je dekorować jabłkami i innymi smakołykami, a nawet wieszać na nim światełka. To jest symbol drzewa rajskiego. Istotnie ze Strasbourga, z kronik tamtejszej katedry, mamy najstarsze znane nam dziś świadectwa pisane z roku Pańskiego 1492 (gdy Kolumb wyruszył odszukać Indie, a znalazł Amerykę), że na święta Bożego Narodzenia kupiono jodły do wszystkich kościołów. Nie po to, by kultywować jakiś przedchrześcijański zwyczaj, ale by symbolizowało drzewo rajskie utracone przez Adama i Ewę, a odzyskane przez przychodzącego Chrystusa.

Czyli Boże Narodzenie to nie „ochrzczone saturnalia”?

Saturnalia nie wiązały się z przesileniem zimowym. Datę 25 grudnia, która w kalendarzu juliańskim wyznaczała dzień przesilenia zimowego, chrześcijanie wybrali w IV w. ze względu na symbolikę astronomiczną tego dnia. Chrystus jest przecież nazywany światłością, która rozświetla mroki nocy, był zapowiadany jako wzejście Gwiazdy czy Słońca sprawiedliwości. Jak Wielkanoc jest wpisana w symbolikę roku astronomicznego, tak też Boże Narodzenie.

Skoro 24 grudnia jest Wigilia Bożego Narodzenia, to 24 czerwca świętujemy…

Narodzenie świętego Jana Chrzciciela. Wiemy z opisu sceny nawiedzenia w Ewangelii według św. Łukasza, że kuzyn Jezusa był od Niego sześć miesięcy starszy. Z tą chronologią wiązano także metaforyczne wyjaśnienie słów Jana Chrzciciela: „Trzeba, by On wzrastał, a ja żebym się umniejszał” (J 3,30). Faktycznie, od 24 czerwca długości dni zaczynają się zmniejszać, a od 25 grudnia – wzrastać. To piękna symbolika.
Obecnie obowiązującym standardem niemal na całym świecie jest kalendarz gregoriański (kolor niebieski), ale w niektórych krajach stosuje się także inne rachuby czasu. Fot. Weaveravel - Praca własna, CC BY-SA 4.0, Wikimedia
Kalendarz chrześcijański by się nie przyjął, gdyby nie był taki dokładny i zgodny z coraz doskonalszymi obliczeniami astronomicznymi i w dodatku reformowalny. Zacytuję tu najpopularniejszego na świecie astrofizyka, Neila deGrasse Tysona, który w jednym ze swoich vlogów mówi coś takiego, broniąc stosowania dziś w nauce AD i BC (czyli „roku Pańskiego” i „przed Chrystusem”): „Nieważne, czy wierzysz w Jezusa. Ważne, czy wierzysz tym jezuitom sprzed 500 lat, którzy opracowali tak doskonały kalendarz, że lepszego nie ma do dziś, i szanujesz ich pracę na tyle, by nie zmieniać nadanych przez nich nazw. Ja tym jezuitom ufam”.

A to ładne! Istotnie, w świecie anglosaskim, a nawet w laickiej Francji nie usuwa się wyrażeń: „przed Chrystusem” i „po Chrystusie”, czy AD (Anno Domini = w Roku Pańskim, Roku Pańskiego). W Polsce ciąży dziedzictwo PRL-u, dlatego wciąż jesteśmy „przed naszą erą” i w „naszej erze”. W świecie zachodnim „common era” (CE i BCE) nadal przyjmuje się niechętnie, nawet w pracach naukowych. Nie zależy to moim zdaniem od religijności, tylko od wyczucia tradycji.

Jeśli chodzi o dokładność, na przykład w kalendarzach dalekowschodnich nie daje się uzyskać dobrej ciągłej rachuby lat, bo tam funkcjonują cykle i jest wiele er. Nasza era, czyli od narodzenia Chrystusa, została ustalona w 525 roku przez mnicha rzymskiego Dionizego Pokornego (jego przydomek „Exiguus” w istocie oznacza pokorny, a nie mniejszy wzrostem), który wprowadził rachubę lat od narodzenia Jezusa. Ta rachuba weszła do historiografii dwa wieki później, do epistolografii jeszcze później. Przyjmowała się powoli, jednak obecnie stała się najbardziej rozpowszechnioną globalnie. Nawet w Pekinie, gdzie jest kalendarz chiński, i w Tel Avivie, gdzie jest żydowski obliczający lata od stworzenia świata (według niego mamy rok 5784), w krajach arabskich, gdzie oblicza się oficjalnie lata od hidżry (ucieczki Mahometa z Mekki do Medyny – tu mamy rok 1445) na gazetach obok rachuby lokalnej jest oczywiście umieszczana data z kalendarza chrześcijańskiego.

Czy Dionizy prawidłowo ustalił datę narodzin Jezusa Chrystusa?

Nie ma takiej pewności, gdyż nie ma danych źródłowych, pozwalających w sposób pewny ustalić rok narodzin Jezusa. Sam zaś Dionizy nie był historykiem, a teologiem. Dla niego była ważna symbolika dat, a nie dokładność czasowa. Uznał za ważne, że ta data była przełomem, od którego zaczęło się wszystko. Zbawienie i odnowienie świata. Z drugiej strony dziś tak wielu w różnych językach mówi już nie o Bożym Narodzeniu, a o „sezonie świątecznym”, „święcie zimowym”, „świętach końca roku” i zatraca poczucie własnego związku z kalendarzem chrześcijańskim, z jego treścią, choć w nim nadal żyje.

– Magdalena Kawalec-Segond

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Ks. prof. dr. hab. Józef Naumowicz jest duchownym rzymskokatolickim, a jednocześnie duszpasterzem i doktorem teologii kościoła ormiańskokatolickiego. Ma tytuł profesora nauk humanistycznych, jego naukowe zainteresowania i twórczość obejmują historię literatury wczesnochrześcijańskiej, patrologię, bizantynologię, chronografię i chronometrię. Studiował filologię klasyczną na Uniwersytecie Warszawskim, KUL, a w 1980 podjął naukę na Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchownym w Warszawie. W 1993 obronił pracę doktorską na Wydziale Polonistyki UW, a siedem lat później – rozprawę habilitacyjną „Geneza chrześcijańskiej rachuby lat. Historyczno-teologiczne podstawy systemu Dionizego Mniejszego” na UKSW, gdzie pracuje do dziś. Równocześnie jest wykładowcą Akademii Katolickiej w Warszawie. Od 2012 członek Komitetu Nauk Historycznych PAN. Jest autorem i redaktorem wielu publikacji z zakresu chrześcijaństwa antycznego i patrologii, a także redaktorem serii „Biblioteka Ojców Kościoła”. 13 lipca 2020 roku prezydent Andrzej Duda nadał mu Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi w pracy naukowo-badawczej i dydaktycznej”.
SDP2023
Zdjęcie główne: Nagłówek kalendarza ściennego wydanego w Krakowie w r. 1525 (z Encyklopedii staropolskiej). Fot. Zygmunt Gloger - pbi, Domena publiczna, Wikimedia
Zobacz więcej
Rozmowy wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Zarzucał Polakom, że miast dobić wroga, są mu w stanie przebaczyć
On nie ryzykował, tylko kalkulował. Nie kapitulował, choć ponosił klęski.
Rozmowy wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Japończycy świętują Wigilię jak walentynki
Znają dobrze i lubią jedną polską kolędę: „Lulajże Jezuniu”.
Rozmowy wydanie 15.12.2023 – 22.12.2023
Beton w kolorze czerwonym
Gomułka cieszył się, gdy gdy ktoś napisał na murze: „PPR - ch..e”. Bo dotąd pisano „PPR - Płatne Pachołki Rosji”.
Rozmowy wydanie 8.12.2023 – 15.12.2023
Człowiek cienia: Wystarcza mi stać pod Mount Everestem i patrzeć
Czy mój krzyk zostanie wysłuchany? – pyta Janusz Kukuła, dyrektor Teatru Polskiego Radia.
Rozmowy wydanie 8.12.2023 – 15.12.2023
Pół świata podobnie nazywa matki, ojców, liczebniki i nie tylko
Czy istniał jeden prajęzyk nas wszystkich, jak jeden praojciec Adam?