Rozmowy

Nowa Huta jest kobietą. Choć niektóre wieśniaczki nigdy jej nie wybaczą

Flagowe przedsięwzięcie Polski Ludowej, zaprojektowane jako miasto bez Boga, jest już pomnikiem historii. Teraz cel stanowi wpisanie go na listę dziedzictwa UNESCO – zapowiada Katarzyna Kobylarczyk, autorka reportaży i książek poświęconych Nowej Hucie, stworzonej po II wojnie światowej robotniczej dzielnicy Krakowa.

TYGODNIK TVP: Wraz w wygaśnięciem ostatniego wielkiego pieca, Nowa Huty straciła swój specyficzny charakter?

KATARZYNA KOBYLARCZYK:
Rzeczywiście, w jakimś sensie przestało bić serce Nowej Huty. Przecież dzielnica, planowana niegdyś jako samodzielne miasto, powstała we wczesnych latach 50. XX wieku właśnie dla robotników największego ówczesnego kombinatu metalurgicznego. Bez huty nie byłoby Huty. Dla nas, mieszkańców, ten proces wygaszania był jednak stopniowy i rozpoczął się już kilkanaście lat temu, kiedy kombinat zaczął zwalniać pracowników i ograniczać produkcję. Nowohucianie musieli odnaleźć się w nowej rzeczywistości: nie tylko przebranżowić się, ale i znaleźć dla siebie całkiem nową opowieść. Teraz lubimy podkreślać, że mieszkamy w najzieleńszej i najwygodniejszej dzielnicy Krakowa. Jeśli kombinat przestał nam kopcić – tym lepiej.

Osadę Mogiła wybrano celowo pod budowę flagowej inwestycji Polski Ludowej, z uwagi na religijność i antykomunizm tamtejszej ludności?

Najnowsze badania historyków mówią raczej, że to mit, element czarnej legendy Nowej Huty. Decyzję o tym, że Polska potrzebuje dużej huty stali podjęto już w 1946 roku i bardzo długo szukano dla niej lokalizacji. Początkowo „nowa huta”, jeszcze z małych liter, miała stanąć na Śląsku, w okolicach Gliwic. Myślano także o Wybrzeżu… Wydaje się, że ostatecznie o lokalizacji zdecydowały względy praktyczne: przede wszystkim dostęp do wody, dogodny teren, zaplecze techniczne w postaci Akademii Górniczo-Hutniczej i magistrala kolejowa, którą można było wieźć stal na wschód.

Kobiety wiejskie chętnie przeistaczały się w robotnice?

To bardzo trudne pytanie. Wiele z nich – tak. Nową Hutę zaczęto budować w 1949 roku, niedługo po wojnie. Wielu mężczyzn nie wróciło do domów, odsetek wdów i sierot był katastrofalny. Te kobiety musiały szukać pracy, która pozwoliłaby im utrzymać siebie i dzieci. Z biednych, przeludnionych wsi województwa krakowskiego chętnie jechały do tego tajemniczego raju pod Krakowem, gdzie – jak głosiła propaganda – każdy dostanie pracę i mieszkanie. Dla młodych wiejskich dziewczyn to była nieprawdopodobna szansa: mogły wyrwać się z nędzy, z ciężkiej fizycznej pracy, pójść do szkoły, zdobyć zawód. Nawet moja babcia, która pochodziła z jednej ze wsi wywłaszczonych pod budowę kombinatu, cieszyła się z nastania Nowej Huty. Zamiast pasać krowy, poszła do dużej, czystej, jasnej szkoły, została ekspedientką, a jej syn dostał się potem na studia! Oczywiście budowa Nowej Huty miała jednak także mroczną stronę. Żeby postawić kombinat i miasto, wywłaszczono kilkanaście wsi. Te wiejskie kobiety, które straciły gospodarkę, sady, pola i domy, do dziś Nowej Hucie nie wybaczyły.
Nowa Huta, lipiec 1953 r. Osiedle C-1 w Nowej Hucie pośród pól, na których trwają prace żniwne. Budowę wielkich osiedli i nowych miast były priorytetowymi inwestycami planu 6-letniego. Fot. PAP/CAF/Stanisław Dąbrowiecki
Ile procent normy wykonała Zofia Włodek?

Może 150, może 250 procent? Była też przodowniczką pracy w systemie Lidii Korabielnikowej, to znaczy współzawodniczyła w oszczędności surowca. Narzekała na to, że wiele cegieł niszczy się, bo murarze nimi rzucają; chciała, żeby je szanowali, podawali sobie z rąk do rąk. Tak przynajmniej pisała ówczesna prasa. Zofia Włodek była gwiazdą, absolutną celebrytką swoich czasów, a przy tym postacią dość tajemniczą. Wraz z koleżankami założyła w Nowej Hucie pierwszą kobiecą brygadę murarską. Dziewczyny budowały razem żłobek. To było wielkie wydarzenie dla propagandy, więc przez prawie dwa lata informacje o Zofii praktycznie nie schodziły z łam gazet. Kiedy jednak podsumuje się wszystkie te artykuły i doniesienia, okazuje się, że o samej Zofii wiadomo naprawdę niewiele. Podobno jej ojciec był majstrem budowlanym, podobno zaczynała jako sprzątaczka na budowie, póki nie stwierdziła, że ona i jej koleżanki świetnie dadzą sobie radę z murarką i więcej przy tym zarobią. Kiedy brałam się do pisania książki, marzyłam, że właśnie poprzez losy Zofii Włodek pokażę dzieje nowohuckich kobiet. Niestety, nie udało mi się jej odnaleźć, chociaż poruszyłam niebo i ziemię. Dalej jej szukam.

Żona Piotra Ożańskiego, prototypu Mateusza Birkuta z „Człowieka z marmuru”, też parała się murarką?

Tak, Stasia Ostasz należała do brygady Zofii Włodek. Była przepiękną dziewczyną, blondynką z dołeczkami w policzkach. Wyswatano ją z Piotrem Ożańskim, chyba także w celach propagandowych: najlepszy nowohucki murarz miał się ożenić z murarką przed kamerami kroniki filmowej. Niestety, to nie było szczęśliwe małżeństwo. Ożański rozpił się, uciekał z Nowej Huty, zostawił Stasię samą z trójką dzieci. Żeby je utrzymać, musiała zatrudnić się na wydziale koksochemicznym kombinatu. Nienawidziła filmu „Człowiek z marmuru”. Nigdy nie chciała opowiadać o swoim życiu.

Swoją drogą miejscowi stachanowcy chyba woleli mieć połowice w domu niż w pracy.

Wbrew pozorom społeczeństwo nowohuckie było mocno konserwatywne. Wielu mężczyzn, którzy przyjeżdżali tu za pracą, nie chciało początkowo sprowadzać żon. Woleli, żeby zostały w rodzinnych wsiach. Kiedy Huta już okrzepła, zatrudnianie pań także nie było specjalnie mile widziane. W 1969 roku pytała o to socjolożka Renata Siemieńska. W tym czasie pracowała zaledwie połowa mieszkanek dzielnicy, a większość z nich odpowiadała, że… wolałyby zostać w domu i „zaszanować się”. Połowa nowohuckich mężów także chciała, żeby ich kobiety zajmowały się jedynie rodziną.

Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL

Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.

zobacz więcej
Miasto w znacznej mierze zaprojektowała Marta Ingarden, ale uczuciowo nie była chyba z nim zanadto związana…

Miałam okazję przeczytać życiorys, który ta architekt własnoręcznie spisała w latach 90. Nazwa Nowa Huta nie pada w nim ani razu, jakby nie chciała o niej pamiętać. A przecież dzielnica zawdzięcza jej budynki, które dziś niezwykle cenimy. Nie tylko my, mieszkańcy, ale również znawcy architektury: Teatr Ludowy, gmachy centrum administracyjnego kombinatu zwane „Pałacem Dożów”, supernowoczesny Blok Szwedzki, szkoły, przedszkola, żłobki… Do końca życia pozostała jednak uczuciowo związana ze swoim rodzinnym Lwowem. To było jej miasto, a nie Nowa Huta. Myślę, że nie bez znaczenia był także silny antykomunizm Marty Ingarden – uczestniczącej w konspiracji, więzionej nie tylko przez gestapo, ale także przez Urząd Bezpieczeństwa. To jednak pokazuje, jacy ludzie tworzyli Nową Hutę. Tą emblematyczną inwestycję realnego socjalizmu zaprojektowali znakomici przedwojenni polscy architekci, skupieni wokół świetnego urbanisty, przedwojennego harcerza i uczestnika obrony Warszawy Tadeusza Ptaszyckiego. Generalny projektant Nowej Huty nie należał nawet do partii. W rubryce „przynależność partyjna” wpisywał „Stowarzyszenie Architektów Polskich”.

Rozwiązłość nowohucianek (aborcje, topienie noworodków) to czarna legenda?

Zawdzięczamy ją Adamowi Ważykowi. W 1955 roku opublikował „Poemat dla dorosłych”, pisząc: „żeńskie hotele, te świeckie klasztory, trzeszczą od tarła, a potem grafinie miotu pozbędą się – Wisła tu płynie”. Śladem poematu do Nowej Huty przyjechał wtedy młodziutki reporter Ryszard Kapuściński. Plon jego wyprawy stanowił głośny tekst zamieszczony na łamach „Sztandaru Młodych” pt. „To też jest prawda o Nowej Hucie?”.

Bo wcześniej obowiązywała wykładnia wyrażona piórem przez Mariana Brandysa w „Początku opowieści” i Tadeusza Konwickiego w „Przy budowie” oraz słowami socrealistycznej „Piosenki o Nowej Hucie”, nadawanej w całej Polsce z kołchoźników.

Kapuściński napisał między innymi o czternastolatce, która zaraziła wenerycznie ośmiu chłopców. Nowa Huta w latach 50. bez wątpienia była miejscem… dzikim. Pełnym młodych, samotnych mężczyzn, którzy wyrwali się spod jakiejkolwiek kontroli społecznej, ciężko harowali, a po robocie chcieli sobie popić. Chlano na umór, bawiono się, zdarzały się szturmy junaków na żeńskie hotele robotnicze. Kobiety nie czuły się tu bezpiecznie. Wydaje się jednak, że te wszystkie opowieści o noworodkach topionych w wapnie i zamurowywanych w fundamentach to bzdura wyssana z palca. Opieram się na badaniach Wojciecha Paduchowskiego, który przeanalizował materiały zgromadzone w archiwum Instytutu Pamięci Narodowej i pozostałe źródła milicyjne. W latach 1951-52 w Nowej Hucie odnotowano dwa przypadki nierządu, osiem zakażeń chorobą weneryczną, cztery gwałty, dwie aborcje. Mało, jak na tak wielką masę ludzi.
O macierzyństwo dbała Jadwiga Beaupre?

Niesamowita postać. Odkrywała dla nowohucianek w latach 60. to wszystko, co wydaje nam się współczesnym osiągnięciem. Uczyła świadomego macierzyństwa, przygotowywała kobiety do porodu bez strachu i bólu, promowała ćwiczenia przed i poporodowe oraz angażowanie ojców w opiekę nad noworodkiem. Wyprzedzała swoje czasy o kilka dekad. Wielu lekarzy położników uważało jej praktyki za babskie fanaberie; położnica miała przecież podczas porodu leżeć i słuchać pana doktora! Tymczasem doktor Beaupre uważała, że kobiety muszą nauczyć się słuchać swojego ciała, świadomie współpracować z nim podczas porodu, przejmować inicjatywę. Przekonywała, że to nie musi być ból i trauma, ale piękne, wartościowe doświadczenie. Nowohucianki i krakowianki do dziś wspominają panią doktor i prowadzoną przez nią – jedną z pierwszych w Polsce! – szkołę rodzenia.

Melpomena zawitała do tej krakowskiej dzielnicy dzięki Krystynie Skuszance?

Troszkę wcześniej, kiedy Jan Kurczab założył amatorski Teatr Nurt w baraku samowolnie zbudowanym z podwędzonych z budowy desek. To wtedy okazało się, że ci robotnicy w gumiakach i waciakach marzą o teatrze! Skuszanka przybyła do Nowej Huty w 1955 roku, żeby prowadzić tu pierwszą scenę profesjonalną – Teatr Ludowy. Miała wtedy 31 lat, powierzono jej teatr dla robotników najważniejszej inwestycji planu sześcioletniego. A ona, zamiast pokazywać im folklor, jakieś proste sztuki dydaktyczne, stworzyła niezwykle ambitną, na wskroś nowoczesną, niemal eksperymentalną scenę, nawiązującą do tradycji polskiego teatru romantycznego! I odniosła sukces! Teatr Ludowy był wówczas jednym z najciekawszych artystycznie w Polsce. Zaczynali tam swe spektakularne kariery Franciszek Pieczka i Witold Pyrkosz.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Nowohuckie życie towarzyskie toczyło się głównie w knajpach, czy Lesie Mogilskim?

Życie miłosne kwitło wszędzie, gdzie się dało: w bramach, w wykopach, w Lasku… Nowa Huta była miastem ludzi młodych, którym brakło miejsc na intymne schadzki. Przeludnione hotele robotnicze podzielono wedle płci. Nawet małżeństwa nie mogły w nich mieszkać razem. Mieszkania dopiero się budowały… Natomiast w knajpach pito, i to nierzadko na umór. Projektowano te lokale gastronomiczne z wielkim pietyzmem. Zamawiano obrusy, zatrudniano piękne kelnerki, a po kilku miesiącach miejsca przeistaczały się w speluny i mordownie. W Nowej Hucie można było świetnie zarobić, młodzi ludzie, którzy tu przyjeżdżali, dostawali do ręki spore sumy i nie mieli na co ich wydawać. Nie mieli często rodzin na utrzymaniu, więc kupowali sobie garnitur i radio, a potem... szli się bawić.

Kościół powstał tam po wieloletniej batalii. Z udziałem pań?

Nową Hutę zaplanowano jako miasto bez Boga. W planie urbanistycznym zabrakło kościoła, podobno dziwił się temu nawet Bolesław Bierut. Nie znaczy to, że kościołów nie było. Były. Należały do dawnych wsi, które Nowa Huta wchłonęła: Pleszowa, Czyżyn, Bieńczyc, był klasztor cystersów w Mogile. A Nową Hutę tworzyli w zdecydowanej większości katolicy, często bardzo przywiązani do wiary. Co niedzielę, w mróz, słotę czy upał pokonywali pieszo kilka kilometrów, żeby uczestniczyć w nabożeństwie. Wreszcie, po 1956 roku, władza ludowa uległa i wydała zgodę na budowę kościoła w Nowej Hucie. Zawiązano komitet budowy, wkopano w ziemię drewniany krzyż. A władze… rozmyśliły się. I kazały krzyż usunąć. Na jego miejscu miała stanąć szkoła tysiąclatka. Rankiem 27 kwietnia 1960 roku, kiedy robotnicy przyjechali wykopać krzyż, rzuciły się na nich mieszkające nieopodal kobiety. Odpędziły ich. Tak zaczęły się wydarzenia zwane „walką o krzyż”: kilkudniowe regularne walki z milicją i ZOMO, prawdziwa wojna uliczna. Krzyż udało się obronić, jego replika stoi do dziś, ale szkoła i tak powstała. Kościół zbudowano trochę dalej, w 1965 roku. Takie to było „socjalistyczne miasto”...

„Ekstremistki” niczego nie żałują

Dziewczyny z mniejszych miejscowości były szykanowane i upadlane, również po wyjściu z internowania. Płaciły ogromną cenę – mówi dawna opozycjonistka Ewa Józefowicz.

zobacz więcej
Pośród solidarnościowej opozycji Nowej Huty niewiasty odgrywały role marginalne?

Kobiety z nowohuckiej Solidarności strajkowały, rzucały kamieniami w ZOMO, znosiły rewizje i aresztowania, drukowały i przenosiły bibułę, organizowały pomoc dla internowanych i ich rodzin… Nie mogę zrozumieć, czemu o nich zapomniano, czemu tak mało się o nich opowiada. Mam olbrzymi szacunek dla ich odwagi, poświęcenia i skromności. Wzięły na barki między innymi ogromny wysiłek organizacji pomocy dla represjonowanych, zwalnianych z pracy, aresztowanych, a robiły to z narażeniem siebie i swoich rodzin.

Najsławniejszy gość w spódnicy przybył do Nowej Huty z orbity kosmicznej.

Walentynę Tierieszkową, pierwszą kosmonautkę, zaprosiły do siebie hutniczki z kombinatu imienia Lenina. Wróciła wówczas z podniebnego lotu i odbywała swoiste tournée po „krajach demokracji ludowej”. W Nowej Hucie podobno obtarły ją buciki. Dzielnica była wtedy obowiązkowym przystankiem dla wielu zagranicznych gości, którym chciano zaimponować. Wizytowali ją: Charles de Gaulle, Indira Ghandi, Nikita Chruszczow. Fidel Castro wymknął się ochronie i grał z dzieciakami w piłkę nożną.

Turystom zagranicznym nadal organizuje się wycieczki po tym wzorcowym mieście realnego socjalizmu?

Jest ich coraz więcej. Dawniej stanowiła dla nich taką atrakcją z dreszczykiem: miasto komunizmu, gdzie ulicami chadza proletariat i topi się stal… Na przełomie lat 90. zeszłego wieku i roku 2000 kilku obrotnych przewodników oferowało nawet taką usługę: przywozili zachodnich turystów wartburgiem albo syrenką, pokazywali gdzie stał pomnik Lenina, zapraszali do mieszkania, gdzie czekał przebrany w gumiaki i waciak „robotnik”, który częstował wódką i ogórkiem kiszonym. Mieszkańcom Nowej Huty bardzo się to nie podobało. Nie po to sami obalili pomnik Lenina na placu Centralnym, żeby teraz ktoś robił z nich komunistyczne atrakcje turystyczne. Na szczęście tą fazę mamy już chyba za sobą. To nowe, rosnące zainteresowanie Nową Hutą jest znacznie dojrzalsze. Ludzie przyjeżdżają tu poznać niełatwą historię Polski, ale także obejrzeć świetnie zaprojektowane miasto ogród. Huta jest dziś jedną z najzieleńszych dzielnic Krakowa, z pięknymi skwerami, parkami. To miejsce, gdzie po prostu dobrze się żyje. Wzrasta też zainteresowanie modernistyczną architekturą. Od niedawna Nowa Huta jest pomnikiem historii. Teraz staramy się o wpis na listę dziedzictwa UNESCO.

– rozmawiał Tomasz Zbigniew Zapert

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Katarzyna Kobylarczyk – z urodzenia i zamiłowania nowohucianka. Reporterka, autorka książek „Pył z landrynek”, „Hiszpańskie fiesty”, „Baśnie z bloku cudów. Reportaże nowohuckie” oraz najnowszej „Kobiety Nowej Huty. Cegły, perły i petardy”. Dla Małopolskiego Instytutu Kultury napisała pięć zbiorów reportaży historycznych poświęconych dziejom regionu.
Zdjęcie główne: Kraków, 22 czerwca 1953. Budowa kombinatu metalurgicznego w Nowej Hucie. Fot. PAP/Zygmunt Wdowiński
Zobacz więcej
Rozmowy wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Zarzucał Polakom, że miast dobić wroga, są mu w stanie przebaczyć
On nie ryzykował, tylko kalkulował. Nie kapitulował, choć ponosił klęski.
Rozmowy wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
W większości kultur rok zaczynał się na wiosnę
Tradycji chrześcijańskiej świat zawdzięcza system tygodniowy i dzień święty co siedem dni.
Rozmowy wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Japończycy świętują Wigilię jak walentynki
Znają dobrze i lubią jedną polską kolędę: „Lulajże Jezuniu”.
Rozmowy wydanie 15.12.2023 – 22.12.2023
Beton w kolorze czerwonym
Gomułka cieszył się, gdy gdy ktoś napisał na murze: „PPR - ch..e”. Bo dotąd pisano „PPR - Płatne Pachołki Rosji”.
Rozmowy wydanie 8.12.2023 – 15.12.2023
Człowiek cienia: Wystarcza mi stać pod Mount Everestem i patrzeć
Czy mój krzyk zostanie wysłuchany? – pyta Janusz Kukuła, dyrektor Teatru Polskiego Radia.