Cywilizacja

Postrach lewicy i ostatnia nadzieja Argentyńczyków

Na początku XX wieku Argentyna była jednym z 10 najbogatszych krajów na świecie, wyprzedzając m. in. Francję i Włochy. Dziś, po wieloletnich rządach lewicy, jest na skraju gospodarczej przepaści z inflacją rok do roku wynoszącą w październiku 142,7 proc. i odsetkiem biednych sięgającym 45 proc. Czy nowy prezydent ma szansę uczynić Argentynę znów wielką?

Ultrakonserwatysta, skrajnie prawicowy libertarianin, prawicowy populista, ultraliberalny outsider, ekscentryczny radykał w stylu Trumpa i Bolsonaro – oto zestaw niezbyt przyjaznych etykiet, którymi światowe media próbują opisać 53-letniego Javiera Mileia, zwycięzcę niedzielnych wyborów prezydenckich w Argentynie. Od czasu wygranej Donalda Trumpa chyba żaden polityk nie wzbudzał takich emocji.

No bo kto dziś nosi takie bokobrody i czuprynę, której nie powstydziłby się nawet były amerykański prezydent? Na dodatek ten ekscentryczny prezydent elekt jest nieprzyjacielem komunizmu i socjalizmu, a dla rodaków pogromcą lewicowych rządów spod znaku peronizmu i kirchneryzmu, z którymi tak długo nie mogli się rozstać.

Wybór Mileia ma też spore znaczenie geopolityczne, może bowiem pokrzyżować szyki UE próbującej domknąć porozumienie z Mercosurem (najsilniejszą strefą wolnego handlu w Ameryce Południowej), nie mówiąc o chińsko-rosyjskich planach zwasalizowania Ameryki Łacińskiej pod pretekstem rozszerzania o Argentynę grupy BRICS. Kim zatem jest polityk, który narobił na świecie takiego rabanu?

Gwiazda internetu

Najkrócej mówiąc to oryginał. W młodości próbował zostać piłkarzem, grał w rockowym zespole Chacarita Juniors, ale jako 20-latek zainteresował się ekonomią klasycznych liberałów Ludwiga von Misesa i Friedricha von Hayeka i tak jest do dziś. Na cześć ulubionych ekonomistów nazwał nawet swoje mastify angielskie, które według argentyńskich mediów zostały sklonowane z jego ukochanego czworonoga Conana, choć sam Milei nigdy tego nie potwierdził.

Milei jest przeciwnikiem aborcji (którą w Argentynie legalnie wprowadzono w 2020 roku), ale nie waha się nazwać swojego rodaka, papieża Franciszka „imbecylem” i „złem”, zarzucając mu promowanie komunizmu. Potrafi też szargać inną argentyńską świętość, Maradonę, twierdząc, że Pele był od niego lepszym piłkarzem.

Choć feministki go nie znoszą, otacza się kobietami. Jego partnerka jest niezwykle atrakcyjną aktorką komediową, ale jego sztab na tydzień przed drugą turą musiał oficjalnie zaprzeczyć, że Milei uprawia seks z młodszą siostrą Kariną, która notabene jest architektem jego kampanii wyborczej.

Do polityki Milei trafił z internetu, gdzie w czasie pandemii zdobył olbrzymią popularność wśród młodych Argentyńczyków, krytykując m. in. antycovidowe obostrzenia, i z telewizji, gdzie furorę zrobiły nie tylko jego wolnościowe poglądy, ale także fryzura. Jego niebanalne uczesanie to mieszanka filmowego Wolverine – jak chce jego stylistka Lilia Lemoine, a tylko ona może strzyc jego baczki – i podstarzałego Elvisa Presleya. Argentyńskie media plotkują, że fryzura Mileia jest jednak ukłonem w stronę najdłużej urzędującego prezydenta Argentyny z przełomu lat 80. i 90. minionego wieku, Carlosa Menema, który poradził sobie z hiperinflacją. Przed Mileiem też stoi nie lada zadanie.
Fryzjerka nowego prezydenta też stała się celebrytką. Fot.paparazzi.com.ar
Po wieloletnich rządach lewicy, które doprowadziły Argentynę na skraj gospodarczej przepaści, z inflacją rok do roku wynoszącą w październiku 142,7 proc. i odsetkiem biednych sięgającym 45 proc., w kraju jest tak źle, że po latach hołubienia polityków obiecujących budowę socjalistycznego państwa opiekuńczego, Argentyńczycy wybrali libertarianina głoszącego wolność jednostki i świętość własności prywatnej. Na razie może on liczyć na rekordowe społeczne poparcie. Milei otrzymał w drugiej turze 14,5 mln głosów (55,69 proc.), o 3 mln więcej niż jego konkurent, peronista i minister gospodarki Sergio Massa, uzyskując w ten sposób – przy świetnej, 76-procentowej frekwencji – najlepszy wynik od 1983 roku, kiedy skończyła się dyktatura wojskowa w Argentynie.

Anarchokapitalista Milei zapowiada więc bez ogródek terapię szokową: masową prywatyzację, drastyczne cięcia wydatków publicznych, likwidację 12 ministerstw i zastąpienie dolarem niemal nic dziś niewartego argentyńskiego peso. – Jesteśmy największymi slumsami na świecie. Mówimy to od lat. Argentyna ma przyszłość, ale tylko jeśli będzie liberalna – głosi zwycięzca.

Zwolennicy wolnego rynku twierdzą, że jego zdecydowana wygrana to moment historyczny, porównywalny do upadku muru berlińskiego (zdjęcie rozbiórki muru Milei ma zresztą na swoim profilu w serwisie X), bo – jak pisze brytyjski magazyn konserwatywny „Spectator”– Milei będzie pierwszym libertariańskim prezydentem na świecie.

I lepiej, żeby wywiązał się z obietnic, bo wielu jego wyborców w powyborczą noc mówiło, że jest ich ostatnią nadzieją.

Mesjasz

Jak napisał zaraz po wyborach hiszpański dziennik „El Mundo”, Milei to kara dla argentyńskiego establishmentu, dodajmy, wymierzona przez wielu młodych ludzi. Według danych argentyńskiej PKW w drugiej turze zagłosowało o 47 proc. więcej nastolatków w wieku 16 i 17 lat niż w wyborach krajowych w 2019 r., większość z nich na Mileia. Gwoli wyjaśnienia: w Argentynie obowiązuje przymus wyborczy, który dotyczy obywateli w wieku od 18 do 70 lat. Prawo wyborcze mają również osoby w wieku od 16 do 18 lat, tyle że w ich przypadku głosowanie jest nieobowiązkowe.

Najmłodszy w dziejach prezydent. I pierwszy skutecznie walczący z przestępcami

Czy Latynosi poradzą sobie z układami i gangsterami?

zobacz więcej
Niektórzy politycy zauważyli ten trend wcześniej. Były centroprawicowy prezydent Mauricio Macri, który poparł Mileia, napisał w serwisie X (dawniej Twitter) na krótko przed niedzielnym głosowaniem, że trzeba pójść za młodymi, którzy mówią, że chcą zmiany. Dobrze zrozumiał to także sam kandydat, bo w wywiadzie dla konserwatywnego amerykańskiego publicysty i prezentera Tuckera Carlsona mówił, że po wielu latach socjalistycznych rządów musiał się pojawić liberalny bunt, a bunt zawsze rodzi się wśród młodych. – To oni zauważyli, że ktoś mówi o wolności, o liberalizmie i podważa status quo – podsumował Milei.

Dlatego tak skuteczna okazała się strategia szukania wyborców w sieci, podobna zresztą do tej zastosowanej przez Jaira Bolsonaro w Brazylii i Donalda Trumpa w USA. Jak podaje „El Mundo”, po ostatniej debacie prezydenckiej najważniejsze gazety w Argentynie takie jak „Clarín” czy „La Nación” jej zwycięzcą ogłosiły Sergio Massę, tymczasem w mediach społecznościowych triumfatorem okazał się Milei.

Zapowiedź wyborczego zwycięstwa Mileia można też znaleźć w dokumencie dziennika „La Nación” z sierpnia tego roku pod tytułem „Co myślą wyborcy Mileia”.

W filmie wypowiadają się głównie młodzi Argentyńczycy: informatyk, portier, barman, student budowy statków, studentka choreografii, ale także emeryci oraz nauczycielka gimnazjum w średnim wieku. Wszyscy są zmęczeni biedą, brakiem perspektyw i wciąż tą samą grupą polityków usiłującą zdobyć ich głosy. Młodzi mówią, że muszą mieszkać z rodzicami, bo pensja starcza im tylko na 2-3 tygodnie, starsi, że zdarzało im się z powodu braku pieniędzy spać na ulicy. Państwo jest dla nich ciemiężcą, pozbawiającym ich rodziny marzeń. O politykach mówią językiem Mileia, że to kasta, odpowiedzialna za całe zło w Argentynie, za to, że nic nie działa i hamująca rozwój gospodarczy i społeczny ich kraju. W filmie powtarza się wielokrotnie zdanie: „To wciąż ci sami ludzie, pora na zmianę”.
Większość nastolatków głosowała na Javiera Mileia. Fot. CRISTINA SILLE / Reuters / Forum
Bohaterowie dokumentu nie boją się też dolaryzacji gospodarki zapowiadanej przez Mileia. Nauczycielka mówi, że przecież i tak wszyscy trzymają dolary w domu, a emeryt liczy, że wprowadzenie dolara poprawi jego sytuację finansową. Z kolei młodzi chcą dostępu do broni, aby mieć szansę w starciu z przestępcami.

Wyborcy Mileia nie dają się też przekonać krytyce spadającej na polityka ze strony feministek. Zwracają uwagę, że Milei otacza się kobietami, które mają odegrać kluczową rolę w jego administracji, a feminizm dzielą na ten dobry dla kobiet, z początku XX wieku, który wywalczył im prawo głosu i pracy, gdzie chcą, i ten współczesny, zradykalizowany, występujący niesłusznie przeciwko mężczyznom. Najmocniej wybrzmiewają w filmie słowa nauczycielki gimnazjalnej: „Mówią o Mileiu, że jest szalony, a jeśli właśnie potrzebujemy szaleńca? Dla mnie to nowy Mesjasz, który uratuje ten kraj”.

Make Argentina Great Again

Na początku XX wieku zarabiająca krocie na eksporcie wołowiny Argentyna była jednym z 10 najbogatszych krajów na świecie, wyprzedzając m. in. Francję i Włochy. Argentyński PKB rósł wtedy w tempie 6 proc. rocznie, a szukający lepszego życia emigranci z Europy trafiali nie tylko do Nowego Jorku, ale także do Buenos Aires. W czasie kampanii wyborczej Milei często do tej chlubnej historii wracał. Nie tylko on. Gratulujący mu w serwisie Truthsocial Donald Trump napisał, że Milei ma szansę uczynić Argentynę znów wielką, taką jaką była 100 lat temu. Czy to tylko pobożne życzenia, a argentyńscy wyborcy rozczarują się tak jak za rządów centroprawicowego Mauricio Macri?

Szczegóły planu Mileia znamy jeszcze z kampanii. Wzorem gospodarczych reform, które obiecuje Milei są Australia, Nowa Zelandia i Irlandia. W wywiadzie dla tygodnika „Economist” zapowiadał m. in. zmniejszenie wydatków publicznych z obecnych 38 proc. do 15 proc. PKB. Chciał osiągnąć taki wynik przez likwidację części ministerstw, w tym resortu zdrowia, transportu, edukacji, kultury oraz kobiet, płci i różnorodności. Rząd bez ministrów edukacji i zdrowia? Według Mileia usługi świadczone zwykle przez państwo, takie jak edukacja i opieka zdrowotna, zostałyby poddane konkurencji na wolnym rynku. Zaś w edukacji wprowadziłby system bonów oświatowych, tak aby to rodzice przekazywali wybranym szkołom środki, co przypomina zresztą pomysły pojawiające się także kiedyś w polskiej polityce.

W administracji Mileia miałoby więc działać jedynie 8 resortów: gospodarki, sprawiedliwości, spraw wewnętrznych, kapitału ludzkiego, bezpieczeństwa, obrony, spraw zagranicznych i infrastruktury.

Głodują, drastycznie chudną, zjadają nawet zwierzęta z zoo. I umierają na choroby, z którymi inni sobie radzą

Wielu Wenezuelczyków od początku uważało, że Maduro pełni urząd prezydenta bezprawnie. Ten jednak nie przejmował się krytyką, a manifestacje tłumił gazem łzawiącym i gumowymi kulami.

zobacz więcej
W kampanii zapowiedział też prywatyzację 34 argentyńskich spółek państwowych, w tym giganta naftowego YPF, oraz publicznych mediów (Televisión Publica, Radio Nacional i agencji informacyjnej Télam) oraz obniżenie lub zniesienie większości argentyńskich podatków. Milei mówił także o ograniczeniu transferów federalnych do 24 argentyńskich prowincji. Przewidział też w swoich planach zniesienie uprzywilejowanych emerytur sędziów, dyplomatów i prezydentów Sądu Najwyższego. Sam też ma zamiar zrzec się emerytury prezydenckiej.

Najgłośniejszą jego propozycją jest jednak dolaryzacja argentyńskiej gospodarki, dzięki której ma się według niego udać walka z inflacją.

Już w pierwszym wywiadzie po niedzielnym zwycięstwie, w kanale informacyjnym Todo Noticias, nowy prezydent podtrzymał wyborcze obietnice: od cięć wydatków publicznych przez negocjacje z MFW, po eliminację do końca 2024 roku deficytu budżetowego. Powtórzył, że wszystko, co może zostać sprywatyzowane, zostanie sprywatyzowane, bo to, co znajduje się w gestii sektora publicznego działa źle.

Według periodyku „El Economista” operację zastąpienia argentyńskiego zdewaluowanego pesa dolarem Milei będzie chciał przeprowadzić według planu Emilia Ocampo, ekonomisty z dyplomem MBA na Uniwersytecie w Chicago, który obejmie także stanowisko szefa Banku Centralnego (który finalnie ma zostać zamknięty), aby przygotować grunt pod cały ten skomplikowany proces. Ocampo obiecuje, że jeśli przeprowadzi się dolaryzację w styczniu-lutym 2024 roku, to w kwietniu 2025 inflacja osiągnie poziom zbieżny z USA.

Milei jest ostrożniejszy. W wywiadzie dla Todo Noticias ostrzegał, że inflacja będzie się utrzymywać na wysokim poziomie przez mniej więcej dwa lata, „bo w polityce monetarnej to, co się robi dziś, przynosi efekty w ciągu 18-24 miesięcy”. Jakby mówił: nie oczekujcie cudów od razu. Zresztą, według Reutersa do końca roku inflacja w Argentynie sięgnie 185 proc. Na jak długo Argentyńczykom starczy więc cierpliwości? I czy ten eksperyment w ogóle może się udać?
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Milei, lider działającej od 2021 roku partii La Libertad Avanza (konserwatywnej w sprawach światopoglądowych i libertariańskiej gospodarczo) nie będzie mógł liczyć na wsparcie Kongresu. W Izbie Deputowanych liczącej 257 posłów LLA ma 37 posłów. Spośród 72 senatorów tylko siedmiu należy do LLA. W koalicji z grupowaniem Mauricio Macri też nie będzie miał większości.

Milei obiecuje mimo to, że nie będzie wprowadzał zmian dekretami prezydenckimi. Już 11 grudnia wyśle do Kongresu pakiet ustaw umożliwiający start zapowiadanych przez niego reform. Dopiero kiedy nie będzie na nie zgody, postawi na referenda.

Konserwatywni publicyści, np. na łamach hiszpańskiego portalu Libertad Digital, doradzają mu jednak rozważenie rządzenia dekretami, bo opór peronistów mających w parlamencie olbrzymie wpływy, może być trudny do przełamania.

El Loco

Lewica już bije na alarm i przypomina w przyjaznych sobie mediach wszystkie niepoprawne politycznie poglądy Argentyńczyka: że nazywa teorię zmian klimatycznych zawinionych przez człowieka socjalistycznym kłamstwem, że jest przeciwnikiem aborcji i nie wspiera małżeństw jednopłciowych. Na cenzurowanym jest także jego rzekomo zaburzona osobowość, czego dowodem ma być powtarzane przez media przezwisko „El Loco”(pol. szalony) nadane podobno Mileiowi jeszcze przez szkolnych kolegów. Politycy konkurencji już straszą jego wybuchowym charakterem.

Kilka miesięcy temu, po zwycięskich dla libertarianina prawyborach Luis Delia, jeden z lewicowych działaczy argentyńskich zamieścił w serwisie X wpis, sugerujący, że historia Mileia przypomina dojście do władzy Hitlera – szaleńca, wybranego w kraju nękanym hiperinflacją. Aby obrzydzić Argentyńczykom nowego prezydenta lewica sięga nawet po argumenty ze sfery religijnej, którą zwykle krytykuje albo przedstawia w karykaturalnej formie. Dziś ta sama lewica wyrzuca Mileiowi niechęć do papieża Franciszka. Evo Morales, były lewicowy przywódca Boliwii komentując zwycięstwo Mileia, napisał w portalu X, że lewica nigdy nie będzie życzyć powodzenia faszyzmowi i neoliberalizmowi, który „obraża Brata Papieża ubogich”.
Javier Milei rozbudził nadzieje Argentyńczyków. Fot. ADRIANO MACHADO / Reuters / Forum
Milei nie jest jedynie problemem latynoskiej lewicy, skupionej w panamerykańskich grupach lobbingowych – Foro de São Paulo i Grupo de Puebla – której marzeniem, jak napisał dziennik „El Mundo”, jest czerwona Ameryka Łacińska. Wybór nowego prezydenta może pokrzyżować także szyki Chinom i Rosji, które próbują tworzyć blok państw konkurujący z przewodzonym przez USA Zachodem.

W trakcie kampanii Milei i jego współpracownicy nie ukrywali, że mogą odrzucić zaproszenie Argentyny do BRICS, na które zgodził się w Johannesburgu ustępujący lewicowy prezydent Alberto Fernandez. Nie jest tajemnicą, że wraz z Argentyną do BRICS miałby dołączyć w styczniu 2024 Iran, czyli reżim zaopatrujący Rosję w drony na potrzeby inwazji na Ukrainę, którą Milei potępił. BRICS stałby się w ten sposób antyzachodnim sojuszem pod przewodnictwem Pekinu i Moskwy.

Tymczasem w rozmowie z Tuckerem Carlsonem Milei podkreślał, że „nie będzie żadnych interesów z Chinami, z żadnym komunistą”, choć z drugiej strony dodał, nie oznacza to, że Argentyńczycy nie będą mogli sprzedawać swoich towarów Chińczykom, Rosjanom czy rządzonych przez skrajnie lewicowego Lulę Brazylijczykom. Sceptycznie o dołączeniu do BRICS, już po wyborach wyrażała się także – notabene cytowana przez Sputnik – Diana Mondino, kolejna kobieta w otoczeniu Mileia, która ma zostać w jego gabinecie ministrem spraw zagranicznych.

Na takie sygnały Chiny już odpowiedziały. Jak podała agencja Xinhua zerwanie przez Argentynę relacji z Chinami byłoby według rzeczniczki chińskiego MSZ Mao Ning „poważnym błędem”. Zwolennicy współpracy z Chinami pocieszają się, że współpraca Mileia z centroprawicowym Macrim, wymusi złagodzenie ewentualnego antychińskiego kursu, o czym donosił m. in. „South China Morning Post”. W końcu Chiny są drugim co do wielkości partnerem handlowym Argentyny po Brazylii, a jak zauważył cytowany przez PAP ekspert ds. Ameryki Łacińskiej z brytyjskiego think tanku RUSI dr Carlos Solar, zły stan gospodarki zmusi nowego prezydenta Argentyny do pragmatyzmu w dziedzinie relacji międzynarodowych, tym bardziej, że Brazylia i Chiny mają dla argentyńskiej gospodarki kluczowe znaczenie.

Być może z tego właśnie powodu dojdzie też jednak do domknięcia umowy handlowej Unii z Mercosurem, w skład którego wchodzą Argentyna, Brazylia, Paragwaj i Urugwaj. Tworzące gigantyczną strefę wolnego handlu porozumienie zostało uzgodnione po 20 latach negocjacji w 2019 roku, ale nie ratyfikowano go jeszcze, m. in. ze względu na opór Francji. Jak podawał ostatnio portal export.org.uk, unijni urzędnicy i brazylijscy dyplomaci się spieszą i nie wykluczają finalizacji porozumienia nawet przed 10 grudnia, datą objęcia prezydentury przez Mileia.

Jednak według dziennika „Buenos Aires Times” do zmian w polityce zagranicznej z pewnością dojdzie, co zapowiadają najbliższe plany Mileia, a także jego pierwsze spotkanie z mediami, które prezydent elekt odbył w scenografii przypominającej konferencje prasowe Białego Domu.

Media zwracają uwagę, że w sierpniu Milei jasno określił, kim będą sojusznicy Argentyny: Stany Zjednoczone i Izrael. –Taka jest nasza polityka międzynarodowa. Nie będziemy sprzymierzać się z komunistami – zapowiedział Milei. Jeszcze zanim zostanie zaprzysiężony na prezydenta wybiera się zresztą w prywatną podróż do USA i Izraela.

– Anna Gwozdowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023
Zdjęcie główne: Ekscentryczny prezydent elekt Javier Milei jest nieprzyjacielem komunizmu i socjalizmu. Fot. MATIAS BAGLIETTO / Reuters / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.