Cywilizacja

Gen mistrzostwa

Maciej Szczęsny i Wojciech Szczęsny. Janusz Gortat i Marcin Gortat. Tomasz Świątek i Iga Świątek. Sportowe sztafety pokoleń.

Gdybym miał obstawiać, kto bardziej ciśnie swoje dzieci na uprawianie sportu wyczynowego – rodzice sportowcy czy nie sportowcy, zdecydowanie wskazałbym tych drugich w dużej przewadze liczebnej.

Wystarczy popytać instruktorów czy trenerów, co się dzieje za linią autową na zajęciach piłki nożnej małolatów, na treningach tenisa, żeby dowiedzieć się, jak jest. Tatusiowie i mamusie nie odpuszczają na moment. Nie tyle dopingują potomków, ile próbują zarządzać.

Po pierwsze sterują dzieciakami, podpowiadając, jak mają grać. Po drugie szkoleniowcami, którym mówią, jak mają trenować. Wtrącają się we wszystko, w sumie wywołując zamieszanie oraz wywierając presję na uczestników wydarzenia, co rzecz jasna nie pomaga, a przeszkadza.

Przyczyny bywają podobne lub dokładnie takie same. Kariery sportowe w modnych dyscyplinach są dziś kosztowne, zwłaszcza w fazach początkowych. Dla rodziców jest to inwestycja, często poważna jak choćby w tenisie. Im szybciej się zwróci, tym lepiej.

Tyle że to niemożliwe. Młody piłkarz nie stanie się Lewandowskim w pięć minut, a młoda tenisistka Igą. Nie nastąpi to w ciągu jednego roku. Nie zadzieje się to także w dwa lata albo trzy. Nie istnieją gwarancje, że kiedykolwiek się uda. To jest sport, a tu nie ma nic na szybko i na siłę.

Ponoć w Polsce wszyscy znają się na piłce i na medycynie. Gdyby tak było, nie do nas należałyby rekordy w połykaniu pigułek, które wciskają nam koncerny farmaceutyczne od przebudzenia po zasypianie, z przerwami na czynności konieczne oraz intymne.

Gdyby tak było, nikomu przez gardło nie przeszłyby słowa przyśpiewki „Polacy nic się nie stało” na okoliczność kolejnego meczu, jaki brawurowo przerąbały nasze Orły Sokoły piłki kopanej. Ale tak nie jest. Znajomość sportu i medycyny w narodzie mizerna jest i płytka.

Widoki na poprawę są słabe. Młodzi, na których rodzina wymusza karierę, szybciej zniechęcą się do sportu niż nabiorą koniecznych nawyków i dyscypliny. Młodych, którzy lubią być na luzie według zasady „Nic nie musisz, wszystko możesz”, sport raczej nie skusi.

W sporcie nic nie możesz, gdy nie zrobisz tego, co musisz. Ale by wykonać to, co musisz, musisz bardzo tego chcieć. Czasem z powodzeniem, jednak częściej bez sukcesów. Dlatego sportowcy nie cisną potomków na rodzinne powtórki. Ale gdy dzieciak ma talent i pasję, zazwyczaj pomagają.

Mimo pewnej ostrożności, która wynika z doświadczeń i wiedzy, synom i córkom dawnych zawodników, udaje się przebić na rynku profesjonalnym i zrobić karierę. Niekoniecznie według porzekadła – jaki ojciec taki syn. Niekiedy większą, nierzadko mniejszą.

Prawdę mówiąc, nie ma sztywnej reguły przenoszenia tradycji rodzinnych w tej branży. Każdy przypadek jest inny. Działa tu wiele zmiennych, niektóre mają charakter bardzo osobisty, dotyczą relacji między dziećmi a rodzicami, i to przez lata.
Maciej Szczęsny podczas treningu reprezentacji Polski w 1995 roku (fot. PAP/Paweł Kopczyński) i Wojciech Szczęsny jako bramkarz Juventusu w 2023 roku (fot. PAP/PA).
Niemniej lista sportowych spadkobierców jest długa. Bywa, że syn czy córka uprawiają tę samą dyscyplinę co ojciec czy matka. Wtedy łatwiej o porównania, chociaż nie wprost, ponieważ młody lub młoda trenują i startują w innych, na ogół lepszych warunkach, co przekłada się na osiągnięcia.

Maciej Szczęsny i Wojciech Szczęsny to pierwszy z brzegu przykład takiej sztafety pokoleń. Niezbyt oryginalny, właściwie rodzinny standard. Ojciec był bramkarzem, więc i syn nim został. Co sprawiło, że tak się stało? Kiedy młody zaskoczył, że to jest to, co chciałby robić?

Zazwyczaj jest to proces związany z atmosferą domu, klimatem dorastania, wpływem autorytetu. Dzieciom sportowców łatwiej jest podjąć decyzję, ponieważ ojcowie wydeptują ścieżki, na które one kiedyś wejdą. Najlepiej dokładnie po śladach rodzica.

Tyle że to samo nie oznacza, że tak samo. Maciej rozpoczął karierę w wieku 18 lat, a Wojtek gdy miał 14. Grał w Agrykoli na pozycji napastnika. Obaj dotarli do reprezentacji narodowej. Ojciec na 5 sezonów, a syn rozegrał już 16.

Tata występował głównie w meczach towarzyskich i jednym w ramach eliminacji do ME, a młodszy Szczęsny w 79 spotkaniach, ustanawiając rekord kraju w kategorii „bramkarz reprezentacji”, grając na mundialach i mistrzostwach Europy. Popularność syna jest nieporównanie większa, podobnie jak zarobki.

Jednak warto pamiętać o nośnikach popularności i różnicach zarobków. Pierwsze serwery internetowe w Europie zaczęły działać w 1991 roku, w Polsce dużo później. Social media nie istniały, a pieniędzy w futbolu stale przybywało, aż urosły do rozmiarów absurdalnych.

Janusz Gortat był dwukrotnym brązowym medalistą olimpijskim wagi półciężkiej w boksie. Marcin Gortat został polską gwiazdą w NBA. Ojciec chciał, żeby syn walczył w ringu. W gorszym wariancie, widział w nim siatkarza. Ale syn postawił na swoim.

Niemniej trudno zakładać, że przykład sportowego ojca nie miał żadnego wpływu na Marcina. Że zaproszenie do sportu dostał od Świętego Mikołaja na gwiazdkę. Ale wyboru dokonał samodzielnie, wbrew woli ojca i błędu nie zrobił. ODWIEDŹ I POLUB NAS Gdyby został pięściarzem, to byłby błąd. Choćby ze względu na wzrost. Jakim byłby siatkarzem nie wiadomo. Jednak nie ma to znaczenia, ponieważ spełnił się jako koszykarz. I sportowo i finansowo.

Czy kosztem relacji z ojcem? Trudno wyrokować w takich sprawach. Równie trudno byłoby uznać, że ich kontakty są szorstkie, skoro przez lata w ogóle ich nie było. Rozwód rodziców też zrobił swoje. Zadry pozostały po obu stronach.

W którymś z wywiadów Marcin wyjawił, że spróbuje to jakoś poskładać. Byłoby fajnie, gdyby próba się powiodła. Ale to jest ten obszar prywatności, który należy zostawić w spokoju. Strefa prywatna sportowców to wyłącznie ich domena. Nie wpuszczają tam za biletami.

Wybór własnej drogi sportowej niekoniecznie generuje kwasy i napięcia. Można na miękko i z empatią, bez przymusu i nakazów. Wystarczy zachęta i wsparcie bliskich, żeby kariera odpaliła. Tak postępuje wielu byłych zawodników, którzy znają sport realnie, a nie tylko wirtualnie.

Takim sportowym patronem córki jest Tomasz Świątek, ojciec Igi i Agaty. Ani on, ani mama nie wywierali presji na dziewczynkach. Chcieli, aby dorastały zdrowo i aktywnie, nabrały rutyny codziennego ruchu.

Tomasz Świątek był wioślarzem, uczestnikiem igrzysk olimpijskich w Seulu w 1988 roku. Nie miał chorych ambicji. Ani planów klonowania własnej kariery za pomocą córek, które zresztą same rwały się do sportu. Ale miał pewien pomysł pedagogiczny.

Uznał, że najlepszą drogą rozwoju osobowości dziewcząt, gdyby wytrwały w chęci uprawiania jakiegoś sportu, będzie któraś z dyscyplin indywidualnych. Aby same odpowiadały za zwycięstwa i porażki i nauczyły się z nimi sobie radzić.
Zaczęło się od pływania, ale kłopoty zdrowotne Agaty wskazały inny kierunek. Padło na tenis, w którym Agata była lepsza od młodszej siostry, a ta chciała ją naśladować i wygrywać. I tak to się potoczyło.

Starszą z sióstr często trapiły kontuzje, w efekcie zrezygnowała ze sportu. Iga poleciała szybko i wysoko. Rola ojca w jej karierze była ważna i znacząca. Córka twierdzi, że gdyby nie tata, nie grałaby w tenisa. Docenia, jak wiele mu zawdzięcza.

Ten przypadek można uznać za modelowy. Udział rodzica, który był sportowcem, w karierze dziecka, które próbuje nim zostać, powinien być wyważony i właśnie tu tak jest.

Co jest najcenniejsze po stronie ojca? Niewątpliwie sportowe doświadczenie. Czego najbardziej potrzeba dziecku? Sportowej wiedzy i doświadczenia ojca. Tego nie kupi się w Biedronce. Nie nabędzie z internetu czy telewizora. Ale można dostać w rodzinnym pakiecie.

Rzecz jasna nie każdy może. Nie tylko dlatego, że nie wszystkie dzieciaki mają ojców czy matki, którzy uprawiali sport. To zależy od podejścia do zagadnienia. Od sposobu traktowania własnego dziecka. Podmiotowo czy przedmiotowo.

Kto liczy już na starcie na wielką karierę potomka, miesza mu w łepetynie, że za słabo się stara lub że brakuje mu ambicji, nerwowo czeka na sukcesy, ten się raczej nie doczeka. Żaden dzieciak nie jest koniem wyścigowym. Potrzebuje wsparcia i wiary w siebie.

A w tym może pomóc ktoś, kto zna i rozumie sport zawodowy. Kto wie, jakiej cierpliwości to wymaga. Jak żelaznej dyscypliny trzeba, by się udało. Że porażka nie oznacza końca świata, jest lekcją pokory. Że wrogiem zwycięzców jest triumfalizm i woda sodowa, która uderza im do głowy.

Tomasz Światek nie wtrącał się w treningi Igi, nie pouczał trenerów. Przekazał córce swoją wiedzę i doświadczenie. Ciąg dalszy dobrze znamy. Jej mega talent jest bezdyskusyjny, to jasne. Lecz przygotowanie mentalne do sportu wzorowo spełniło swe zadanie.

Rodzinne sztafety sportowych generacji są zjawiskiem starym jak sam sport i częstym. Publiczną ciekawość budzą głównie znane postacie. Albo rodzica albo potomka. W obu przypadkach ocenie podlega sam bieg na zmianie sztafety. Kto lepiej pokonał swój odcinek.

Lecz tylko wtedy, gdy syn czy córka osiągają większe sukcesy, mówi się o rodzinnych genach. Nie ma tematu, kiedy dzieci pozostają w cieniu sławnych rodziców. Jakby przekaz genów nie nastąpił. Ale to nie tak. Powinowactwo genetyczne istnieje, tyle że niczego nie przesądza.

Wynik kariery sportowej to kompozycja wielu czynników. Geny są składnikiem talentu, jednak talent to zaledwie 10 procent wyników. Cała reszta to ciężka praca, codzienny rygor, twardy charakter, którego wymaga sport i który wzmacnia. Krótko mówiąc, reszta, a więc efekt końcowy, zależy od wkładu własnego. Wytrwałości i determinacji spadkobiercy rodzinnych genów. Trzeba się mocno przykładać, żeby ten dar wykorzystać. Sport nagradza silnych, zarówno ciałem jak i duchem. Słabszych szybko i brutalnie eliminuje. Taka jest prawda o sporcie, którą warto znać.

– Marek Jóźwik

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023

Zdjęcie główne: Iga Świątek w rozmowie z ojcem Tadeuszem Świątkiem podzcas turnieju BNP Paribas Poland Open w 2022 roku. Fot. Jacek Szydlowski / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.