Przygoda w zasięgu ręki, czyli mikrowyprawy w wielkim mieście
sobota,
2 lipca 2016
– Mikrowyprawy to sposób na to, żeby przeżyć przygodę nie wyjeżdżając do Patagonii, nie wyprowadzając się w Bieszczady. Mieć tę przygodę pod ręką, bo ona tu jest, tylko my jej nie widzimy – mówi Łukasz Długowski, autor książki „Mikrowyprawy w wielkim mieście”.
Na pytanie, gdzie można znaleźć miejsce do zorganizowania mikrowyprawy, Łukasz odpowiada, że wszędzie. – Pytanie tylko, czy umiemy znaleźć przygodę – mówi. Spotykamy się w warszawskim Parku Szczęśliwickim. – To niby środek miasta, niedaleko są ruchliwe ulice, a tu masz oazę spokoju. Możesz przeżyć przygodą chociażby pływając na tzw. stand up paddle, czyli desce do wiosłowania na stojąco. Wokół jest dużo zieleni, cisza, spokój, świeci słońce – tłumaczy i rusza popływać.
To niejedyna jego miejska aktywność. Pewnego razu stwierdził, że zamiast ruchliwymi ulicami, w porannym tłoku, do pracy może dotrzeć drogą, którą wyznaczą mu miejskie parki. – Robiłem sobie takie długie poranne spacery. W ciszy, zieleni. Wystarczył tylko pomysł – śmieje się.
Na pierwszą dłuższą mikrowyprawę wyruszył z kolegą. – Dawno go nie widziałem, nie mieliśmy się jak spotkać, ciągle brakowało nam czasu. W końcu wymyśliłem, że zabierzemy śpiwory, pojedziemy pod Warszawę, rozpalimy sobie ognisko, posiedzimy przy nim całą noc i sobie porozmawiamy. Rano wstaliśmy i ruszyliśmy do pracy, do swoich obowiązków – wspomina.
– Rodzice obudzili we mnie chęć poznawania świata. Ciągle byłem głodny czegoś nowego – mówi Aleksander Doba, który w 167 dni pokonał kajakiem ocean.
zobacz więcej
„To miał być początek wielkich wypraw”
Do mikrowypraw zainspirował go brytyjski podróżnik, Alastair Humphreys. – To on wymyślił taką ideę, żeby nie wyruszać w kolejną wielką podróż, tylko zrealizować ją w najbliższej okolicy, w zasięgu domu. Po jednej z dużych podróży trafiłem na jego książki, zacząłem czytać, stosować w życiu – opowiada. Tą dużą podróżą była wyprawa do Norwegii. Łukasz chciał zimą przejść Norwegię z Bergen do Oslo. Miał wszystko zaplanowane, ale po kilku dniach wyprawy okazało się, że musi się wycofać.
– To miał być początek moich wielkich wypraw. Zanim wyruszyłem do Norwegii, myślałem o tym, co będzie, jak się nie uda. Obawiałem się porażki. Myślałem, że to będzie najgorsza rzecz w moim życiu, że wpadnę w depresję. Okazało się, że tak się nie stało, że paradoksalnie to był najważniejszy moment w moim życiu. To właśnie wtedy zrozumiałem, że ważniejsza od ryzykownej przygody, emocji, jest moja dziewczyna, mój syn, moje zdrowie – mówi Łukasz.
W książce „Mikrowyprawy w wielki mieście” opisuje kilkadziesiąt wypraw skupionych wokół siedmiu dużych miast w Polsce – Warszawy, Łodzi, Wrocławia, Krakowa, Katowic, Poznania, Trójmiasta. Udziela porad, jak dobrze przygotować się do spania pod chmurką i spędzania czasu pod gołym niebem, jak zadbać o sprzęt, w co warto zainwestować, a co jest tylko naszym przyzwyczajeniem do wygody.
Podróżnik Arkady Paweł Fiedler przejechał maluchem Afrykę. Teraz rusza na podbój Azji.
zobacz więcej
Wyprawa za 10.80 zł
Zaletą jest to, że wiele wycieczek można zorganizować za darmo albo za bardzo małe pieniądze. Jedną z takich wypraw Łukasz wspomina wyjątkowo dobrze. – Kosztowała nas 10.80 zł. Tyle, co worki na śmieci. Wpakowaliśmy w nie ciuchy, potem te worki w plecaki, wskoczyliśmy do rzeki w kąpielówkach i zrobiliśmy to, czego zawsze chciałem doświadczyć. Nigdy nie było mnie stać na kanioning, bo taka wyprawa organizowana za granicą trochę kosztuje, więc wymyśliłem, że spłyniemy rzeką nizinną. Wskoczyliśmy do Rawki, rzeczki płynącej przez Bolimowski Park Krajobrazowy. Tam, gdzie się dało, płynęliśmy; tam gdzie się nie dało, szliśmy. To była niesamowicie fajna przygoda, trochę absurdalna, trochę śmieszna. Najważniejsze było to, że mogliśmy się spotkać z kumplem i wspólnie spędzić czas – opowiada Łukasz.
Sens miejskiej przygody nie polega na niezwykłości otoczenia, a na wyjściu ze swojej strefy komfortu. Prawdziwego wypoczynku i odcięcia się od obowiązków możemy doświadczyć tylko w otoczeniu przyrody. Ale mikrowyprawy to nie tylko przygoda, ale też zdrowie i lepsza jakość życia, o czym pisze autor, przywołując wiele badań naukowych. – Zrobiłem to po to, żeby pokazać, że nie trzeba się wyprowadzać, żeby przeżyć przygodę. Wokół miast znaleźć można fajne miejsca na wypady. Poza tym w książce są też wywiady z naukowcami, którzy mówią, że te wyprawy mają ogromny wpływ na nasze zdrowie, nie są tylko odwiedzaniem ładnych miejsc – tłumaczy.
„Można zacząć od nocowania w ogrodzie”
Plusem mikrowypraw według niego jest to, że nie potrzeba się do nich specjalnie przygotowywać, nie potrzeba też inwestować i zabierać ze sobą nie wiadomo jak drogiego sprzętu. – Można zacząć od nocowania w swoim ogrodzie albo w ogrodzie znajomych. Moja koleżanka Basia poprosiła mnie ostatnio, żebym jej taki nocleg przygotował. Nie mieliśmy śpiwora ani karimat, więc wyciągnęliśmy dwie palety, położyliśmy materac z łóżka i nocleg był gotowy – opowiada Łukasz.
Co zabiera ze sobą, na mikrowyprawę, która odbywa się trochę dalej niż w przydomowym ogródku? – Zawsze biorę bardzo łatwe do przygotowania jedzenie. U mnie to jest zazwyczaj owsianka z suszonymi owocami oraz butelka wody, na nocleg śpiwór i karimata, a na dłuższą wędrówkę odpowiednie ubrania. Staram się, aby mój bagaż nie przekroczył 8–10 kg. Nie ma sensu obciążać się ani bagażem, ani przygotowaniami – wyjaśnia. Zwraca uwagę, że nie wszystko w tych wyprawach da się przewidzieć. – To zawsze jest przygoda, nawet na taką mikroskalę – śmieje się.