Cywilizacja

Wojna narracji. Jak Izrael i Palestyna usiłują narzucić swoją wizję świata

Czy palestyńska opowieść o pragnieniu pokoju, o przyjaźni i braterstwie, które to szlachetne uczucia podlegają niesprawiedliwej opresji, okaże się silniejsza od żydowskiej opowieści o ludziach, którzy uszli Zagładzie, stworzyli i obronili państwo i usiłują teraz dopaść terrorystów, którzy zabili ich bliskich?

Spis treści gazety potrafi wiele powiedzieć o miejscu, w którym jest ona wydawana. Wychodząca w Izraelu gazeta dla czytających po angielsku, „The Jerusalem Post” ma wśród najważniejszych sekcji dział Archeologia. Tuż obok działu opinii, działu biznesowego, czy gromadzącego doniesienia ze świata. Nie jest to częste, bo media zwykle bardziej koncentrują się na newsach, sporcie i ewentualnie kulturze.

Historia jest bronią

Oczywiście, biorąc pod uwagę, że ziemia Izraela jest jednym z najbogatszych w wykopaliska regionów na świecie, gdzie co i rusz dochodzi do odkryć, które rozpalają wyobraźnię naukowców i wprawiają w zdumienie zwykłych ludzi, nie powinno to dziwić. Wolno jednak wątpić, że chodzi tu li tylko o snucie opowieści o tym, jak były wykonane odkryte w Hiszpanii najstarsze na świecie sandały, czy z ilu cegieł składał się tunel zbudowany przed czterema tysiącami lat w pobliżu twierdzy Megiddo. Archeologia jest w Izraelu bronią. Od niej zależy najgłębsza legitymizacja prawa do życia w tym, a nie innym miejscu.

Gdy Mahmud Abbas, przywódca Autonomii Palestyńskiej, przemawiał w maju tego roku w ONZ upamiętniając tak zwaną Nakbę (katastrofę), czyli wygnanie swoich rodaków po wojnie z lat 1948-49, w wyniku której powstało państwo Izrael, zajął się także archeologią. Nie ma żadnych dowodów – powiedział – że wzgórze, na którym znajduje się meczet al-Aksa ma jakikolwiek związek z Żydami. Stwierdził, że mur al-Buraq i wzgórze, na jakim znajduje się meczet, należą wyłącznie do społeczności islamskiej.

Abbas używał oczywiście nazw arabskich i odwoływał się do tradycji islamu. Dla nas miejsca te znane są jako Wzgórze Świątynne i Mur Zachodni. Dla Żydów, niezależnie od tego czy ortodoksyjnych, czy nie, takie twierdzenie jest horrorem. W ludziach wychowanych w tradycji judeo-chrześcijańskiej wywołuje co najmniej odruch zdziwienia. Oto świat na opak.

Abbas stwierdził także, że Palestyńczycy pochodzą od starożytnych Kananejczyków, a więc ich obecność na terenach obecnego Izraela jest starsza niż obecność Żydów, którzy już wtedy zachowywali się agresywnie i wyrzucili prawowitych właścicieli z ich siedzib.

Przemówienie Abbasa wywołało rzecz jasna gniewne reakcje w Izraelu. Zaprzeczało opowieści historycznej, która sięgała czasów biblijnych i wydawała się niewzruszoną podstawą budującą prawo powrotu Żydów na te tereny. Abbas, ale przecież nie on jeden, usiłował powiedzieć światu, że to oni, Palestyńczycy, są tu gospodarzami, a tamci przybyszami, którzy uzurpują sobie prawo własności ziemi od tysiącleci należącej do Palestyńczyków, choćby nikt tak ich wówczas nie nazywał.

Podobną opowieść usłyszałem z ust młodego, pełnego pasji człowieka, który zamieścił w sieci monolog opowiadający o empatycznej arabskiej rodzinie przygarniającej cudzoziemca, który następnie pod osłoną nocy wymordowuje jej członków i przejmuje na własność ich dom.

Ten sugestywnie wyglądający mężczyzna o ciemnych, szczerych i pełnych bólu oczach pytał retorycznie widza, jakby on czuł się w takiej sytuacji, gdyby pozostał jedynym ocalałym członkiem tej rodziny. I co by robił. Zawieszał głos i wpatrywał się w kamerę, bo przecież odpowiedź na jego opowieść mogła być tylko jedna. Przecież każdy by walczył do ostatniej kropli krwi.

Izrael jest miejscem, w którym ścierają się dwie wielkie opowieści, podzielone na wiele wątków, opowieść żydowska i opowieść palestyńska. Ostatni atak Hamasu i odwet Izraela pokazały, jak silnie te opowieści rezonują w świecie. Coś przecież kazało ludziom z europejskich i amerykańskich miast maszerować z palestyńskimi flagami zaledwie w dzień po ty, jak hamasowcy zamordowali z zimną krwią setki cywilów.

W przypadku wyznawców islamu jest to zapewne wspólnota kultury i religii. Ale to wyjaśnienie nie działa w odniesieniu do ludzi areligijnych lub do chrześcijan – więc? Coś każe innym ludziom umieszczać na swoich profilach społecznościowych gwiazdy Dawida w czasie, gdy armia izraelska w sposób bezwzględny pacyfikuje strefę Gazy, gdzie obok tysięcy hamasowców i ich popleczników mieszkają też tysiące ludzi, którzy ich nie wspierają, a nie mają możliwości protestu, tylko giną zakleszczeni między walczące strony. Niemożliwe, aby ci wspierający nie pamiętali, jak Abraham wadził się z Bogiem, aby ten nie niszczył Sodomy: – A jeżeli znalazłoby się tam dziesięciu sprawiedliwych?
Starcie proizraelskich i propalestyńskich manifestantów w Nowym Jorku w 2021 roku. Fot. Lev Radin / Zuma Press / Forum
Jedni i drudzy wierzą w opowieść żydowską lub palestyńską. To one, niezależnie od chwilowych emocji, są pryzmatem, w jakim załamuje się ich percepcja świata. Opowieści te są obecne właściwie we wszystkim. Przemówienia polityków i działaczy są jedynie najbardziej widocznym ich przejawem. Zapewne też nie najważniejszym, bo przemówień polityków słuchają zwykle inni politycy lub ci, co chcieliby nimi zostać. Prawdziwa opowieść jest kształtowana przez ruiny, wykopaliska, muzykę, smaki, zapachy, krajobrazy, rośliny...

Pokój i wolność, idylla i nadzieja

Palestyńską opowieść można dobrze zrekonstruować wgłębiwszy się w lekturę książki kucharskiej pod prostym tytułem „Palestyna”, wydanej w roku 2020, także w Polsce. Napisał ją urodzony w Jerozolimie Palestyńczyk, znany londyński restaurator i kucharz, Sami Tamimi, który jest partnerem biznesowym innego znanego londyńskiego kucharza i autora książek kucharskich Yotama Ottoleghiego, Żyda, także urodzonego w Jerozolimie.

Już samo zestawienie tych dwu postaci ma wartość narracyjną i polityczną. Oto Żyd i Palestyńczyk nie tylko żyją w przyjaźni, ale i wspólnie pracują. Ich przyjaźń manifestuje się zresztą wspólnym stworzeniem książki kucharskiej zatytułowanej „Jerozolima”, przedstawiającej od strony kulinarnej ich ukochane rodzinne miasto, którego bazary i zwyczaje są dla nich ważniejsze od sporów o to, czyje było Wzgórze Świątynne. Jest im tym łatwiej, że obaj nie są religijni i historie z czasów biblijnych nie dotykają ich bezpośrednio, nie wspominając o tym, że obaj żyją w Londynie, z dala od bomb, rakiet i nożowników.

Ta przyjaźń jest pierwszym i podstawowym przesłaniem opowieści palestyńskiej, bardzo dobrze rezonującym w post-religijnych i post-historycznych społeczeństwach bogatego Zachodu, gdzie ludziom nie mieści się w głowach, że można walczyć o cokolwiek, cenią sobie dobre jedzenie i dobry nastrój.

Wszystkim, którzy oglądali przekazy z ataku Hamasu może się to wydać trudne do pojęcia, ale podstawowym przesłaniem w książce o kuchni palestyńskiej jest pokój i wolność. W gąszczu fascynujących przepisów kulinarnych, które zawsze umieszczone są w naturalnym kontekście codziennych życiowych praktyk, zaciekawiony czytelnik napotyka opowieści o tym, jak żyją Palestyńczycy, jak chcieliby żyć i co im w tym przeszkadza.

Ot, taki mur oddzielający część żydowską i część palestyńską opisany jest tak: „Izraelczycy nazywają go murem bezpieczeństwa, ponieważ ma ich chronić przed palestyńskimi atakami. Palestyńczycy z kolei postrzegają mur jako barierę, która ogranicza ich wolność, uniemożliwia swobodne przemieszczanie się ludności i zagraża ziemi, na której stoją palestyńskie gospodarstwa i rosną oliwne gaje.”

Nie sposób nie zauważyć, że zagrożenie, jakie spowodowało budowę muru jest oczywiście wspomniane, ale o wiele ważniejsze odeń wydaje się ograniczenie wolności i zagrożenie dla ziemi przedstawionej w sposób idylliczny. Któż z nas nie rozmarzy się na myśl o oliwnych gajach i któż nie zaprotestuje przeciwko technokratycznej i politycznej ingerencji w tę idyllę, jaką uosabia betonowy, wysoki na 12 metrów mur?

We fragmencie o Nablusie, mieście, w którym królują słodkości, i tak zapamięta je czytelnik tej książki, pojawia się następujące zdanie: „Przeszłość miasta jest jednak niełatwa; bardzo ucierpiało w czasie drugiej Intifady w 2002 roku i nadal zmaga się z izraelską okupacją.”

Gdyby ktoś zechciał czerpać wiedzę jedynie z tej książki nie dowiedziałby się, że druga Intifada polegała na przeprowadzeniu setek zamachów, w których zginęło prawie tysiąc niewinnych żydowskich ofiar, a w akcjach pacyfikacyjnych zginęło prawie trzy tysiące Palestyńczyków, z tym, że duża część z nich z pewnością nie była niewinna, gdyż była zaangażowana w zamachy. Ofiarą jest tu miasto, które bardzo ucierpiało i nadal się zmaga, ale przecież można w nim zjeść legendarny deser knafeh, popić mocną kawą i poczuć „unoszący się na ulicach karmelowy aromat rozgrzanego syropu, którym w piekarniach polewa się łagodny w smaku twaróg”.

I znowu, rozdźwięk między idyllicznym obrazem leniwego czasu spędzonego nad słodkim ciastem i smolistą kawą, a bezwzględnością opresorów jest wyczuwalny nieomal zmysłowo. Świat wolności i pokoju: codziennego życia, ciężkiej pracy i małych radości przeciwstawiony jest światu cierpienia, przemocy i obcości. ODWIEDŹ I POLUB NAS Podobnie w opowieści o inicjatywie pod hasłem Namiot Narodów, działającej w pobliżu Betlejem, która została wymyślona przez palestyńską rodzinę borykającą się z biurokracją izraelską chcącą zabrać jej ziemię. Rodzina skutecznie powstrzymała ten proces w sądzie i teraz prowadzi postępowanie administracyjne (opóźniane na wszelkie sposoby przez urzędników), a jednocześnie zaprasza do siebie grupy i pojedynczych wolontariuszy z Zachodu, którzy mogą uczestniczyć w zbiorach, pomagać w gospodarstwie, czy brać udział w warsztatach o pokoju i współpracy.

Ich przesłanie to: „Nikt nas nie zmusi do nienawiści”. O tym, kto zmusza do nienawiści nie ma mowy, ale jedno jest pewne: ta palestyńska rodzina jest uosobieniem pokojowego stosunku do świata i bliźnich. Innym przesłaniem, wyrażonym explicite w tekście jest nadzieja. Tak ma na imię córka opisywanych farmerów, studiująca prawo międzynarodowe z zakresu praw człowieka.

Gdyby mnie ktoś zapytał, co ten akurat fragment miałby wspólnego z kulinariami, nie umiałbym odpowiedzieć. Na pewno jednak ma wiele wspólnego z obrazem Palestyny, jaki autor i jego wydawnictwo chcieliby zaszczepić w czytelnikach: społeczności pełnej pokoju i nadziei.

Więzienie, prześladowania, zabijane dzieci

Czas jednak na silniejszy przekaz dotyczący opresji, jakiej doznają Palestyńczycy od Izraela. Przynosi go passus o połowach ryb, który stanowi pretekst do opisania sytuacji w strefie Gazy. Pada w nim określenie, które zrobiło wielką karierę w zachodnich umysłach i piśmiennictwie: „Jest to jedno z najgęściej zaludnionych miejsc na świecie. Często nazywa się je największym na świecie więzieniem pod gołym niebem”.

Ostatnio, już po ataku Hamasu, użył go profesor uniwersytetu Harvarda Stephen Walt, znany przedstawiciel „realistycznej” szkoły myślenia o polityce międzynarodowej. Jeżeli w podobny sposób nazywa coś jednocześnie autor książki kucharskiej i wzięty politolog z renomowanej amerykańskiej uczelni, to znaczy, że narracja została zaszczepiona skutecznie.

Opowieść o pokoju, przyjaźni i nadziei kończy się więc, a zaczyna opowieść o prześladowaniach, która jest – podobnie, jak w książce kucharskiej – oddzielona starannie od faktów dotyczących terroryzmu. Jeden z aspektów tej opowieści jest dla człowieka wykształconego i wychowanego w Europie dość szokujący i zastanawiam się, czy dla Palestyńczyków nie lepiej by było, gdyby pozostał on w obrębie języka arabskiego i czy tłumaczenie tego przekazu na angielski nie może zwiastować procesu podmywania pozytywnego obrazu, jaki – skutecznie – kształtują w zachodnich umysłach – umownie rzecz traktując – wszelkiego rodzaju książki kucharskie.

Chodzi o przekaz głęboko antysemicki i to nie taki, który usiłuje zniuansować opis sytuacji w Izraelu poprzez uczciwe pokazanie błędów i brutalności tamtejszych sił bezpieczeństwa, co Żydzi bardzo często biorą za przejaw antysemityzmu. Nie, tu chodzi o przekaz, jakiego nie powstydziłby się Alfred Rosenberg: mroczny, zjadliwy, dehumanizujący.

Film, jaki teraz opiszę obejrzałem wielokrotnie, nie mogąc uwierzyć w jego istnienie. Został udostępniony przez twitterowe konto zajmujące się prowadzeniem kampanii przeciwko Izraelowi. Jego narratorem jest Arab o ujmującej powierzchowności, z krótko przystrzyżoną czarna brodą, kształtną głową i z wielkimi, patrzącymi szczerze oczami, mówiący perswazyjnie, dobrze nawiązujący kontakt z odbiorcą.

Odpowiada on na pytanie, czemu Zachód popiera Izrael, co prędko zamienia w pytanie, czemu ludzie Zachodu chcą, aby Żydzi pozostali na odwiecznie palestyńskiej ziemi, w Izraelu. Zwraca się do widza chcąc zbudować z nim intymną więź i przekonuje, że w gruncie rzeczy ów widz, Europejczyk, też nienawidzi Żydów podobnie, jak narrator.

Islamscy terroryści ze strefy Gazy wyrośli pod parasolem Tel Awiwu. Historyczny błąd izraelskich polityków

Dżina wypuszczono z butelki.

zobacz więcej
Mówi, że Europa nienawidziła Żydów zawsze, bo przecież oni zabijali chrześcijańskie dzieci, by ich krew wykorzystać do wypieku macy, że Europejczycy nie znosili zapachu i obecności Żydów, więc w końcu wymordowali ich 6 milionów, a pozostałych wypędzili na Bliski Wschód, aby podrzucić tej problem światu arabskiemu. I teraz, gdy Palestyńczycy usiłują pozbyć się intruzów, Zachód patrzy na to z dezaprobatą, bo nie chce, aby „oni” wrócili. Filmik kończy się długim, sugestywnym spojrzeniem.

Reguły Twittera są nieubłagane, za chwile pojawia się następny filmik, tym razem z młodą i piękną Amerykanką, która opowiada o tym, jak Izraelczycy zabijają palestyńskie dzieci. Przy okazji mówi o tym, że doniesienia o tym, jakoby bojownicy Hamasu zamordowali uczestników festiwalu muzycznego na pustyni są sfabrykowane. Ucinam, bo wcześniej oglądałem zdjęcia z tej masakry i każdy konsument propagandy ma swoją wytrzymałość.

Potem przypominam sobie, że przecież w dokumencie programowym Hamasu z 1988 roku mowa była o tym, że to Żydzi wywołali II wojnę światową, aby się wzbogacić na sprzedaży broni, a „Protokoły Mędrców Syjonu” potraktowane są tam jako źródło historyczne. Współcześnie zrobiony filmik czerpie po prostu z dorobku programowego rządzącego w Gazie ugrupowania.

Pozostaje pytaniem, czy jego twórcy i sponsorzy (film jest profesjonalnie zrobiony) popełnili błąd tłumacząc go na angielski, czy też po prostu uznali, że czas odwołać się do niszowych grup w Europie, a może pobudzić ich rozwój, bo stary kontynent jest już gotowy na przyjęcie idei, które tak dobrze kiedyś zafunkcjonowały.

Historyczna ziemia i determinacja obywateli

Jaka jest żydowska opowieść o Izraelu? Jest ich wiele. Pierwsza jest zawarta w pieśni Hatikwa, przyjętej za hymn Izraela, a stworzonej pod koniec XIX wieku: „Serce żydowskie żywo bije, oko ku wschodowi się obraca i do Syjonu wciąż powraca”. (tłum. Szoszana Raczyńska). Na długo przed Herzlem pojawiała się tęsknota za własnym krajem, a historyczna ziemia Izraela była dla niego jedynym właściwym miejscem.

Słynny jest dialog późniejszego pierwszego prezydenta Izraela Chaima Weizmana z brytyjskim ministrem spraw zagranicznych Arthurem Balfourem, gdy na pytanie o to, dlaczego to Izrael i Jerozolima mają być miejscem, jakie zasiedlą Żydzi, Weizman odpowiedział, że „Jerozolima była nasza w czasie, gdy w miejscu Londynu były bagna”.

Po Holokauście argument, że naród, który miał zniknąć z powierzchni Ziemi powinien mieć miejsce do życia, przemawiał z wielką siłą. Sam ten argument nie wystarczyłby jednak do stworzenia państwa, gdyby nie siła militarna i determinacja ludzi walczących przeciwko przeważającym liczebnie siłom arabskich sąsiadów. Wtedy, w roku 1948 okazało się, że Żydzi, o których panowała wcześniej opinia, że nie nadają się do walki zbrojnej, są dobrze zorganizowani i zdeterminowani. To samo okazało się w kolejnych wojnach.

Opowieść żydowska jest więc z jednej strony opowieścią o Zagładzie i niewyobrażalnym cierpieniu, a z drugiej strony opowieścią o tym, że Zagłada się nie udała, bo bracia pomordowanych potrafili z bronią w ręku obronić swoją państwowość, a sam fakt, że istnieją, żyją, jest dowodem ich triumfu.

Takie poczucie pojawia się nie tylko w samym Izraelu. Polska performerka Katarzyna Kozyra nakręciła film o tym, jak rodzi dziecko, które jest w jej narracji kontynuacją życia zamordowanych w Holokauście członków jej rodziny. Rodzi swoje dziecko w Berlinie i fakt, że nowe życie pojawia się w miejscu, skąd wyszedł faszyzm, jest dowodem na zwycięstwo tych, którzy mieli zostać wymazani z księgi życia.

Cywilizacja, demokracja i normalność

Sukcesy militarne Izraela budziły respekt w świecie, a sprawność jego służb specjalnych była legendarna. Zresztą uderzenie w tę legendę, gdy nie udało się wykryć przygotowań do ataku Hamasu w poranek 7. października jest bodaj jedną z najbardziej bolesnych skaz na tej narracji stawiającej na pierwszym miejscu sprawność, profesjonalizm i ideowość wojskowych.

Nadal jednak opowieść o Żydach, którzy przybywszy do ziemi obiecanej potrafili zbudować tam cywilizację przewyższającą pod względem organizacyjnym i technologicznym to, co potrafili zrobić ich arabscy sąsiedzi, a przy tym – co nie bez znaczenia – potrafili utrzymać funkcjonującą demokrację – jest mocnym akcentem w obrazie Izraela w oczach społeczeństw zachodnich.

Funkcjonuje on równolegle z obrazem Izraela jako normalnego zachodniego państwa, gdzie wszyscy dobrze mówią po angielsku, bawią się w nocnych klubach, piją wino i przejmują się nadciagającą katastrofą klimatyczną. Państwa z dobrą komunikacją, porządnymi drogami, na pierwszy rzut oka nie różniącego się od państw zachodniej Europy czy Stanów Zjednoczonych. Za wyjątkiem może wszechobecnych młodych ludzi w mundurach noszących niedbale karabinki szturmowe...

Paradoksalnie, ten obraz nowoczesnego i technokratycznego zachodniego kraju, może teraz w tym konflikcie obrócić się przeciwko Izraelowi, bo po pierwszym szoku, gdy wszyscy za wyjątkiem propalestyńskich propagandzistów oglądali z przerażeniem doniesienia o setkach niewinnych ofiar i współczuli ich rodzinom, nastąpił czas, gdy zaczęła działać bezlitosna maszyna wojskowa, która przystąpiła do pacyfikacji strefy Gazy.

Obraz

Z punktu widzenia opowieści palestyńskiej nie należy zatem teraz robić nic, tylko czekać, aż media pokażą kolejne filmy z dronów szybujących nad zniszczonymi budynkami.

Będzie tych obrazów wiele. Do nich zostaną dodane doniesienia o ofiarach cywilnych, także wśród dzieci, co jest nieuniknione, gdy przeprowadza się operację wojskową na taka skalę w gęsto zaludnionym terenie. Widzów nie będzie wtedy obchodziło, że ludzie siedzący na zgliszczach domów być może w przeszłości oddali głos na Hamas, a w ostatnich dniach być może wylegli na ulice, aby świętować śmierć Izraelczyków. Nie będzie ich też obchodziło, że Hamas swoje składy materiałów wojennych, czy schrony umieszcza tuż przy szkołach, czy szpitalach, albo wręcz w ich podziemiach.

Będzie działał obraz. Gruzy, płacz dzieci, rozpacz dorosłych. Narracja palestyńska o pragnieniu pokoju, o przyjaźni i braterstwie, które to szlachetne uczucia podlegają niesprawiedliwej opresji może okazać się silniejsza od opowieści o ludziach, którzy uszli Zagładzie, stworzyli i obronili państwo i usiłują teraz dopaść terrorystów, którzy zabili ich bliskich.

Tylko zwycięstwo tej narracji wcale nie będzie prowadziło do pokoju, o czym zapewne ani zachodni politycy, ani opinia publiczna, która będzie w najbliższych tygodniach powoli przeciągana na stronę palestyńską, nie zechcą pamiętać.

– Robert Bogdański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023

Zdjęcie główne: Demonstracje solidarnościowe z Palestyną i Izraelem 11 października 2023 w Warszawie przed pomnikiem Kopernika. Fot. Damian Lemanski / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.