Cywilizacja

Islamski mord w centrum Europy. Tysiące kibiców zamknięto na stadionie, wzmożono kontrole na lotniskach oraz ochronę… sklepów IKEA

16 października, kwadrans po godzinie 19 w Brukseli strzelec na skuterze z okrzykiem „Allah akbar!” otworzył ogień z broni automatycznej, zabijając dwóch Szwedów. Sam taki zamach to w Europie niestety dziś makabryczna rutyna, ale curriculum vitae zamachowca stanowi materiał albo na filmowy polityczny thriller, albo na naukowe studium uniwersyteckie o kryzysie państw Zachodniej Europy.

W fatalny październikowy poniedziałek na stadionie im. Króla Baldwina w brukselskiej dzielnicy Laeken futbolowe reprezentacje Belgii i Szwecji miały się zmierzyć w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2024 roku. Ubrani w koszulki w barwach narodowych dwaj zapaleni kibice niebiesko-żółtych, 60-letni Patrick Lundström i jego starszy o 10 lat kolega Kent Persson wsiedli do taksówki, by udać się na mecz. Nie zauważyli, że od samego początku jedzie za nimi na skuterze brodaty mężczyzna ubrany we fluorescencyjną pomarańczową kurtkę. W pewnej chwili napastnik otworzył do nich ogień z broni automatycznej, a gdy usiłowali się schronić w jednym z budynków, ścigał ich i zastrzelił ze wspomnianym na wstępie hasłem „Allah akbar!”.

Na nieodłącznych w epoce wszechobecnych smartfonów filmikach, które pojawiły się w mediach społecznościowych niemal w czasie rzeczywistym, widać, jak zamachowiec najpierw spokojnie rozpakowuje i składa broń na chodniku bulwaru d’Ypres, nad brzegiem Kanału Brukselskiego, potem dokonuje z zimną krwią egzekucji dwóch kibiców, a następnie spokojnie odjeżdża na skuterze bez żadnych oznak paniki czy nawet zdenerwowania, cały czas ubrany w odblaskową pomarańczowa kurtkę.

Co jeszcze bardziej niewiarygodne, zamachowiec po prostu wrócił do siebie, do swojego mieszkania w imigranckiej dzielnicy Schaerbeek jakby wracał z pracy. Żadnych obaw o aresztowanie? W międzyczasie zdążył wszak opublikować w mediach społecznościowych rutynowy filmik, w którym składa przysięgę wierności Państwu Islamskiemu, podaje swój „wojenny” pseudonim Abdelsalem Al Jilani i wyjaśnia po arabsku z tunezyjskim akcentem, że zastrzelił szwedzkich kibiców, aby „pomścić muzułmanów”. Amaq, czyli agencja prasowa Państwa Islamskiego, przyznała się do zamachu dzień później, wieczorem 17 października.

Jednak to nie koniec niesamowitych zwrotów sytuacji. Przed domem terrorysty służbę pełniło w tym czasie dwóch policjantów w cywilu ze specjalnej jednostki BTA, którzy rozpoznali podejrzanego. Żona nie wpuściła go do domu, sama poszła z córką spać na komisariat policji, a niedawny zabójca po prostu spacerował po sąsiednim parku! Policjanci zwrócili się o pozwolenie na interwencję, ale dyrekcja policji nakazała im raczej obserwację podejrzanego, którego zresztą szybko stracili z oczu. Szefowa policji tłumaczyła potem, że chodziło o bezpieczeństwo funkcjonariuszy, niewystarczająco uzbrojonych i bez żadnego planu ewakuacji z imigranckiej dzielnicy po ewentualnym zatrzymaniu zamachowca.

W tym czasie w Brukseli wybuchła panika: mieszkańcy belgijskiej metropolii dostawali od policji esemesy o zagrożeniu terrorystycznym, mecz Belgia-Szwecja został przerwany po pierwszej połowie, a 35 tys. kibiców zamknięto na klika godzin na stadionie dla ich własnego bezpieczeństwa, wzmożono kontrole na dworcach i lotniskach oraz ochronę… sklepów IKEA.

Następnego ranka zamachowiec odmówił w lokalnym meczecie fadżr, czyli modlitwę przed wschodem słońca, pierwszą z pięciu codziennych modlitw pobożnego muzułmanina, a następnie poszedł do marokańskiej kawiarni Al Khaima przy ulicy Van Oost w Schaerbeek na arabską herbatę z miętą. Rozpoznany przez przechodnia („on po prostu siedzi i je śniadanie jak gdyby nigdy nic!”) szybko został otoczony przez specjalną jednostkę policji UAS, postrzelony w klatkę piersiową podczas próby zatrzymania i przewieziony karetką do szpitala Saint-Luc. O godzinie 9.38, nieco ponad pół doby po zamachu, stwierdzono jego zgon. W kawiarni znaleziono torbę z ubraniami oraz broń, z której zastrzelono Szwedów.

W międzyczasie zaczęły wyciekać coraz to nowe informacje na temat sprawcy. Był obecny – pod pseudonimem Slayem Slouma – w rozmaitych mediach społecznościowych, gdzie publikował typowe treści islamistyczne, ale szybko okazało się, że tak naprawdę nazywa się Abdesalem Lassoued, ma 45 lat, pochodzi z Tunezji, a w Belgii przebywał nielegalnie.

W dobie globalnych mediów i powszechnej biurokracji dziennikarze nie mieli problemów z odtworzeniem perypetii Tunezyjczyka. Ze zdobytych przez nich informacji wyłania się nieprawdopodobny scenariusz, w którym mieszają się islamizm i gangsterka, otwarte granice i turystyka migracyjna, a wreszcie europejska pobłażliwość i śmierć Europejczyków. Proszę zapiąć pasy.

Zazwyczaj opowieści o islamskich terrorystach w zachodnioeuropejskich mediach zaczynają się od łzawych historyjek o grzecznych chłopcach, którzy zawsze mówili „Dzień dobry” i nosili sąsiadkom zakupy, dopóki złe społeczeństwo, dyskryminacja i systemowy rasizm nie wepchnęły ich w ramiona fanatyków. Jednak tym razem historia zaczyna się zgoła odmiennie.

Belgijscy dziennikarze dotarli do rodziców Tunezyjczyka, którzy bez ogródek odmalowali nieco czarny portret swojej latorośli: „Nie był zbyt dobry w szkole. Przerwał naukę i zaczął pracować na targowiskach. Złościł się z byle powodu. Czasami bił ludzi.” Jedyna pociecha była taka, że od małego był pobożnym muzułmaninem, gotowym na dżihad. Już jako dziecko pytał ojca, czy byłby z niego dumny, gdyby umarł jako męczennik za wiarę.

Przesłuchiwani przez tunezyjskie służby rodzice terrorysty nie byli ani zaskoczeni, ani wstrząśnięci czynem ich syna. Wszak zabił tylko niewiernych, a do tego „był bardzo zaszokowany paleniem Koranu w Szwecji”. Do Szwecji za chwilę wrócimy.

Nie zagrzawszy miejsca w szkolnej ławce, Abdesalem Lassoued wybrał karierę przestępcy. Zaczął od drobnych kradzieży, ale skończył na usiłowaniu zabójstwa, za co został skazany na 26 lat i 8 miesięcy pozbawienia wolności. Odsiedział jednak tylko dziesięć lat wyroku, bowiem przy okazji arabskiej wiosny, czyli spektakularnej ulicznej rewolty antyrządowej, uciekł z zakładu karnego.

Jak wielu innych Tunezyjczyków w 2011 roku wsiadł na ponton, by wylądować na włoskiej wyspie Lampedusa, która już wtedy stanowiła bramę wejściowa do Włoch i Europy dla tysięcy nielegalnych imigrantów. Położony naprzeciwko niej Sfax, rodzinne miasto zamachowca, do dziś stanowi przyczółek i bazę wypadową mafii przemytników.

Po raz pierwszy oficjalnie w Europie pojawił się w styczniu 2011 r., kiedy został zarejestrowany w Porto Empedocle na Sycylii jako nielegalny imigrant. Nie został jednak odesłany do Tunezji, ale przewieziony do ośrodka dla azylantów w Turynie, gdzie wydano mu pozwolenie na pobyt „ze względów humanitarnych”.

Z cennym dokumentem w kieszeni opuścił jednak Włochy i w latach 2011-2012 przebywał przez kilka miesięcy u kuzyna w Oslo, gdzie w czerwcu 2011 r. wystąpił o azyl, a w listopadzie, po odmowie jego udzielenia, został deportowany do Włoch. Dzięki kontroli policyjnej wiemy, że przebywał m.in. w Terni, w Umbrii. W maju 2012 r. wyjechał ostatecznie do Szwecji, gdzie miał zakotwiczyć na kilka lat.
Islamska uroczystość Eid-Al-Adha (Święto Ofiary) w hali widowiskowej Palais w Brukseli 28 czerwca 2023 r. Fot. HATIM KAGHAT / Belga Press / Forum
Gdy po zamachu w Brukseli pojawiły się pierwsze pogłoski o jego możliwych związkach z tym państwem, Szwedzka Agencja Migracyjna początkowo nie była w stanie znaleźć w kartotekach żadnych informacji. Dopiero po szczegółowym dochodzeniu zdołano ustalić, że mężczyzna faktycznie przebywał w Szwecji w latach 2012–14.

Abdesalem Lassoued dał o sobie znać dość szybko po przyjeździe. Już we wrześniu 2012 roku został zatrzymany przez policję w Malmö ze 100 gramami kokainy. Podczas rewizji w mieszkaniu znaleziono więcej narkotyków i dużą sumę pieniędzy, został więc skazany na dwa lata i dwa miesiące więzienia. Podczas odbywania kary wystąpił o umieszczenie w zakładzie karnym usytuowanym w pobliżu Norwegii, ponieważ miał tam krewnych. Wyraził również chęć nauki angielskiego i jakiegoś zawodu.

Jednak służba więzienna stwierdziła, że jest niebezpieczny. Trzy dni po przybyciu do więzienia groził strażnikowi, że pchnie go nożem. Tłumaczył potem, że to tylko „arabskie powiedzonko”. Został umieszczony w zakładzie o poziomie bezpieczeństwa 1, w którym odbywają karę mordercy i skazani na dożywocie.

Innym razem kazał strażnikom czekać aż skończy modlitwę. Kilkakrotnie odmówił pracy, bo „był ramadan i nie mógł jeść, więc nie mógł pracować”. Nie chciał się zgodzić na oddanie próbki moczu, ponieważ – jak mówił – jego religia nie pozwala mu rozbierać się przed innymi mężczyznami. Podczas odsiadki dostał co najmniej trzy ostrzeżenia i kilkakrotnie trafił do izolatki z powodu różnych problemów, gróźb i bójek.

Raport szwedzkiej Służby Więziennej i Kuratorskiej mówi, że późniejszy terrorysta miał pozwolenie na posiadanie telefonu, i że odwiedzała go kobieta, początkowo określana jako partnerka, a później jako żona, mieszkająca częściowo w Tunezji, częściowo we Francji

W więzieniu złożył wniosek o azyl w Szwecji. Kuratorowi powiedział, że jeśli go nie dostanie, to „nie będzie miał dokąd pójść”. Decyzja jednak była odmowna, a o to, gdzie ma iść zatroszczyło się szwedzkie państwo: w marcu 2014 r. Abdesalem Lassoued został warunkowo zwolniony i deportowany ze Szwecji.

„Nigdy nie posiadał pozwolenia na pobyt w Szwecji i po odbyciu tutaj kary pozbawienia wolności został deportowany do innego kraju Unii Europejskiej zgodnie z protokołem dublińskim” – informuje Jesper Tengroth, rzecznik prasowy Szwedzkiej Agencji Migracyjnej. Rozporządzenie dublińskie zakłada, że azylant ma wrócić do pierwszego kraju, w którym złoży wniosek o azyl – w tym wypadku do Włoch.

Na marginesie – zabawny zbieg okoliczności: w tym okresie centroprawicowym premierem Szwecji był Fredrik Reinfeldt, znany z proimigracyjnej polityki pod hasłem „Otwórzcie swe serca”. To jego rząd wprowadził m.in. bezpłatną opiekę zdrowotną i dentystyczną dla nielegalnych imigrantów. Było to częścią, przyjętego w porozumieniu ze skrajnie lewicową partią Zielonych, tak zwanego Paktu Migracyjnego, który sam Reinfeldt przedstawiał jako „karę dla Szwedów” za masowe głosowanie na konserwatywno-narodowych Szwedzkich Demokratów. A 16 października 2023 r. ten sam Fredrik Reinfeldt, już jako prezes Szwedzkiego Związku Piłki Nożnej, był na meczu w Brukseli. Gdy jego rodacy padli od kul zamachowca, były premier został ewakuowany przez belgijską policję w bezpieczne miejsce. Pozostałych szwedzkich kibiców zatrzymano na stadionie do późnej nocy.

Rok 2016 był we Włoszech okresem szczytowego zagrożenia terrorystycznego. Współpracujące z włoskimi tunezyjskie służby bezpieczeństwa uznały Lassoueda za „element niebezpieczny i zradykalizowany”, a włoska policja sporządziła nawet profil potencjalnego dżihadysty. Mężczyzna był także monitorowany przez włoski wywiad i antyterrorystyczną służbę Digos. Stwierdziły one, że Tunezyjczyk chciał „przystać do Państwa Islamskiego i zdobyć broń palną, aby dokonywać nieobliczalnych czynów przeciwko chrześcijanom i Żydom”. Jak twierdził sam Lassoued, był on w kontakcie z Abdeslamem Salehem, współorganizatorem zamachów na Bataclan w Paryżu w 2015 i w Brukseli w 2016 r. Jeździł już wtedy do Belgii. ODWIEDŹ I POLUB NAS Prokuratura w Bolonii wszczęła przeciw niemu wstępne postępowanie, które umożliwiło m.in. założenie obu Tunezyjczykom podsłuchów i skonstatowanie, że kontaktują się regularnie z numerami za granicą. Postępowanie jednak nie przyniosło żadnych rezultatów i zostało zawieszone.

26 maja 2016 r. Lassoued złożył kolejny wniosek o ochronę międzynarodową. Dość szybko, bo już w czerwcu, jego wniosek o azyl został odrzucony, a przyszły terrorysta został odesłany do ośrodka w Caltanissetta dla osób oczekujących na deportację. Oczywiście, jak większość nielegalnych imigrantów, którym odmówiono azylu, złożył odwołanie, błyskotliwie wykorzystując europejskie prawo azylowe.

Opłaciło się! Sąd w Bolonii zawiesił decyzję o deportacji i wyznaczył termin kolejnej rozprawy na 2017 r., co pozwoliło mu wyjść z ośrodka z trzymiesięcznym zezwoleniem na pobyt w kieszeni. Kiedy odwołanie zostanie odrzucone, będzie już za granicą, w kolejnym kraju europejskim – tym razem w Belgii, gdzie bywał wcześniej.

Wybór Tunezyjczyka był racjonalny z jego punktu widzenia. Po pierwsze, miał tam już kontakty w środowisku islamistów, które nawiązał jeszcze przed przybyciem do Bolonii. Po drugie, przedmieścia Brukseli to bez wątpienia jedno z najbardziej muslim friendly miejsc w Europie, obok brytyjskiego Birmingham czy niemieckich metropolii w Zagłębiu Ruhry, tam, gdzie prawdziwie prawowierny wyznawca Proroka może żyć w zgodzie z zasadami swojej religii, nie zawracając sobie głowy cywilizacyjnymi zasadami chrześcijańskiego społeczeństwa ani antyreligijnym laicyzmem. Po trzecie, Belgia jest powszechnie znana z liberalnego podejścia do kwestii migracyjno-azylowych, co pozwoliłoby mu na złożenie kolejnego wniosku z szansą na ominiecie procedur Unii Europejskiej.

Mimo odmowy azylu w Norwegii, w Szwecji, i dwukrotnie we Włoszech, Abdesalem Lassoued złożył w Brukseli kolejny wniosek o azyl w grudniu 2019 r. Przedstawił tunezyjski akt ślubu z obywatelką Belgii, ale dokument nie został uznany przez urząd. Niemal rok później, w październiku 2020 r. jego prośba została odrzucona, a Urząd ds. Cudzoziemców wydał mu nakaz opuszczenia kraju do 4 marca 2021 r. Dokument został wysłany listem poleconym na podany adres, ale zainteresowany go nie odebrał. Policja była równie nieskuteczna, jak listonosz: nie potrafiła go znaleźć, mimo że mieszkał z żoną, a jego córka normalnie chodziła do szkoły. Czy w ogóle ktoś go szukał? Można powątpiewać.

Groźba deportacji nie była aż taką tragedią jak mogłoby się wydawać. Tunezyjczyk po prostu nadal żył normalnie. Regularnie pojawiał się na policyjnych radarach, jak w 2021 roku w Genui, bywał też wielokrotnie w Turynie, o czym świadczą zdjęcia na jego Facebooku.

Pomimo sądowego nakazu opuszczenia terytorium Belgii Abdesalem Lassoued znalazł schronienie w zislamizowanej brukselskiej dzielnicy Schaerbeek, w okolicach placu Eugène Verboekhovena, tzw. niedźwiedziej klatki, siedliska dżihadystów, jednej z tych no go zones, których ponoć na Zachodzie nie ma. Mimo braku dokumentów i zameldowania prowadził w miarę normalne życie z żoną, noszącą hidżab i pracującą jako fryzjerka. Jego pasierbica chodziła do belgijskiej szkoły, a on sam uczęszczał do lokalnego meczetu – skąd zresztą w pewnym momencie został wyproszony

Ludzie Zachodu są leniwi i czekają, aż ktoś im coś da. A Polacy nie oczekują, są pracowici i ambitni

Pierwsze przychodzą mi do głowy słowa w języku polskim, a nie w moim ojczystym niderlandzkim. Nierzadko mówię: „My, Polacy”.

zobacz więcej
Teraz okazało się, że już 15 sierpnia 2022 r. tunezyjski Interpol zwrócił się do Belgii z prośbą o ekstradycję Abdesalema Lassoueda jako zbiega z więzienia. Jak pamiętamy, w 2011 ten skazany na 27 lat przestępca uciekł z zakładu karnego i wyemigrował do Europy. Dwa tygodnie później odpowiedni belgijski urząd przekazał sprawę do prokuratury, która odłożyła ją ad acta. Jedni politycy twierdzą, że to było przeoczenie albo ludzki błąd, inni z kolei, że świadoma praktyka, ponieważ w Belgii ucieczka z więzienia nie jest uważana za ciężkie przestępstwo, jeszcze inni, że to przejaw systemowej pobłażliwości kasty sędziowskiej, szukającej zawsze najmniejszego pretekstu, żeby tylko stanąć po stronie nielegalnego imigranta.

Koniec końców belgijski minister spraw wewnętrznych Vincent Van Quickenborne podał się do dymisji, uznając to „przeoczenie” za fiasko. Ale gdyby mechanizmy deportacji działały sprawniej, to dwaj szwedzcy kibice wciąż by żyli.

W niesamowitych perypetiach Abdesalema Lassoueda skupiają się jak w soczewce główne problemy współczesnej Europy: kryzys i słabość konstrukcji europejskiej, nielegalna imigracja jako źródło problemów dla społeczeństw czy wreszcie pętająca ręce, wykoślawiona ideologia praw człowieka.

Okazało się, że europejskie niby superpaństwo, którego stolica została symbolicznie uderzona podczas imprezy sportowej łączącej dwa europejskie narody, nie działa w życiu codziennym. Unia, której ambicją jest tworzenie coraz to bardziej scentralizowanych struktur, pokazała, że nawet tradycyjne metody walki z przestępczością nie działają w jej warunkach. Federalistyczne propozycje wspólnych struktur bezpieczeństwa brzmią nieco humorystycznie i na wyrost, gdy nawet tradycyjne służby nie potrafią współpracować i nie wymieniają się informacjami. Belgia miała pretensje do Szwecji, że nie przekazała ona informacji na temat Abdesalema Lassoueda, które były w jej posiadaniu. Włochy dostały informacje od Tunezji, i nawet przekazały je swoim partnerom ze służb belgijskich, ale te nie potrafiły ich wykorzystać.

Co więcej, okazało się, że wypracowane przez dekady europejskie instytucje, wszystkie te nowoczesne rozwiązania epoki pokoju i dobrobytu, które w założeniu miały uczynić nasze życie przyjemniejszym i łatwiejszym, jak choćby swoboda podróżowania (Schengen), są codziennie cynicznie wykorzystywane przez złoczyńców, przestępców i wrogów. Mało który Polak podróżował do tylu europejskich państw co Tunezyjczyk –obieżyświat.

Podobnie wykolejone zostały szczytne instytucje humanitarne, jak na przykład azyl polityczny. Imperatyw moralny ochrony nieszczęśliwych ofiar niezawinionych katastrof, jak wojny czy trzęsienia ziemi, wynikający z chrześcijańskiego miłosierdzia i nakazu miłości bliźniego czy też ze świeckiego altruizmu i empatii został wypaczony. Stał się przepustką do dobrobytu dla śmiałków, spryciarzy i hochsztaplerów z Trzeciego Świata i zamienił w jeden wielki system pasożytowania na bogactwie wypracowanym w pocie czoła przez naszych przodków.

Przejęcie europejskich instytucji, a zwłaszcza sądownictwa przez lewicę i jej ideologię fałszywego humanitaryzmu doprowadziło do tego, że sprawiedliwość została zastąpiona przez pobłażliwość. Prawa człowieka w ich wykładni rozszerzanej do granic absurdu stały się kneblem psychologicznym i moralnymi więzami skutecznie uniemożliwiającymi wszelkie próby reakcji i samoobrony ze strony społeczeństw i elit.

Polityka UE wobec nielegalnej masowej imigracji nie działa, chociaż istnieją ku temu środki i podstawa prawna. W rezultacie Europa zalewana jest przez miliony przybyszów z Trzeciego Świata, wśród których potencjalnych zamachowców pokroju Abdesalema Lassoueda są tysiące. Uderzali oni w ciągu kilku ostatnich dziesięcioleci niemal we wszystkich państwach naszego kontynentu. Nie znamy dnia ani godziny, kiedy uderzy kolejny z nich.

– Adam Gwiazda

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023

Zdjęcie główne: Dwóch szwedzkich kibiców zostało zamordowanych w Brukseli przez islamskiego terrorystę. Fot. BENOIT DOPPAGNE / Belga Press / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.