Historia

Arystokrata skazany przez bezpiekę i sponsor himalaistów. Odzyskiwali skradzione Polsce zabytki

W epoce zimnej wojny ratowanie poloników miało wiele wymiarów. Wymagało wiedzy, żelaznych nerwów, żyłki detektywistycznej, a także znacznych funduszy. Polscy naukowcy zmuszeni przez komunizm do emigracji, dr Andrzej Ciechanowiecki oraz dr Julian Godlewski, prowadzili negocjacje, penetrowali kontrowersyjne antykwariaty i wykupywali straty wojenne, takie jak kielich króla Kazimierza. Czy namierzone przez nich „źródełka” biją do dziś?

Przygodami obu śmiałków można obdzielić kilka życiorysów. Dr Andrzej Ciechanowiecki (28 września 1924 – 2 listopada 2015) pochodził z rodziny szlacheckiej, z Warszawy. W wieku sześciu lat stracił ojca, był wychowywany przez mamę i babcię. Mieszkał w pałacyku należącym do brata babci, dyplomaty Richarda Kimensa, w którym funkcjonował salon zwany małą ambasadą brytyjską.

Ciechanowiecki walczył w kampanii wrześniowej, konspirował w Armii Krajowej oraz organizacji Wolność i Niepodległość, był więziony przez Niemców w Płaszowie i w 1945 r. zdecydował się na wyjazd na Zachód. Pełnił funkcje radcy w MSZ w Tymczasowym Rządzie Jedności Narodowej. Ponieważ odmówiono mu paszportu na wyjazdy służbowe do USA i Kanady, wrócił do Krakowa. W latach 1946-1950 studiował na Akademii Handlowej w Krakowie oraz Uniwersytecie Jagiellońskim. Poznał tam Tadeusza Chrzanowskiego i został jego nauczycielem. W 1947 r. zyskał dyplom Akademii Handlowej, a w 1950 r. – magistra historii sztuki na UJ. Powołał dyskusyjny klub Logofagów, skupiający studentów obu uczelni. Na debaty zapraszani byli Roman Ingarden, Władysław Tatarkiewicz, Stefan Kisielewski, Paweł Jasienica czy Bolesław Piasecki.

Wyrok wydali, żywcem pogrzebali

W 1950 r., wskutek zaostrzających się prześladowań bezpieki, Ciechanowiecki rozwiązał klub. Pracował w charakterze zastępcy wojewódzkiego konserwatora zabytków. 22 października 1950 r. został zatrzymany na krakowskim rynku przez UB za utrzymywanie przyjaznych kontaktów z ambasadorami anglosaskimi. Skazano go na 10 lat pozbawienia wolności za działalność konspiracyjną w tzw. procesie kiblowym, stosowanym w okresie stalinowskim w Polsce w latach 1944-1956. Były to utajnione postępowania, odbywające się w celi więziennej. Sędzia i dodatkowe osoby siedziały na krzesłach oraz pryczach, a oskarżony na sedesie w rogu celi. Procesy takie naruszały wszelkie standardy: brakowało obrońców, a wyroki znano jeszcze przed ich ogłoszeniem. Ze względu na fakt, że często zapadały na nich kary śmierci, zyskały niechlubny przydomek mordów sądowych. Andrzej Ciechanowiecki wyrok odsiadywał w ciężkich więzieniach: na Rakowieckiej i we Wronkach. 2 lutego 1956 r. został zwolniony z więzienia i zrehabilitowany. Zmartwychwstał.

Otrzymał funkcję sekretarza Krakowskiego Oddziału Państwowego Instytutu Historii Sztuki oraz został członkiem Zarządu Krakowskiego Stowarzyszenia Historyków Sztuki. Brał udział w opracowaniu serii Katalog Zabytków Sztuki w Polsce, był kustoszem Muzeum w Łańcucie, prowadził też drobną działalność antykwaryczną.
Portret Andrzeja Ciechanowieckiego, pędzla Andrzeja Okinczyca oraz zdjęcie dr. Juliana Godlewskiego (1982). Fot. (odpowiednio) CC BY-SA 3.0 oraz Jacek Godlewski – Praca własna, CC BY-SA 4.0, Wikimedia
W 1958 r. jego los się całkiem odmienił: otrzymał stypendium British Council oraz Fundacji Forda. Odbył serię staży naukowych: w Wielkiej Brytanii, USA, RFN, Portugalii. Obronił też doktorat z filozofii za dysertację na temat Michała Kazimierza Ogińskiego. W 1961 r. osiadł w Londynie, sześć lat później uzyskał obywatelstwo brytyjskie. Został renomowanym marszandem, właścicielem szanowanych galerii, zorganizował serię wystaw poświęconych sztuce francuskiej i brytyjskiej, wydawał naukowo opracowane i ilustrowane katalogi. Mimo doznanych krzywd, działał na rzecz Polski: współpracował z polskimi muzeami, wzbogacał je darami, pośredniczył i doradzał w zakupach. Ustanowił też Fundację Zbiorów im. Ciechanowieckich, której celem jest gromadzenie, wystawianie i przechowywanie dzieł sztuki oraz pamiątek historycznych.

Prawdziwa sztuka kryje tajemnice

Będąc zapalonym kolekcjonerem poloników i ze względu na koneksje rodzinne oraz towarzyskie, znał rynek sztuki. Miał wgląd w kolekcje prywatne na Zachodzie. Identyfikował błędnie zakwalifikowane obiekty w zbiorach muzealnych, np. popiersie Stefana Czarnieckiego dłuta Giacomo Mondaliego z Victoria&Albert Museum w Londynie.

I kolekcjonował dzieła sztuki. Pozyskiwanie ich „wymagało energii, czasu, szczęścia, wiedzy, często też perswazji. Ale w niedługim czasie rozeszła się wieść, że istnieje taki wariat, który kupuje polskie dzieła sztuki. (...) Propozycje zakupu zaczęły jakby same z siebie do mnie napływać i otwierać drogę do skupienia choćby w części rozproszonego mienia kulturalnego Rzeczypospolitej. Tak było w przypadku Portretu Adama Kazimierza Czartoryskiego autorstwa Élisabeth Vigée-Lebrun, namalowanego w 1793 r. w Wiedniu” – wspominał. Późnym wieczorem, na ulicy w Mediolanie, zaproponowano mu kupno portretu księcia Adama Czartoryskiego w czerwonym płaszczu. Doskonale znał ten obraz, gdyż widział go na zamku Potockich w Łańcucie, dobił więc targu na ulicy.

Ciechanowiecki kontrolował polonika na rynku antykwarycznym i aukcyjnym na Zachodzie. Wiadomo, że odnajdował i kupował m.in. obiekty ewakuowane przez właścicieli na Zachód w celu ich ratowania. Bądź skradzione w czasie II wojny światowej – np. XVI-wieczny obraz Jana Massysa „Wenus z amorem”, zrabowany przez Niemców z kolekcji Pusłowskich i zidentyfikowany w prywatnym zbiorze w Heidelbergu. Filantrop z Londynu wymienił go na dwa obrazy ze swej kolekcji i w 1984 r. przekazał Muzeum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ciechanowiecki „odbił” także „Zmartwychwstanie” Bartholomäusa Bruyna (1493-1555). Dzieło to zostało przekazane w latach 30. XX w. na Wawel wraz z kolekcją innych obrazów należącą do Leona Pinińskiego. Podczas II wojny światowej zniknęło – albo zostało komuś ofiarowane przez gubernatora Hansa Franka, albo skradzione. Po latach wypłynęło w londyńskiej galerii Sotheby’s, gdzie wypatrzył je właśnie Ciechanowiecki. Doktor postanowił je nabyć. Skorzystał z pomocy angielskiej firmy, obraz został zatrzymany i zakupiony poza aukcją. W czerwcu 1986 r. powrócił na Wawel, gdzie został poddany konserwacji.

Andrzej Ciechanowiecki pomógł również odzyskać „Gabinet Sztuki królewicza Władysława Zygmunta Wazy”, namalowany w 1626 r. w Warszawie. Dzieło to powinno być zatytułowane „Tajemnica”. Zaginęło już podczas Potopu Szwedzkiego i przez 300 lat jego losy pozostawały nieznane. Wypłynęło w 1947 r. w kolekcji nowojorczyka „Victora Sparka”. 9 stycznia 1980 zostało zakupione przez galerię Andrzeja Ciechanowieckiego na aukcji Sotheby’s w Nowym Jorku. Następnie było pokazywane w Detroit i Londynie, w 1986 r. stało się własnością Zamku Królewskiego w Warszawie. Pomimo czytelnej sygnatury nie jest jasne, kto jest jego autorem. Początkowo przypisywano obraz Janowi Breughlowi II, wnukowi Pietera Breughla. Po szczegółowej analizie dzieła uznano, że mogło zostać namalowane przez francuskiego malarza Etienne’a de la Hyre’a (1583-1643) albo malarza antwerpskiego czynnego w Warszawie.

Kobierzec tłumacza wiary

Poszukiwacze skradzionych zabytków ścigali się z Sowietami. Co i gdzie znaleźli?

Zobaczyli legowiska dla żołnierzy z albumów Stanisława Augusta, grafiki zmięte w toalecie…

zobacz więcej
Naukowiec przyczynił się też do odzyskania kobierca arabeskowego przez Muzeum Czartoryskich. Przepiękny, jedwabny dywan zdobiony arabeskami symbolizującymi raj oraz trójlistnymi pączkami będącymi kryptonimem Alego – wychowanka i sukcesora Mahometa oraz – zdaniem szyitów – jego imama, wypełniającego misję, a także tłumaczącego objawienia proroka. Bez wątpienia kobierzec ten jest wyjątkowy. W XVII wieku utkano go w warsztatach królewskich w Isfahanie. Na początku XX wieku opisał go i sfotografował wybitny historyk sztuki Tadeusz Mańkowski.

Nic dziwnego, że w 1940 r. przykuł oczy Niemców rabujących Kraków i został przez nich zagarnięty. Zniknął na 50 lat. Wypłynął w 1990 r. – został wystawiony na sprzedaż w domu aukcyjnym Christie’s w Londynie. Dzięki interwencji polskiego marszanda wycofano go z aukcji i przekazano do sądowego depozytu. Okazało się, że kobierzec ten został sprzedany pewnemu szwajcarskiemu antykwariuszowi, który przetrzymał go przez pół wieku. Dopiero jego syn wystawił go na sprzedaż. Po długim procesie sądowym – współfinansowanym przez Ciechanowieckiego – doszło do ugody. Kobierzec wrócił do Krakowa, do Muzeum Czartoryskich.

Różne aspekty milczenia

Jednym z klientów Andrzeja Ciechanowieckiego był Julian Godlewski (1903-1982), doktor praw Uniwersytetu Jana Kazimierza, urodzony we Lwowie. Już jako 17-latek walczył z bolszewikami. Przed II wojną światową pełnił funkcję referendarza w MSZ. Podczas II wojny został podporucznikiem polskich sił zbrojnych, walczył w szeregach 1 Dywizji Pancernej, po wojnie krótko był adiutantem generała Tadeusza Bora-Komorowskiego. Osiadł w Argentynie, a następnie w Szwajcarii, gdzie piastował wysokie stanowisko w jednym z koncernów stalowych. Przyczynił się do restytuowania Muzeum Polskiego w Rapperswilu, wspierał domy dla ociemniałych i... spełniał marzenia polskich himalaistów – podarował im 15 tys. dolarów na podbój najwyższego szczytu ziemi. To m.in. dzięki tej kwocie Leszek Cichy oraz Krzysztof Wielicki 17 lutego 1980 r. osiągnęli bezprecedensowy sukces: zdobyli zimą Mount Everest. W skrócie: dokonali niemożliwego. Gdy po zejściu udali się do nepalskiego ministerstwa turystyki po zaświadczenie o wejściu na górę, zszokowany urzędnik na dyżurnym druku wymieniającym tylko dwie pory roku: lato i jesień, odręcznie dopisał: „zima”...

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Sam Julian Godlewski od 1962 r. regularnie odwiedzał Polskę, był też donatorem Zamku na Wawelu. Od Andrzeja Ciechanowieckiego kupił i darował Wawelowi m.in. „Portret konny Władysława Zygmunta Wazy”, powstały w pracowni Rubensa w XVII wieku, „Portret Gian Giacopo Caraglia”, nadwornego złotnika króla Zygmunta Augusta, namalowany w roku 1552 przez Parysa Bordone, a także obraz przedstawiający podkomorzego koronnego Adama Kazanowskiego, wykonany w 1638 r. przez Petera Danckersa de Rij. Ofiarował Wawelowi kielich króla Kazimierza Wielkiego z roku 1351, najstarsze zachowane naczynie liturgiczne ufundowane przez ostatniego Piasta. W sierpniu 1940 r. został on zrabowany przez Niemców z klasztoru w Trzemesznie i trafił do Berlina. W latach 60. XX w. wypłynął na rynku antykwarycznym, w 1965 r. kupił go dr Julian Godlewski.

Niestety, obaj filantropi już nie żyją. Tymczasem mimo upływu lat na rynku antykwarskim wciąż wypływają polonika i to zaginione w latach 40. XX wieku, np. w 2013 r. na sprzedaż wystawiono taszkę króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, czyli fragment siodła wywiezionego z Kórnika podczas II wojny światowej przez Niemców na wystawę w Kaiser Friedrich-Museum w Poznaniu. Po wojnie zostało ono odnalezione w Dreźnie i wróciło do Polski – bez wspomnianej sakwy. Trzy lata później pojawił się tryptyk Jana Matejki „Korona Królowej Polski”, ofiarowany przez artystę rodzinie Tarnowskich. Obraz miał opuścić Polskę w niejasnych okolicznościach w latach 40. zeszłego wieku. W przypadku obu dzieł tropy wiodły do Wiednia – miasta, w którym działało co najmniej kilka prężnych antykwariatów, prowadzonych przez emigrantów z PRL. A także co najmniej kilka renomowanych galerii, które podczas II wojny światowej kupowały obiekty od Gestapo.

Fakt ten nasuwa pytanie, czy Andrzej Ciechanowiecki – kontrolujący w tym czasie rynek poloników na Zachodzie i szukający obiektów skradzionych w czasie II wojny światowej – oraz dorównujący mu wiedzą Julian Godlewski dyskretnie penetrowali wiedeński rynek sztuki?

– Małgorzata Borkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Źródła:
„Dzieła sztuki odzyskane dzięki działalności Andrzeja Ciechanowieckiego - poszukiwacza poloniców na Zachodzie”, Magdalena Białonowska

https://www.academia.edu/44426083/

„Andrzej Ciechanowiecki: Kolekcjoner, marszand, mecenas”. Magdalena Białonowska

„Zagrabione” odc. 64 - Radio Opole – audycja o losach taszki króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, która w tajemniczych okolicznościach znalazła się i powróciła na Zamek w Kórniku

Bezcenny kobierzec: odzyskany http://cennebezcenne.pl/wp-content/uploads/2019/09/CBU-1997-06-07-09-ZYGULSKI.pdf

Na tropie krakowskiej Madonny
https://www.zw.com.pl/artykul/669883.html?print=tak

Julian Godlewski. Filantrop polskiego himalaizmu
https://geekweek.interia.pl/historia/news-julian-godlewski-filantrop-polskiego-himalaizmu,nId,4652273

Nowy skarbiec koronny. 7 dzieł, które trzeba zobaczyć
https://niezlasztuka.net/o-sztuce/nowy-skarbiec-koronny-7-dziel-ktore-trzeba-zobaczyc/
SDP2023
Tygodnik TVP jest laureatem nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zdjęcie główne: „Gabinet Sztuki królewicza Władysława Zygmunta Wazy”, namalowany w 1626 r. w Warszawie. Obraz przedstawia przedmioty z kolekcji późniejszego króla Polski Władysława IV (1595-1648), zakupione w czasie jego podróży po Europie. Fot. Zamek Królewski w Warszawie
Zobacz więcej
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Bankiet nad bankietami
Doprowadził do islamskiej rewolucji i obalenia szacha.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Cień nazizmu nad Niemcami
W służbie zagranicznej RFN trudno znaleźć kogoś bez rodzinnych korzeni nazistowskich, twierdzi prof. Musiał.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kronikarz świetności Rzeczypospolitej. I jej destruktor
Gdy Szwedzi wysadzili w powietrze zamek w Sandomierzu, zginęło około 500 osób.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Burzliwa historia znanego jubilera. Kozioł ofiarny SB?
Pisano o szejku z Wrocławia... Po latach afera zaczęła sprawiać wrażenie prowokacji.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Ucieczka ze Stalagu – opowieść Wigilijna 1944
Więźniarki szukały schronienia w niemieckim kościele… To był błąd.