Historia

Bankiet nad bankietami: najdroższy, najdłuższy i najbardziej ekstrawagancki w dziejach świata

Szczelna cenzura starała się nie dopuścić, żeby jakiekolwiek informacje poszły w świat, starannie ukrywano też fakt, że większość sprowadzonych za miliony dolarów do Persepolis drzew, krzewów i kwiatów uschła w czterdziestostopniowym, pustynnym upale, a praktycznie wszystkie ptaki padły z braku wody.

Pożegnanie
W jednym z bocznych pomieszczeń monumentalnego kairskiego meczetu Al-Rifa'i leży na podłodze skromna nagrobna płyta z pakistańskiego zielonego onyksu. Gdyby nie wiszący nad nią trójkolorowy sztandar ze złotym lwem dzierżącym szablę i otaczający ją szkarłatny welurowy sznur, zapewne mało kto domyśliłby się, że spoczywa tu ostatni władca Iranu, szachinszach Mohammad Reza Pahlawi (1919-1980), nota bene doktor honoris causa Uniwersytetu Warszawskiego i kawaler Krzyża Wielkiego Orderu Polonia Restituta.

Raz na jakiś czas przychodzą tu, zazwyczaj ukradkiem, starzy i nowi zwolennicy perskiej monarchii, jednak na co dzień jest tu pusto. A szkoda. Grób szacha to bowiem idealne miejsce do refleksji, że historia nigdy nikogo niczego nie nauczyła i to właśnie przykład Iranu powinien być dziś nieustannie przywoływany przez wszystkich zajmujących się na Zachodzie polityką, a szczególnie geopolityką. Ja się nią wprawdzie nie zajmuję, ale jako zapalony edukator kulinarny nie mogłem przecież nie odwiedzić grobu kogoś, kto właśnie w imię geopolityki wydał najwspanialszy i najkosztowniejszy bankiet w dziejach świata. Bankiet, który kosztował go królestwo.

Geopolityczna waga ciężka

Gdyby nie napaść Rosji na Ukrainę, to przez ostatnich kilka lat Iran z pewnością byłby w centrum światowych rozgrywek politycznych. Czy to jako czołowy sponsor islamskiego, antyzachodniego i antydemokratycznego terroryzmu i fundamentalizmu, permanentnie destabilizujących Bliski Wschód, Afrykę, basen Morza Śródziemnego, Azję Centralną, itd. czy choćby jako żądny broni nuklearnej szantażysta, przy którym głodująca Korea Północna to niewinny przedszkolak. Tlące się dotąd w Iranie protesty i strajki po śmiertelnym pobiciu we wrześniu 2022 r. przez islamską „policję moralności” młodej Kurdyjki Mahsy Amini (za rzekomy brak hidżabu na głowie) rozbudziły wprawdzie nadzieje na upadek teokratycznego reżimu ajatollahów, ale na razie to wciąż tylko pobożne życzenia. Stawka jest bowiem gigantyczna – upadek tego reżimu i ewentualny powrót Iranu na zachodnią orbitę geopolityczną (nawet niekoniecznie jako demokracji), oznaczałby globalne wręcz trzęsienie ziemi.

Gdyby w Iranie doszło do jakiejś demokratycznej czy prodemokratycznej rewolucji, to w pierwszej kolejności byłoby to zabójczym ciosem dla islamskiego fundamentalizmu i terroryzmu – od Libanu, Syrii i Iraku po Afganistan i Pakistan.

Niewielu już przecież pamięta, że do czasu upadku szacha w 1979 r. islamski terroryzm praktycznie nie istniał, a radykalne ruchy muzułmańskie nigdzie nie odgrywały większego znaczenia. Zresztą, za ostatniego szacha noszenie hidżabu było całkowicie dobrowolne, co i tak było swego rodzaju konserwatyzmem, gdyż jego ojciec, Reza Szach Pahlawi wydał w 1936 r. dekret surowo zabraniający noszenia przez kobiety jakichkolwiek zasłon (jak hidżab czy czador), a łamiącym ten zakaz ówczesna policja po prostu zdzierała zasłony z głów.

Największym beneficjentem odcięcia islamskich terrorystów i fundamentalistów od irańskich sponsorów oraz wyzbycia się przez Teheran ambicji nuklearnych byłby naturalnie Izrael, nie wspominając już o Stanach Zjednoczonych i wszystkich zachodnich demokracjach. Tego też już nikt nie pamięta, że za czasów szacha Izrael był bliskim sojusznikiem Iranu, a jego lotnictwo wojskowe nawet używało irańskiej przestrzeni powietrznej w czasie manewrów szkoleniowych. Dziś irańscy Żydzi, którzy uciekli przed reżimem ajatollahów, stanowią ponad trzy procent populacji Izraela i w niektórych środowiskach są bardzo wpływowi, w tym – z oczywistych względów – w izraelskich służbach wywiadowczych (świetnie pokazuje to izraelski serial szpiegowski „Tehran” nakręcony dla Apple TV). W USA perska diaspora liczy ponad półtora miliona i są to zazwyczaj ludzie bardzo porządnie wykształceni (lekarze, prawnicy, architekci, itp.), a na całym świecie rozrzuconych jest łącznie ponad cztery miliony Persów, z których większość ratowała się ucieczką po upadku monarchii.

Obcy w arabskim świecie. Dlaczego Iran staje się potęgą

Szyici mają z jednej strony nie akceptujących ich kultury „arabskich braci” z np. Arabii Saudyjskiej, z drugiej – Iran, który szeroko otwiera przed nimi ramiona.

zobacz więcej
Kres irańskiego wsparcia dla islamskiego terroryzmu i fundamentalizmu znacznie ustabilizowałby sytuację w wielu państwach Bliskiego Wschodu i Afryki. Miałby też zapewne silne oddziaływanie na Turcję (zaangażowaną w Syrii i Iraku), dla której prodemokratyczny Iran automatycznie stałby się istotnym konkurentem w całym regionie, mogącym nie tylko hamować jej prorosyjskie kaprysy, ale w ogóle okresowe „muchy w nosie” wobec NATO czy Unii Europejskiej.

Podobnie mogłoby być z Arabią Saudyjską, która po upadku szacha musiała być, siłą rzeczy, tolerowana przez Zachód jako ważny „sojusznik”. Powrót Iranu na prozachodnią orbitę, a zwłaszcza powrót irańskiej ropy i gazu na światowe rynki mógłby zepchnąć Arabię Saudyjską i kontrolowany przez nią kartel OPEC do bardzo niewygodnego narożnika, nie tylko finansowego, ale też geopolitycznego.

Na zmianie rządów w Iranie dramatycznie straciłaby Rosja, dla której ajatollahowie są teraz pierwszorzędnym strategicznym sojusznikiem. W pierwszej kolejności mogłoby to spowodować zasadniczą zmianę układu sił na Kaukazie, gdzie obecnie Gruzja jest prozachodnia, Azerbejdżan jest powiązany z Turcją sojuszem wojskowym, a Armenia sprzymierzona z Moskwą i Teheranem. Przesunięcie się Armenii w ślad za Iranem na orbitę prozachodnią oznaczałby dla Rosji niemal całkowitą utratę wpływów na Kaukazie Południowym, który jest z kolei kluczowy dla kontrolowania Kaukazu Północnego z jego niestabilnymi autonomicznymi republikami Dagestanu, Inguszetii, Osetii i Czeczenii.

W wymiarze geostrategicznym natomiast rosyjskie plany zbudowania alternatywnego, oczywiście antyamerykańskiego, „nowego ładu” światowego musiałby zostać całkowicie przewartościowane. Podobnie jak analogiczne plany chińskie.

Iran jest obecnie dla Pekinu kluczowym elementem budowanej przez nie globalnej sieci aliansów antyamerykańskich i ich czołowym sojusznikiem na Bliskim Wschodzie, toteż nie przypadkiem Chiny są największym odbiorcą irańskiej ropy. Ale w przeciwieństwie do Moskwy, Pekin być może przeczuwa już (albo dalekosiężnie kalkuluje) ewentualną zmianę układu w Iranie, o czym wydaje się świadczyć nagłe zacieśnienie współpracy Chin z Arabią Saudyjską (prezydent Xi Jinping pojechał do Arabii Saudyjskiej w grudniu ub. roku) i ich kluczowa rola w doprowadzeniu, w marcu tego roku, do wznowienia przez Arabię Saudyjską stosunków dyplomatycznych właśnie z Iranem.

Dlaczego upadł szach?

Skoro więc Iran jest aż tak istotny z geostrategicznego i geopolitycznego punktu widzenia, to dlaczego w pierwszej kolejności zachodni sojusznicy szacha, a zwłaszcza USA, pozwolili na jego upadek i opanowanie Iranu przez islamskich fundamentalistów, czego konsekwencje od ponad czterech dekad dotkliwie odczuwa niemal cały świat?

Klasyczna, poprawna politycznie odpowiedź brzmi zazwyczaj tak: szach był okrutnym dyktatorem, krwawym tyranem, brutalnym despotą itd., czyli sam sobie na to zasłużył. Tyle tylko, że jego odpowiedzialna za prześladowanie, torturowanie, więzienie i mordowanie oponentów tajna policja polityczna SAWAK, która zatrudniała ok. 5 tys. oficerów i cywilnych agentów, nie dorastała nawet do pięt analogicznym służbom hodowanym wówczas przez rozmaitych afrykańskich (Idi Amin czy Mobutu Sese Seko), latynoamerykańskich (Juan Peron, Augusto Pinochet) czy azjatyckich (Kim Ir Sen, Pol Pot, Ferdinand Marcos) dyktatorów. Nie wspominając już o ówczesnym Związku Sowieckim czy Chinach, gdzie mordowano miliony albo o budzących powszechny podziw dalekowschodnich „tygrysach” Tajwanie i Korei Południowej, rządzonych wówczas przez skrajnie opresyjne dyktatury Czang Kaj-szeka i Park Chung Hee.

Rzeczywiste przyczyny upadku szacha w 1979 r. były złożone i na ten temat napisano już setki opasłych tomów, ale gdyby te wszystkie analizy skondensować, to ich myśl przewodnia byłaby taka: szach był po prostu zbyt prozachodni i zbyt antyklerykalny jak na ówczesne realia islamskiego społeczeństwa Iranu, znajdującego się pod przemożnym wpływem ultrakonserwatywnych szyickich duchownych z ajatollahem Chomeinim na czele.

Dziś brzmi to jak ponury żart, ale wiemy, jak się to skończyło – po obaleniu szacha, któremu Zachód zarzucał łamanie praw człowieka, Chomeini zamienił Iran w istne piekło, gdzie skala tortur, egzekucji, prześladowań, inwigilacji, cenzury, dyskryminacji kobiet i łamania nawet najbardziej elementarnych praw człowieka tysiąckrotnie przerosła poczynania szacha i jego policji politycznej. I nadal, niestety, przerasta.
Szach Mohammad Reza Pahlawi  był zbyt prozachodni i zbyt antyklerykalny jak na realia islamskiego społeczeństwa ówczesnego Iranu. Na zdjęciu z żoną Farah. Fot.Raymond Depardon / Magnum Photos / Forum
Nas jednak interesuje najbardziej to, że za detonator społecznego fermentu, który doprowadził do islamskiej rewolucji i obalenia szacha dość zgodnie uznaje się wydany przez niego w październiku 1971 r. bankiet na cześć światowych przywódców. Bankiet, który trafił do Księgi Rekordów Guinnessa jako najdroższy, najdłuższy i najbardziej ekstrawagancki w dziejach.

A było to tak: do roku 1970 szach miał już na świecie dość ugruntowaną reputację liberalnego, nowoczesnego i prodemokratycznego władcy, a także lojalnego sojusznika Zachodu. Nawet dziś jego zdecydowani krytycy przyznają, że jego rządy charakteryzowały się głęboką postępowością w stosunku do tradycyjnych islamskich wartości społeczeństwa Iranu. Zainicjowana bowiem przez szacha w 1963 r. tzw. biała rewolucja (która miała zapobiec czerwonej rewolucji komunistycznej) obejmowała, m. in, reformę rolną i mechanizację rolnictwa, likwidację klasy wielkich posiadaczy ziemskich i uwłaszczenie milionów chłopów; radykalną walkę z analfabetyzmem i wprowadzenie powszechnej, bezpłatnej oświaty; radykalne podniesienie poziomu służby zdrowia, w tym trzykrotnie zwiększenie liczby lekarzy, przychodni i łóżek szpitalnych; demokratyzację prawa wyborczego, w tym nadanie praw wyborczych kobietom oraz prawa do pracy w charakterze prawników i sędziów; wprowadzenie ubezpieczeń społecznych i zabezpieczeń socjalnych dla wszystkich Irańczyków oraz nadanie robotnikom udziałów we własności zakładów pracy; upaństwowienie lasów i wszystkich źródeł pozyskiwania wody pitnej; gruntowną modernizację miast, itd.

Brakowało tylko przysłowiowej kropki nad „i”, czyli spektakularnego zaprezentowania szacha światu jako potężnego, oświeconego władcy , „króla królów” dorównującego samemu Cyrusowi Wielkiemu. Pomysł był prosty: Zorganizujemy bankiet, jakiego jeszcze świat nie widział, na który zaprosimy dosłownie wszystkich nim rządzących. Pretekstem będzie 2500. rocznica powstania imperium perskiego, a dokładniej stworzenia największej monarchii ówczesnego świata przez Cyrusa II Wielkiego, który w 538 p.n.e. zdobył Babilon i podbił większość państw Bliskiego Wschodu (z wyjątkiem Egiptu), a jako sprawiedliwy i tolerancyjny „król całego świata” zezwolił Żydom na powrót z „niewoli babilońskiej” i odbudowę Jerozolimy, a w niej na odbudowę Świątyni Jerozolimskiej.

Zamierzchła historia miała być tylko bladym tłem dla bezprecedensowego bankietu, gdyż w przekonaniu wykształconego w Szwajcarii i preferującego zachodni styl życia szacha powinno być to wydarzenie absolutnie nowoczesne i na najwyższym światowym poziomie, a nie jakieś tam pieczenie baranów na rożnach i serwowanie kebabów z baklawą w takt beduińskich bębenków.

Fatamorgana się zmaterializowała

Już sam proces niemal dwuletnich przygotowań do bankietu, który przeszedł do historii jako „Persepolis party”, zasługuje na dobry hollywoodzki blockbuster. Naturalnym miejscem dla tego przedsięwzięcia były ruiny Persepolis, niegdyś ceremonialnej stolicy perskiego imperium, faktycznie zaś pustynnego, palonego słonecznym żarem odludzia. Ale na pustyniach, jak wiadomo, pojawiają się fatamorgany i szach wymyślił taką fatamorganę, która w przeciwieństwie do wszystkich innych miała się jednak zmaterializować – bez względu na koszty.

Czaple dla pospólstwa, pawie dla księcia. Co różniło średniowiecznego kuchmistrza od współczesnego szefa kuchni?

Widelcem pierwsi zaczęli posługiwać się Włosi w końcu XIV wieku.

zobacz więcej
W Persepolis stanąć więc miało cudowne namiotowe miasto, magicznie przeniesione tu, niczym w baśniach tysiąca i jednej nocy, wprost – a jakże – z Paryża. Toteż w pustynię, w promieniu 30 km wokół Persepolis, ruszyła najpierw kilkudziesięciotysięczna armia z zadaniem wyłapania i unicestwienia skrajnie toksycznymi opryskami gnieżdżących się tu milionów jadowitych skorpionów, węży, pająków i wszelkiej żywej gadziny, która mogłaby uprzykrzyć pobyt dostojnym gościom. Po czym nie bacząc na astronomiczne koszty, zaczęto na teren przyszłego namiotowego miasta pompować miliardy litrów wody, albowiem szach wymyślił stworzenie tu bajecznej zielonej oazy. Z Europy przywieziono więc 15 tysięcy drzew oraz drugie tyle krzewów i kwiatów, a słynny wersalski ogrodnik George Truffaut wyczarował również imponujący ogród różany i gaj cyprysowy. Wśród drzew i krzewów nie powinno, co oczywiste, zabraknąć śpiewających ptaków. No problem. Specjalne samoloty irańskiej armii dostarczyły z Europy ponad 50 tysięcy sztuk, a do tego 20 tysięcy ślicznie ćwierkających wróbli śródziemnomorskich z Hiszpanii.

W tym samym czasie niemal wszyscy producenci i dostawcy dóbr luksusowych w Europie dwoili się i troili, żeby na czas zrealizować złożone przez szacha zamówienia na najdroższą porcelanę, kryształy, meble, tkaniny, kandelabry, limuzyny, kosmetyki, sztućce, suknie, biżuterię, fontanny, żyrandole i tysiące innych cudów. Stworzenie namiotowego miasta pod Persepolis szach powierzył legendarnej, choć nie istniejącej już dziś, paryskiej firmie Maison Jansen (House of Jansen), która wówczas wiodła na świecie prym w projektowaniu i wyposażaniu wnętrz dla najbogatszych i najpotężniejszych: od pałaców brytyjskiej czy belgijskiej rodziny królewskiej po Biały Dom Johna F. Kennedy’ego.

Projektanci Jansena inspirowali się legendarnym Polem Złotogłowia (ang. Field of the Cloth of Gold, fr. Le Camp du Drap d'Or), czyli ogromnym obozem reprezentacyjnym zbudowany jako miejsce spotkania króla Francji Franciszka I i króla Anglii Henryka VIII w dniach 7–24 czerwca 1520 r. we francuskim Balinghem. Na kapiące od klejnotów szaty, bankiety, kobierce, fajerwerki i inne ekstrawagancje władcy ci wydali wówczas fortunę szacowaną w dzisiejszych realiach na 20-40 milionów dolarów.

Przy pomyśle szacha był to jednak pikuś. Jansen wynajął pod Paryżem teren jednego z lotnisk, gdzie przez rok tysiące jej pracowników składało namiotowe miasto „na brudno”, zanim zostało przetransportowane ponad stu samolotami do Iranu. W tym celu szach kazał wybudować specjalne lotnisko w Sziraz, mieście położonym najbliżej (70 km) ruin Persepolis, a oba miejsca połączyła nowa autostrada. Sam transport namiotowego miasta z Francji zajął pół roku.
Namioty ustawiono wzdłuż pięciu symbolizujących pięć kontynentów promenad. Fot. A. Abbas / Magnum Photos / Forum
Na początku października 1971 r. wymyślona przez szacha fatamorgana zmaterializowała się. Na terenie o powierzchni 65 hektarów wzniesiono 50 wielkich mieszkalnych namiotów tak jakby Disney miał tu kręcić bajkę o Aladynie. Namioty ustawiono wzdłuż pięciu symbolizujących pięć kontynentów promenad schodzących się gwiaździście ku centralnemu placowi z ogromną fontanną. Każdy z namiotów był de facto udrapowaną w perskiej stylistyce, prefabrykowaną i klimatyzowaną willą z salonem, dwiema wielkimi sypialniami, dwiema łazienkami, kuchnią, garderobą, pomieszczeniami dla służby, itd. Każdy też wypełniony był po brzegi wszelkimi luksusami – najwspanialsze perskie dywany, najdroższe włoskie zasłony i draperie, meble najlepszych światowych projektantów, ekskluzywną francuską porcelanę Limoges, kryształowe żyrandole Baccarat i czego tylko jeszcze dusza zapragnie. Zupełnie bezprecedensowe było połączenie każdego namiotu bezpośrednią linią telefoniczną z ojczystym krajem danego gościa, a w każdym mogło mieszkać ich pięciu. Do tego rozstawiono osobne miasteczko z namiotami usługowymi – szesnaście z salonami fryzjerskimi i cztery z kosmetycznymi, plus z koktajlbarem, rewią kabaretową i kasynem, namioty szpitale, namioty kuchnie, namioty magazyny, namioty dla ochrony i obsługi. Nie mogło też przecież zabraknąć 18-dołkowego pola golfowego z namiotowym klubem. O tym, ile wysiłku i nakładów kosztowało dostarczenie do tego wszystkiego, chociażby prądu i wody, nie warto nawet wspominać.

A to i tak dopiero początek. Była to bowiem tylko niezbędna dekoracja dla bankietu, który miał przyćmić wszystko, co dotąd widział człowiek.

Królowie, książęta, prezydenci i inne VIP-y

Szach nie miał wyboru. Jedyną wówczas na świecie restauracją, która mogła urządzić bankiet bankietów godny cesarzy, królów, prezydentów i premierów był oczywiście legendarny paryski Maxim’s. Toteż jeden jedyny raz w swych niemal stuletnich dziejach Maxim’s zamknął swe paryskie podwoje i na dwa tygodnie przed uroczystościami w Persepolis cały personel restauracji – kucharze, pomocnicy, kelnerzy, pomywacze itp. – został przerzucony do Iranu. A wraz z nim niemal 20 ton najwyższej jakości produktów spożywczych, w tym 30 kg samego kawioru i dziesięć razy więcej trufli, 3 tony mięs i 2 tony drobiu, niemal 5 ton owoców i słodyczy, 4 tony serów i tonę wędlin, pół tony rybi owoców morza, niemal pół miliona jajek, 5 tysięcy butelek najdroższych win, szampanów i koniaków, 7 tysięcy butelek wody mineralnej. Do tego ponad 30 ton sprzętu kuchennego oraz kilkadziesiąt ton wielkich brył lodu.

Szef maximowej kuchni Michel Menant ze swymi 35 kucharzami i garstką kelnerów naturalnie nie poradziłby sobie z tak gigantycznym wyzwaniem, toteż na czas party w Persepolis Maxim’s zatrudnił dodatkowych 20 kucharzy z najlepszych francuskich restauracji oraz sprzymierzył się z legendarnym hotelarzem Maxem Blouetem z luksusowego paryskiego hotelu George V, który dostarczył 180 najlepszych kelnerów i sommelierów z Francji, Szwajcarii i Liechtensteinu. Liberie dla kelnerów zaprojektował paryski dom mody Lanvin.

Uroczystości zaczęły się oficjalnie 12 października od złożenia przez szacha i jego żonę Farah hołdu Cyrusowi Wielkiemu przed jego mauzoleum w Pasargady (było stolicą Persji przed zbudowaniem Persepolis). Nie wszyscy goście zdążyli na czas, toteż do 14 października szach z małżonką nieustannie witali na lotnisku w Sziraz przybywających jeden po drugim zagranicznych dygnitarzy. Lista gości obejmowała 65 światowych przywódców i ponad pięciuset innych VIP-ów. Najwyższym rangą był drugi z władców noszących tytuł „króla królów” – cesarz Etiopii Hajle Selasje. Wraz z nim zjawiły się niemal wszystkie koronowane głowy świata. Królowe i królowie Danii, Belgii, Jordanii, Nepalu, Norwegii, Grecji, Afganistanu i Lesotho, sułtanowie i szejkowie Omanu, Bahrajnu, Kataru, Kuwejtu. A także książęta i księżniczki Monako (z księżną Grace Kelly), Luksemburga, Holandii, Japonii, Tajlandii czy Maroka oraz przyszli królowie Hiszpanii i Szwecji. W tym monarszym gronie zabrakło jedynie brytyjskiej królowej Elżbiety II, której odradzono wyjazd ze względów bezpieczeństwa. Reprezentował ją jej mąż książę Filip i ich córka księżniczka Anna.
Przed bankietem szach z małżonką niestrudzenie witali tłumy gości. Na zdjęciu: powitanie Bernharda, księcia Niderlandów . Fot. Bruno Barbey / Magnum Photos / Forum
Gigantyczne amerykańskie, brytyjskie i francuskie biznesy naftowe z szachem, nie wspominając już o ich militarnym wsparciu, działały na judzone przez szyicki kler irańskie społeczeństwo jak płachta na byka, toteż podobnie jak Elżbieta II z przyjazdu do Persepolis zrezygnował prezydent USA Richard Nixon i prezydent Francji Georges Pompidou. Stany Zjednoczone reprezentował wiceprezydent Spiro Agnew, a Francję premier Jacques Chaban-Delmas. Związek Radziecki reprezentował z kolei przewodniczący Rady Najwyższej (czyli formalnie głowa państwa) Nikołaj Podgorny, a wśród pozostałych 20 prezydentów (czy też formalnych głów państw) nie zabrakło Josipa Broz Tito z Jugosławii, Nicolae Ceaușescu z Rumunii, Todora Żiwkowa z Bułgarii, Ludwika Swobody z Czechosłowacji, Suharto z Indonezji, V.V. Giri z Indii czy krwawego Mobutu Sese Seko z Zairu. Było też liczne grono premierów, ministrów, pierwszych dam, itd. Papieża reprezentował kard. Baron Maximilian Louis Hubert Egon Vincent Marie Joseph von Fürstenberg-Stammheim, Filipiny osławiona pierwsza dama Imelda Marcos, a Polskę … niejaki Mieczysław Klimaszewski, wówczas zastępca przewodniczącego Rady Państwa PRL, czyli formalnie wiceprezydent.

Sześć godzin wykwintności

Gdy flotylla 250 pancernych, czerwonych Mercedesów 600 (tak, tak – szach zażyczył sobie, żeby limuzyny były w kolorze czerwonym) zwiozła wszystkich gości do Persepolis, 14 października pod wieczór rozpoczął się bankiet.

Ociekający orderami szach Reza Pahlavi i ociekająca brylantami szachbanu (cesarzowa) Farah Diba Pahlavi ponownie witali gości w wielkim namiocie recepcyjnym – Tent of Honour, z którego dygnitarze przechodzili bezpośrednio do imponującego, największego w całym kompleksie „namiotu bankietowego” o powierzchni niemal 1700 m kw. W jego wnętrzu, udrapowanym błękitno-granatowymi, przetykanymi złotymi nićmi zasłonami i baldachimami, gości usadzono wzdłuż wijącego się niczym wąż stołu o długości ponad 70 metrów. Obrus na ten stół tkało niemal przez pół roku 150 najzdolniejszych irańskich hafciarek, a liczącą 10 tysięcy sztuk porcelanową zastawę z najświetniejszej brytyjskiej manufaktury Spode zdobiły turkusowo-złote herbowe emblematy szacha.

Ten wzniósł oficjalny toast najdroższym szampanem świata Dom Perignon Rosé rocznik 1959 (dziś butelka kosztuje ok 110 000 zł) i tak zaczęło się party wszech czasów.

Na początek gości uraczono oeufs de cailles aux perles de Bandar Pahlavi, czyli jajami przepiórczymi na perłach z Bandar Pahlavi. W przekąsce tej koszyczki upieczone z kruchego ciasta wypełniono najszlachetniejszym irańskim kawiorem (po 30 g na koszyczek) pochodzącym z leżącego nad Morzem Kaspijskim i słynącego z produkcji kawioru miasta Bandar Pahlavi, które dziś nosi nazwę Bandar-e Anzali. Na kawiorze ułożono po trzy ugotowane na twardo przepiórcze jajka, które przykryto świeżo ubitą, słodką, lekko zakwaszoną francuską śmietaną crème fraîche. Do przekąski tej zaserwowano też najdroższego wówczas na świecie szampana Moët & Chandon z winnicy Château de Saran.

Kolejną przekąską był mousse de queues d'écrevisses, sauce Nantua, czyli mus z szyjek rakowych w sosie Nantua. Sos ten przyrządzono z bulionu rakowego z pomidorami i innymi jarzynami, koniakiem, białym winem i wywarem rybnym, który następnie związano śmietaną i masłem. Tej ciepłej przekąsce towarzyszyło wyborne białe wino Château Haut-Brion blanc rocznik 1969.

Teraz przyszła kolej na pierwsze danie główne: selle d'agneau des grands plateaux farcie et rôtie dans son jus, czyli comber jagnięcy faszerowany i pieczony w sosie własnym. Jagnięcinę sprowadzono oczywiście z najlepszej hodowli w południowej Francji. Danie to zaserwowano na tacach udekorowanych spreparowanymi głowami muflonów. Do faszerowanego truflami i foie gras combra podano Château Lafitte Rothschild 1945 en Magnum, które wówczas było najdroższym czerwonym winem na świecie. Butelka tego wina wystawiona na aukcji Sotheby’s w Nowym Jorku w 2007 r. osiągnęła rekordową cenę 310 tys. dolarów, a dziś warta by była zapewne około pół miliona dol.
Gości obsługiwało180 najlepszych kelnerów i sommelierów z Francji, Szwajcarii i Liechtensteinu. Fot. A. Abbas / Magnum Photos / Forum
Ze względu na upalną pogodę w uczcie nastąpiła „kulinarna przerwa”, w trakcie której gości uraczono sorbet au vieux champagne, czyli mrożonym sorbetem cytrynowym z dodatkiem szampanów z dawnych, najdroższych roczników marki Moët & Chandon. Po czym przyszedł czas na clou tej gastronomicznej orgii w postaci paon à l'impériale paré et entouré de sa cour – cesarskiego pawia w otoczeniu swego dworu. O daniu tym opowiadano później niestworzone rzeczy, a brytyjska księżniczka Anna żartowała nawet w wywiadach, że „był to pierwszy i ostatni paw jakiego zjadłam w życiu”. W rzeczywistości nie podano pieczonych pawi, lecz nadziewane truflami i foie gras pieczone przepiórki ukryte pod wypchanymi i absolutnie nie przeznaczonymi do spożycia pawiami. Danie to natomiast miało szczególną metaforyczną wymowę, nawiązywało bowiem do „pawiego tronu”, symbolu perskiej monarchii.

Oryginalny „pawi tron”, ozdobiony figurami tych ptaków oraz złotem i niezliczoną ilością ogromnych diamentów, szafirów, rubinów i pereł powstał na początku XVII w. w Indiach na dworze Wielkich Mogołów. W 1739 r. perski władca Nadir Szach, zwany też perskim Napoleonem, najechał Indie, pokonał mogolską armię i zrabował klejnoty Wielkich Mogołów, w tym „pawi tron” oraz legendarne diamenty Koh-i-noor (dziś w koronie monarchów brytyjskich) i bladoróżowy Darya-i-Noor (dziś w koronie szachów Iranu). Tak „pawi tron” trafił do Teheranu. Niestety, po zamordowaniu Nadir Szacha przez kapitana jego gwardii, „pawi tron” został rozmontowany i rozkradziony. Dopiero na początku XIX w. wykonano dla perskich władców nowy tron (z elementami z oryginalnego „pawiego tronu”), ale już bez motywu pawi, który zastąpiono motywem Słońca. I tak go pierwotnie nazwano – „tronem Słońca”, by później ponownie nazywać go „pawim tronem”. Dziś tron ten, wraz z innymi klejnotami po dynastii Pahlawi, można obejrzeć w skarbcu irańskiego Banku Centralnego w Teheranie. A co do pawi to warto przypomnieć, że ptaki te, podobnie jak łabędzie, bociany, czaple czy kormorany bardzo często gościły na stołach polskich królów i wielmożów doby średniowiecza i renesansu.

Pięćdziesiąt „cesarskich pawi w otoczeniu swego dworu” zaserwowano z innym najznamienitszym czerwonym winem z rocznika 1945 – Musigny Comte de Voguë en Magnum. Dziś butelka tego wina kosztuje ok. 7 tys. dolarów. Daniu temu towarzyszyła też klasyczna francuska sałatka salade composée selon Alexandre Dumas, z zielonej sałaty pod lekkim majonezem z filetami z homarów, krewetek i anchois, plasterkami korniszonów, trufli, orzechami i kaparami.

Wreszcie przyszedł czas na deser. Nawiązując do bliskowschodnich tradycji kulinarnych, podano turban de figues garni de frafboises au Porto, czyli „turban” z fig glazurowanych w najlepszym portugalskim Porto i udekorowany sorbetem ze świeżych malin. Do tego deseru uraczono gości ponownie różowym szampanem Don Pérignon Rosé 1959.

Ucztę zakończyła kawa mokka, czyli połączenie intensywnej kawy, gorącego mleka oraz ciemnej czekolady. Oczywiście w towarzystwie lampki unikalnego koniaku Cognac Maxim's Réserve du Prince Eugene. Koniak ten, nazwany na cześć Napoleona Eugeniusza Bonaparte, jedynego syna cesarza Napoleona III i jego małżonki cesarzowej Eugenii, produkowany jest od ponad stu lat wyłącznie dla restauracji Maxim's i dziś kosztuje ok. 4 tys. dolarów za butelkę.

Bankiet trwał niemal sześć godzin. Dziś jedyną materialną pamiątką po nim jest, osiągające zawrotne ceny na aukcjach menu wykonane przez paryską drukarnię Tolmer, która specjalizuje się w najbardziej luksusowych, unikatowych obiektach. Oprawione w skórę i spięte różowym jedwabnym sznurem menu zostało wypisane ręcznie złotym tuszem na różowym czerpanym papierze ozdobionym herbami szacha, a każdy z gości otrzymał je w wykwintnym, intarsjowanym macicą perłową, drewnianym puzdrze.

Fajerwerki i defilada

Po bankiecie całe towarzystwo przeniosło się w ruiny Persepolis, gdzie szalenie modny wówczas na świecie francuski kompozytor i architekt Iannis Xenakis przygotował spektakularne widowisko światło i dźwięk „Polytope of Persepolis”. Wieńczący widowisko pokaz fajerwerków był tak gigantyczny, że niektórzy z gości wzięli go za atak antyrządowej partyzantki, która w tamtych latach grasowała po okolicy.

Następnego dnia rano szach z małżonką zaprezentowali gościom na tle ruin Persepolis spektakularną defiladę. Kilka tysięcy żołnierzy maszerowało w niezwykle skrupulatnie wykonanych replikach wojskowych ubiorów z czasów Cyrusa Wielkiego, prezentując też repliki ówczesnego uzbrojenia, włącznie z wiezionymi na lawetach replikami starożytnych perskich okrętów wojennych naturalnej wielkości. Po czym gości przetransportowano samolotami do Teheranu i 16 października nastąpił ostatni akord uroczystości – szach oficjalnie otworzył monumentalną Wieżę Królów (Bordż-e Szahjad), wzniesioną specjalnie na tę okazję z białego marmuru.
Uroczystościom w Persepolis towarzyszyły bezprecedensowe środki bezpieczeństwa. Fot. Elliott Erwitt / Magnum Photos / Forum
W jej wnętrzu ulokowano Muzeum Historii Persji, gdzie wystawiono wypożyczony z British Museum „cylinder Cyrusa”, na którym król kazał wyryć pismem klinowym jego deklarację polityczną po zdobyciu Babilonu. Szach uznawał ją za „pierwszą na świecie kartę praw człowieka”. Po rewolucji islamskiej jednak budowlę przemianowano na Wieżę Wolności (Bordż-e Azadi), muzeum zamknięto, cylinder Cyrusa wrócił do Londynu i choć wieża stała się nawet symbolem Teheranu, to dziś zaniedbana niszczeje.

Na żywo i w kolorze

Uroczystościom w Persepolis towarzyszyły bezprecedensowe środki bezpieczeństwa. Zamknięto wszystkie granice i przestrzeń powietrzną nad Iranem, a szacha i jego gości pilnowała niemal 70-tysięczna armia agentów, komandosów, snajperów i ochroniarzy, włącznie ze specjalnymi testerami wszystkich dań i napojów, którzy aż trzykrotnie sprawdzali je pod kątem obecności trucizn, zanim trafiły na stół.

Szach oczywiście kazał już miesiąc wcześniej zamknąć wszystkie szkoły i wyższe uczelnie oraz prewencyjnie aresztować dziesiątki tysięcy opozycyjnych działaczy politycznych, związkowców, kleryków i studentów. Szczelna cenzura starała się nie dopuścić, żeby jakiekolwiek informacje na ten temat poszły w świat, starannie ukrywano też fakt, że większość sprowadzonych za miliony dolarów do Persepolis drzew, krzewów i kwiatów uschła w czterdziestostopniowym pustynnym upale, a praktycznie wszystkie ptaki padły z braku wody.

Dzięki stawiającym wówczas pierwsze kroki telewizyjnym łączom satelitarnym cały świat mógł oglądać bezpośrednie transmisje z Persepolis niczym z bajecznego królestwa, bajecznie bogatego i bajecznie potężnego. Faktem jest zresztą, że prowadzone na żywo transmisje satelitarne były bodaj pierwszymi tego typu przekazami o globalnym zasięgu. Dla widzów w Stanach Zjednoczonych relacje prowadziła sama „pierwsza dama” amerykańskiej telewizji Barbara Walters.

Iran szacha zyskał więc bezprecedensową promocję i, co przyznają nawet najbardziej zażarci jego krytycy, party w Persepolis było rzeczywiście zorganizowane perfekcyjnie i ze smakiem. Projektantom Jansena, którzy niezwykle gustownie zaaranżowali wnętrza namiotu recepcyjnego i namiotu bankietowego w wyrafinowanym, europejskim, XVII-wiecznym stylu skutecznie udało się uniknąć efektu tandety i taniego blichtru „złoto, złoto, wszędzie złoto”. Choć z drugiej strony, takiej orgii diamentów i orderów w jednym miejscu nikt jeszcze nigdy nie widział.

Prawdziwi dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach toteż przepytywany przez zagranicznych dziennikarzy o koszty przedsięwzięcia szach, coś tam przebąkiwał o jedynie kilkunastu milionach dolarów, przeznaczeniu zysków za telewizyjne transmisje i darów od gości na budowę trzech tysięcy nowych szkół i w ogóle zbywał niewygodne pytania odpowiedziami w stylu „przecież nie mogłem uraczyć światowych monarchów i przywódców jakimś baranem pieczonym przy ognisku”.

Festiwal szatana

Światowe media skrupulatnie policzyły koszty „Persepolis party” i wyszło im, że w dzisiejszych cenach taka impreza kosztowałaby od 635 milionów dolarów (amerykański tygodnik „Time”) do nawet 1,2 miliarda dolarów (francuski dziennik „Le Figaro”). Natomiast prasa irańska, już po islamskiej rewolucji, oskarżyła szacha, że sprzeniewierzył na ten cel aż 3 miliardy dolarów.

Schody zaczęły się zresztą tuż po uroczystościach. Sam szach szybko zorientował się, że ekstrawagancja ekstrawagancją, ale sprowadzanie wszystkiego i wszystkich z Paryża to jednak była gruba przesada. W czasie uroczystości nakręcono bowiem na zlecenie szacha z wielkim rozmachem propagandowy film dokumentalny „Płomienie Persji” (Forugh-e Javidan, ang. Flames of Persia) z Orsonem Wellesem jako narratorem. Film miał być pokazywany na całym świecie jako promocja wielkości szacha. Ale po pierwszym prywatnym pokazie szach miał ponoć eksplodować ze złości krzycząc: „A gdzie są Irańczycy”? Jakby nie pamiętał, że to na jego polecenie wszytko musiało być zagraniczne, a na bankiet czy paradę w Persepolis nie zaproszono nawet żadnego irańskiego ministra. Film poszedł więc do kosza, opamiętanie przyszło zbyt późno.

Zwłaszcza że wyrok natychmiast wydał zesłany przez szacha na wygnanie we Francji sam ajatollah Chomeini, a w ślad za nim cały szyicki kler, nienawidzący szacha już choćby tylko za to, że w ramach białej rewolucji skonfiskował szyickim duchownym gigantyczne, największe w kraju, latyfundia. „W wielu naszych miastach i w większości wsi nie ma lekarzy i leków, nie ma szkól, ubikacji i pitnej wody. Dzieci chodzą głodne, a ten tyrański reżim marnuje miliony dolarów na rozmaite bezwstydne imprezy, czego szczytem były obchody 2500 rocznicy powstania monarchii”, grzmiał Chomeini. Ajatollah uznał, że uroczystości w Persepolis były „festiwalem szatana”, a wszyscy ich uczestnicy to „zdrajcy islamu”.

Szyicki kler zaczął jednocześnie rozpowszechniać oskarżenia, że w ustawowo przecież objętym prohibicją Iranie szach i jego goście dosłownie pływali w hektolitrach alkoholu, po Persepolis paradowały zagraniczne rozwiązłe, półnagie kobiety, w namiotowych koktajlbarach goście szaleli z prostytutkami i wraz z szachem oddawali się hazardowi w potajemnym kasynie.

Dla zwykłego Irańczyka, gorliwego muzułmanina indoktrynowanego przez fanatycznych mułłów, takie rewelacje musiały być szokiem. Stąd, choć uroczystości w Persepolis miały być, w intencji szacha, promocją zarówno wspaniałej historii Iranu, jak też jego współczesnych osiągnięć, historycy są w zasadzie zgodni, że przesadna „zachodnia” ekstrawagancja szacha i jej odbiór w konserwatywnym szyickim społeczeństwie stały się jednym z głównych źródeł fermentu, który ostatecznie wzniecił islamską rewolucję i doprowadził do upadku monarchii. Nikogo już też nie obchodziło, że w 1974 r. szach publicznie przeprosił za rozrzutność w Persepolis i zapewniał, iż jakoby w trosce o oszczędności zgodził się na wydanie zaledwie jednej czwartej pierwotnie planowanego budżetu uroczystości. Irańczycy nie darowali szachowi.

Do czasu islamskiej rewolucji namiotowe miasto w Persepolis służyło za koszary wojskowe, czasem organizowano w nim też lokalne państwowe i prywatne imprezy. Ale wraz z nadejściem Chomeiniego jego Strażnicy Rewolucji doszczętnie ograbili namioty, a potem je podpalili. Do dziś w Persepolis straszą metalowe szkielety, a padające raz na jakiś czas oficjalne zapowiedzi o zamiarach odbudowy namiotu „recepcyjnego” i „bankietowego” jako atrakcji turystycznych dotąd się nie zmaterializowały. Chyba, że kiedyś …

– Krzysztof Darewicz

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023
Zdjęcie główne: Bankiet wydany przez szaha Iranu w Persepolis dla uczczenia 2500. rocznicy perskiego imperium. Fot. Bruno Barbey / Magnum Photos / Forum
Zobacz więcej
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Cień nazizmu nad Niemcami
W służbie zagranicznej RFN trudno znaleźć kogoś bez rodzinnych korzeni nazistowskich, twierdzi prof. Musiał.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kronikarz świetności Rzeczypospolitej. I jej destruktor
Gdy Szwedzi wysadzili w powietrze zamek w Sandomierzu, zginęło około 500 osób.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Burzliwa historia znanego jubilera. Kozioł ofiarny SB?
Pisano o szejku z Wrocławia... Po latach afera zaczęła sprawiać wrażenie prowokacji.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Ucieczka ze Stalagu – opowieść Wigilijna 1944
Więźniarki szukały schronienia w niemieckim kościele… To był błąd.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Zbrodnia Pomorska: Kto należy do narodu polskiego, musi zniknąć
Od września do grudnia 1939 roku na Pomorzu zamordowanych zostało 30 tysięcy osób w 400 miejscowościach.