Historia

Burzliwa historia znanego jubilera. Kozioł ofiarny SB?

To miała być afera stulecia. W 1981 r. krakowska milicja prowadziła dochodzenie w sprawie nielegalnego handlu dewizami oraz kamieniami jubilerskimi. Aresztowała kilkanaście osób, w tym sławnego jubilera oraz znanego reżysera telewizyjnego. Natychmiast gruchnęły plotki. Pisano o szejku z Wrocławia, współczesnym Dyzmie, osobach z pierwszych stron gazet... Tymczasem po latach afera zaczęła sprawiać wrażenie prowokacji.

Konkurs Świąteczny 2023
4 marca 1981 r. podczas konferencji w Komendzie Wojewódzkiej w Krakowie ujawniono, że kilkanaście dni wcześniej Stasi zatrzymało na przejściu granicznym z RFN samochód Romana Urbaniaka – sławnego jubilera, obracającego się w świecie PRL-owskich elit. W aucie odkryła cenne przedmioty niezgłoszone celnikom. NRD-owska bezpieka znalazła w bagażniku siedem brylantów zapakowanych w pudełko z napisem Pschichholz Farvergleichschatz, zabytkowy zegar i balsaminkę, a w przewodzie wentylacyjnym siedem zegarków, wisiorek oraz złoty medalion z 1680 r. o wartości muzealnej.

To był szok, ponieważ kierowca był m.in. kierownikiem zakładu nr 1302 PHU Jubiler, podlegającym bezpośrednio dyrekcji jako Centralne Laboratorium Kamieni Jubilerskich, biegłym sądowym, rzeczoznawcą DESY oraz Państwowej Komisji Cen oraz ekspertem doradzającym Pewexowi przy zakupach brylantów i biżuterii z ZSRR. A także jednym z głównych podejrzanych w dochodzeniu w sprawie nielegalnego skupu syntetycznych kamieni jubilerskich oraz handlu dewizami. Po przesłuchaniu został on przekazany polskim służbom i przewieziony do PRL. Trafił do krakowskiego aresztu. Śledztwo w jego sprawie prowadził prokurator Zbigniew Kubicki.

Śledztwo stulecia

Gemmolog przyznał się jedynie do przewożenia zestawu porównawczego brylantów, będących narzędziem jego pracy. Obiekty odkryte w przewodzie wentylacyjnym oraz zabytkowy zegar i balsaminka miały mu zostać podrzucone przez obywatela radzieckiego, niejakiego Griszę, którego poznał wyceniając kamienie szlachetne hamburskim hurtownikom. Według Urbaniaka, Rosjanin zajmował się dostarczaniem kamieni szlachetnych z ZSRR do RFN.

W laboratorium oraz w domu jubilera przeprowadzono rewizję. W Centralnym Laboratorium Kamieni Jubilerskich znaleziono m. in. kilkanaście brylantów, dużo złotej oraz srebrnej biżuterii i 400 tys. zł. A także teleks (niedostępny dla osób prywatnych) i aparat telefoniczny z zakodowanymi numerami, gwarantującymi automatyczne połączenie z KC PZPR, Ministerstwem Handlu Wewnętrznego i Usług, MSW oraz redaktor naczelną „Kobiety i Życia” Barbarą Sidorczuk. Zaś w mieszkaniu prywatnym zatrzymanego – weksle zobowiązujące Irenę Dziedzic do zapłaty 200 tys. zł, koperty z życzeniami od członka KCPZPR Andrzeja Żabińskiego oraz od Zdzisława Kurowskiego, sekretarza KC PZPR ds. Handlu z ZSSR.
Kurs rzeczoznawców diamentów zorganizowany przez Stowarzyszenie Rzeczoznawców Jubilerskich i niemieckie Centrum Szkolenia Gemmologicznego w Idar-Oberstein. Na zdjęciu zajęcia praktyczne w Polanicy Zdroju, 1990 rok. Fot. PAP/Adam Hawałej Dokładny dzień wydarzenia nieustalony.
Niemal codziennie gemmolog tłumaczył śledczym zasady skupu kamieni syntetycznych i naturalnych, opowiadał o swej karierze, wyjaśniał pozycję swego Laboratorium w Jubilerze oraz kulisy zakupu partii brylantów wartych 400 tys. zł w radzieckiej firmie „Ałmaz Juvel Export”. Wspominał nazwiska ówczesnych notabli: Żabińskiego, Kurowskiego, czy Albina Kostrzewskiego, wiceministra handlu i usług. Co więcej, część zeznań dotyczących szczegółów handlu brylantami w latach 1978-1981, prowadzonego przez czołowe osobistości PRL, składał poza protokołem – ze względu na własne bezpieczeństwo. Pośrednim dowodem na jego słowa były zabezpieczone u niego dokumenty, w tym specyfikacja zawierająca wykaz brylantów wartości 2 mln 700 tys. USD, z osobistymi adnotacjami Urbaniaka świadczącymi, że kamienie przeszły przez jego ręce oraz telefony do urzędów centralnych, wizytówki, kartki itd.

Mroczne oblicze kamieni szlachetnych

Prokurator Kubicki wraz z zespołem usiłowali zweryfikować zeznania. Milicjanci jeździli po całej Polsce. Tyle, że znajdowali dowody na... prawdomówność Urbaniaka. Prześwietlano Albina Kostrzewskiego. NIK sprawdzał opłacalność transakcji zawartej przez Pewex z radziecką firmą. Kontrola nie wykazała rażących nieprawidłowości – owszem, pojawiały się sugestie, że warto by było obniżyć ceny kamieni, ale nie było dowodów na to, by oferent wyraził na to zgodę.

Sprawdzono też zawartość skrytki w NBP we Wrocławiu, w której miały się znajdować pewexowskie brylanty. Nic nie zginęło, wszystko się zgadzało. Mimo to do aresztu trafiały kolejne osoby: rodzina Sosulskich, podejrzana o nielegalny obrót dewizami i kamieniami syntetycznymi oraz Ireneusz Kanicki – znany reżyser, szef Centralnego Zespołu Artystycznego Wojska Polskiego, twórca widowiska „Dziś do ciebie przyjść nie mogę”, podróżnik, organizator przyjęć, na których widywano Mieczysława Moczara i Józefa Tejchmę, a zarazem najtragiczniejsza postać tej historii. Po tym, jak zarzucono mu przemyt m.in. brylantów, numizmatów, zbioru znaczków pocztowych oraz modlitewników, powiesił się w więzieniu na Rakowieckiej.

Urbaniak konsekwentnie nie przyznawał się do stawianych mu zarzutów, czyli m.in. nielegalnego obrotu dewizowo-towarowego i działania na szkodę skarbu państwa. Wyjaśniał, że owszem, kupował kamienie zarówno syntetyczne, jak i szlachetne, ale legalnie: był jubilerem. Zdał egzamin mistrzowski w Idar-Oberstein, jednym ze światowych centrów gemmologicznych. W miejscowości tej poznał Jana Sosulskiego. Dyplom otworzył mu drzwi m.in. do Klubu Obróbki Kamieni Wartościowych, funkcjonującej przy jednej ze szwajcarskich firm. Dodatkowo pełnił rolę eksperta w hamburskich firmach jubilerskich (prokuratura podejrzewała, że zajmowały się one spekulacyjnym handlem kamieniami jubilerskimi, prawdopodobnie pochodzącymi z przemytu). Wtedy poznał Griszę, który miał mu pomóc w zorganizowaniu zakupu brylantów dla Pewexu.

Jak PRL przejęła skarb po narodowej zrzutce na wojsko II RP? I co się z nim stało?

Zagadka złota Funduszu Obrony Narodowej. Część znaleziono w sejfie… WSI.

zobacz więcej
W kraju Urbaniak zajmował się popularyzacją nowoczesnego jubilerstwa, uczestniczył w wystawach krajowych i zagranicznych, wygłaszał odczyty, wystąpił w legendarnym Tele-Echu, wydał dwie książki. Dokonywał wpłat na rzecz odbudowy Zamku Królewskiego i na Narodowy Fundusz Ochrony Zdrowia, zabiegał o stworzenie muzeum kamieni, udzielał wywiadów w prasie, m.in w „Gazecie Robotniczej” i telewizji.

Zyskał sławę i nawiązał kontakty służbowe z Żabińskim, Kostrzewskim... Zapewniał, że nigdy nie działał na szkodę skarbu państwa. Wręcz przeciwnie: sugerował rozwiązania, na których PRL mogła zarobić, takie jak skup kamieni jubilerskich od osób prywatnych, a także skup brylantów w Moskwie oraz ich sprzedaż na terenie kraju, ale klientom dewizowym. Gemmolog pomógł nawet zorganizować taką transakcję. Dzięki swoim kontaktom biznesowym pomógł Pewexowi zorganizować zakup wyrobów ze złota z brylantami oraz brylantów w Moskwie. Polska delegacja trzykrotnie poleciała do ZSRR na polecenie podsekretarza stanu MHWiU Albina Kostrzewskiego.

Śledztwo powoli wkraczało w ślepy zaułek. Wprawdzie potwierdzono istnienie hamburskich hurtowni, ale z tej informacji nic nie wynikło. Prokurator Kubicki długo nie był w stanie przesłuchać Albina Kostrzewskiego. Gdy w końcu we wrześniu 1981 r. otrzymał zgodę na rozmowę z emerytowanym już dygnitarzem, ten zmarł na zawał serca. W grudniu 1981 r. prokurator Kubicki otrzymał powołanie do wojska. Sprawę brylantową przejął prokurator Leszek Pietrasiński. Śledztwo ślimaczyło się dalej.

Skandale w Moskwie

Sprawdzano nawet, czy sprawa Urbaniaka nie ma związku z moskiewską „aferą brylantową”. W grudniu 1981 r. radziecką stolicą wstrząsnęła informacja o napadzie na słynną treserkę lwów – Irinę Burgimową. Złodzieje skradli 180 drogocennych kamieni, wkrótce potem kilkadziesiąt skradzionych brylantów usiłowano przemycić za granicę. Na międzynarodowym lotnisku Szeremietiewo-2 zatrzymano kuriera, wiozącego w żołądku skarby z kolekcji Bugrimowej. Aresztowany oświadczył, że otrzymał kosztowności od Borisa Buriadze – kochanka Galiny Breżniew.

Córka sekretarza generalnego kochała diamenty. Była stałą klientką sklepów jubilerskich, często kupowała precjoza spod lady. Gdy nie miała pieniędzy – płaciła wekslami. Wraz z przyjaciółkami – żonami i córkami radzieckich dygnitarzy – wiedziała, kiedy nastąpi podwyżka cen. Tuż przed nią robiła hurtowe zakupy, aby wkrótce sprzedać je trzykrotnie drożej. W pewnym momencie przestało jej to wystarczać. Zaczęła kupować precjoza i antyki przemycane z Zachodu. Zaś jej kochanek, piosenkarz Boris Buriaca, założył zorganizowaną grupę przestępczą zwaną brylantową mafią. Podejrzewa się, że grupa ta stała za zabójstwem Zofii Fiodorowej, zasłużonej artystki RFSRR, występującej m.in. w filmie „Moskwa nie wierzy łzom”, właścicielki pięknych brylantów. Kobieta została zastrzelona w swym mieszkaniu w grudniu 1981 r. Sprawców nigdy nie odnaleziono...
Warszawa 1971. Zakład Centrali Wyrobów Jubilerskich Jubiler. Fot. PAP/Afa Pixx/Irena Komar
Afera wyszła na jaw po dojściu Jurija Andropowa do władzy. Córki Breżniewa nie ruszono. Borys Buriadze został skazany na osiem lat więzienia. W procederze miał też uczestniczyć Jurij Sokołow, kierownik moskiewskich delikatesów dla elit Gastronom 1, zwanym „Jelisiejewskij”. To właśnie w tym sklepie zakupy miała robić Galina Breżniew, prywatnie – serdeczna znajoma kierownika. Sokołowa skazano za udział w innej aferze – korupcyjnej. Otrzymał karę śmierci za łapówkarstwo w znacznym wymiarze. Nie znaleziono żadnych dowodów na to, by Roman Urbaniak miał jakikolwiek związek z aferą moskiewską.

Tajemniczy Grisza

A jednak dopiero po samobójczej śmierci generała Siemiona Cwiguna – zięcia Breżniewa, prawdopodobnie mającego związek z aferą brylantową, zastępcy szefa KGB, pisarza i scenarzysty, konsultanta superhitu „Siedemnaście mgnień wiosny” – ustalono tożsamość tajemniczego Griszy. KGB przekazało Warszawie zdjęcia kilku osób, w tym pracowników Ministerstwa Handlu Zagranicznego i Ministerstwa Przemysłu Maszynowego. Na jednym z nich, a konkretnie na zdjęciu przestawiającym eksperta Ministerstwa Przemysłu Maszynowego Walerego Komarowa, Urbaniak rozpoznał Griszę i... na tym koniec. Prokurator Pietrasiński przesłuchał Andrzeja Żabińskiego, który wyjaśnił, że zamówił u Romana Urbaniaka pierścionek. Miał to być prezent dla jego żony. Ariadna Gierek kupiła od gemmologa lustro. Bronisław Pawlikowski, dyrektor I Zarządu MSW, tłumaczył, że Romana Urbaniaka poznał przypadkiem, w latach 70. w hotelu Grand w Warszawie. Wymienili wizytówki. Utrzymywali sporadyczne kontakty towarzyskie.

W połowie 1982 r. polska afera brylantowa wygasła. Po ciągnącym się ponad dwa lata śledztwie sprawa trafiła do sądu. Na ławie oskarżonych zasiadło 14 osób, w tym pięć osób ze ścisłego kierownictwa „Jubilera”. Uwaga opinii publicznej skupiła się na gemmologu. W sierpniu 1983 r. sędzia Lidia Misiurkiewicz zdecydowała o zwrocie akt do prokuratury celem uzupełnienia śledztwa. Decyzja ta została zaskarżona przez Prokuraturę Generalną. W grudniu 1983 r. Sąd Wojewódzki stwierdził m.in., że nie było porozumienia przestępczego, a skupując kamienie gemmolog działał w dobrej wierze i w ramach dobrze pojętego interesu kupieckiego. Uniewinnił Urbaniaka od zarzutów zbrodni aferowego nielegalnego obrotu towarowo-dewizowego z zagranicą, zagarnięcia mienia społecznego oraz przywłaszczenia sobie 250 tys. zł. Uznał, że nie był to proces, jaki prokuratura obiecała społeczeństwu, nie było porozumienia przestępczego, Urbaniak działał w ramach dobrze pojętego interesu kupieckiego.

Sąd nie uwierzył jednak w historię o Griszy podrzucającym jubilerowi cenne przedmioty. Orzekł przepadek złotego medalionu księcia Stanisława Leszczyńskiego, zegara kominkowego, srebrnej balsaminki oraz ośmiu złotych i srebrnych zegarków kieszonkowych. Gemmolog został skazany na dwa i pół roku więzienia oraz 200 tys. zł grzywny. Po ogłoszeniu wyroku jubiler mógł wyjść na wolność (w areszcie przesiedział dłużej).

Obie strony domagały się rewizji wyroku. Ostatecznie Sąd Najwyższy orzekł przepadek złotego wisiorka, siedmiu brylantów z zestawu porównawczego i samochodu osobowego. Wyrok podwyższono do czterech lat więzienia i pół miliona grzywny, ale na jego poczet zaliczono odsiadkę w areszcie śledczym.

Walka o dobre imię

Relikwiarz przetopili na bryłkę srebrnego złomu

W PRL funkcjonował prężny podziemny rynek antykwaryczny, na którym działo 15 tys. paserów.

zobacz więcej
Po wyjściu na wolność gemmolog zaczął walczyć o swe dobre imię. Z sukcesem: jeden z dziennikarzy relacjonujących jego sprawę tłumaczył, że nie działał na szkodę jubilera, tylko przedstawiał informacje zaprezentowane przez prokuraturę. Urbaniak wrócił do zawodu, został m.in. prezesem Stowarzyszenia Rzemieślników, Złotników i Zegarmistrzów Polskich.

Afera stopniowo cichła, aż poszła w zapomnienie. Wróciła za sprawą samego jubilera, który opublikował wspomnienia zatytułowane „Afera brylantowa. Prowokacja bezpieki”. Przedstawiał w nich swoją wersję wydarzeń, skrajnie różną od tej prezentowanej na łamach prasy.

Ocena historii gemmologa jest bardzo trudna. Na pewno można stwierdzić jedynie to, że Roman Urbaniak był wybitnym fachowcem oraz rzutkim biznesmenem, miał swoją wizję i wiedział, jak ją zrealizować. A poza tym? Jeszcze w latach 90. XX w. prokuratorzy Kubicki i Pietrasiński w rozmowach z dziennikarzami „Gazety Wyborczej” podtrzymywali swe zastrzeżenia wobec jubilera. Zbigniew Kubicki podkreślał, że jednak zapadł wyrok skazujący. Co więcej, warto przypomnieć o zeznaniach jubilera składanych poza protokołem i o tym, że prokuratora Kubickiego zobowiązano do zachowania tajemnicy państwowej w sprawie informacji uzyskanych podczas śledztwa.

Nie zmienia to faktu, że po aresztowaniu Urbaniaka handel brylantami w PRL upadł i PRL stracił szansę na zbudowanie pozycji na „brylantowym rynku”. Co więcej, dochodzenie prokuratury paradoksalnie potwierdzało prawdomówność jubilera. Warto też przypomnieć sugestie więźniów siedzących z Urbaniakiem w jednej celi, w tym Henryka Wujca, że wyrok skazujący zapadł po to, by nie płacić gemmologowi odszkodowania.

Wszystko to prowokuje pytania, czy historia jubilera nie miała drugiego dna? Jak naprawdę wyglądał handel brylantami w latach 1978-1981 i czy uprawiali go PRL-owscy prominenci? Co, jeżeli gemmolog faktycznie był kozłem ofiarnym i wszystkie jego słowa były prawdą? Jeśli tak, to kto złożył go w ofierze i dlaczego? Pojawiają się sugestie, że miał własne zdanie i był niewygodny. Kto wie? Może nie był jedynym środkowo-europejskim gemmologiem mającym kontakty handlowe z Moskwą i stał się niewygodną konkurencją dla innych jubilerów, działających poza Polską?

– Małgorzata Borkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Źródła:
„Brylantowa afera” Marek Bartosik, Zbigniew Krzysztyniak
„Afera brylantowa. Prowokacja bezpieki” Roman Urbaniak
„Brylantowe fiasko” – „Gazeta Wyborcza”, 5 stycznia 2001
„Interes czysty jak brylant” – „Wprost”, 22 maja 2016
„Uzupełnienie śledztwa” – „Prawo i życie”, 7 maja 1983
https://ciekawostkihistoryczne.pl/2021/12/26/galina-ksiezniczka-z-kremla/
https://crime.com.pl/6925/czlowiek-z-brylantow/
https://repozytorium.uni.wroc.pl/Content/108359/PDF/11_Czepil_B_Zwiazek_Radziecki_jako_panstwo_skorumpowane.pdf
SDP2023
Tygodnik TVP jest laureatem nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zdjęcie główne: Jubiler w Alejach Jerozolimskich w Warszawie – seria zdjęć do reportażu pt. „Godzina szczytu” dla tygodnika „Świat” nr 9, z 4 marca1962. Fot. Muzeum Narodowe w Warszawie/PAP/Jan Kosidowski
Zobacz więcej
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Bankiet nad bankietami
Doprowadził do islamskiej rewolucji i obalenia szacha.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Cień nazizmu nad Niemcami
W służbie zagranicznej RFN trudno znaleźć kogoś bez rodzinnych korzeni nazistowskich, twierdzi prof. Musiał.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kronikarz świetności Rzeczypospolitej. I jej destruktor
Gdy Szwedzi wysadzili w powietrze zamek w Sandomierzu, zginęło około 500 osób.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Ucieczka ze Stalagu – opowieść Wigilijna 1944
Więźniarki szukały schronienia w niemieckim kościele… To był błąd.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Zbrodnia Pomorska: Kto należy do narodu polskiego, musi zniknąć
Od września do grudnia 1939 roku na Pomorzu zamordowanych zostało 30 tysięcy osób w 400 miejscowościach.