Historia

Zbrodnia Pomorska: Kto należy do narodu polskiego, musi zniknąć

Zasada była taka: niemieccy sąsiedzi, obywatele przedwojennej Polski wskazywali swoich polskich sąsiadów, którzy im czymś podpadli, i ich wydawali. Selbstschutz stosował bezwzględne metody przesłuchań, tortury, gwałty, dokonywał rozstrzeliwań lub zabijał w inny okrutny sposób.

Konkurs Świąteczny 2023
Grudzień 1939 na Pomorzu był przerażający. Ci, którzy mieli ocaleć z pomorskiego pogromu, wracali do rodzin, na innych wciąż czekano, choć z coraz mniejszą nadzieją, bo wciąż jeszcze zabierano z domów, wyłapywano, gdzieś wywożono i ślad po nich ginął. Zbliżały się koszmarne święta Bożego Narodzenia, bez wieści o najbliższych, najczęściej o ojcach, braciach, wnukach, choć kobiety też znikały. Za to z odtrąbioną na wszelkie możliwie sposoby informacją, że Polski już nie ma, a Pomorze „od zawsze” jest częścią wielkiej Rzeszy Niemieckiej i tak ma pozostać po wsze czasy. Wojnę wygrali Niemcy.

Oficjalnie 8 października 1939 r. Adolf Hitler wydał dekret, którym jednostronnie przyłączył zachodnie tereny okupowanej przez Niemców Polski do III Rzeszy.

Na stronach Muzeum II wojny Światowej czytamy: „Dla Polaków mieszkających na okupowanych terenach wiązało się to z tragicznymi konsekwencjami. Polityka niemiecka wobec podbitej ludności naznaczona była wyjątkowym okrucieństwem. Jej celem była germanizacja zajętych terenów, co oznaczało kulturową, a wręcz fizyczną eksterminację polskiej ludności. Efektem niewyobrażalnego terroru były aresztowania oraz masowe wysiedlenia i mordy. W ramach tzw. Intelligenzaktion Niemcy ze szczególną zajadłością poszukiwali i likwidowali przedstawicieli polskiej elity politycznej, gospodarczej i intelektualnej.”

Ocalony cudem

Mój dziadek cudem ocalał z pomorskiego pogromu. Jako nauczyciel i kierownik wiejskiej szkoły w miejscowości leżącej przy drodze do Nakła nad Notecią został wytypowany do likwidacji, wywieziony i, jak się potem okazało, uwięziony w Koronowie, w tamtejszym więzieniu. Stało się to krótko po powrocie całej rodziny do domu z trzytygodniowej ucieczki przed Niemcami. Uciekano w kierunku Warszawy. Polskimi drogami przemieszczały się w pierwszych tygodniach września 1939 roku setki tysięcy uciekinierów, szukających schronienia i ocalenia przed niemieckimi najeźdźcami. Rodzina z całym taborem innych polskich rodzin uciekinierów, na wozach ciągniętych przez końskie zaprzęgi ruszyła w kierunku stolicy.

Po mniej więcej dwóch tygodniach wojsko polskie ostatecznie zawróciło tułaczy pod Sochaczewem i kazało wracać do siebie. Prawie natychmiast po powrocie napastnicy dali o sobie znać. Wyznaczyli dla nauczycieli miejsce zbiórki. Tam miano przekazać im informacje o nowych prawach i zarządzeniach. Ale z tego „zebrania” już się nie wracało. Dziadek trafił do więzienia w Koronowie (więzienie było znane m. in. z tego, że osadzano tu przed wojną przeciwników politycznych, przede wszystkim komunistów), gdzie na 3 piętrze umieszczono grupę polskich nauczycieli.

„Obiekt był używany jako tymczasowe miejsce internowania osób pochodzenia polskiego, podejrzanych o nieprzyjazny stosunek do miejscowych Niemców. Po dokładnym badaniach na tę właśnie okoliczność niektórych więźniów zwalniano do domów, innych zaś rozstrzeliwano w pobliskiej miejscowości Buszkowo, usytuowanej na północny zachód od Koronowa” – pisał prof. Włodzimierz Jastrzębski, autor m. in. wydanej już w 1974 roku obszernej publikacji „Terror i zbrodnia”.

Mojego dziadka ocaliło to, że oprócz fachu nauczycielskiego, miał też inny – był znamienitym pszczelarzem. A nowym włodarzom pobliskiego majątku w Potulicach osoba o takich właśnie umiejętnościach była potrzebna od zaraz. Pytano więc o kogoś takiego w okolicy i miejscowi wskazali „naszego nauczyciela”. Wrócił ostatniego dnia roku, 31 grudnia, w Sylwestra 1939.

Obrączki z Doliny Śmierci

W 2024 roku minie 85 lat od wydarzeń z jesieni 1939 roku. Dopiero niedawno zyskały one własną nazwę. Zbrodnia Pomorska.

Na Pomorzu Gdańskim w 1939 r. w około 400 miejscowościach zamordowano co najmniej 30 tys. osób (a może nawet 50 tys.). Całkowita liczba ofiar jest niemożliwa do ustalenia z powodu zniszczenia przez Niemców dokumentacji przed opuszczeniem przez nich tych terenów w końcu wojny oraz z powodu wydobycia i spalenia ciał pomordowanych. Ofiarami była polska ludność cywilna (inteligencja, duchowieństwo, robotnicy, właściciele ziemscy), Żydzi oraz osoby niepełnosprawne, pacjenci szpitali psychiatrycznych. Nie wojskowi, nie członkowie zbrojnych oddziałów przeciwstawiających się okupantowi, ale właśnie ludność cywilna.

Czy pamięć o tej przerażającej zbrodni wybrzmi w przyszłym roku wystarczająco mocno – tak, by usłyszano o niej nie tylko w Polsce, ale także w Berlinie, a może w całej Europie? Miejmy nadzieję. Jednak, by tak się stało musi wytworzyć się odpowiedni klimat polityczny. Spróbujmy zgadnąć, czy będzie odpowiedni.
Członkowie Selbstschutzu kopią groby dla polskich ofiar zbrodni w Piaśnicy. Fot. Wikimedia
Zbrodnicze działania Niemców i miejsca masowych mordów są wciąż odkrywane. Do najnowszych należą pola igielskie w Dolinie Śmierci pod Chojnicami. Prowadzone tu od dwóch lat pod nadzorem prokuratorskim IPN badania przyniosły rezultaty. Mówił o tym m. in. kierownik zespołu archeologów dr Dawid Kobiałka w wywiadzie udzielnym portalowi chojnicenaszemiasto.pl.

Ostatniego dnia badań odnalezione zostało miejsce masowego grobu Polaków zamordowanych jesienią 1939 roku i na początku 1945 roku (kiedy w popłochu zacierano ślady zbrodni) przez formacje niemieckie.

„Weryfikowaliśmy zeznania świadka, który twierdził, że w 1939 roku brał udział w kopaniu rowów, które następnie były miejscami egzekucji. To było główne miejsce naszych tegorocznych badań. I ostatniego dnia, kiedy wszyscy byli już przekonani, że nic z tych badań nie będzie, postanowiłem wraz z panem prokuratorem, że spróbujemy jeszcze sprawdzić sprawę tej pierwotnej Doliny Śmierci, czyli pól igielskich, które znajdują się na wysokości dzisiejszych Igieł. To jest teren, który tak naprawdę jesienią w 1939 roku został nazwany przez lokalną społeczność Doliną Śmierci. I proszę sobie wyobrazić, że te długie badania były bezowocne, a tu, gdzie przyjechaliśmy, trafiliśmy na miejsce, gdzie była duża koncentracja polskich monet przedwojennych i łusek. Po dwóch metrach natrafiliśmy na przemieszaną ziemię, co znaczy, że coś się tu działo i za chwilę mieliśmy pierwszą łuskę pistoletową, a potem pierwsze szczątki. Jakie emocje nam wtedy towarzyszyły, nie nadaje się do publicznego opowiadania. Byliśmy po prostu szczęśliwi” – mówi dr Dawid Kobiałka.

IPN poinformował przy tej okazji, że w trakcie dotychczas prowadzonych prac ekshumacyjnych i badań archeologicznych w Dolinie Śmierci ujawniono szczątki ofiar zbrodni oraz należące do nich przedmioty osobiste lub ich fragmenty. Odnaleziono także ponad 4250 artefaktów lub ich elementów, które należały do ofiar w momencie śmierci, m. in. obrączki, pierścionki, sygnety, medaliki z wyobrażeniem Matki Boskiej, krzyżyki, koraliki stanowiące elementy różańców, srebrne zegarki kieszonkowe oraz na rękę, fragmenty obuwia, guziki różnego rodzaju, okulary, łyżki, sztuczne zęby. Część z przedmiotów uległa zniszczeniu w wyniku kontaktu z ogniem. Na podstawie odnalezionych obrączek ustalono tożsamość dwóch zamordowanych i najprawdopodobniej spalonych kobiet.

Tego typu poruszające znaleziska znane są Polakom wcześniej z innej, najbardziej okrutnej zbrodni dokonanej przez Sowietów – Zbrodni Katyńskiej.

Strzelali z bliska, grzebali ludzi żywcem, główki dzieci rozbijali o drzewa. Tajemnica „Pomorskiego Katynia”

W lasach piaśnickich, niedaleko Wejherowa, Niemcy zabili od 12 do 14 tysięcy ludzi. Ich tożsamość – w większości – do dzisiaj nie jest znana.

zobacz więcej
Dziś wiadomo, że największe i najbardziej znane miejsca Zbrodni Pomorskiej to: Piaśnica koło Wejherowa, Szpęgawsk koło Starogardu Gdańskiego, Lasy Kaliskie obok Kartuz, Skarszewy, Mniszek koło Świecia nad Wisłą, Igły w Chojnicach, Rudzki Most koło Tucholi, Karolewo i Radzim koło Sępólna Krajeńskiego, Paterek koło Nakła nad Notecią, Tryszczyn i fordońska Dolina Śmierci koło Bydgoszczy, Barbarka koło Torunia, Klamry koło Chełmna, Łopatki koło Wąbrzeźna oraz Skrwilno koło Rypina.

Zbrodnia sąsiedzka

Jak doszło do tej zbrodni? Za Zbrodnię Pomorską odpowiedzialni są w głównej mierze Niemcy żyjący w tamtych czasach na terenach dzisiejszego województwa pomorskiego i kujawsko-pomorskiego.

W wyniku postanowień traktatu wersalskiego Pomorze Gdańskie, które przez ponad wiek był częścią Prus powróciło do Polski. Część Niemców po przyłączeniu Pomorza do Polski wyjechała, ale ci co pozostali za wszelką cenę umacniali swoją pozycje, tworzyli organizacje i partie, w tym najbardziej liczną i wpływową Partię Młodoniemiecką. Zachodnie tereny II RP, Niemcy uznawali za „swoje” ziemie i jak najprędzej chcieli je „odpolszczyć” (Entpolnisierung). Jako metodę zastosowano ludobójstwo.

W ciągu 5 lat chciano całkowicie zniemczyć Pomorze. Podjął się tego zadania namiestnik Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie Albert Forster. Ten zbrodniarz, którego po wojnie złapano i wykonano na nim w końcu wyrok śmierci, (choć można przeczytać też opinie, że nie jest zupełnie jasne, czy na pewno), 27 listopada 1939 roku w Bydgoszczy powiedział: „Kto należy do narodu polskiego, musi zniknąć. Najzaszczytniejszym dla nas zadaniem jest uczynienie wszystkiego, aby każdy przejaw polskości zginął bez reszty”.

Już na początku września 1939 roku, na Pomorzu Gdańskim zaczęły powstawać lokalne oddziały złożone z folksdojczów. Prezes IPN dr Karol Nawrocki przy okazji odkrycia miejsca zbrodni na polach igielskich powiedział, że ofiary były mordowane jesienią 1939 roku przez własnych sąsiadów. – Przez swoich niemieckich sąsiadów, którzy działali w organizacji Selbstschutz i wspierani byli przez jednostki specjalne Einsatzgruppen – podkreślił.

Przygotowane zostały listy proskrypcyjne z nazwiskami Polaków, którzy mieli zostać wyeliminowani. Pomagali ludzie z niemieckim pochodzeniem, mieszkający na terenie Polski, bez niemieckiego obywatelstwa. Świadectwa ujawniają, że w wielu przypadkach dochodziło do osobistych porachunków z polskimi sąsiadami. Z tego powodu część badaczy określa Zbrodnię Pomorską 1939 roku jako zbrodnię sąsiedzką.

Ofiary i sprawcy znali się z czasów przedwojennych, ale co miałoby z tego wynikać? Czy określenie „zbrodnia sąsiedzka” w jakiś sposób nie rozmydla odpowiedzialności, nie jest mylące i niepotrzebnie przy okazji gmatwa prawdę?

Największa odpowiedzialność spoczywa na Volksdeutscher Selbstschutz – to połączenie już istniejących lokalnych organizacji. Selbstschutz została powołana na terenie całej okupowanej Polski, jednak szczególną rolę odegrała właśnie na Pomorzu. Dokonywała eksterminacji ludności przy aktywnym wsparciu Wehrmachtu i SS.

Najogólniejsza zasada była taka: niemieccy sąsiedzi, obywatele przedwojennej Polski wskazywali swoich polskich sąsiadów, którzy im czymś „podpadli” i ich wydawali. Selbstschutz stosował bezwzględne metody przesłuchań, tortury, gwałty, dokonywał rozstrzeliwań lub zabijał w inny okrutny sposób.
Polscy mieszkańcy Wolnego Miasta Gdańska aresztowani w pierwszych dniach wojny. Fot. Wikimedia
Jak podkreślają badacze: więziono i zabijano cywilów na tle rasowym, wyłącznie dlatego, że byli Polakami, utożsamiali się z polskością i walczyli o nią. To była czystka etniczna na masową skalę. Bezkarne ludobójstwo. Niemiecki terror, w tym mordowanie chorych i osób z wszelkimi niepełnosprawnościami, o dwa lata wyprzedził właśnie na tych pomorskich terenach, rasistowsko umotywowaną politykę zagłady, zastosowaną od 1941 roku wobec ludności żydowskiej.

Tajemnica bydgoskiej krwawej niedzieli

Wśród wielu historyków zajmujących się na przestrzeni kilkudziesięciu lat badaniem zbrodni niemieckich na Pomorzu w czasie okupacji do najbardziej rozpoznawalnych należy wspomniany już prof. Włodzimierz Jastrzębowski. W latach 70. XX wieku nie nazywał on tych wydarzeń jeszcze Zbrodnią Pomorską, bo nazwa ta, funkcjonuje od niedawna. Podtytuł, jaki nadał swojej pracy to „Eksterminacja ludności polskiej i żydowskiej w rejencji bydgoskiej w latach 1939-1945”. To porażająca lektura, pełna faktów, nazwisk ofiar, zeznań świadków, ujawnianych miejsc kaźni. A przecież zawiera tylko część danych, bo wiele spraw nie było wtedy jeszcze odkrytych. Jednak ogólny zarys i charakter zbrodni został udokumentowany i w tak szerokim wydaniu pierwszy raz opublikowany.

To właśnie z tej książki dowiadujemy się, że pierwsze łapanki były w Bydgoszczy. Mnóstwo tam przykładów zbrodniczych działań Niemców od samego początku wojny.

Jest też tam zastanawiające (również dziś) stwierdzenie: „Na okupacyjne dzieje Bydgoszczy lat 1939-1945 kładą się cieniem wydarzenia, jakie rozegrały się w dniu 3 września 1939 roku, nazwane przez propagandę hitlerowską »bydgoską krwawą niedzielą«.

W dniu tym, w wolnym jeszcze od hitlerowskich wojsk mieście, około godz. 10.20 przed południem, zaczęła działać z całą siłą – przygotowana przy czynnym udziale miejscowej mniejszości niemieckiej – dywersja skierowana przeciwko wycofującym się z tzw. korytarza pomorskiego wojskom polskim oraz polskiej ludności cywilnej miasta. Miejscowi Niemcy oraz potajemnie sprowadzeni w ostatnich dniach przed wojną do Bydgoszczy dywersanci z Rzeszy otworzyli ogień karabinowy ze strychów, dachów domów, zza parkanów, z piwnic i wież kościołów przede wszystkim do przemaszerowujących ulicami miasta oddziałów 15 dywizji piechoty.

Wybuch dywersji spowodował kontrakcję polskich jednostek nieliniowych, wspomaganych przez patriotycznie nastawioną polską ludność miasta. Ta ostatnia oddawała nieocenione usługi przy identyfikowaniu obiektów należących do Niemców, z których atakowano polskie wojsko.

Niemcy napisali na mogile: „Tu leży polska mniejszość narodowa”. Zabili z zemsty pomorskich kolejarzy wraz z rodzinami

Sam Hitler decydował, jak opanować polskie mosty na Wiśle. Niemcy wysłali więc do Tczewa pociąg pancerny, piechotę i lotnictwo. Tu 1 września 1939 roku padły pierwsze strzały.

zobacz więcej
Walki, jakie wywiązały się w dn. 3 i częściowo jeszcze 4 września 1939 roku na ulicach Bydgoszczy, pociągnęły ze sobą ofiary w ludziach tak z jednej, jak i z drugiej strony. Wszyscy polscy badacze, którzy zajmowali się dotychczas okupacją hitlerowską na Pomorzu Gdańskim, są zgodni co do tego, że fakt zabicia kilkudziesięciu dywersantów bądź solidaryzujących się z nimi niemieckich mieszkańców miasta (liczbę tę ocenia się na ok. 150 osób) przez kontratakujących Polaków posłużył hitlerowcom, po wkroczeniu do Bydgoszczy, za pretekst do wzięcia srogiego odwetu na cywilnych jej obywatelach. W tym celu goebbelsowska propaganda stworzyła mit o rzekomym męczeństwie mniejszości niemieckiej w Bydgoszczy”.

To początek jednego z rozdziałów publikacji prof. Jastrzębowskiego z 1974 roku.

Jak to wyglądało od strony niemieckiej wyraziście obrazuje pisarz Günter Grass, niemiecki noblista w słynnej, wydanej w 2006 roku powieści autobiograficznej „Przy obieraniu cebuli” :

„Jako członek Hitler-Jugend byłem przecież młodym nazistą. Wierzącym do samego końca. Specjalnie nie wyróżniałem się fanatyzmem, lecz wzrok miałem odruchowo skierowany niezmiennie na flagę, o której mówiło się, że jest „»czymś większym niż śmierć«, pozostawałem w ordynku, wyćwiczony w maszerowaniu równym krokiem. Żadna wątpliwość nie brukała wiary, nie może mnie odciążyć nic nieprawomyślnego, choćby potajemne przekazywanie ulotek. Żaden dowcip o Göringu nie ściągnął na mnie podejrzeń. Bądź co bądź uważałem, że ojczyzna jest zagrożona, bo otoczona przez wrogów.

Od kiedy przeraziły mnie budzące grozę doniesienia o »bydgoskiej krwawej niedzieli« , które zaraz po rozpoczęciu wojny zapełniały strony »Danziger Vorposten« i ze wszystkich Polaków czyniły skrytobójców, wszelkie niemieckie działania odwetowe wydawały mi się usprawiedliwione”. ( str. 40 Günter Grass, „Przy obieraniu cebuli”, przekład Sławomir Błaut, Polnord Wydawnictwo Oskar 2007).
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Czy inny fragment potwierdzający to, o czym się wówczas pisało w gdańskich i rzecz jasna we wszystkich innych niemieckich gazetach:

„(…) – dorosły zbieracz szczegółów, zanim po raz wtóry przerażą go propagandowe okropności wieloszpaltowych relacji, w których strona po stronie roztrząsa się dokonaną przez »polskie potwory« masakrę z trzeciego września, »bydgoską krwawą niedzielę«, przygląda się samemu sobie (…)”.

Tak to wyglądało wszędzie. „Mit ów (…) poszedł w świat, służąc jesienią 1939 roku nie tylko do usprawiedliwienia agresji na Polskę, ale jeszcze w większym stopniu stanowić miał »moralne« usprawiedliwienie gwałtów dokonywanych na Polakach w pierwszych tygodniach i miesiącach okupacji” – pisze prof. Jastrzębowski.

Włodzimierz Jastrzębowski (w tamtym czasie ze stopniem naukowym doktora) informował, że w polskiej historiografii istnieją dwie sprzeczne ze sobą hipotezy dotyczące celu wywołania dywersji w Bydgoszczy. Pierwsza miała mieć charakter odgórnie zorganizowanej prowokacji, przygotowanej w porozumieniu z centralnymi władzami III Rzeszy. Według tej hipotezy prowokacja zakładała poświęcenie pewnej grupy miejscowych Niemców po to, by można było mówić o „Bromberg Blutsonntag” (krwawa bydgoska niedziela) i używać tych wypadków w najokropniejszym wymiarze propagandowym.
Polscy zakładnicy na Starym Rynku w Bydgoszczy w czasie publicznych egzekucji jesienią 1939 roku. Fot. Wikimedia
Druga hipoteza akcentuje, że niemiecka dywersja wiązała się ze wspomaganiem Wehrmachtu i miała dopomóc hitlerowcom w szybkim opanowaniu Bydgoszczy.

Sam Jastrzębowski po latach zmienił zdanie. Historyk ten, związany z Uniwersytetem Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, uznał w końcu, że żadnej dywersji nie było, a zamieszanie w mieście wywołał jakiś wypadek na jednej z ulic z udziałem zaprzęgu konnego. To z kolei miało wywołać panikę wśród mieszkańców i tłumów uchodźców, która to panika przerodziła się w zamieszki, maltretowanie i mordowanie niemieckich mieszkańców miasta przez Polaków. Zmiana poglądu odbiła się szerokim echem w mediach, podejmowano polemikę z Jastrzębowskim na wiele sposobów.

Innym przełomem była publikacja w niemieckiej historiografii, autorstwa Güntera Schuberta: „Bydgoska krwawa niedziela. Śmierć legendy.” Autor, historyk i dziennikarz, wbrew temu, co głosiła dotychczasowa niemiecka historiografia, udowodnił, że 3 września 1939 r. w Bydgoszczy doszło do „powstania”, które przygotowali dywersanci z III Rzeszy. Do przybyszy z Niemiec (przez Gdańsk) mieli dołączyć niektórzy mieszkańcy Bydgoszczy i utworzyć wraz z nimi kilkuosobowe grupy dywersyjne. Zostały one rozlokowane w kilku punktach miasta i zaczęły ostrzeliwanie wycofujących się polskich żołnierzy.

Wina bez kary

Te spory pomiędzy polską a niemiecką historiografią, spory o prawdę trwają od lat. Ale bez względu na to Zbrodnia Pomorska, która wydarzyła się w pierwszych tygodniach po napaści Niemców na Polskę i dotknęła tysiące rodzin na Pomorzu, jest bezsporna. Strona niemiecka musi uznać swoje winy, również w tym przerażającym mordzie na tle etnicznym. Podsumowując winy, trzeba pamiętać też o tym, że sprawcy w większości uniknęli kary. To również jest nie do zaakceptowania.

Prezes IPN-u Karol Nawrocki zwraca uwagę na statystyki. Nie tylko dotyczące Chojnic i Doliny Śmierci, ale także te z całego Pomorza. – Po 1945 roku rodzące się do demokracji i dobrobytu państwo niemieckie miało wszelkie narzędzia, żeby osądzić zbrodniarzy, wszystkich ustalonych 1701 sprawców. Wszczęto 258 postępowań prokuratorskich, a 233 z nich zostało umorzonych. Skazano 10 osób, a zmordowanych na Pomorzu było 30 tysięcy osób w 400 miejscowościach. To brutalna i okrutna statystyka. Czemu zbrodniarze nigdy nie ponieśli odpowiedzialności? – pyta Nawrocki.

Ale pamiętając o winie, trzeba jednak uznać, że znane są przypadki, zdecydowanie nieliczne, ale jednak są, kiedy Niemcy wybawiali swoich sąsiadów z opresji i pomagali im przetrwać najokrutniejszy czas. O tym również mówili zeznający świadkowie.

– Grażyna Raszkowska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


W artykule wykorzystałam m. in.:

Informacje Instytutu Pamięci Narodowej;
Włodzimierz Jastrzębowski „Terror i zbrodnia. Eksterminacja ludności polskiej i żydowskiej w rejencji bydgoskiej w latach 1939-1945”. Wydawnictwo Interpress. Warszawa 1974;
Informacje z mediów lokalnych województwa pomorskiego i kujawsko-pomorskiego;
Günter Grasss „Przy obieraniu cebuli”, Polnord Wydawnictwo Oskar 2007.
SDP 2023
Zdjęcie główne: Wrzesień 1939 rok. Polacy aresztowani przez Niemców w czasie „akcji oczyszczającej” w Gdyni. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Bankiet nad bankietami
Doprowadził do islamskiej rewolucji i obalenia szacha.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Cień nazizmu nad Niemcami
W służbie zagranicznej RFN trudno znaleźć kogoś bez rodzinnych korzeni nazistowskich, twierdzi prof. Musiał.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kronikarz świetności Rzeczypospolitej. I jej destruktor
Gdy Szwedzi wysadzili w powietrze zamek w Sandomierzu, zginęło około 500 osób.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Burzliwa historia znanego jubilera. Kozioł ofiarny SB?
Pisano o szejku z Wrocławia... Po latach afera zaczęła sprawiać wrażenie prowokacji.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Ucieczka ze Stalagu – opowieść Wigilijna 1944
Więźniarki szukały schronienia w niemieckim kościele… To był błąd.