Historia

Skirmuntowie. Historia rodzinna dwóch narodów

Stryjeczni bracia Konstanty i Roman byli za zaborów członkami Rady Państwa Imperium Rosyjskiego. Potem jeden został polskim dyplomatą, drugi natomiast uznał się za Białorusina i zabiegał najpierw o niepodległość, a w czasach II RP o autonomię dla ziem białoruskich, zaś po 17 września 1939 został zabity przez białoruskich chłopów.

„Co gruncik, to Skirmuncik” mawiano na Pińszczyźnie w XIX wieku i – później – przed II wojną światową. Nie bez racji, bo kiedy pod koniec XVIII wieku Aleksander Skirmunt, podobno potomek ostatnich Jadźwingów z tytułem książęcym, kupił ogromne dobra – ponad trzydzieści tysięcy hektarów – od Michała Kleofasa Ogińskiego (tego od poloneza „Pożegnanie Ojczyzny”) do rodziny zaczęła należeć prawie cała Pińszczyzna.

Aleksander Skirmunt, syn Aleksandra, z pochodzenia ziemianin, z wykształcenia był prawnikiem, z zamiłowania chemikiem, co się bardzo przydało, gdy na świat zaczęły przychodzić dzieci. Dziesięcioro potomstwa groziło rozdrobnieniem majątku, ale Aleksander znalazł na to sposób, choć niezgodny z tradycjami szlacheckimi. W Mołodowie założył cukrownię, a w Porzeczu fabrykę sukna. Później doszły młyn parowy, gorzelnia i fabryka narzędzi rolniczych. Pionier przemysłu na Pińszczyźnie kształcił swoich robotników nawet za granicą, był bardzo aktywny w zrzeszeniach ziemiańskich na północno-wschodnich kresach dawnej Rzeczypospolitej.

Zamożność rodzin ziemiańskich pozwalała na – poza oczywistą pomyślnością członków rodów – poczucie niezależności wobec władz zaborczych. Dwory i pałace były oczywistą ostoją kultury polskiej zarówno wobec administracji rosyjskiej, jak i wiejskiego otoczenia białoruskiego. A raczej tutejszego, bo chłop na Pińszczyźnie przede wszystkim był miejscowy, z poczuciem wspólnoty lokalnej. Jeszcze w przededniu I wojny światowej zaledwie kilka procent włościan deklarowało świadomość białoruską, ponad sześćdziesiąt procent świadomość lokalną, gdzie o szerszej wspólnocie, wychodzącej poza rodzinną wieś, decydowała religia.

Spośród gromadki wnuków Aleksandra Skirmunta (tego, co kupił dużo ziemi) dwóch weszło do historii Polski i Białorusi – Konstanty i Roman.

Konstanty Skirmunt przed rokiem 1914 był członkiem Rady Państwa Imperium Rosyjskiego. Po wojnie działa w Komitecie Narodowym Polskim, jest jednym z przedstawicieli polskich na Konferencji Pokojowej w Paryżu, co rozpoczęło jego długoletnią karierę dyplomatyczną w II Rzeczypospolitej. Jeszcze na rok przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości był przedstawicielem KNP przy królu Włoch i w Watykanie. Po powstaniu państwa polskiego pozostaje posłem przy królu Italii do czerwca 1921 roku. Następnie przez prawie rok jest ministrem spraw zagranicznych RP, po czym posłem RP w Londynie, a po podniesieniu statusu placówki ambasadorem do 1934 roku.

Po zakończeniu kariery dyplomatycznej osiada u brata Henryka, wykształconego za granicą kompozytora, w rodowym majątku Skirmuntów, Mołodowie i pisze wspomnienia.

Po ataku Armii Czerwonej na Polskę, 17 września 1939 roku Henryk Skirmunt wraz z żoną Marią zostają zastrzeleni prawdopodobnie po torturach przez zrewoltowane okoliczne chłopstwo. Konstantego chłopi z Mołodowa zamykają w suterenie obiecując śmierć, gdy tylko pojawią się we wsi bolszewicy.
Skirmuntowie pieczętowali się herbem Dąb. Fot. Wikimedia/ Аўтар: I, Voytek S, CC BY-SA 3.0
W Mołodowie sformowała się liczna banda chcąca rabować pod czerwonym sztandarem, czemu nieoczekiwanie przeszkadza niewielki oddział Wojska Polskiego wycofujący się przed Armią Czerwoną na zachód. Żołnierze zajęli pałac, uwolnili Konstantego, ale otoczeni nie bardzo mogli się wydostać i ruszyć w dalszą drogę. Z pomocą przyszedł przemierzający okolicę batalion saperów z grupy generała Kleeberga. Trzydziestu chłopów zginęło w walce lub zostało złapanych z bronią w ręku, połowę wsi żołnierze spalili. Saperzy bez strat własnych wycofali się na zachód zabierając Konstantego Skirmunta i jego siostrę, Jadwigę.

Jadwiga Skirmuntówna jest uwieczniona przez kamery Kroniki Powstańczej, jak towarzyszy Marii Rodziewiczównie w powstańczej Warszawie w 1944 roku. Oboje rodzeństwo, Konstanty i Jadwiga, zamieszkali po wojnie u sióstr urszulanek szarych w Wałbrzychu. Konstanty Skirmunt zmarł w 1949 roku.

Jego stryjeczny brat, Roman, miał mniej szczęścia, bo obok jego majątku Porzecze nie przechodził we wrześniu 1939 roku żaden polski oddział. Jednak kto, jak kto, ale Roman Skirmunt nie powinien się obawiać miejscowych chłopów. Rozsprzedał dużo ziemi chłopskim sąsiadom za połowę wartości, niektóre działki rozdał, darowywał też krowy, pozwalał brać drewno z lasu i wypasać bydło na swoich łąkach, a do służby i wieśniaków mówił zawsze po białorusku. Zebrane po latach świadectwa mówią zgodnie, że był uważany przez okolicę za „naszego pana, bo mówi po naszemu”.

Aktywność Romana Skirmunta nie ograniczała się do gospodarowania w Porzeczu. Jeszcze w czasach zaboru rosyjskiego był członkiem pierwszej Dumy Państwowej w 1906 roku. Następnie, podobnie jak kuzyn Konstanty, zasiadał, choć krótko, w Radzie Państwa Imperium Rosyjskiego. Zarówno wobec Rosjan, jak i okupantów niemieckich w końcowej fazie I wojny był reprezentantem interesów rodzącej się świadomości narodowej białoruskiej. ODWIEDŹ I POLUB NAS Roman Skirmunt był jednym z twórców myśli politycznej tak zwanych Krajowców, czyli inteligencji, przeważnie szlacheckiego pochodzenia, mówiącej po polsku, a dążącej do wskrzeszenia tradycji Wielkiego Księstwa Litewskiego, uważającej się za Litwinów. Trzeba dodać, że Litwinów w historycznym sensie tego terminu, zatem nie rdzennych mieszkańców Aukszoty i Żmudzi. Litwin w czasach Rzeczypospolitej Obojga Narodów zamieszkiwał w większości dzisiejszą Białoruś, mówił po polsku, a dokumenty Wielkiego Księstwa sporządzał po starobiałorusku. Podobnie się działo na rdzennej Litwie, jeśli chodzi o dominującą kulturę polską i język dokumentów – starobiałoruski dla całego Wielkiego Księstwa do końca XVII wieku, kiedy kancelarie przeszły na polski.

Roman Skirmunt wchodził w skład delegacji negocjującej w Piotrogrodzie samostanowienie Białorusi z Rządem Tymczasowym Rosji. Był delegatem na Wszechbiałoruski Kongres w Mińsku, który rozpędzili przejmujący władzę w Rosji bolszewicy. W kwietniu 1918 roku, gdy wojska niemieckie przesunęły się na wschód, wszedł w skład Rady Białoruskiej Republiki Ludowej, w lipcu na dwa miesiące został premierem BRL. Finansował gazetę po białorusku „Nasza Niwa” i początkowo był zwolennikiem oparcia białoruskich dążeń narodowych o Niemcy. W czasie wojny polsko-bolszewickiej opowiedział się po stronie polskiej.

Narutavičius i Narutowicz. Dwaj bracia, dwie kultury. Życie obu zakończył strzał

Ich starania na rzecz zgody między Polską i Litwą okazały się daremne.

zobacz więcej
W II Rzeczypospolitej lojalny obywatel, ale zwolennik autonomii ziem białoruskich w ramach państwa polskiego. Z majątku w Porzeczu wrócił na scenę polityczną, tym razem polską, jako senator III kadencji z listy Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem.

17 września 1939 roku zastał Romana Skirmunta w Porzeczu, przesiedział jeden dzień w areszcie w Pińsku, a nowa władza pozwoliła mu nawet wrócić do majątku pod warunkiem, że nie będzie się do niczego wtrącał. Po kilkunastu dniach przyszli jednak czerwoni milicjanci i zabrali Skirmunta i jego szwagra Bolesława (także Skirmunta) do aresztu gminnego. Następnego dnia wywieźli ziemian na furmance rzekomo do Pińska na śledztwo. Do Pińska nie dojechali. Obaj Skirmuntowie zostali zastrzeleni w lesie, dziesięć kilometrów od Porzecza.

Siostrzenica Romana Skirmunta, Wacława Neef, wspomina, że po śmierci wuja we wsi jeden z milicjantów pod wpływem alkoholu opowiedział, jak się wszystko odbyło. Romanowi Skirmuntowi i jego szwagrowi wręczono łopaty i kazano kopać grób. Roman odmówił mówiąc, że nie zasłużył na to, by kopać sobie grób i że nie prosi o życie, bo swoje już przeżył – miał siedemdziesiąt jeden lat – „ale wy nie bierzcie grzechu na duszę”. Romana i Bolesława zastrzelono, a ciała wrzucono do jamy pod jednym z drzew.

Wacława Neef poznała zegarek wuja na ręku jednego z milicjantów. Milicja ludowa składała się w dużej części z przestępców wypuszczonych z więzień, ale Romana i Bolesława Skirmuntów zastrzeliło trzech porzeckich chłopów, choć bardzo dobry był pan. Gdy tak zwani milicjanci prowadzili Skirmuntów przez wieś nikt nie zareagował, choć wszyscy wiedzieli czym to się może skończyć.

Jadwiga Skirmuntówna mieszkająca długo z Marią Rodziewiczówną w Hruszowej wspominała, że dworu hruszowskiego broniła cała wieś przed bolszewikami w 1919 i w 1920 roku. Na kresach wtedy władza ludowa instalowana przez Armie Czerwoną nie ośmielała się występować przeciwko „woli ludu”, który bronił panów. Dziewiętnaście lat później też to nieraz działało, ale nie na Pińszczyźnie.

Wielu krewnych Romana i Konstantego Skirmuntów zginęło, choć Helenie, siostrze Romana udało się doczekać okupacji niemieckiej. Wtedy odnalazła zwłoki brata i męża i pochowała w dworskim parku w Porzeczu. Przypuszczalnie pochowała tam też Henryka i Marię. Zabili ją radzieccy partyzanci, bo otrzymali fałszywy donos, że Helena wraz z Niemcami gnębi miejscową ludność. Może gdyby nie ekshumowała ciał...

Konstanty Skirmunt nie był premierem efemerycznego państwa białoruskiego, nie rozdawał nic okolicznym chłopom z majątku w Mołodowie i trudno powiedzieć czy był dobrym panem, bo panem był jego brat, Henryk, a on sam przeżył większość życia za granicą. Ocalał, bo nieopodal Mołodowa przechodziło Wojsko Polskie.

Do Wojska Polskiego nie miał szczęścia jego brat stryjeczny, Roman Skirmunt, najbardziej probiałoruski ze wszystkich Skirmuntów. W młodości uważał się za Krajowca, czyli patriotę Wielkiego Księstwa Litewskiego, a w pewnym okresie życia nawet za Białorusina.

Na nastroje wsi na kresach północno-wschodnich jedynym remedium było wycofujące się na zachód WP, którego Roman nie spotkał. Choć właściwie spotkał. Tuż po 17 września miejscową koleją wąskotorową jechał pociąg. Wspomnienia mówią, że parowóz miał czerwoną płachtę – może zdobyczny, bo wiózł polskich żołnierzy. Chłopi porzeccy przybiegli tłumnie witać wyczekiwanych bolszewików. Z pociągu poszła seria, wojsko chciało spalić wieś, którą ocalił Roman Skirmunt, z ikoną w dłoniach klękając przed dowodzącym oficerem.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023

Zdjęcie główne: Z lewej Roman Skirmunt (Раман Аляксандравіч Скірмунт), zdjęcie z roku 1906. Z prawej Konstanty Skirmunt, zdjęcie z roku 1929. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Bankiet nad bankietami
Doprowadził do islamskiej rewolucji i obalenia szacha.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Cień nazizmu nad Niemcami
W służbie zagranicznej RFN trudno znaleźć kogoś bez rodzinnych korzeni nazistowskich, twierdzi prof. Musiał.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kronikarz świetności Rzeczypospolitej. I jej destruktor
Gdy Szwedzi wysadzili w powietrze zamek w Sandomierzu, zginęło około 500 osób.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Burzliwa historia znanego jubilera. Kozioł ofiarny SB?
Pisano o szejku z Wrocławia... Po latach afera zaczęła sprawiać wrażenie prowokacji.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Ucieczka ze Stalagu – opowieść Wigilijna 1944
Więźniarki szukały schronienia w niemieckim kościele… To był błąd.