Historia

Na ratunek. Polaków historie niezwykłe

Na polecenie sołtysa dziecko było ukrywane każdego dnia w innym domu, a że wieś liczyła 360 numerów, to przez dwa lata Marysia obeszła ją dwukrotnie. Najstarsi mieszkańcy Woli Przybysławskiej jeszcze wspominają dzielną dziewczynkę uratowaną w ten sposób od śmierci z rąk Niemców.

I opowiadają o tym w reportażu „Wola Przybysławska”, który w 2018 roku zrealizowała Bogna Bender-Motyka, kiedy z ekipą TVP3 Lublin pojechała na zdjęcia do całkiem innego, choć dotyczącego podobnej tematyki, filmu. W Woli Przybysławskiej bowiem, położonej w połowie drogi z Kraśnika do Zamościa, 15 grudnia 1942 roku Niemcy zamordowali za ukrywanie żydowskiej rodziny Anielę Aftykę i jej dwie córki, Mariankę (12 lat) i Zosię (16 lat). Zarówno one, jak i dwie osoby, które rodzina usiłowała uratować, spłonęli we wznieconym przez Niemców pożarze. Ojciec tej rodziny, Józef Aftyka, niedługo potem został przez Niemców zamordowany w pobliskim Markuszowie.

– A podczas rozmów z mieszkańcami poznaliśmy dodatkowo absolutnie niezwykłą historię Marysi, jak ją nazwała wieś – mówiła autorka filmu podczas wieczoru zorganizowanego w lubelskim studiu telewizyjnym z okazji dwusetnego reportażu z cyklu „Polacy na ratunek Żydom. Historie niezwykłe” emitowanego przez Ośrodek TVP Lublin od pięciu lat. – A na moje zdumienie, dlaczego nikt o tej historii nigdy nie słyszał – opowiada autorka – usłyszałam odpowiedź: – Bo się nikt nigdy o to nie pytał.

Dwieście reportaży

– I takie historie wciąż do nas przychodzą – mówi Tygodnikowi TVP Magda Kołodziejczyk, autorka wielu reportaży z tego cyklu. Ostatni, „Instynkt miłości. Historia Rodziny Wielebów” pokazuje kolejną nieznaną wcześniej historię.

Oto dwaj starsi panowie, bracia Eugeniusz i Wiesław Wielebowie, odnajdują po wielu latach grób babci Agaty i dziadka Władysława zamordowanych przez Niemców w 1941 roku za to, że dali trochę – nie wiemy dokładnie czego – mąki, chleba czy kartofli młodej Żydówce, która przekradła się do Gilowa, aby wyżebrać cos do jedzenia dla swoich dzieci, podobno pięciorga. Czy znała się wcześniej z Wielebami? Tego też nie wiemy, ale kiedy wracała, wypatrzył ją niemiecki patrol, który przejeżdżał samochodem. Biedna kobieta, przerażona i zaszczuta, gdyby powiedziała, ze ukradła te produkty, może ocaliłaby Wielebów, ale czy sama nie zginęłaby jeszcze gorszą śmiercią? Ujawniła, od kogo ma żywność i została od razu zastrzelona przy drodze.

Agata i Władysław zginęli przed swoim domem, zaś w krzakach siedział przerażony nastolatek, ich syn. Z pomocą dalszych krewnych dożył końca wojny, ożenił się, ale już w 1952 roku przedwcześnie zmarł. I to jego synowie, dziś już obaj dobrze po siedemdziesiątce, dotarli z pomocą reporterki i sędziwego księdza do starych ksiąg parafialnych, gdzie w 1941 roku ówczesny proboszcz parafii w Gilowie wpisał dane zamordowanych małżonków i dyskretnie opisał okoliczności ich śmierci. W miejscu, gdzie kiedyś stał dom Wielbów, tam gdzie zginęli bracia Eugeniusz i Wiesław wystawili kapliczkę z obrazkiem beatyfikacyjnym Rodziny Ulmów i wezwaniem do modlitwy. Zawiadomili też gminę żydowska, która stara się ustalić miejsce, w którym miejscu przy ówczesnej drodze została pogrzebana kobieta z pobliskiego getta i zatroszczyć się o to miejsce i jej szczątki.

Powstało dwieście takich reportaży – a każdy ma inną historię. Początki tej akurat mają miejsce w opowieści emerytowanego już biskupa Mieczysława Cisły, w minionych latach przewodniczącego Komitetu Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem. Jako młody kleryk dawno temu zetknął się ze świadkiem tamtej historii, bodaj nawet z księdzem, który wpisywał do ksiąg parafialnych akt zgonu małżonków Wielebów zamordowanych za pomoc żydowskiej mamie. I przeniósł tę opowieść przez ponad pół wieku, aż trafiła na swój czas – i swego reportera. I żeby już całkiem było jak w filmie – hierarcha osobiście poświęcił tę wzruszającą kapliczkę, na pograniczu gmin Turobin i Goraj.

Same tylko tytuły niektórych spośród tych dwustu filmów mówią same za siebie: „Rodzina Góreckich”, „Rodzina Watrakiewiczów”, „Rodzina Hapońskich”, „Rodzina Tkaczyków”, „Rodzina Stankiewiczów” i – oczywiście – „Rodzina Ulmów”. Wiele filmów opowiada o księżach i zakonnicach ratujących żydowskich sąsiadów. Warto szukać tego cyklu, bo był – i jest – wyświetlany przez lokalne ośrodki TVP.
"Polacy na ratunek Żydom. Historie niezwykłe". Fot. TVP Lublin/ printscreen
A2 I jeszcze informacja z ostatnich dni: film „Rodzina Jaroszów” dostał w tych dniach jeszcze jedno, nowe zakończenie – na ich dawnym domu odsłonięto tablicę, która przypomina postawę Jaroszów, którzy pomagali Żydom osadzonym w getcie w Piaskach – miejscowości położonej na południowy wschód od Lublina. Dostarczali żywność, lekarstwa i fałszywe dokumenty. Pomogli rodzinom Honigów, Hubermanów i Lewinów. Ignacy i Anna Jaroszowie wraz z trojgiem dzieci: Aleksandrem, Maksymilianem i Marianną zostali w 2001 r. odznaczeni tytułem i medalem Sprawiedliwych Wśród Narodów Świata. PAP informowała, że w odsłonięciu tablicy uczestniczyła 100-letnia Marianna Krasnodębska, z domu Jarosz.

– Nasze działania w okresie okupacji były tylko spełnieniem ludzkiego obowiązku wobec bliźnich. Tak zostaliśmy wychowani. Niech ta tablica będzie też drogowskazem dla przyszłych pokoleń, wskazującym, jak należy postępować – powiedziała agencji sędziwa Sprawiedliwa.

Komu medal, komu?

Mała Róża Lipszyc przed wojną mieszkała na Starym Mieście w Lublinie, otoczona miłością licznej wielopokoleniowej rodziny. Po likwidacji getta szła razem z mamą do pociągu, który miał je zawieźć do Sobiboru – ale matka wypchnęła córeczkę z szeregu i kazała uciekać, wcześniej przećwiczywszy z trzynastolatką trasę i nazwiska: szukaj Jabłońskich we wsi Nowiny.

Jakimś cudem trafiła. I na szczęście były tam już młoda ciocia i babcia Róży. A państwo Jabłońscy, Maria i Stanisław, w brawurowy sposób, jak z jakiegoś – nieznanego wtedy – filmu ocalili Różę i jej ciocię wysyłając je… na roboty do Niemiec. Co więcej wysłali je z papierami swoich córek! Te zaś tymczasem zostały ukryte u wujostwa na głębokiej wsi, i tak wszyscy trwali do końca wojny. Dla uwiarygodnienia sytuacji „córek” na robotach, państwo Jabłońscy wysyłali im paczki i listy.

– Dziś już wiadomo – mówi Marta Pietrasiewicz, autorka dokumentu „Kto ratuje jedno życie” (tytuł nawiązuje do pochodzącego z Talmudu powiedzenia żydowskiego „kto ratuje jedno życie, ten jakby cały świat ratował”, które jest wyryte na medalu wręczanym Sprawiedliwym Wśród Narodów Świata) – że pan Jabłoński nie potrafił pisać i czytać, więc listy pisał ktoś inny. Czy to mógł być członek jakiejś zorganizowanej sieci pomocy, miejscowej „Żegoty”, czy nawet jej organizator? ODWIEDŹ I POLUB NAS Jak doszło do realizacji tego filmu? Otóż w poprzedniej dekadzie Róża Lipszyc, już mocno niemłoda pani, przyleciała z Toronto, gdzie mieszka, na zjazd lubelskich Żydów – Lublinerów. I opowiedziała swoją historie dziennikarce Polskiego Radia Lublin, która szybko puściła tę opowieść w eter. Usłyszały ja wnuki państwa Jabłońskich i dziś ci z Toronto, i ci z Lublina żyją jak w rodzinie: piszą, dzwonią, spotykają się. Róża Lipszyc jak mogła najszybciej załatwiała formalności wymagane przez Instytut Yad Vashem , który przyznaje medale Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. I w 2022 roku w Muzeum Polin dwie rodziny – a Róża Lipszyc przyjechała z wnuczką Brooke – spotkały się na uroczystości wręczenia potomkom Marii i Stanisława Jabłońskich medalu.

W dwustu filmach z cyklu „Polacy na ratunek Żydom” występują zarówno uhonorowani medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata, jak i tacy, którzy dopiero teraz opowiedzieli swoją historie, i to z obu stron. Bo zażądały tego wnuki lub prawnuki, na przykład. W wielu filmach – i wielu rodzinach, po obu stronach, tak właśnie się dzieje. Przyjeżdża młody rabin szukać korzeni swojej rodziny i odkrywa polskie rodziny, które jego dziadkom udzieliły schronienia. Uratowany niegdyś chłopak – dziś przystojny starzec nawiązuje kontakt z rodziną i pokazuje swoje wnuki i prawnuki: jest ich trzydzieścioro. – I to się nazywa „uratować jedno życie” – mówi ze łzami w oczach.

Film „Może Tobie uda się przeżyć” Ewy Bulisz opowiada historię ocalonego w Białobrzegach Arona Goldfarba. Na odsłonięcie poświęconej mu – i tym, którzy go uratowali – tablicy przyjechał z Nowego Jorku jego syn Morris, który prowadzi założoną przez ojca potężną firmę odzieżową G-III Apparel Group (będącą właścicielem lub posiadającą licencje takich marek jak Levi's, Calvin Klein, Tommy Hilfiger, Sonia Rykiel i Karl Lagerfeld i DKNY) i daje pracę 20 tysiącom ludzi. – Życie daje życie – mówi.

Czemu do tej pory ani oni nie opowiadali, ani my nie opowiadaliśmy tych historii? – To dlatego już je właśnie opowiadamy, okazało się bowiem, że ufni w tryumf prawdy i sprawiedliwości nie zauważyliśmy, ze pojawiają się zgoła inne historie – mówi jedna z autorek.

Brytyjski historyk: Macie powody do dumy z postawy Polaków wobec Holokaustu

Potrzeba było niesamowitej odwagi, by ryzykować życie swoje i swojej rodziny, aby pomagać Żydom – mówi Roger Moorhouse.

zobacz więcej
Filmy nie ograniczają się do Ziemi Lubelskiej: pokazują bohaterów akcji Instytutu Pileckiego „Zawołani po imieniu” i ich spotkanie w Markowej, w przeddzień beatyfikacji Rodziny Ulmów. Pokazują licznych księży i zakonnice, także z Turkowic, gdzie schronienie znalazło m.in. dwoje dzieci, które potem – będąc osobami zaangażowanymi w polską literaturę, bo byli to nieżyjący już Katarzyna Meloch z Polskiego Radia i prof. Michał Głowiński z PAN – przy każdej okazji sławiły dobre imię sióstr służebniczek z Turkowic. I także Matke Matyldę Getter. Są filmy o znanych Polakach, których do tej pory nie znaliśmy od tej strony: Iwaszkiewiczach, Miłoszach, Zelwerowiczach, o Zofii Kossak-Szczuckiej i o Mieczysławie Foggu.

– Ale Ziemia Lubelska ma jednak swoją specyfikę – zaznacza Ryszard Montusiewicz, dyrektor Ośrodka TVP Lublin. – Tutaj ludzie są mocno zakorzenieni w swojej lokalnej tożsamości opartej na wierze katolickiej, nie mają wątpliwości kim są.

Żołnierz Mesjasza

– Kiedy zaczynaliśmy tę pracę w 2018 roku, nie spodziewałem się, że nasz cykl będzie trwał i trwał – mówi Montusiewicz. Dwanaście osób realizowało filmy i wciąż jest co robić.

W latach dziewięćdziesiątych wraz z żoną Lucyną i gromadką dzieci Ryszard Montusiewicz znalazł się w Ziemi Świętej. Byli wtedy „rodziną w misji” – jako członkowie wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej zostali wysłani przez Kościół na misję życia do Izraela, żeby żyć życiem katolickiej rodziny w środowisku, które nie zna chrześcijaństwa. Żyć, i w ten sposób dawać świadectwo. Montusiewicz pracował jako korespondent KAI i PAP – i wciąż rozmawiał z mieszkającymi tam Żydami. – Opowiadali o rodzicach czy dziadkach, którzy się uratowali lub których już nie ma, bo zamordowali ich Niemcy – wspomina.

Tak poznali księdza Grzegorza Pawłowskiego (1931-2021), który urodził się w Zamościu jako Jakub Hersz (Jacob Zvi) Griner, został uratowany z Zagłady przez polskie rodziny, potem był wychowankiem domu dziecka prowadzonego przez siostry benedyktynki, w 1958 roku został kapłanem Archidiecezji Lubelskiej, a od 1970 roku pracował wśród katolików w Izraelu. Lucyna Montusiewicz opublikowała książkę rozmów z nim pt. „Sługa Mesjasza” (2005), pomagała mu w pracy przygotowując dzieci do I komunii, oboje z mężem blisko się z nim zaprzyjaźnili .

To o nim, także na podstawie tej książki, Bogna Bender-Motyka nakręciła dwa filmy zatytułowane „Żołnierz Mesjasza”, emitowane w TVP w 2018 roku. – I to on doprowadził mnie do wielu następnych historii – mówi dziś Ryszard Montusiewicz, pomysłodawca cyklu i wielu tematów, które potem, podejmowane przez reporterów, rodziły następne tematy. – Z jednego uratowanego życia wyrasta dziś całe drzewo życia – mówi o historiach opowiadanych w cyklu „Polacy na ratunek Żydom ”.

Dziś są dostępne na stronie internetowej Ośrodka TVP3 Lublin. Często korzystają z nich szkoły i organizatorzy różnych spotkań. Przydały się też w przygotowaniu następnego cyklu, „Szlakiem Lubelskich Sztetli”, dla upamiętnienia tych stu dwudziestu trzech żydowskich miasteczek, które do Zagłady – w tym regionie realizowanej przez Niemców jako Aktion Reinhardt w latach 1942-43 – trwały na przyjaznej lubelskiej ziemi. – Wybraliśmy 50 najbardziej znaczących dla historii – mówi Montusiewicz. – I zrobiliśmy je w oparciu o schemat: Życie – Zagłada – Pamięć.

A jeśli pamięci nie ma, to filmy zaczęły się o nią upominać: zróbcie tablicę, ustawcie bramę, posprzątajcie podwórko. Siła lokalnych mediów jest duża i coś można zrobić – pochwalić młodzież tam, gdzie dba o pomnik czy o groby, pokazać ławeczkę , przypomnieć dawnych sąsiadów. I wytknąć zapuszczony cmentarz.

Bo pamięć jest podstawą. Żebyśmy potem nie mówili, iż nie wiedzieliśmy, jaki sławny – i dlaczego – był cadyk Mendel z Kocka.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023

Zdjęcie główne: „Polacy na ratunek Żydom. Historie niezwykłe”, kadr z czołówki cyklu. Fot. TVP Lublin/ printscreen
Zobacz więcej
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Bankiet nad bankietami
Doprowadził do islamskiej rewolucji i obalenia szacha.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Cień nazizmu nad Niemcami
W służbie zagranicznej RFN trudno znaleźć kogoś bez rodzinnych korzeni nazistowskich, twierdzi prof. Musiał.
Historia wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kronikarz świetności Rzeczypospolitej. I jej destruktor
Gdy Szwedzi wysadzili w powietrze zamek w Sandomierzu, zginęło około 500 osób.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Burzliwa historia znanego jubilera. Kozioł ofiarny SB?
Pisano o szejku z Wrocławia... Po latach afera zaczęła sprawiać wrażenie prowokacji.
Historia wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Ucieczka ze Stalagu – opowieść Wigilijna 1944
Więźniarki szukały schronienia w niemieckim kościele… To był błąd.