Cywilizacja

Wspólne: waluta, dług i podatki. To droga do federalizacji UE

Autostradę do pełnej centralizacji wszystkich dziedzin życia w UE otworzy pogłębianie demokracji i dobrobytu. Czyli zgoda na to, że Unia posiada jednolitą walutę, a jej organy mogą zaciągać dług, zaś parlament – nakładać dowolnie podatki, z których dług będzie spłacany. Bez szkody dla federalistycznych planów, można zrezygnować z poszerzenia kompetencji Komisji Europejskiej w innych dziedzinach.

Na głównej stronie internetowej Parlamentu Europejskiego znajduje się zdjęcie grupy młodych ludzi, a pod nim umieszczono napis: „Wspólnie dla demokracji”. Gdy najechać na zdjęcie kursorem, szczegóły się zacierają: postaci tracą swoją indywidualność, rysy twarzy nikną, trudno odróżnić mężczyznę od kobiety, dostrzec odcień skóry, zarost, uśmiech, rodzaj spojrzenia. Zabieg blurrowania jest częsty w internecie i tu zapewne został zastosowany bezrefleksyjnie, bo tak się po prostu robi. Fotografia nie przedstawia jakiejś konkretnej grupy ludzi, tylko modeli wynajętych do sporządzenia zdjęć stockowych, przeznaczonych dla ilustrujących swoją działalność firm, które pragną pokazać swoje przyjazne światu oblicze. Całość zgodna z zasadami tworzenia stron internetowych. Nic osobistego, czysta komunikacja.

Bo europejski parlamentaryzm to przede wszystkim projekt komunikacyjny. Biada temu, kto zechce odszukać jakiś konkretny przepis, czy sprawdzić kto za nim głosował. Ugrzęźnie w meandrach linków, sygnatur, cytatów i mnogości informacji, które będą dotyczyły wszystkiego, poza tym, czego szuka. W końcu rzecz jasna znajdzie poszukiwany plik, ale wówczas będzie musiał jeszcze przebić się przez odniesienia do odległych paragrafów, rozmaite „zważywszy”, „podczas, gdy”, przyzwyczaić się do niechęci do używania jednoznacznych określeń i wreszcie po długim czasie dotrze do sedna, albo do tego, co będzie mu się sednem wydawało. Odbierze wówczas ważną lekcję: albo na serio zajmie się treningiem poruszania po oceanie słów i liczb, albo zrezygnuje z samodzielności, a wtedy otrzyma jedynie optymistyczny, pozbawiony kontrowersji obraz wspólnoty budującej przyszłość przyjazną niepełnosprawnym, mniejszościom, imigrantom, kobietom... właściwie wszystkim poza wrogami demokracji. Bez niepotrzebnych wyostrzeń, które by mogły zaburzyć percepcję. Ot, obraz łudząco podobny do tego z głównej strony internetowej, przemienionego dotknięciem kursora w płynną i harmonijną całość. Całość oczywiście demokratyczną.

Rewolucja! W imię demokracji i dobrobytu

Demokracja kojarzy się bowiem większości ludzi jednoznacznie pozytywnie. Rzeczą najgorszą jest zasłużyć sobie na miano wroga demokracji lub polityka antydemokratycznego. Dlatego pragnące zdobyć lub utrzymać władzę partie lubią takie określenia, jak „obóz demokratyczny”, w którym rzecz jasna znajdują się one, a nie ich przeciwnicy, co do zasady antydemokratyczni, więc niewarci głosu. Dlatego też zmiany w Unii Europejskiej, o których od jakiegoś czasu głośno, idą w kierunku demokratyzacji, czyli jak lubią pisać autorzy oficjalnych dokumentów: pogłębienia i poszerzenia demokracji. Bo rewolucja, która właśnie się dokonuje, o ile będzie udana, dokona się w imię demokracji. Drugim, równie ważnym czynnikiem prorewolucyjnym będzie dobrobyt.
Fragment strony głównej Parlamentu Europejskiego. Fot. printscreen
Europejczycy zostaną postawieni przed prostym pytaniem: czy chcecie demokracji i dobrobytu? Po drugiej stronie będą stali europejscy „spoceni mężczyźni w pogoni za władzą”, pragnący zachowania narodowych partykularyzmów, przepełnieni niechęcią do mniejszości, do imigrantów, oczywiście nastawieni islamofobicznie i marzący o tym, aby kształtować życie innych ludzi według swoich zasad, być może nawet – o zgrozo! – zasad religijnych. Będą to niezdolni do spojrzenia szerzej w przyszłość populiści, niedbający o los klimatu i pragnący bezwzględnie eksploatować planetę, nienawidzący zwierząt mięsożercy, a w skrajnych wypadkach nawet myśliwi. Kiedy sytuacja na wschodzie się uspokoi na tyle, że będzie można wrócić do „business as usual”, do grupy tej zostaną zapewne włączeni podżegacze wojenni, ale to jeszcze nie ten etap.

Staną naprzeciwko siebie nastawieni proeuropejsko demokraci, zwolennicy różnorodności i inkluzywności, pragnący demokracji i dobrobytu, oraz ksenofobiczni antyeuropejczycy, chcący blokować rozwój innych poprzez stosowanie weta, dla których demokracja jest tylko środkiem do zdobycia władzy, a dobrobyt pustym słowem, skoro nie chcą poprzeć prowadzących doń działań. Tak mniej więcej będzie wyglądało starcie między stronnikami federalizacji Unii Europejskiej i utworzenia z niej jednolitego organizmu państwowego, a zwolennikami zachowania państw narodowych i czegoś, co kiedyś nazywano „Europą ojczyzn”. Ci pierwsi będą wskazywać w przyszłość, ci drudzy odwoływać się do podpisanych traktatów i zobowiązań.

Zawołanie tych pierwszych można wywieść ze skrzydlatego zdania z Manifestu z Ventotene: „Gigantyczne siły postępu, które rodzą się z indywidualnych interesów, nie mogą być tłamszone przez szarą nudę rutyny”. Jakie zawołanie będą mieli ci drudzy? Ich własnego zapewne Europa nie usłyszy, więc wypada znowu odwołać się do proroczego tekstu włoskiego komunisty Altiero Spinellego, powstałego w roku 1941 na zesłaniu na wysepce Ventotene, który stał się biblią federalistów: „W intensywnym czasie ogólnego kryzysu (w którym upadłe rządy nie będą w stanie działać, masy ludowe niespokojnie czekające na nowe wiadomości, będą jak stopiona, płonąca materia, gotowa na przelanie w nowe formy, gotowa na przyjęcie idei internacjonalistów), klasy najbardziej uprzywilejowane w dawnych narodowych systemach będą starały się, ukradkiem lub przemocą, ostudzić pragnienie, sentymenty, pasję prowadzącą ku internacjonalizmowi i będą uparcie odbudowywać stare instytucje państwa”.

Próbkę tego, jak wygląda „stopiona, płonąca materia” w działaniu mieliśmy w czasie rocznej pracy Konferencji o Przyszłości Europy, gdy kilkaset wybranych losowo osób z chęcią weszło w rolę reprezentantów wszystkich Europejczyków. Rezultaty ich rozważań zostały następnie przyjęte przez polityków jako demokratyczna baza do zmian w funkcjonowaniu Unii, czyli stanowią teraz podstawę starcia, jakie będzie rozgrywało się w roku 2024 i zapewne w latach następnych. Rok przyszły będzie jednak o tyle kluczowy, że w wyborach zostanie wyłoniony skład europejskiego parlamentu, który być może stanie się następnie czymś w rodzaju Konstytuanty nowego państwa.

Nic tak nie scala, jak wspólny dług

Kiedy obserwuję publiczne dyskusje na temat przyszłości projektu europejskiego odnoszę wrażenie, że koncentrują się one na kwestiach w istocie pobocznych. Oburzeni obywatele i ich reprezentanci wskazują na szereg projektowanych przepisów, które ograniczają władzę poszczególnych krajów w rozmaitych dziedzinach i przekazują ją w ręce organów europejskich, tę obfitość mając za dowód na ekspansję emblematycznych brukselskich biurokratów. Trzeba przyznać, że wachlarz tych pomysłów jest szeroki: są tam i lasy, i edukacja, i polityka zagraniczna, i obronna, i bioróżnorodność, i wiele innych szczegółowych kwestii budzących większe lub mniejsze emocje dyskutantów. Zaryzykuję jednak twierdzenie, że bez najmniejszej szkody dla planowanych federalistycznych zmian można by we wszystkich tych dziedzinach cofnąć zapisy o poszerzeniu kompetencji Komisji Europejskiej. Wystarczyłoby zachować tylko dwie kwestie: ustalenie, że Unia posiada jednolitą walutę, a jej organy mogą zaciągać dług, zaś parlament posiada wolność w nakładaniu podatków, z których ten dług będzie spłacany.

Widmo federalizmu krąży nad Europą. Czy to koniec suwerennych narodów?

Po zmianach w unijnych traktatach łatwo będzie zacisnąć finansowy stryczek na szyi niepokornych.

zobacz więcej
To są regulacje podobne do tych, jakie w roku 1790 zaproponował w Ameryce Alexander Hamilton, jeden z Ojców Założycieli, człowiek, który tak naprawdę doprowadził do powstania Stanów Zjednoczonych. W myśl jego propozycji rząd federalny przejął odpowiedzialność za dług poszczególnych stanów, które zadłużyły się mocno w trakcie wojny o niepodległość, i otrzymał prawo zaciągania nowego długu i nakładania podatków, aby ten dług spłacać i prowadzić gospodarkę finansową całej unii. Po podjęciu tych decyzji integracja Stanów Zjednoczonych potoczyła się może nie gładko, bo po drodze była wojna, ale w każdym razie na pewno niepowstrzymanie. Możliwość kreowania pieniądza, wspólny budżet, czyli możliwość dystrybucji dobrobytu i dostęp do praktycznie nieograniczonych zasobów finansowych połączyły Amerykanów nierozerwalną nicią. Rok 1790 określany jest jako „moment Hamiltoniański”, co upamiętnia nazwisko człowieka, dzięki któremu powstała największa potęga współczesnego świata.

Europejczycy znajdujący się obecnie na czele Unii, których można określić mianem mainstreamu politycznego, także marzą o tym, aby zamienić kontynent w potęgę. Na początek finansową. Od kilku lat mówi się o tym, że dla Europy nadszedł taki właśnie „moment Hamiltoniański”. Podwaliny położono w Traktacie z Maastricht przed trzeba dekadami, dzięki któremu mogła powstać wspólna europejska waluta. Aż do tej pory dobrowolna. W przegłosowanym przez Parlament Europejski projekcie zmian traktatowych zapis o tym, że Unia „ustanowi związek ekonomiczny i monetarny, którego walutą będzie euro” zastąpiono lakonicznym zdaniem, że „walutą Unii jest euro”, co oznacza, że dobrowolność ma zniknąć.

Próbkę zaciągania wspólnego długu mieliśmy przy okazji tworzenia funduszu odbudowy po pandemii Covid-19. Astronomiczna kwota 723 miliardów euro została pożyczona bez najmniejszych trudności, ponieważ wiarygodność kredytowa Unii jest na najwyższym poziomie AAA i nic nie wskazuje na to, aby ten poziom miał spaść choćby w długiej perspektywie. Brytyjski analityk i publicysta finansowy Anatole Kaletsky, komentując zaciągnięcie tego długu napisał z zachwytem, że „gdyby Unia Europejska wypuściła obligacje 10-letnie, miałyby one prawdopodobnie oprocentowanie zerowe lub nawet ujemne, potencjalnie umożliwiając nieomal nieograniczone zadłużanie się”. Aby pokazać skalę możliwości, Kaletsky pisał dalej w tym samym tekście, że po zaciągnięciu długu na fundusz odbudowy „w następnym roku Unia Europejska mogłaby z łatwością pożyczyć bilion euro na fundusz cyfrowej integracji, potem być może dwa biliony na rozpowszechnienie samochodów elektrycznych lub trzy biliony na całościowy fundusz na walkę ze zmianami klimatycznymi”.

Pieniądze, które „nic nie kosztują”

Biorąc pod uwagę, że przeciętny poziom zadłużenia krajów strefy euro przekroczył w ubiegłym roku 90%, a kraje takie, jak Francja, Hiszpania, Grecja czy Włochy są zadłużone na ponad 100% swojego PKB, można sobie wyobrazić, z jak silną pokusą mamy do czynienia. Zresztą wystarczy sobie przypomnieć, jak pozytywnie reagowali Polacy na samą perspektywę otrzymania miliardów z pożyczonych przez Unię pieniędzy, zanim jeszcze okazało się, że będą one przedmiotem politycznej gry Komisji o zmianę władzy w kraju.

Uzyskanie pieniędzy, które nie kosztują nic, albo prawie nic, budzi żądzę trudną do opanowania. Obywatele wyobrażają sobie, że ich kraj bez szczególnego wysiłku wskoczy na wyższy poziom rozwoju, zaś politycy kalkulują, że będą w stanie długo surfować po morzu pieniędzy, jakie powstanie dzięki ich działalności. Ponieważ zadłużanie się poszczególnych krajów jest związane z coraz większymi trudnościami i robi się zwyczajnie zbyt drogie, jak na ich możliwości, naturalne jest, że pożądliwie patrzą na ogromny organizm Unii, który jak na standardy światowe zadłużony nie jest wcale. Można sobie wyobrazić, że słowa podobne do tych, jakich użył Kaletsky, o „nieograniczonych możliwościach zaciągania długu” pieściły uszy niejednego decydenta, który chciałby zapewnić swoim obywatelom (a przy okazji sobie) dobrobyt.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen i premier Mateusz Morawiecki podczas posiedzenia Parlamentu Europejskiego w październiku 2021, w trakcie debaty nad orzeczeniem polskiego Trybunału Konstytucyjnego o prymacie polskiej ustawy zasadniczej nad prawem europejskim. Fot. PAP/Albert Zawada
Dlatego dobrobyt będzie jednym z dwóch kluczowych haseł kampanii o przyszłość Europy. Drugim, jak wspomniałem na początku, będzie demokracja. Bez tych dwóch elementów „moment Hamiltoniański” nie nastąpi. Nie może bowiem być długu bez możliwości jego spłaty, a tę możliwość mogą dać jedynie europejskie podatki. Bo oparcie spłat na wpłatach dokonywanych przez rządy byłoby niemożliwe do przeprowadzenia, choćby ze względu na to, że niektóre kraje są płatnikami netto, a niektóre nie. Poza tym wpłaty mogą być przedmiotem targów, zaś ściąganie podatków daje ściągającemu suwerenną władzę nad budżetem. Podatki natomiast może nakładać tylko demokratycznie wyłoniony parlament. Inaczej byłoby to bezprawie, którego Unia przecież nie toleruje. Stąd nacisk na pogłębienie i poszerzenie demokracji w Unii Europejskiej i na zwiększenie roli sprawczej Parlamentu Europejskiego. Dlatego też tak ważne jest, aby obywatele Unii wystąpili „wspólnie dla demokracji”, jak głosi hasło na głównej stronie internetowej europarlamentu.

I znowu, w propozycjach przegłosowanych w listopadzie znajduje się lakoniczny zapis, w którym nie znalazło się nawet słowo „podatek”, a wręcz zdecydowano się je usunąć z Traktatu, zapewne aby nie wzbudzać podejrzeń, że Bruksela chce ściągać jakiekolwiek daniny. Paragraf 2 artykułu 223 brzmi obecnie następująco: „Parlament Europejski, działając na podstawie regulacji i z własnej inicjatywy w związku ze specjalną procedurą legislacyjną, po zaciągnięciu opinii Komisji i za zgodą Rady, będzie wprowadzał regulacje i ogólne zasady regulujące obowiązki Członków. Wszystkie zasady odnoszące się do opodatkowania Członków bądź Byłych Członków będą wymagały jednomyślności w Radzie”.

To ostatnie zdanie – tu wytłuszczone – zostało w przegłosowanej propozycji usunięte. Oznacza to, jak wspomniałem, że każdy kto szukać będzie przy pomocy zwykłej wyszukiwarki słowa „podatek” w nowym projektowanym Traktacie o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, takiego słowa nie znajdzie, co powinno upewnić go w przekonaniu, że Unia nie ma zamiaru nakładać żadnych podatków na obywateli państw członkowskich, na firmy w nich działające i na same państwa. Jednocześnie w praktyce okaże się, że parlament demokratyczną większością będzie mógł takie podatki uchwalić, bo usunięty został zapis blokujący, wymagający na to zgody wszystkich rządów reprezentowanych w Radzie.

Zatem wszystkie zapisy o tym, że Unia przejmuje kompetencje w kwestiach szczegółowych, jak lasy, edukacja, obronność i inne, będą mogły być najspokojniej w świecie zlikwidowane, aby zadowolić tych, którzy są zaniepokojeni perspektywą budowy „superpaństwa”. Wystarczy, aby obywatele Unii i przedstawiciele ich rządów opowiedzieli się za demokracją i dobrobytem. Demokracja i dobrobyt, czyli wspólna waluta, wspólny dług i możliwość nakładania podatków, otworzą autostradę do pełnej centralizacji wszystkich dziedzin życia. Oczywiście nie od razu, jednak w sposób nieuchronny i nieodwracalny.

– Robert Bogdański

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP2023
Tygodnik TVP jest laureatem nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zdjęcie główne: Inauguracja akcji krajowej „EuroMisja” w Warszawie w 2022 roku, która miała propagować informacje na temat euro i zalet, które ma przynieść wprowadzenie tej waluty w Polsce. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.