Cywilizacja

Niemiecki eksperyment: pedofil najlepszym przyjacielem dziecka

Eksperyment pedagogiczny Kentlera wymagał, aby rolę „ojców” zastępczych wobec trudnych chłopców, włóczących się w okolicach berlińskiego dworca ZOO, wypełniali wyłącznie pedofile. Ktoś nie notowany za pedofilię nie miał szans zostać opiekunem młodocianych uciekających z domów rodzinnych.

W 1906 roku wyszedł z więzienia Friedrich Wilhelm Voigt, z zawodu szewc, z zamiłowania złodziej i hochsztapler. Voigt kupił używany mundur kapitana armii pruskiej i się zaczęło.

Armia w czasach Wilhelma II przechowała autorytet zdobyty za Fryderyka Wielkiego. Oficer to był ktoś. Dlatego też Voigt bez problemu podporządkował sobie napotkany patrol. Razem z żołnierzami udał się do ratusza miasteczka Köpenick (dzisiaj dzielnica Berlina), zarekwirował miejską kasę i aresztował burmistrza – wszystko pod osłoną bagnetów żołnierzy, będących na służbie.

W 1931 roku Karl Zuckmayer napisał o tym sztukę, „Der Hauptmann von Köpenick” („Kapitan z Köpenick”), która tłumaczona na wiele języków przeszła przez sceny Europy, miała wersje filmowe, a w PRL została spopularyzowana przez Teatr Telewizji.

Potrzebę ulegania autorytetom tłumaczy się u Niemców tradycjami pruskiego militaryzmu i biurokracji. Tam, gdzie na piedestale jest biurokracja – powojenne Niemcy do militaryzmu wolą się nie przyznawać – dużym szacunkiem musi cieszyć się prawo. Czy aż tak dużym, jak nauka albo coś, co ją udaje? Od końca lat 60. XX wieku do 2003 roku trwała wojna dwóch autorytetów, szczególnie w Berlinie, choć z całą pewnością nie tylko tam. W starciu z autorytetem nauki obowiązujące prawo sromotnie przegrało.

Zastępczy „ojciec”

W Berlinie Zachodnim, a następnie w Berlinie już zjednoczonym trwał tak zwany pedagogiczny eksperyment Kenlera, polegający na socjalizacji trudnych chłopców przez oddawanie ich pod opiekę pedofilów. Bliskość fizyczna pomiędzy opiekunem a podopiecznym miała odgrywać terapeutyczne znaczenie.

I nie chodzi o to, że wśród opiekunów dzieci zdarzył się jakiś pedofil, ku zgorszeniu i żalowi organizatorów pomocy. Eksperyment pedagogiczny Kentlera wymagał, aby rolę „ojców” zastępczych – nie rodzin zastępczych – wobec trudnych chłopców, włóczących się w okolicach dworca ZOO, wypełniali wyłącznie pedofile. Ktoś nie notowany za pedofilię nie miał szans zostać opiekunem młodocianych uciekających z domów rodzinnych. Senat Berlina Zachodniego nie brał w ogóle pod uwagę rodzin zastępczych w pomocy młodzieży wytypowanej przez Kentlera.

Nasz przyjaciel pedofil. Czy współżycie z dziećmi to wyraz artystycznej wolności?

Francuscy intelektualiści przez lata chwalili się swoimi seksualnymi relacjami z nieletnimi dziewczynkami. Niektórzy lobbowali za obniżeniem dopuszczalnego wieku inicjacji seksualnej do… 12 roku życia.

zobacz więcej
Helmut Kentler, doktor psychologii kierował w Berlinie Zachodnim Centrum Pedagogicznym, a od połowy lat 90. był kierownikiem katedry pedagogiki socjalnej na Uniwersytecie Technicznym w Hanowerze, co nie przerwało jego aktywności w doradzaniu władzom Berlina. Nadal pisał opinie i pilotował los chłopców przydzielonych zastępczym „ojcom”. Działał także jako biegły sądowy i – jak sam przyznawał – doprowadził do uniewinnienia 35 mężczyzn oskarżanych o czyny pedofilskie.

Na podstawie jego opinii dzielnicowe Jugendamty (Urzędy do Spraw Młodzieży) wydawały dzieci pedofilom z miejskich jednostek opiekuńczych. Zdarzało się, że pedofil sam brał sobie chłopca z domu opieki, powołując się na Kentlera, a odpowiedni Jugendamt legalizował to po paru miesiącach. Pedofile za „opiekę” nad chłopcami dostawali dofinansowanie od władz miasta.

Po raz pierwszy ostrzeżenie przed Kentlerem sformułował feministyczny magazyn „EMMA” już w 1993 roku, ale przeszło to bez szerszego odzewu. Nie był to zresztą artykuł o samym Kentlerze. „EMMA” pisała o pedofilii w Niemczech na tle omawianego przez media niemieckie dużego skandalu pedofilskiego w Stanach Zjednoczonych, wykazując, że to nie jest problem tylko za Oceanem.

W 2015 roku udział Jugendamtów w eksperymencie Kentlera zaczęła badać dr Teresa Nentwig z Instytutu Badania Demokracji na Uniwersytecie w Getyndze – jej raport ukazał się w 2016 roku. Ale dopiero artykuł w „Der Spiegel” w 2017 roku, opisujący historie opowiedziane gazecie przez dorosłych już mężczyzn Marko i Svena (imiona zmienione), za młodu podopiecznych Fritza H., chwalonego i polecanego Senatowi Berlina oraz rekomendowanego Jugendamtom, wywołał burzę i zwrócił uwagę opinii publicznej na Helmuta Kentlera, który w chwili publikacji już nie żył, podobnie, jak Fritz H.

W strasznym domu

Marko i Sven z „placówki opiekuńczej” prowadzonej przez Fritza H. są uzależnieni od pomocy społecznej, bo „ojciec zastępczy” utrudniał jak mógł ich edukację, aby nie wyszły na jaw sprawy domowe. Dziś są więc oni półanalfabetami bez zawodu i zmagają się pomimo upływu czasu z traumami dzieciństwa spędzonego w domu pedofila. Dziennikarzom „Der Spiegla” pokazywali ślady po ranach na ciele z lat 90. – efekty pedagogicznych praktyk „ojca” zastępczego. Obaj wymagają pomocy psychiatrycznej.

Zachowały się pisma przed wydaniem decyzji o przyznaniu Fritzowi H. pierwszego podopiecznego. Sporządzający notatkę urzędnik wiedział, że H. był skazany za czyn pedofilski: „Ponieważ nie mamy żadnej alternatywy, zakwaterowanie w domu pana H. wydaje nam się najlepszym rozwiązaniem w tej chwili. Są powody, by sądzić, że przestępstwo pana H. było zdarzeniem jednorazowym i że ta kara nie powinna dziś być powodem do odmowy zakwaterowania u pana H.”
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Wedle tej logiki lisowi można oddać pod opiekę kurę, bo można sądzić, że zjedzenie jednej miało charakter jednorazowy, a brak alternatywy zapewniał Helmut Kentler.

Fritz H. przez trzydzieści lat miał dziesięciu podopiecznych za wiedzą i przy akceptacji Urzędu do Spraw Młodzieży i berlińskich władz. Przedostatni podopieczny, z dużą niepełnosprawnością, zmarł w tajemniczych okolicznościach. Protokoły sekcji zwłok i zeznania świadków się nie zachowały, a te, które się zachowały, w tym i podobnych przypadkach, są objęte ochroną danych osobowych. Zachowały się świadectwa, że odstąpiono od oskarżenia Fritza H. i przydzielono mu następnego podopiecznego.

Dozorca jednej z kamienic niedaleko dworca ZOO, zwany „Mama Winter” zarekomendowany został osobiście przez Kentlera jako „ojciec” zastępczy 13-letniego Ulricha. „Zaletą Ulricha było to, że dobrze wyglądał, a seks sprawiał mu przyjemność. W ten sposób mógł odpłacić się mężczyznom, którzy mieli skłonności pedofilskie i troszczyli się o niego” – pisał Kentler w raporcie do Senatu Berlina. Ulrich mieszkał u wspomnianego dozorcy cztery lata. Gdy zaczął interesować się dziewczynami, „Mama Winter” wycofał się z opieki – tego nie mógł tolerować.
Helmut Kentler, doktor psychologii. Fot. By https://www.thetimes.co.uk/article/berlin-to-compensate-victims-of-paedophile-foster-scheme-mnw5bsx35, Fair use, https://en.wikipedia.org/w/index.php?curid=64313140
To są nieliczne przykłady udokumentowanych zachowań pedofilskich, bo niewiele dawnych ofiar pedofilów już jako osoby dorosłe zgłosiło się do mediów i opowiedziało o swoich tragediach.

Urzędnicza siatka pedofilska

Trzy lata po publikacji raportu z Getyngi ukazał się obszerniejszy raport Uniwersytetu w Hildesheim, w którym mowa o siatce wysoko postawionych pedofilów oplatających urzędy berlińskie. Nazwisk nie ma, także odpowiedzialnych urzędników – akta zaginęły lub są chronione. Przestępstwa się przedawniły i ofiary – może poza najsławniejszymi, Marko i Svenem – nie mogą liczyć na zadośćuczynienie finansowe.

Kentler jako biegły sadowy lansował pogląd, że rozprawa przed sądem jest dla dziecka bardziej traumatyczna niż gwałt, jaki do niej doprowadził. Pan profesor działał w określonej atmosferze, kiedy to w maju 1968 roku we Francji ukuto hasło „Zabrania się zabraniać”. W Europie i Stanach Zjednoczonych lewica wyzwoleniem seksualnym uderzała w kapitalizm i cały dotychczasowy ład społeczny.

Chodziło o wiele więcej niż o to, że pan z panią mogą mieć oficjalny, akceptowalny społecznie romans bez ślubu kościelnego. Swoboda obyczajowa szybko przekształciła się w gloryfikację wszelkich dewiacji. Powstawały ruchy i organizacje afirmujące nie tylko to, co mogą robić dorośli. Sam Kentler promował „seks międzypokoleniowy” jako służący rozwojowi dzieci, w czym, zresztą przodował Alfred Kinsey z USA.

Pedofile. Mają władzę i pieniądze, rzadko trafiają przed sądy

Część sprawców przestępstw seksualnych wobec dzieci to tzw. osoby wysokofunkcjonujące: działają na wysokim intelektualnym poziomie.

zobacz więcej
Dzielący swoją aktywność na Francję i Niemcy, Daniel Cohn-Bendit, w latach 70. wydał książkę, w której opisywał swoje przygody z pięcioletnimi dziewczynkami w alternatywnym przedszkolu, w którym pracował. Gdy fala bezgranicznego permisywizmu nieco opadła, Cohn-Bendit musiał się tłumaczyć, że używał metafor, żartował i prowokował.

Ale to jaki był klimat w latach 70. i 80. najlepiej oddaje nagranie występu Cohn-Bendita w telewizyjnym programie „Apostophes” stacji France 2 w 1982 roku. Działacz niemieckiej partii Zielonych opowiadał tam historie ze swojej kariery przedszkolnego wychowawcy – na pewno ciekawe dla każdego prokuratora – które u gości w studiu wywołały pełne pikantnego zainteresowania i zrozumienia uśmiechy.

Niemieccy Zieloni już się nie przyznają do walki o legalizację pedofilii, podobnie FDP, która sondowała politycznie temat depenalizacji pedofilii. Posłowie FDP zaprosili wtedy do Bundestagu Helmuta Kentlera, który mówił im o pedofilach: „Ci ludzie wytrzymywali z tymi imbecylami tylko dlatego, że byli w nich zakochani i zadurzeni”. Poza socjalizacją trudnych chłopców Kentler podnosił także argument, że pedofile mając w domu to, co najbardziej lubią, przestaną zagrażać innym dzieciom w mieście, a bezdomne dzieci dostały nowe domy. O tym, że uciekając od przemocy ojca alkoholika, dostawały się z deszczu pod rynnę, doktor Kentler nie wspominał, a nikt nie zapytał.

W niemieckim systemie prawnym za pedofilię groziły surowe kary od 1879 roku. Wprawdzie w 1969 roku górna granicę 10 lat ciężkiego więzienia zastąpiono dziesięcioma latami pozbawienia wolności, czyli więzienia bez katorżniczej pracy przymusowej, a dolną zmniejszono z roku do pół roku.

Jednak przez cały czas pedofilia była przestępstwem, które popełniali urzędnicy państwowi lub przymykali na nie oko. Sumienia czyścił im autorytet Helmuta Kentlera. Gdy jakiś funkcjonariusz zaczynał mieć wątpliwości i podejrzewać molestowanie seksualne nieletnich (co w sytuacji, gdy dorastającym chłopcem opiekował się karany, a przynajmniej notowany pedofil nie wymagało szczególnej przenikliwości), Kentler rozwiewał podejrzenia mocą swego autorytetu cenionego psychologa, seksuologa i pedagoga alternatywnego, czyli nowoczesnego, który zna osobiście Ducha Dziejów i wie, co i jak powinno być. Przecież jego książka „Wynajęci ojcowie. Dzieci potrzebują ojców” miała doskonale recenzje i sprzedawała się znakomicie.

Kult autorytetu

W Europie i USA po II wojnie światowej zaznaczyła się tendencja oddawania coraz więcej władzy ekspertom specjalizującym się w naukach społecznych i medycynie, których autorytet zdawał się rosnąć – i nadal rośnie – niezależnie od zdumiewającego niekiedy braku logiki i mglistych podstaw ich teorii.

W Niemczech nałożył się na to nieznany gdzie indziej w takim stopniu kult autorytetu. Za czasów Wilhelma II, jak w przypadku szewca z Köpenick, był to kult człowieka w mundurze. Po II wojnie był to Herr Doktor, który ma zawsze rację, a tym bardziej Herr Pofessor, zwłaszcza gdy surfuje na właściwej fali. „Zu Befehl Herr Hauptmann” kwitowali żołnierze bezprawne rozkazy przebranego Voighta. W jakiejś łagodniejszej, cywilnej formie urzędnicy berlińscy musieli się zgadzać ze zbrodniczymi w skutkach bredniami Kentlera.

Dobra wiadomość w tej ponurej historii jest taka, że uciekające z domów i trafiające do domów opieki dziewczynki umknęły uwadze Helmuta Kentlera. Nie ma się czemu dziwić – zdeklarowany homoseksualista miał trzech adoptowanych synów i jednego wychowanka – płcią odmienną nie za bardzo się interesował. Coś kiedyś ogólnie napisał, że kobiety też trzeba wyzwolić z opresyjnego stosunku do seksualności tradycyjnego społeczeństwa, ale w żadne eksperymenty dziewcząt nie angażował.

– Krzysztof Zwoliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023
Zdjęcie główne: Berliński dworzec ZOO. Fot. DANIEL BOCKWOLDT/DPA/PAP
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.