Cywilizacja

Samolot rozpadł się na cztery miliony kawałków

Nawet jeśli nie wszyscy podzielają wnioski, do jakich doszli prowadzący dochodzenie – amerykańska FBI i policja z gminy Dumfries and Galloway – jest ono uważane za niedościgniony wzór rzetelności w badaniu wypadków lotniczych, tym bardziej, że zadanie było wyjątkowo trudne. Szczątki samolotu, który spadł z wysokości 9400 metrów, zostały rozrzucone na obszarze 2 tys. km kw.

Przed rokiem do amerykańskiego aresztu trafił pewien człowiek. Nazywa się Abu Agila Mohammad Mas'ud Kheir Al-Marimi, ale na użytek relacji medialnych jego wymyślne nazwisko skraca się do Abu Agila Masud. Jest Tunezyjczykiem, ale od lat mieszka w Libii i ma jej obywatelstwo. Jak znalazł się w Ameryce, nie wiadomo. Może został wydany przez władze libijskie, a może porwany przez agentów USA?

Nikt tego nie zdradza, bo sprawa jest delikatna. Przeciwnie niż zarzuty, jakie ciążą na Masudzie, bo te są największego kalibru. Masud, jak już w grudniu 2020 roku poinformował ówczesny prokurator generalny USA William Barr, oficjalnie formułując oskarżenia, to człowiek, który skonstruował bombę i pomógł przemycić ją na pokład samolotu. Eksplozja zabiła 270 osób i był to największy zamach terrorystyczny w historii Europy.

W zatrzymaniu Masuda nie byłoby nic dziwnego, bo za popełnienie takiej zbrodni, jeśli zostanie udowodniona, należy się kara. Zdumiewa co innego: od katastrofy samolotu linii Pan Am, który spadł na szkockie miasteczko Lockerbie, mija właśnie 35 lat. Upór, z jakim władze amerykańskie przez tyle lat starają się dojść prawdy, budzi podziw. Czy po 35 latach – smutna refleksja – ktoś zechce poświęcić aż tyle uwagi katastrofie smoleńskiej?

Ale nie tylko prokuratura, policja i służby specjalne szukają prawdy o Lockerbie. Obok śledztwa oficjalnego od lat trwa drugie, prywatne. Prowadzi je Jim Swire, angielski lekarz, który w katastrofie stracił najstarszą córkę Florę. Konkluzje, do jakich doszedł – i które podziela niejeden specjalista – stoją jednak w jaskrawej sprzeczności z oficjalnymi ustaleniami. Za zamach, zdaniem Jima Swire’a, skazano niewinnego człowieka. A to oznacza, że sprawcy pozostali bezkarni.

Frankfurt – Nowy Jork, lot 103

„Ulice płonęły. Wszędzie leżały rozrzucone szczątki samolotu – kawałki powyginanej stali. W mojej pamięci najmocniej jednak zapisały się odczucia dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, zapach – słodkawa woń paliwa lotniczego. Po drugie, spokój – słychać było tylko trzask ognia, żadnych syren ani krzyków. Dopiero następnego dnia o świcie można było dostrzec ogrom zniszczeń, jakie spowodował spadający z nieba samolot” – tak w dzienniku „Daily Telegraph” dramat Lockerbie opisywał Alan Clements z BBC Scotland. Był jednym z pierwszych dziennikarzy, którzy dotarli do miasta.

Był 21 grudnia 1988 roku, godzina 19.03. Trzydzieści osiem minut wcześniej Boeing 747 amerykańskich linii lotniczych Pan Am, lot 103 do Nowego Jorku, wystartował z lotniska Heathrow w Londynie. Bomba eksplodowała, gdy samolot wszedł w obszar powietrzny Szkocji. Szczątki rozerwanej w locie, płonącej maszyny spadły na Lockerbie. Zginęło 243 pasażerów, wśród których najwięcej było Amerykanów (179 osób) i Brytyjczyków (31), 16 członków załogi i 11 mieszkańców miasteczka.

Nawet jeśli nie wszyscy podzielają wnioski, do jakich doszli prowadzący dochodzenie – amerykańska FBI i miejscowa policja z gminy Dumfries and Galloway – jest ono uważane za niedościgniony wzór rzetelności w badaniu wypadków lotniczych, tym bardziej, że wobec okoliczności zadanie było wyjątkowo trudne. Siła wybuchu sprawiła, że szczątki samolotu, który spadł z wysokości 9400 metrów, zostały rozrzucone na obszarze 2 tys. km kw. Wprost trudno uwierzyć, że zdołano cały ten teren przebadać i zebrać wszystko, po najmniejsze okruchy – w sumie cztery miliony kawałków!
Dzięki temu zdołano precyzyjnie ustalić, że ładunek wybuchowy był umieszczony w brązowej walizce marki Samsonite, w zawiniętym w ubranie radiomagnetofonie Toshiba, i że był wyposażony w zapalnik czasowy. Gdyby w chwili wybuchu maszyna leciała już nad Atlantykiem – a taki, jak się uważa, był zamysł sprawców – ocaliłoby to mieszkańców Lockerbie, ale utrudniło czy wręcz uniemożliwiło zlokalizowanie ładunku.

Kluczowe było pytanie, gdzie i jak załadowano bombę. Było po temu wiele możliwości. Samolot leciał z Frankfurtu; w Londynie miał tylko międzylądowanie. We Frankfurcie natomiast zabrał na pokład pasażerów tzw. skomunikowanego lotu z Malty. W tę stronę skierowano zatem uwagę. I ustalono między innymi, który sklep na Malcie sprzedał wspomniane ubranie (Tony Gauci, właściciel sklepu, w późniejszym procesie był jednym z głównych świadków oskarżenia). Doprowadziło to śledczych do dwóch pracowników libijskiego wywiadu, zatrudnionych na maltańskim lotnisku. To oni mieli umieścić w samolocie do Frankfurtu walizkę, która jako przesyłka do Nowego Jorku została przeładowana do maszyny Pan Am. Malta, dodajmy, dziś przykładne państwo Unii Europejskiej, w owym czasie była wiernym sojusznikiem Libii i jej przywódcy Muammara Kaddafiego.

Każdy miał motyw

Władze w Trypolisie dopiero po latach i pod presją nałożonych na Libię sankcji zdecydowały się na wydanie obu funkcjonariuszy, nie zgodziły się jednak, by sądzono ich w Wielkiej Brytanii. Po długich deliberacjach wybrano rozwiązanie, które zadowoliło wszystkie strony: proces przeprowadzono na neutralnym gruncie, w bazie Camp Zeist w Holandii, ale według prawa szkockiego. Abdelbaset al-Megrahi został skazany na karę dożywotniego więzienia, którą miał odbywać w Szkocji. Współoskarżony Al-Amin Chalifa Fhimah został uniewinniony.

Trop libijski nie był jedyny. W początkowej fazie śledztwa pod uwagę brano najróżniejsze możliwości. Nicią przewodnią była nienawiść do Ameryki, bardzo istotny aspekt terroryzmu palestyńskiego i generalnie bliskowschodniego z lat 70. i 80. XX wieku. Obok Libii śledczy brali pod uwagę Iran, a także Syrię, z uwagi na rodzaj użytego ładunku wybuchowego.

Libia i Iran miały motyw. Oba kraje chciały wziąć odwet na Ameryce. Libia za amerykańskie naloty na jej terytorium wiosną 1986 roku. Tak Amerykanie ukarali Libię za zorganizowanie zamachu bombowego w zachodnioberlińskim klubie La Belle, gdzie zginęło wprawdzie tylko dwóch amerykańskich żołnierzy, ale kilkaset osób zostało rannych. Iran za tzw. sprawę „Vincennes”. Stacjonujący w Zatoce Perskiej amerykański krążownik o tej nazwie, latem 1988 roku przez pomyłkę zestrzelił irański samolot pasażerski, który wzięto za nadlatującą rakietę. Zginęło 290 irańskich pielgrzymów, lecących do Mekki.

Mordercze Buki. Awaria samolotu, wypadek, strącenie czy zamach? Kto naprawdę miał zginąć?

Pomińmy jako zbyt bolesne i zbyt znajome opisy poszukiwania zwłok pasażerów, bagażu i silników na obszarze kilkudziesięciu kilometrów.

zobacz więcej
Wśród innych tropów odnotujmy wątek południowoafrykański. Do Nowego Jorku na podpisanie porozumienia w sprawie niepodległości Namibii leciał jego negocjator Bernt Carlsson. Kwestia Namibii budziła w RPA gorące emocje i silny opór, a podejrzenia wzmocnił fakt, że delegacja RPA, która miała podróżować tym samolotem, zmieniła rezerwację na wcześniejszą tego samego dnia. Inny wątek wiązał się z obecnością wracających z Bliskiego Wschodu funkcjonariuszy CIA, wysłanych tam w celu zbadania podejrzeń, iż amerykańscy żołnierze są zamieszani w handel narkotykami.

Iran, Libia i Syria, dodajmy, bez trudu mogły znaleźć wykonawców. Cała trójka miała pod dostatkiem potencjalnych zamachowców, udzielała bowiem schronienia członkom ekstremistycznych grup wszelkiej orientacji.

Libia nigdy formalnie nie przyznała się do zorganizowania zamachu, ale fakt, że wydała swych obywateli i zgodziła się na postawienie ich przed sądem, odebrano jako milczące uznanie winy. Jeszcze mocniejszy dowód stanowiło wypłacenie niemałego odszkodowania. Rodziny ofiar otrzymały łącznie 2,7 mld dolarów. Po cóż ponosiłaby takie koszty, gdyby nie miała nic wspólnego z zamachem?

Otóż, zdaniem znawców tematu, powód był. Libia pragnęła wyjść z izolacji, w jakiej znalazła się po Lockerbie – a innej drogi nie było. Spodziewane korzyści ekonomiczne przewyższały uszczerbek na reputacji, czym zresztą pułkownik Kaddafi nigdy się specjalnie nie przejmował.

Błąd za błędem

Polityka – jeżeli rację mają ci, którzy nie wierzą w winę Libii, a jest ich niemało – wmieszała się w tę sprawę o wiele mocniej niż mogłoby się wydawać. Libię, twierdzą oni, oskarżono dlatego, że prawdziwego sprawcę z ważnych względów trzeba było oszczędzić, a winny musiał się znaleźć, bo oczekiwała tego opinia publiczna. Owym sprawcą był, ich zdaniem, Iran. Gdyby władze amerykańskie pozwoliły sobie na oskarżenie Iranu wprost, wydałyby wyrok śmierci na amerykańskich zakładników więzionych w owym czasie w Libanie.

W gronie wątpiących są poważne nazwiska. To przede wszystkim szkocki prawnik Robert Black, który wymyślił formułę procesu na neutralnym gruncie. Po latach wyraził żal, że tak się stało i że sam namawiał władze libijskie do wydania Megrahiego i Fhimaha. Jest też Austriak Hans Köchler, obserwator procesu z ramienia ONZ i – w swoim czasie – nieżyjący już noblista Desmond Tutu.

Jim Swire po Lockerbie zrezygnował z praktyki lekarskiej, został rzecznikiem rodzin brytyjskich ofiar katastrofy i poświęcił życie na szukanie prawdy o Lockerbie. Pojechał więc oczywiście do Holandii, by obserwować proces w Camp Zeist. Gdy w styczniu 2001 roku ogłoszono wyrok skazujący Megrahiego na dożywocie, zemdlał na sali sądowej. Taki wyrok, uważał, urąga sprawiedliwości, bo chroni prawdziwych sprawców.
Krewni ofiar zamachu przyszli przed budynek sądu dystryktu Kolumbia, gdzie przed rokiem odbyła się wstępna rozprawa Abu Agili Masuda. Fot. MICHAEL REYNOLDS/EPA/PAP
Jim Swire nie był, i nie jest, jedyny. Wielu prawników widzi w skazaniu Megrahiego klasyczną pomyłkę sądową. W prowadzeniu śledztwa, zbieraniu dowodów i przedstawieniu sprawy przed sądem popełniono bardzo wiele błędów. Jeden z ważniejszych to danie wiary zeznaniom Gauciego, który ujawnił, że wizerunek Megrahiego widział w gazecie zanim został przesłuchany, a to, zdaniem specjalistów, odbiera wiarygodność jego relacji. Pojawiły się nawet informacje – później dementowane – że za pomoc w prowadzeniu śledztwa Gauci otrzymał wynagrodzenie. Za dowód przeciwko Megrahiemu – kolejny poważny błąd – uznano fakt, że na Malcie mieszkał w pobliżu sklepu Gauciego.

Kardynalny błąd ma się jednak wiązać z ustaleniem, gdzie na pokład samolotu trafiła walizka z bombą. We Frankfurcie, twierdzi FBI. Inni są przekonani, że stało się to podczas postoju maszyny na Heathrow, gdy przez pewien czas bagaże pasażerów były bez nadzoru. Przesłuchiwany pracownik lotniska zeznał, że po powrocie z krótkiej przerwy zauważył wśród bagaży brązową walizkę, której – tego był absolutnie pewien – wcześniej nie było.

Nonsens od początku do końca

Skoro walizka trafiła do samolotu w Londynie, Megrahi z jej załadowaniem nie mógł mieć nic wspólnego. Dlatego Jim Swire od początku wierzył w jego niewinność, odwiedzał go w więzieniu, a gdy w 2009 roku Megrahi został zwolniony, bo cierpiał na raka prostaty i miał przed sobą, według lekarzy, tylko kilka miesięcy życia, odwiedzał go także w Trypolisie. Wziął też udział w pogrzebie, gdy trzy lata później Megrahi zmarł. „Przecież – tłumaczył – gdybym był przekonany o jego winie, nigdy bym tego nie zrobił”.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     Podobnie jak Jim Swire sprawy widzi wielu członków rodzin brytyjskich ofiar katastrofy, którzy dawno temu połączyli siły w organizacji Justice for Megrahi, Sprawiedliwość dla Megrahiego. W jej pracę włączył się m. in. były superintendent szkockiej policji Iain McKie, który tak jak Swire stracił w zamachu córkę, a także osoby niezaangażowane osobiście, ale wierzące w triumf sprawiedliwości, jak właśnie Desmond Tutu.

Rodziny brytyjskie różnią się pod tym względem od rodzin amerykańskich. Amerykanie ufają śledczym i z radością przyjęli zatrzymanie Abu Masuda, już teraz zabiegając, by choćby zdalnie móc obserwować proces.

Jim Swire w winę Masuda – który podczas przesłuchania w Ameryce do niczego się nie przyznał – nie wierzy. „To nie on” – powiedział dziennikarce „Daily Telegraph”, który teraz, przy okazji 35. rocznicy tragedii, poświęcił obszerny reportaż jego prywatnemu śledztwu. I dodał, że „to, co nam mówią na temat Lockerbie, to nonsens od początku do końca”.

Jim Swire w owym reportażu zdradził także, po raz pierwszy, słowa, jakimi pożegnał go Megrahi przed śmiercią: „Idę tam, gdzie wkrótce, mam nadzieję, spotkam Florę. I powiem jej, że jej ojciec jest moim przyjacielem”.

Zeznania pracownika Heathrow śledczy zlekceważyli, podobnie jak informację, że w kalendarzu zatrzymanego w Szwecji parę tygodni przed zamachem Egipcjanina Abu Talba, związanego z radykalnym odłamem Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny, dzień 21 grudnia był otoczony obwódką. Właśnie Abu Talb, zdaniem Jima Swire’a i innych, na polecenie Iranu mógł dostarczyć bombę.

Nie zlekceważono za to innego sygnału, jaki w owym czasie otrzymała ambasada amerykańska w Helsinkach. Anonimowy rozmówca telefonicznie poinformował, że przed świętami Bożego Narodzenia dokonany zostanie zamach na amerykański samolot. Wobec opinii publicznej trzymano tę informację w sekrecie, pracownikom ambasad i wyższej rangi urzędnikom sugerowano jednak po cichu, by unikali amerykańskich linii lotniczych.

Ogromny jumbo jet lecący do Nowego Jorku trzy dni przez świętami, gdy w samolotach zawsze jest tłok, był w połowie pusty. Dlatego Flora Swire bez trudu kupiła bilet. I dlatego ci, którzy utajnili tak ważną informację, również ponoszą winę.

– Teresa Stylińska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023
Zdjęcie główne: W zamachu nad Lockerbie zginęło 243 pasażerów samolotu, 16 członków załogi i 11 mieszkańców miasteczka. Fot. PAP/PA
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.