Kultura

Tytus się nie starzeje

Wewnętrznie cały czas był dwunastolatkiem ciekawym świata. Chciał, żeby to był świat jak najlepszy dla ludzi i tak go rysował. 7 czerwca 2023 Henryk Jerzy Chmielewski – czyli Papcio Chmiel, twórca kultowego komiksu Tytus, Romek i A’Tomek – obchodziłby sto lat. Zmarł w styczniu 2021 roku.

Dzięki uprzejmości Wydawnictwa Prószyński i S-ka prezentujemy fragmenty wyjątkowej książki „Papcio Chmiel udomowiony” napisanej wspólnie przez dzieci artysty Monique Chmielewską-Lehman i Artura Chmielewskiego oraz Karolinę Prewęcką. Opowiadają w niej historię ojca, jego twórczości i rzecz jasna swoją.

ARTUR: Jak się urodziłem, tata stworzył Tytusa. Czasami sobie żartuję, że jestem odpowiedzialny za to, że Tytus istnieje, bo tata potrzebował więcej pieniędzy na pieluchy, więc zaczął rysować komiks. Początkiem Tytusa była plama tuszu powstała przypadkiem po przewróceniu się słoika z tym barwnikiem. Tata dorysował do niej kilka kresek i tak urodził się mój sympatyczny i sławny rówieśnik – szympans ciągle „wyprowadzany na ludzi”, czyli „uczłowieczany” przez harcerzy Romka i A’Tomka. Sposób, w jaki się narodził, miał zadecydować o jego imieniu. Tusz de Zoo zamienił się jednak w Tytusa de Zoo, bo jak słusznie zauważył A’Tomek, nie ma imienia Tusz. Tytus w swoim Życiorysie stwierdza samochwalczo, że „z głupiej plamy powstał mądry Tytus”. Mniej więcej w tym samym czasie Związek Radziecki wystrzelił Sputnika 1 – pierwszego sztucznego satelitę Ziemi. Ruszył program kosmiczny. Wzięli w nim udział także bohaterowie komiksu taty. /…/

MONIQUE: Przyjście na świat Artura to była w rodzinie absolutna rewolucja. Tata dzień i noc się zastanawiał, co tu zrobić, żeby utrzymać dwoje dzieci. To z tej desperacji wpadł na pomysł z Tytusem. Tatę bardzo cieszył mały synek, ale kiedy skończył pięć lat, okazało się, że jest najmądrzejszy z nas wszystkich, wygrywa z nami w szachy, świetnie rysuje, liczy, pisze i czyta. Mama i babcia uwielbiały różne popisy i psikusy brata, ale tata stawał się zazdrosny, że nie jest już najważniejszy w domu.

ARTUR: A jak narodził się sam Papcio Chmiel? Kiedy tata wprowadził siebie do komiksu z tymi swoimi charakterystycznymi włosami i wąsami, i z pędzlami ‒ bo na rysunkach często stawał przy blejtramie gotowy do pracy ‒ to musiał siebie nazwać. Jego bohaterowie musieli przecież w komiksie jakoś zwracać się do niego. Czy na przykład: „Panie Henryku Chmielewski!”? Nie… to zbyt poważnie, na pewno nie pasuje do komiksu! Ojciec pomyślał więc tak: „Skoro wymyśliłem Tytusa, Romka i A’Tomka, to jestem ich tatą!”. Szukał jeszcze ocieplenia dla tego skojarzenia. „Tata” zamienił się więc w „papcia”, a Chmielewski w Chmiela i tak narodził się Papcio Chmiel.
Henryk J. Chmielewski ze swoim komiksowym wizerunkiem, podczas wernisażu wystawy „Papcio Chmiel i Jego Podopieczni” w warszawskim Muzeum Karykatury, 7 grudnia 2015. Fot. PAP/Jakub Kamiński
ARTUR: W tacie było tyle sprzeczności… Artysta, a jednocześnie wielbiciel dyscypliny. Jak to? – wciąż się zastanawiam – przecież artyści nie lubią rygoru, a ojciec lubił. Kolejny dysonans: wojsko, harcerstwo nie pasują do wolnych duchów, a przecież ojciec bezsprzecznie się do nich zaliczał i jednocześnie cenił wojskowych, partyzantkę i uwielbiał harcerstwo. Przecież wojsko i sztuka nie mają nic wspólnego… Chciał, żebyśmy byli artystami, a wyrabiał w nas posłuszeństwo. Nie tylko kazał wykonywać ćwiczenia gimnastyczne, ale też utrzymywać doskonały porządek. Chować pościel rano, swoje rzeczy układać, ubrania formować w kosteczkę. Wszystko musiało być na swoim miejscu.

MONIQUE: W tacie kryło się wielu Papciów. Nasz tata, także tata Tytusa, artysta, prekursor polskiego współczesnego komiksu, AK-owiec, podróżnik, fan motoryzacji i wojskowego rygoru, wielbiciel natury i historii, do tego nałogowy podrywacz. Człowiek wielu talentów, ale też niewolny od wad i słabości. Człowiek z krwi i kości. /…/ Oto kolejny dysonans. Tata był przy tym człowiekiem nowoczesnym. Rozumiał i uwielbiał historię, ale pchało go do tego, co nowe. W technice, budownictwie. Interesował się wynalazkami i nowinkami technicznymi, jak urządzenie do odbierania wiadomości telefonicznych czy walkie-talkie. Staraliśmy się przesyłać mu te nowości, zanim były dostępne na polskim rynku.

Tytus w naszej klasie

ARTUR: Widział ciągłość historii. Jej wpływ na pokolenia i środowisko. Chciał, żeby młodzi byli tego świadomi, jak wiele dziś i w przyszłości będzie zależeć od ich wiedzy o przodkach. Zastanawiał się, dlaczego jakieś miasto powstało w określonym miejscu, dlaczego na takim, a nie innym planie, czemu ma mury obronne i tak dalej. Najnowsza historia, która działa się na jego oczach, nie interesowała go od strony zmian politycznych, ale jako dowód na ciągły rozwój gadżetów i technologii. Był bardzo szczęśliwy, kiedy wyposażał Tytusa w książeczce w innowacyjne zabawki. Cieszył się, że powstają nowe modele samochodów, samolotów, że farby są coraz lepsze i coraz bardziej dostępne. Nareszcie nie brakowało mu czerwonej i żółtej farby. Najczęściej stosował właśnie te dwa wyraziste kolory. Podkreślał z radością, że Warszawa staje się coraz bardziej kolorowa i pojawiają się w niej fascynujące budynki. /…/

ARTUR: Wtedy w Polsce komiks nie był uważany za prawdziwą sztukę, ale za jakiś jej podrzędny gatunek. Taki sam był stosunek na przykład do murali. Musiało minąć dużo czasu, aby oba te gatunki zostały zaakceptowane przez tak zwane autorytety. Tata często nawiązywał do tego w rozmowach ze mną. Biło z niego rozgoryczenie, że on, artysta po akademii, jest tak miernie oceniany jako komiksiarz. W tym czasie na Zachodzie autorzy Mickey Mouse, Supermana i innych kultowych rysunkowych postaci zarabiali miliony dolarów. A u nas wytworzono taką atmosferę wokół komiksu, że powinniśmy się cieszyć samym faktem, że władza ludowa pozwoliła na jego wydawanie. A tata przecież zrobił milowy krok w rozwoju komiksu w Polsce. Przed nim to chyba tej rangi był jedynie Kornel Makuszyński i jego obrazkowe Przygody Koziołka Matołka. Zanim tata zajął się swoim komiksem, robił dosłownie wszystko dla działu graficznego „Świata Młodych”. Nie było zadania, którego by nie wykonał. Jeśli trzeba było zaprojektować makietę, robił ją, jeśli skończyła się jakaś rysunkowa historyjka przekopiowywana z zagranicznego magazynu, potrafił zrobić jej dalszy ciąg. /…/

Komiks przeżywa renesans

Papcio Chmiel powiedział mi tak: musi być dziecko, a najlepiej dwoje, do tego dodajesz zwierzątko – wyraziciela tego, co nie da się opowiedzieć słowami – wspomina mistrzyni komiksu Szarlota Pawel.

zobacz więcej
ARTUR: Kiedy poszedłem do szkoły, ojciec był już popularny. Koledzy pytali mnie, co będzie w kolejnym odcinku Tytusa. Ale czasem tata nie miał weny i to było widać. Za dwa dni trzeba oddać kreskówkę do „Świata Młodych”, a on nie ma pomysłu! Pytał mnie wtedy, co się działo w szkole. Opowiadałem różne historie. Często je wykorzystywał. Wiele osób nie rozumie albo nie wie, że tata w ramach przygotowań do kolejnego komiksu musiał zdobyć dużo informacji na dany temat. Ludzie mówią często: „E tam, to tylko taki komiks o małpie, która mówi”. Ale tło przygód małpy i jej przyjaciół stanowiły zawsze sprawdzone detale historyczne, geograficzne, anatomiczne, wszelkie szeroko rozumiane informacje naukowe. Często chodziłem z tatą do biblioteki, żeby przeglądać książki. Robiliśmy research, jak dziś mówią także Polacy. Potrzebne były przeróżne dane, bo tematy komiksów też były przeróżne. Jak Tytus miał być kulturystą, to tata studiował książki o budowie ciała ludzkiego i małpiego. Napisanie i narysowanie Księgi III o podróży Tytusa, Romka i A’Tomka w przestrzeń kosmiczną ojciec poprzedził zbieraniem danych o kosmosie. W późniejszym, trzecim wydaniu tej księgi oprowadzałem Tytusa po NASA. Bohaterowie przeniesieni w przeszłość musieli być wiarygodni, mieć stroje z epoki, używać języka staropolskiego. Sprawdzaliśmy, jak wyglądała jakaś zbroja, jakie zadania miał giermek, jak w renesansie ubierali się malarze. Tata dokładnie oddawał na przykład realia odsieczy wiedeńskiej. Jeśli bohaterowie trafiali do specyficznych środowisk, zawsze ich przygody miały prawdziwą podstawę. No i nigdy te obrazy epok czy miejsc nie były nudne ani nachalnie edukacyjne.

Tata wszystko umiał oddać lekko, z humorem, w sposób nieprawdopodobnie atrakcyjny, bazujący na swobodnej wyobraźni. Wymyślał postacie, słowa, rośliny, przedmioty i ich opisy. A’Tomka we wspomnianej Księdze III atakowała ławica kosmoczków – stworów w kształcie smoczka na butelkę. Niewidoczną część Księżyca zamieszkiwały owady o nazwie lunaszki. Te lunaszki mieszkały w jamach. Wtedy to był wymysł, nikt nie wiedział, że są tam jaskinie. Kiedy zostały odkryte, JPL zdecydowało o przeprowadzeniu misji Moon Diver. Specjalny łazik dojechał do brzegu księżycowej jamy i wtedy jego tylne koła zakotwiczyły się w tym miejscu, a przednie, jak na linie taterniczej, opuszczały się i jednocześnie rejestrowały warstwy geologiczne. Każda z nich mówi o historii Księżyca. Postanowiłem pokazać kierowniczce misji Laurze Kerber rysunki Księżyca, które tata wykonał do Księgi III Tytusa czterdzieści lat wcześniej. Nie mogła uwierzyć, że przewidział istnienie księżycowych jam. Turbomiot był zagrożeniem dla karbulota, którego ojciec opisał w taki oto dowcipny i drobiazgowy sposób: „Ssak międzygwiezdny o napędzie odrzutowym. Wolno myślący. Żywi się meteorytami i dowcipami przenikającymi z Ziemi. W czasie zaćmienia Słońca zapada w sen zimowy. Chętnie uczy się języka ludzkiego”.

Kilkanaście tysięcy złotych za okładkę komiksu. Kto da więcej?

Polskie komiksy już dawno podbiły serca czytelników, teraz podbijają rynek sztuki.

zobacz więcej
Zanim tata oddawał książeczkę do druku, wręczał ją siostrze i mnie, abyśmy sprawdzili, czy wszystko się zgadza, czy na przykład Tytus przypadkiem na jednej stronie nie ma amarantowej koszulki, a na kolejnej – niespodziewanie już zielonej. To samo dotyczyło butów. Tytus tak raptownie, ze strony na stronę, raczej nie zmieniał trampek na sandały albo odwrotnie. To, że Tytus gada jak człowiek i ubiera się jak człowiek, spokojnie przechodziło, ale że w trakcie jednej sceny ma na nogach trampki, a drugiej sandały – nie, to było dla taty nie do przyjęcia.

Tytus w walizce

MONIQUE: Wobec dzieci był spontaniczny. Nie miał żadnych trudności z nawiązywaniem z nimi kontaktu. Jeździł na spotkania do wielu szkół w całej Polsce. Zabierał ze sobą szczególną walizkę. Miał w niej rekwizyty ze swoich podróży, na przykład po Afryce. Podczas spotkania otwierał walizkę, wyciągał jakiś przedmiot, opisywał go i snuł historię z nim związaną. Miał taki ulubiony motyw z wężem. Kiedy wyczuł, że zaskoczy dzieci, nagle rzucał nim w nie. Nikomu krzywdy nie robił, a efekt był nadzwyczajny. Bardzo sobie cenił te spotkania. Ożywiały go adoracje nauczycielek, bibliotekarek i podziękowania dyrektorów szkół. Szanował pedagogów i pracowników oświaty w małych miejscowościach, którzy organizowali dzieciom nietypowe zajęcia i w ten sposób otwierali im oczy i umysły. Uważał, że wykonują misyjną pracę. Uwielbiał rozmowy z nimi, zwykle w szkolnych bibliotekach, przy herbatce i ciasteczkach. Ale najważniejsze były dzieci. Mówił, że świat im przywozi. Niewielu było wtedy znanych ludzi, którzy tak aktywnie jak tata jeździliby po całej Polsce. Kalendarz spotkań ustalał sobie sam na podstawie listów z zaproszeniami, które zwłaszcza w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych masowo do niego napływały. Chyba się nie pomylę, jeśli powiem, że było ich średnio kilkanaście dziennie. /…/

ARTUR: Tata jeździł na spotkania z dziećmi z walizką pełną skarbów, bo nie chciał być nudziarzem. To nie były czasy YouTube’a ani innych podobnych serwisów internetowych. Sam musiał tworzyć swoją historię. W walizce miał pistolety z potopu szwedzkiego, pamiątki z Afryki i wiele innych gadżetów. To była jego wizualizacja, która towarzyszyła jego wijącej się opowieści. Popularność taty od dziecka uważałem za coś normalnego. Kolejki po autografy podczas spotkań autorskich czy targów książki w ogóle mnie nie zaskakiwały. One tym bardziej się wydłużały, bo Papcio wszystkim poza dedykacją rysował Tytusa. /…/

MONIQUE: Bardzo przeżył kradzież maskotki Tytusa, którą sam sobie zrobił. Towarzyszyła mu trzydzieści pięć lat. Jeździł z nią na spotkania z czytelnikami. Dzieci przyczepiały do Tytusa tarcze swoich szkół. Sklep na Mokotowie, gdzie sprzedawano komiksy taty, pewnego dnia poprosił go o wypożyczenie tej „lalki”. Tata zgodził się i stała się tragedia. Tytusa skradziono ze sklepu. W całej dzielnicy tata rozlepił ogłoszenia: „Za odnalezienie… nagroda…”. Bez powodzenia. Cierpiał po tej stracie, więc zrobił sobie drugiego Tytusa, ale nie kochał go już tak mocno jak pierwszego. Kiedy ktoś do niego przychodził, zawieszał mu nowego Tytusa na ramionach, żeby przejął uczucia od innych. Ale niewiele to pomogło.

ARTUR: Tajniacy straszyli tatę, że jak nie zajmie się jakimś tematem, to może zapomnieć o kolejnej książeczce. „Niech pan dobrze przedstawi nasze wojsko! Niech Tytus przeszkadza w manewrach NATO” ‒ rozkazali ojcu, jak przygotowywał książeczkę o żołnierzach. Ojciec: „Może małpa ma włożyć ogon do lufy czołgu?!”. Dokładnie pamiętam, że tata tak powiedział, a ja się zastanawiałem, jak bardzo musi być zdenerwowany, bo przecież Tytus nie ma ogona! W końcu smutni panowie zgodzili się, że obok komiksu ojciec narysuje czołgi i inne pojazdy wojskowe Układu Warszawskiego. Ojciec interesował się militariami, więc to było jakby pół biedy. /…/ Polityki nigdy nie wprowadzał do komiksów. Na co dzień śmiał się z władzy komunistycznej. W książeczkach między słowami dawał temu wyraz. /…/

Tytus w Kosmosie

ARTUR: Jeśli miałbym wskazać najważniejszą dla ojca, moim zdaniem, księgę jego autorstwa, byłby to album Tytus, Romek i A’Tomek jako warszawscy powstańcy 1944. Ojciec włożył serce w ten album.
ARTUR: Zabrakło mi kilku dni, żebym spełnił wielkie oczekiwanie ojca wobec mnie. Nigdy nie wyzbył się marzenia, żebym był artystą w jego rozumieniu, czyli malarzem, rzeźbiarzem czy pisarzem. Uważał, że tylko dzieło sztuki wniesione do muzeum czy biblioteki jest trwałym tekstem kultury. Sztuki piękne były poza moim zasięgiem, zostawało więc pisarstwo, którego tata mi nie odpuścił. Zmuszał mnie wręcz do napisania książki, najlepiej dla tych samych odbiorców, dla których on tworzył, czyli dla dzieci i młodzieży. Mówił, że mam taką misję, że znam się na kosmosie, a kosmos i kosmici zawsze interesują dzieci. Napisałem dwie książki po angielsku o nowych technologiach, ale dla taty to wciąż było nie to. Czekał na moją książkę po polsku. Zmobilizowałem się i tak powstały Kosmiczne wyzwania dla młodych czytelników. Napisałem je wraz z Eweliną Zambrzycką-Kościelnicką, motywowany jednak czym innym. Rozmawiałem raz z ministrem decydującym o budżecie dla Polskiej Agencji Kosmicznej. Przekonywałem go, że trzeba uwierzyć w przemysł kosmiczny, bo z niego wywodzi się wiele wynalazków, które później napędzają ekonomię. Mówiłem, że Polacy mogą przygotować misję na Marsa, co pomoże wszystkim polskim produktom. Świat inaczej będzie patrzeć na Polskę. Nie był przekonany. Usłyszałem: „Na Marsa? Polacy? Przecież tam nawet Niemcy nie dolecieli. A jak się coś popsuje?”. Kurczę – zaraz po tym pomyślałem sobie – trzeba wychować młode pokolenie, żeby podejmowało ryzyko. I tak powstały Kosmiczne wyzwania z dziesięcioma krótkimi rozdziałami. W każdym opowiadam o tym, jak NASA rozwiązywała różne trudne problemy. Bo… „wystarczy pokombinować!” ‒ jak uczył nas tata, i tę megaradę przekazuję dalej.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Ojciec rozmawiał ze mną o Kosmicznych wyzwaniach w wieku niemal dziewięćdziesięciu ośmiu lat! Nawet zilustrował tę książkę. Na moją prośbę narysował między innymi kilka przykładów Tytusa, jak ewoluowałby, gdyby urodził się na innej planecie. Kiedy go o to poprosiłem, bardzo zainteresował się moją propozycją. Najpierw zapytałem go, jaką chciałby wybrać planetę dla Tytusa. Odpowiedział, że Jowisza, bo w AK miał pseudonim „Jupiter”, jak dawniej nazywano Jowisza. Poza tym przygotowywałem misję Galileo na tę planetę. Aby rysunek był wiarygodny, streściłem ojcu, jakie warunki panują na Jowiszu: brak powierzchni, po której można chodzić– praktycznie wielka kula gazowa. Tata wymyślił więc, że Tytus będzie wyglądał jak latająca bańka mydlana. Gdyby natomiast znalazł się na Europie ‒ księżycu Jowisza, gdzie pod skorupą rozciąga się ocean – to ewolucja zrobiłaby z niego istotę pływającą z atrybutami ryby, na przykład z płetwami. Już nie chciałem męczyć taty, żeby wymazał oczy i włosy Tytusowi, bo oczy są niepotrzebne pod pięciokilometrową pokrywą lodową, a zamiast włosów lepsza byłaby łuska. Dlatego czytelnicy książki dostali zadanie znalezienia błędów na rysunkach. Kosmiczne wyzwania ukazały się w dniu pogrzebu ojca. Położyłem moją książkę na trumnie taty razem z jego albumem, który też wszedł do sprzedaży w tym czasie – Tytus, Romek i A’Tomek pomagają księciu Mieszkowi ochrzcić Polskę.

MONIQUE: Pracował nad tym albumem, kiedy widzieliśmy się ostatni raz. Chciał zdążyć. Powiedział mi wtedy, że zostało mu jeszcze dwadzieścia plansz. Zdążył. /…/ Tata dla nas jest nieśmiertelny. Chcielibyśmy, żeby tak samo odbierali go inni. I żeby tak już zostało. Aby na zawsze stał się przykładem twórczej prawdziwej biografii, której znaczna część przypadła na niełatwe czasy.

ARTUR: Był tak lubiany i podziwiany w PRL-u, bo odciągał myśli ludzi od rzeczywistości. Dzięki jego komiksom w „Świecie Młodych” i książeczkom z komiksami ktoś zaczynał się śmiać. Nagle nie wtykano mu do ręki „Trybuny Ludu”, tej czarno-białej propagandy. Czytelnik sam wybierał coś kolorowego i wesołego. Tytus w PRL-u stał się szlagierem. Już od dawna nie ma PRL-u, a Tytus wciąż uczy i bawi. Ojciec w precyzyjny, sobie tylko właściwy sposób oddawał prawdę w komiksie, który przecież jest fantazją. Próbował pchnąć świat, rozumiany przede wszystkim jako Polska, w dobrym kierunku. Żeby to był świat bez niesprawiedliwości dziejowej, ale też w uniwersalnym wymiarze – bez złości, zawiści, zazdrości. Dobre miejsce do życia dla ludzi ciekawych świata, spokojnych i twórczych.

MONIQUE: Wewnętrznie cały czas był dwunastolatkiem ciekawym świata. Tego, jaki ten świat był, jest i może być. Chciał, żeby to był świat jak najlepszy dla ludzi. I wszystko, co na ten temat przyszło mu do głowy, potem zobrazował i umieścił w swoich książeczkach. To nadzwyczajne, że kilka pokoleń Polaków je zna. Starsi zachęcają do czytania Tytusa swoje dzieci, a potem wnuki. Tytus w ogóle się nie starzeje.

– Monique Chmielewska-Lehman i Artur Chmielewski
opowiadają Karolinie Prewęckiej


TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.

Zdjęcia autorów: PAP/Leszek Szymański (fotografia Monique Chmielewskiej-Lehman), Radek Pietruszka (Artur Chmielewski) i Paweł Kula (Karolina Prewęcka)
Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka
O książce

Na wiadomość o tej książce przedstawiciele kilku pokoleń zgodnie przerzucali się podczas redakcyjnego kolegium nazwami pojazdów latających, które wylansował Tytus: wannolot, wideobzikolot, aerografolot, syfonolot, wirolot, okarynolot, slajdolot, bąkolot i kilka innych. Oto siła komiksów Henryka Chmielewskiego, czyli Papcia Chmiela! Zmarł zaledwie dwa lata temu, w pełni sił twórczych, w wieku naprawdę słusznym, choć był przekonany, ze dożyje setki. I z okazji tej właśnie setki – urodził się 7 czerwca 1923 roku – wielbiciele jego wciąż czytanych komiksów dostają jego biografię. I jest to książka niezwykła – piękna, prawdziwa, pełna miłości i dumy opowieść o dzieciństwie z ojcem, który nigdy się nie nudził – i tego uczył swoje dzieci. Zarazem jest to książka chwilami niełatwa dla miłośników szalonego Papcia Chmiela – i autorów także – bo przedstawia go w sposób pełny ciepła, ale uczciwy: taty nie interesowały szkolne wywiadówki, sukcesy niezgodne z jego oczekiwaniami, tata nie chwalił swoich dzieci i nie rozmawiał o ich kłopotach. Potrzebował uznania i nie widział, że jego dzieci i żona też go potrzebują. Kiedy wracał z pracowni do domu, wciąż rozmyślał o następnym komiksie. Rozmawiał o tym, co się działo w szkole, bo potrzebował tworzywa do swoich komiksów. To dzięki temu całkowicie wymyślony szympans ma w tle całkowicie realistyczne powiedzonka i konteksty.

Z wielkim taktem, bez zbytecznych modnych dziś oskarżeń pod adresem jakoby nieudanego dzieciństwa, opowiadają niemłodzi już Chmielewscy o swoim właśnie udanym dzieciństwie, z cudowną mamą i szalonym tatą. Sami też mają się czym pochwalić: Monique jest znaną i uznaną artystką – jej gobeliny wiszą w wielu ważnych miejscach w Kalifornii. Artur Bartosz Chmielewski (ABC, jak chciał tata) jest ważnym inżynierem w NASA, twórcą licznych innowacji i patentów, o których potrafi także opowiadać, choć w tej książce nie wysuwa się na plan pierwszy ze swoimi odkryciami. Pozwala nam jednak zajrzeć do wnętrza laboratoriów, aby czytelnik zrozumiał, jakim wizjonerem był jego ojciec, Papcio Chmiel, kiedy wysłał swojego wymyślonego szympansa na Księżyc. Wielką zaletą książki jest też zbiór pamiętnych sentencji Tytusa – „łatwo jest dorównać fryzurą, trudniej intelektem” – oraz różnych dobrych rad udzielanych dzieciom przez tatę. Nasze dzieciństwo – to była antynuda. Także dlatego warto sięgnąć do opowieści o Papciu Chmielu. Znowu możemy się czegoś nauczyć.

– Barbara Sułek-Kowalska
SDP2023
Zdjęcie główne: Ludzie mówią często: „E tam, to tylko taki komiks o małpie, która mówi”. Ale tło przygód małpy i jej przyjaciół stanowiły zawsze sprawdzone detale historyczne, geograficzne, anatomiczne, wszelkie szeroko rozumiane informacje naukowe. Na zdjęciu „Tytus Romek i A'Tomek” w Domu Aukcyjnym Desa Unicum w Warszawie, podczas pierwszej w Polsce aukcji poświęconej wyłącznie sztuce komiksowej. 13 lutego 2014. Fot. PAP/Jakub Kamiński
Zobacz więcej
Kultura wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Flippery historii. Co mogło pójść… inaczej
A gdyby szturm Renu się nie powiódł i USA zrzuciły bomby atomowe na Niemcy?
Kultura wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Strach czeka, uśpiony w głębi oceanu… Filmowy ranking Adamskiego
2023 rok: Scorsese wraca do wielkości „Taksówkarza”, McDonagh ma film jakby o nas, Polakach…
Kultura wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
„Najważniejsze recitale dałem w powstańczej Warszawie”
Śpiewał przy akompaniamencie bomb i nie zamieniłby tego na prestiżowe sceny świata.
Kultura wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Najlepsze spektakle, ulubieni aktorzy 2023 roku
Ranking teatralny Piotra Zaremby.
Kultura wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Anioł z Karabachu. Wojciech Chmielewski na Boże Narodzenie
Złote i srebrne łańcuchy, wiszące kule, w których można się przejrzeć jak w lustrze.