ARTUR: Zabrakło mi kilku dni, żebym spełnił wielkie oczekiwanie ojca wobec mnie. Nigdy nie wyzbył się marzenia, żebym był artystą w jego rozumieniu, czyli malarzem, rzeźbiarzem czy pisarzem. Uważał, że tylko dzieło sztuki wniesione do muzeum czy biblioteki jest trwałym tekstem kultury. Sztuki piękne były poza moim zasięgiem, zostawało więc pisarstwo, którego tata mi nie odpuścił. Zmuszał mnie wręcz do napisania książki, najlepiej dla tych samych odbiorców, dla których on tworzył, czyli dla dzieci i młodzieży. Mówił, że mam taką misję, że znam się na kosmosie, a kosmos i kosmici zawsze interesują dzieci. Napisałem dwie książki po angielsku o nowych technologiach, ale dla taty to wciąż było nie to. Czekał na moją książkę po polsku. Zmobilizowałem się i tak powstały
Kosmiczne wyzwania dla młodych czytelników. Napisałem je wraz z Eweliną Zambrzycką-Kościelnicką, motywowany jednak czym innym. Rozmawiałem raz z ministrem decydującym o budżecie dla Polskiej Agencji Kosmicznej. Przekonywałem go, że trzeba uwierzyć w przemysł kosmiczny, bo z niego wywodzi się wiele wynalazków, które później napędzają ekonomię. Mówiłem, że Polacy mogą przygotować misję na Marsa, co pomoże wszystkim polskim produktom. Świat inaczej będzie patrzeć na Polskę. Nie był przekonany. Usłyszałem: „Na Marsa? Polacy? Przecież tam nawet Niemcy nie dolecieli. A jak się coś popsuje?”. Kurczę – zaraz po tym pomyślałem sobie – trzeba wychować młode pokolenie, żeby podejmowało ryzyko. I tak powstały
Kosmiczne wyzwania z dziesięcioma krótkimi rozdziałami. W każdym opowiadam o tym, jak NASA rozwiązywała różne trudne problemy. Bo… „wystarczy pokombinować!” ‒ jak uczył nas tata, i tę megaradę przekazuję dalej.
ODWIEDŹ I POLUB NAS
Ojciec rozmawiał ze mną o
Kosmicznych wyzwaniach w wieku niemal dziewięćdziesięciu ośmiu lat! Nawet zilustrował tę książkę. Na moją prośbę narysował między innymi kilka przykładów Tytusa, jak ewoluowałby, gdyby urodził się na innej planecie. Kiedy go o to poprosiłem, bardzo zainteresował się moją propozycją. Najpierw zapytałem go, jaką chciałby wybrać planetę dla Tytusa. Odpowiedział, że Jowisza, bo w AK miał pseudonim „Jupiter”, jak dawniej nazywano Jowisza. Poza tym przygotowywałem misję Galileo na tę planetę. Aby rysunek był wiarygodny, streściłem ojcu, jakie warunki panują na Jowiszu: brak powierzchni, po której można chodzić– praktycznie wielka kula gazowa. Tata wymyślił więc, że Tytus będzie wyglądał jak latająca bańka mydlana. Gdyby natomiast znalazł się na Europie ‒ księżycu Jowisza, gdzie pod skorupą rozciąga się ocean – to ewolucja zrobiłaby z niego istotę pływającą z atrybutami ryby, na przykład z płetwami. Już nie chciałem męczyć taty, żeby wymazał oczy i włosy Tytusowi, bo oczy są niepotrzebne pod pięciokilometrową pokrywą lodową, a zamiast włosów lepsza byłaby łuska. Dlatego czytelnicy książki dostali zadanie znalezienia błędów na rysunkach.
Kosmiczne wyzwania ukazały się w dniu pogrzebu ojca. Położyłem moją książkę na trumnie taty razem z jego albumem, który też wszedł do sprzedaży w tym czasie –
Tytus, Romek i A’Tomek pomagają księciu Mieszkowi ochrzcić Polskę.
MONIQUE: Pracował nad tym albumem, kiedy widzieliśmy się ostatni raz. Chciał zdążyć. Powiedział mi wtedy, że zostało mu jeszcze dwadzieścia plansz. Zdążył. /…/ Tata dla nas jest nieśmiertelny. Chcielibyśmy, żeby tak samo odbierali go inni. I żeby tak już zostało. Aby na zawsze stał się przykładem twórczej prawdziwej biografii, której znaczna część przypadła na niełatwe czasy.
ARTUR: Był tak lubiany i podziwiany w PRL-u, bo odciągał myśli ludzi od rzeczywistości. Dzięki jego komiksom w „Świecie Młodych” i książeczkom z komiksami ktoś zaczynał się śmiać. Nagle nie wtykano mu do ręki „Trybuny Ludu”, tej czarno-białej propagandy. Czytelnik sam wybierał coś kolorowego i wesołego.
Tytus w PRL-u stał się szlagierem. Już od dawna nie ma PRL-u, a
Tytus wciąż uczy i bawi. Ojciec w precyzyjny, sobie tylko właściwy sposób oddawał prawdę w komiksie, który przecież jest fantazją. Próbował pchnąć świat, rozumiany przede wszystkim jako Polska, w dobrym kierunku. Żeby to był świat bez niesprawiedliwości dziejowej, ale też w uniwersalnym wymiarze – bez złości, zawiści, zazdrości. Dobre miejsce do życia dla ludzi ciekawych świata, spokojnych i twórczych.
MONIQUE: Wewnętrznie cały czas był dwunastolatkiem ciekawym świata. Tego, jaki ten świat był, jest i może być. Chciał, żeby to był świat jak najlepszy dla ludzi. I wszystko, co na ten temat przyszło mu do głowy, potem zobrazował i umieścił w swoich książeczkach. To nadzwyczajne, że kilka pokoleń Polaków je zna. Starsi zachęcają do czytania
Tytusa swoje dzieci, a potem wnuki.
Tytus w ogóle się nie starzeje.
– Monique Chmielewska-Lehman i Artur Chmielewski
opowiadają Karolinie Prewęckiej
TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy
Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
Zdjęcia autorów: PAP/Leszek Szymański (fotografia Monique Chmielewskiej-Lehman), Radek Pietruszka (Artur Chmielewski) i Paweł Kula (Karolina Prewęcka)