Rozmowy

Jezuici budowali z Indianami „krainę szczęśliwości” – najdoskonalsze utopijne społeczności w historii

Wioski misyjne stworzyły prawdziwy naród, quasi-państwo, z wielkimi autonomiami. Liczba Indian w tych tzw. redukcjach mogła się wahać między 140 a 200 tysiącami mieszkańców. Misjonarze wspomagali Kreolów i Metysów w ich emancypacyjnych dążeniach – mówi Mirosław Olszycki, podróżnik i dziennikarz, autor książki „ORE RU. Chrystianizacja i ewangelizacja Ameryki Łacińskiej”.

TYGODNIK TVP: „Ore Ru” – z jakiego języka pochodzą te słowa i co oznaczają?

MIROSŁAW OLSZYCKI:
W języku Indian Guarani oznaczają „Ojcze nasz” i są fragmentem ich modlitwy, ale nie są to słowa modlitwy, którą znamy z Ewangelii. „Ore Ru” mówi o mitycznej krainie, która jest dobrym, pięknym miejscem, gdzie zawsze wschodzi słońce i nie istnieje zło. Prawdopodobnie Indianie znali ją jeszcze przed odkryciem Ameryki przez Krzysztofa Kolumba.

Dlaczego zajął się pan Ameryką Łacińską?

Ponieważ zachwyciła mnie kultura Azteków, Majów, Inków. Zetknąłem się z nią w latach 90. XX w. podczas wyprawy szlakiem kultur prekolumbijskich: Od Mesa Verde do Machu Picchu. Postawiłem sobie wtedy pytania, na które zacząłem szukać odpowiedzi.

Jakie to pytania?

Na przykład: dlaczego rozwinięte cywilizacje Ameryki tak łatwo oddały swój świat obcej dla nich kulturze?

Znalazł pan na nie odpowiedź?

Często się nad tym zastanawiam. Prawdopodobnie złożyło się na to wiele czynników: religijne, militarne, ale także spryt konkwistadorów. Jak w przypadku Athaualpy, wodza Inków. Uwierzył w szczerość intencji Francisco Pizarra i jego ludzi, a im chodziło tylko o złoto. Oszukali go i zamordowali.

Statki Krzysztofa Kolumba miały na swoich żaglach krzyże. Czy miało to symbolizować, że podróżnicy płyną zdobyć pieniądze na kolejną wyprawę krzyżową? Czy to tylko kolejna legenda?

Symbolika przyjęta przez Kolumba była naturalna, bo ówczesna Europa była katolicka. Celem wyprawy nie było zdobycie pieniędzy na krucjatę, ale odkrycie i zdobycie nowego lądu, o którym wspominały wcześniejsze wyprawy za ocean. Oprócz objęcia w posiadanie nowych lądów, chodziło również o krzewienie wiary chrześcijańskiej.

Czyli nie tylko żądza zysku wiodła ludzi do Nowego Świata?

Oczywiście, że nie, chociaż część osób widziała w wyprawach oceanicznych możliwość poprawienia swojego statusu materialnego. To normalna rzecz wynikająca z natury ludzkiej. Ale większość odkrywców była zakonnikami franciszkańskimi i dominikańskimi, misjonarzami odznaczającymi się misyjną żarliwością i pragnieniem przygody. Działali pod wpływem religijnego uniesienia, jednak znaczna ich część wyruszała w świat wiedziona koniecznością reakcji na ważne wydarzenia ówczesnych czasów.

Wszystkie podboje są krwawe. Taka jest logika ekspansji

Spadkobiercami konkwistadorów są Meksykanie, nie Hiszpanie – mówi María Elvira Roca Barea, autorka bestselleru „Imperiofobia i czarna legenda”.

zobacz więcej
Jakie to wydarzenia?

Ekspansja imperium mongolskiego oraz islamu. Kościół wywierał presję na europejskie państwa, by podjęły działania na rzecz obrony chrześcijaństwa przed muzułmanami. Szczególnie po triumfie islamu w Ziemi Świętej i zdobyciu Konstantynopola przez Turków w 1453 r.

Papież Aleksander VI w bulli z 1493 r. powierzył Amerykę Łacińską Hiszpanii. Co przyczyniło się do wydania tego dokumentu?

Model teorii politycznej średniowiecza polegał na związku między władzą świecką i duchową – europejskie królestwa chrześcijańskie były połączone pod władzą papieską. W bullach dotyczących wypraw krzyżowych papieże upoważniali królów iberyjskich do zajmowania odkrywanych ziem, przypuszczając, że należały one do mahometan. Jednak w przypadku Ameryki Łacińskiej to okazało się fałszywe. Bulle papieża Aleksandra VI dały iberyjskim monarchom prawo do zdobywania i zasiedlania odkrywanych ziem oraz do podejmowania odważnych decyzji w myśl sentencji, że „motywy są siłami pchającymi naprzód, a nie tylko racjami, za pomocą których można usprawiedliwiać się” po fakcie.

Czy to, co głoszono w Ameryce Łacińskiej było prawdziwą wiarą katolicką, czy jedynie doktryną uzasadniającą hiszpańską dominację nad zdobytymi terenami?

Według doktryny chrześcijańskiej władza doczesna i duchowa, czyli władza królewska i papieska, są niezależne, ale posiadając źródło w Bogu – współpracują, np. broniąc się przed wrogami. Średniowieczny pogląd teologiczny i filozoficzny zakładał, że Chrystus jest panem całego świata. Papież Aleksander VI, opierając się na tym fundamencie uznał, że darowane ziemie są boską dzierżawą i należy je oświecić Słowem Bożym. Tak to rozumiała również korona hiszpańska, podejmując misję ewangelizacyjną w Nowym Świecie. Misjonarze głosili Dobrą Nowinę, ale byli też świadomi politycznych uwarunkowań.

Jak wynika z pana książki, w latach 1493-1822 na obszarze 14,5 miliona kilometrów kwadratowych 15 587 katolickich misjonarzy przeprowadziło 1068 wypraw misyjnych. Liczba ewangelizatorów wydaje się duża, ale czy w rzeczywistości była wystarczająca, by nieść wiarę katolicką na tak olbrzymi obszar?

Liczba misjonarzy okazała się zbyt mała, by w pełni zrealizować zadania, jakie im przyświecały. Budując kościoły, szkoły i uniwersytety, misjonarze i duchowieństwo świeckie stawało się elitą umysłową kolonialnej Ameryki. Każdy członek owej elity intelektualnej był albo Hiszpanem, albo Portugalczykiem gotowym do obrony korzyści Korony przez włączenie się do zadań ewangelizacyjnych i kulturowych w Nowym Świecie. Misjonarze oddzielali słowa „hiszpański” od „chrześcijańskiego”, co oznaczało oddzielenie korzeni etniczno-mitycznych od ogniska umysłowego. Misjonarze przez tworzenie wiosek misyjnych, czyli redukcji, poprzez przyjmowanie do stanu duchownego przedstawicieli rdzennej ludności wspomagali Kreolów, Metysów i potem Afroamerykanów w ich emancypacyjnych dążeniach. Kolonizatorzy w tubylcach widzieli tylko siłę roboczą do pracy na plantacjach i w kopalniach.
ODWIEDŹ I POLUB NAS
Na czym polegał Święty Eksperyment?

Takim terminem określano system wiosek lub redukcji misyjnych, w których zgromadzono Indian. Redukcjami zarządzali misjonarze, głównie jezuici. Wioski były samowystarczalne, a autochtoni mogli uczyć się w nich zawodów, rozwijać artystycznie, uprawiać pola, hodować bydło, zakładać sady i ogrody. Wielu historyków antykatolickich przedstawiało redukcje jako dwuznaczny owoc oświeconego despotyzmu jezuitów, żądnych bogactwa i władzy, lub uważało je za ciekawy wysiłek humanitarny, renesansową inspirację utopijną, bez szczególnego chrześcijańskiego impulsu. Według innych historyków, wioski misyjne stworzyły prawdziwy naród, quasi-państwo, z wielkimi autonomiami, powiązanymi w wielu sprawach bezpośrednio z Koroną Hiszpanii. Niektórzy uważali, że liczba Indian w redukcjach wahała się między 140 a 200 tysiącami mieszkańców. Pod koniec XVIII w., a więc w okresie wydalenia jezuitów z Ameryki, prawie każda z misyjnych osad zajmowała powierzchnię przynajmniej kilkunastu hektarów.

Jak wyglądała wioska misyjna?

Składała się z wielkiego kwadratowego placu w centralnym miejscu, imponującego wielkością kościoła i budowli o różnym przeznaczeniu. Redukcje przekształciły się w najbardziej doskonałe i najtrwalsze utopijne społeczności w historii.

Wystarczyło jednak niespełna osiemnaście lat (1750-1768), by przeciwnikom „bohaterów niosących cywilizację” udało się zniszczyć owoce wieloletniej pracy misjonarzy. Czym się kierowali w swoich działaniach?

Chodziło im głównie o zniszczenie dzieła jezuitów, organizatorów „dobrej ziemi”, guarańskiej „krainy szczęśliwości”, którą tak misternie i z takim poświęceniem budowali przez lata wspólnie z Indianami. Te działania wynikały z narastającej w Europie atmosfery wrogości wobec Towarzystwa Jezusowego. Wpisywało się to w dążenie do wyeliminowania wpływów Kościoła z życia politycznego przez państwa oświeconego absolutyzmu. Aby tego dokonać, należało zniszczyć podstawową przeszkodę na tej drodze, jaką stanowili jezuici powiązani z systemem władzy królewskiej. Intryga udała się, w 1773 r. nastąpiła kasata zakonu.
Z pana książki wynika, że w Ameryce Łacińskiej panowała swoista dwoistość religijna. Stare kulty były trudne do wyplenienia, więc w katolickich pieśniach kościelnych wstawiano nazwy bożków. Do kiedy trwał ten proces?

Na początku procesu chrystianizacji i ewangelizacji w Ameryce Łacińskiej panował podwójny system religijny, z dwoma kompleksami obrzędów i wierzeń związanych z życiem rodzinnym i społecznym. Synkretyzm religijny, kult bogów pogańskich i świętych chrześcijańskich posiadał świadomą dwulicowość. Mówiło się, że Indianie zakopywali figury bożków pogańskich za ołtarzami lub pod krzyżami, by nadal ich wielbić, podczas gdy misjonarze wierzyli, że czcili nową religię. Udowodniono, że nawet ci spośród Indian, którzy intonowali śpiewy podczas mszy świętych lub odpowiadali za katechizację, utrwalali potajemnie wiarę w pogańskich bogów. Ta dwoistość wiary w pewnym sensie ułatwiała łagodne przechodzenie religii pogańskiej w chrześcijańską. Ten proces, poza nielicznymi wyjątkami, nie ma już miejsca.

Czy obecny stan Kościoła katolickiego nie wynika z niedokończonej ewangelizacji i chrystianizacji Ameryki Łacińskiej?

Nie zaryzykuję stwierdzenia, że wielkie dzieło ewangelizacji amerykańskiej nie powiodło się. Ideologiczny monopol, jaki metropolia posiadała w koloniach – zwłaszcza przez działalność sądów inkwizycyjnych – uniemożliwił pojawienie się tam protestantyzmu i filozofii francuskich lub angielskich myślicieli z XVI-XVIII stuleci. Metysi, Kreole, Indianie, a także Afroamerykanie – każdy na swój sposób i z różnym zaangażowaniem byli katolikami. Mam świadomość, że współczesny Kościół w Ameryce Łacińskiej znajduje się na rozdrożu. Ale tak jest nie tylko tam.

Początkowo Imperium Azteckie liczyło 25 milionów osób, cztery lata później – 17 milionów, a w 1548 r. tylko 6 milionów osób. Haiti liczyło 100 tys. mieszkańców, a w 1570 r. zaledwie kilkuset. Co spowodowało katastrofę demograficzną?

Wokół tych liczb nagromadziły się spore kontrowersje, pomnażane przez brak źródeł i przeciwstawne osądy moralne dotyczące podboju Ameryki. Wybitni specjaliści, wykorzystujący w badaniach naukowych nowoczesne i złożone metody analizy, różnią się w swoich obliczeniach tak bardzo, że wydaje się to wręcz nieprawdopodobne. Owszem, zauważalny był spadek liczby ludności autochtonicznej po okresie konkwisty. Wydaje się, że główną przyczyną tego zjawiska była ciężka praca w kopalniach i na plantacjach oraz choroby… Europejczycy przywlekli ze sobą na kontynent amerykański choroby zakaźne, których autochtoni nie znali i nie potrafili się przed nimi bronić. Na pewno nie chodziło o celową eksterminację, jaka miała miejsce na północy amerykańskiego kontynentu.

Czarna legenda Świętej Inkwizycji. Była mniej zbrodnicza niż protestanci i sądy świeckich

Rewolucja Francuska w dwa lata straciła kilkakrotnie więcej ludzi, niż Święte Oficjum w ciągu wieków.

zobacz więcej
Czym zajmowała się inkwizycja w Ameryce Łacińskiej?

Tym samym, czym trudniła się w Europie, a zwłaszcza na Półwyspie Iberyjskim. Jednym z największych wyzwań dla inkwizycji w Nowym Świecie był zakres terytorialny, który kontrastował z obszarem Półwyspu Iberyjskiego. Głównym zadaniem inkwizycji było czuwanie, by do Ameryki nie przedostały się nurty przeciwne chrześcijaństwu. Inkwizycja ścigała również przestępstwa przeciwko moralności chrześcijańskiej: bigamię, konkubinat i lichwę oraz przestępstwa duchownych, np. odprawianie mszy św. przez osoby nieposiadające święceń, zawieranie małżeństw przez duchownych lub niedozwolone opuszczanie stanu kościelnego.

Dlaczego Indian wyłączono z działalności inkwizycji?

W 1532 r. Juan de Zumarraga objął pieczę nad biskupstwem meksykańskim i jednocześnie otrzymał tytuł inkwizytora apostolskiego. W działaniach inkwizytorskich zajął się m.in. procesem o bałwochwalstwo Carlosa Chichimecatecuhtli Ometochtzina, członka szlachty indiańskiej Texcoco, który spłonął na stosie w 1539 r. Surowość wyroku wywołała poruszenie w Madrycie i dezaprobatę królów wobec działań biskupa meksykańskiego. Przyczyniła się także do podjęcia przez władców decyzji, by wykluczyć niedawno nawróconych Indian z sądu inkwizycyjnego, co znalazło odzwierciedlenie w Kompilacji Praw Królów Indii z 1681 r.

– rozmawiał Tomasz Plaskota

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP2023
Tygodnik TVP jest laureatem nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zdjęcie główne: Wioska schrystianizowanych Indian Tapuio – ilustracja autorstwa niemieckiego malarza Maurice'a Rugendasa (Mauricio Rugendas). Fot. Centro de Documentação D. João VI, Domena publiczna, Wikipedia
Zobacz więcej
Rozmowy wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Zarzucał Polakom, że miast dobić wroga, są mu w stanie przebaczyć
On nie ryzykował, tylko kalkulował. Nie kapitulował, choć ponosił klęski.
Rozmowy wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
W większości kultur rok zaczynał się na wiosnę
Tradycji chrześcijańskiej świat zawdzięcza system tygodniowy i dzień święty co siedem dni.
Rozmowy wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Japończycy świętują Wigilię jak walentynki
Znają dobrze i lubią jedną polską kolędę: „Lulajże Jezuniu”.
Rozmowy wydanie 15.12.2023 – 22.12.2023
Beton w kolorze czerwonym
Gomułka cieszył się, gdy gdy ktoś napisał na murze: „PPR - ch..e”. Bo dotąd pisano „PPR - Płatne Pachołki Rosji”.
Rozmowy wydanie 8.12.2023 – 15.12.2023
Człowiek cienia: Wystarcza mi stać pod Mount Everestem i patrzeć
Czy mój krzyk zostanie wysłuchany? – pyta Janusz Kukuła, dyrektor Teatru Polskiego Radia.