Cywilizacja

Ogłuszona doświadczeniem łaski

W 1962 roku dr Wanda Półtawska notuje w dzienniku: „Nie mam raka. Nie będzie żadnej operacji, zwężenie ustąpiło, bóle znikły, nie boli mnie nic. Jestem jeszcze w szpitalu, bo lekarka nie może w to uwierzyć. Chcą powtórzyć badanie. Czy mi się śni? Nie śmiem powiedzieć, że to cud, odsuwam tę myśl – boję się jej”. Niezwykła lekarka i społecznik-harcerka-matka-żona, nazywana „siostrą” przez Jana Pawła II, zmarła 25 października w wieku 102 lat.

W momencie tamtej choroby ma 41 lat, męża z doktoratem na ukończeniu, cztery córeczki w wieku od jedenastu do czterech lat, rozpędzoną karierę zawodową w szpitalu i naukową w Katedrze Psychiatrii, aktywną pracę społeczną – i diagnozę. Rak, trudny, w 1962 roku raczej beznadziejny. Przyjaciel rodziny, biskup Karol Wojtyła 17 listopada pisze z Rzymu do – sławnego już wtedy – ojca Pio prośbę o modlitwę wstawienniczą w jej intencji. Ojciec Pio, dziś święty i w dalszym ciągu obdarzany kultem przez miliony ludzi z całego świata, już wtedy cieszy się opinią człowieka, którego Pan Bóg wyznaczył do zadań specjalnych i który w związku z tym ma – w opinii ludzi – „specjalne” możliwości wypraszania łask.

W dniu operacji Wandy Półtawskiej, 21 listopada, lekarze przystępują do zabiegów przedoperacyjnych i… nie wierzą swoim ustaleniom. „Badanie ostateczne, ostatnia rektoskopia, wykazała zupełnie co innego. Najpierw zdumiało mnie, że mnie nie boli. Z początku myślałam, że dali mi coś przeciwbólowego, ale wziernik wykazał gładkie pole. Owrzodzenie, które wczoraj było, zniknęło, nie ma go, została lekko zaróżowiona po świeżym zagojeniu śluzówka”.

Wojtyła był pewny, że to cud – jak pisze George Weigel, jego najważniejszy biograf, któremu Jana Paweł II powiedział o tym w osobistej rozmowie w 1997 roku – ale to dr Półtawska musi się z tym uporać. „Nie śmiem powiedzieć, że to cud, odsuwam tę myśl – boję się jej. Patrzę na moje wychudzone ciało z nowym napięciem. Ciało terenem działania ducha, Ducha Świętego. Nie, Boże, ja nie mogę o tym tak zwyczajnie myśleć. Cudowne uzdrowienie – przecież to mnie tak nieprawdopodobnie zobowiązuje. Ja nie mogę tego przyjąć. Odsuwam tę myśl. Ja nie modliłam się o zdrowie, to nie ja uprosiłam!”

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Choć przecież Wojtyła, szczerze i blisko zaprzyjaźniony z obojgiem małżonków Półtawskich, pisał wcześniej do niej, że „obowiązek walki o życie i zdrowie nie sprzeciwia się w niczym owemu oddaniu się Panu Bogu do dyspozycji, które znajduje jako nutę dominującą w Twoim liście. Jeżeli wolą Bożą po wyczerpaniu wszystkich środków (podkreślenie – Karol Wojtyła) będzie co innego, wówczas ta dominująca postawa jest w pełni aktualna, przedtem nie. Owszem, jest wręcz niezgodna z wolą Bożą. Będzie to ważne, gdy zajdzie – a jest prawdopodobna – możliwość operacji. Zdajesz się z góry ją odrzucać i przekreślać, piszesz: »doświadczenie medycyny uczy, że często zabieg przyspiesza«. Prócz tego nie chcesz się przez ten zabieg stać »kaleką« i bierzesz pod uwagę Andrzeja”.

Przez ponad siedemdziesiąt lat Andrzej i Wanda Półtawscy byli małżeństwem, czułym i wrażliwym na siebie, ale przede wszystkim nastawionym na pracę dla innych: dla dzieci i pacjentów – ona i dla studentów – on, dla potrzebujących matek oczekujących dzieci i dla Kościoła, dla każdego bez wyjątku życia i dla Pana Boga.
Państwo Półtawscy – Wanda (1921-2023) oraz Andrzej (1923-2020) – w 2009 roku podczas prezentacji książki „Beskidzkie rekolekcje. Dzieje przyjaźni księdza Karola Wojtyły z rodziną Półtawskich”. Fot. PAP/Paweł Kula
W 1941 roku Wanda Półtawska – niespełna dwudziestoletnia, a już z głębokim doświadczeniem patriotycznego harcerstwa – została zaaresztowana w Lublinie przez niemiecką policję i za konspiracyjne działania skazana na śmierć. Wprawdzie uniknęła egzekucji, ale została wysłana wraz z innymi harcerkami do KL Ravensbrück, obozu znanego z eksperymentów pseudomedycznych na dziewczętach i kobietach traktowanych jak króliki doświadczalne, których los był eksperymentatorom obojętny. Toteż wiele z nich nie przeżyło obozu, a Wanda – choć okaleczona – wyszła z niego żywa, czego nie mogła ani zrozumieć, ani udźwignąć. Wróciła do Lublina, ale zdawało jej się, że matki tych koleżanek, które zginęły w obozie, patrzą na nią z niezadawanym pytaniem: dlaczego ty żyjesz, a moja córka nie?

Spotkała tam wprawdzie księdza Tadeusza Fedorowicza, potem przez wiele lat kapelana w Laskach, który „właśnie wrócił po swoim dobrowolnym pobycie na Syberii i rozumiał to, czego nie mogli pojąć ludzie, którzy niczego groźnego nie przeżyli”. „Rozumiał mój niepokój i choć nie potrafił do końca mi pomóc, to przecież on przeciął moje wątpliwości życiowe. Jego rada była decydująca przy wyborze i zawodu, i powołania do małżeństwa” – pisze Wanda Półtawska w głośnych „Rekolekcjach Beskidzkich” (Edycja Świętego Pawła, 2009).

Wanda wyjechała z Lublina i rozpoczęła studia w Krakowie. Co potem uważała za decyzję opatrznościową, bo tam spotkała wreszcie kogoś, kto pomógł jej zrozumieć, dlaczego żyje i jak ma żyć z tym ciężarem wojny, śmierci niewinnych, dzieci narodzonych i wrzucanych w palenisko, poczucia niezdolności do życia na co dzień – ciężarem nie do udźwignięcia.

Mąż, Andrzej Półtawski, tak pisze o tym we wstępie do „Rekolekcji Beskidzkich”: „Obóz, ciągłe obcowanie z perspektywą śmierci, zmienił jej widzenie świata, ukazał nicość tego, o co zazwyczaj najbardziej się troszczymy w codziennym, »zwyczajnym«, mieszczańskim życiu. Toteż jak wielu byłych więźniów, nie mogła znaleźć sobie spokojnego miejsca w poobozowym świecie – domowe i zawodowe życie jej nie wystarczało, nie mogło ukoić niepokoju i poczucia wyobcowania. Szukała kogoś, kto by ją zrozumiał i pomógł – i natrafiła na spowiednika, księdza Karola Wojtyłę”.

Z potwornych doświadczeń obozowych wyniosła najgłębsze przekonanie, że życie dziecka trzeba chronić za każdą cenę. To dlatego stała się współpracownicą bp Karola Wojtyły nie tylko w szeroko zakrojonej i rozbudowanej sieci pomocy matkom oczekującym dziecka, ale także w sprawach naukowych i duszpasterskich. Nie jest już dziś żadną tajemnicą wielki wkład kardynała Karola Wojtyły w encyklikę Pawła VI „Humanae vitae”, a w tym wkładzie udział dr Wandy Półtawskiej i jej zespołu.

„Pamięć i tożsamość” – ten tytuł sprzed 18 lat zrobił się jeszcze bardziej aktualny

Od śmierci Jana Pawła II dorosło nowe pokolenie.

zobacz więcej
I trudno się dziwić, że zaprzyjaźniony z całą rodziną Wojtyła tak głęboko zaangażował się w pomoc dla zagrożonej śmiertelną chorobą lekarki. Już 28 listopada pisze do Ojca Pio: „Wielebny Ojcze, kobieta z Krakowa w Polsce, matka czterech córek, dnia 21 listopada, jeszcze przed operacją chirurgiczna, niespodziewanie odzyskała zdrowie. Bogu niech będą dzięki. Także Tobie, Wielebny Ojcze, serdecznie dziękuję w imieniu jej własnym, jej męża i całej rodziny. W Chrystusie +Karol Wojtyła, Wikariusz Kapitulny Krakowa”.

Tymczasem Wanda Półtawska boryka się z darem, cudem i ze sobą. Wojtyła pisze do niej i jej męża piękny list, „z myślą o imieninach Andrzeja”, który wprawdzie nie dojdzie na czas (faktycznie, doszedł 7 grudnia), ale adresat wie, że nadawca „jest wśród tych, którzy składają mu życzenia”. O samym cudownym uzdrowieniu Wandy pisze powściągliwie, ale zdecydowanie: „Za tamto, tj. za przywrócenie zdrowia Dusi dziękujemy – obyśmy umieli tak samo gorąco dziękować, jak umiemy prosić. Wdzięczność zawsze w szczególnie bliski sposób stawia nas wobec Osoby. A poza tym znów ten sam problem: trzeba umieć jakoś tę łaskę uporządkować w swoje życie, powoli odkrywając coraz głębiej jej znaczenie w całości życia i powołania. To jest jakby dalszy ciąg wdzięczności lub nawet jej właściwa głębia i pełnia”.

Wanda zaś notuje, że „zamiast wdzięczności jest we mnie ten nieopanowany lek. Timor Dei – bojaźń Boża. Przecież ja nikomu nie mogę powiedzieć, że jestem cudownie uzdrowiona, ale mnie to stygmatyzuje na całe życie!”.

Wtedy przychodzi ten list od z Rzymu, podpisany „Brat”, jak zawsze.

Wanda musi uporać się z łaską, która na nią spadła, choć o nią nie prosiła. „Jestem ogłuszona tym doświadczeniem łaski. Uderzona… nie wiem jak to wyrazić. Cudowne uzdrowienie przeszkadza mi być sobą. A może odkrywa mnie dopiero?”.

Przez następnych sześćdziesiąt lat, przy wsparciu męża, będzie nieustannie pracować na rzecz promocji życia i obrony życia, pokonując niezliczone trudności, przeszkody, kłody pod nogami i nawet szykany. W 2008 roku otrzyma doktorat honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego i powie, że jej „credo życiowe to piękna miłość. Miłość prowadząca poprzez małżeństwo i rodzicielstwo do świętości”. Andrzej Półtawski, profesor filozofii, zmarł w 2020 roku.

– Barbara Sułek-Kowalska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Pogrzeb Wandy Półtawskiej odbędzie się we wtorek 31 października. Msza św. o godz. 13 w Bazylice Mariackiej w Krakowie. Pochówek na Salwatorze.
Zmarła Wanda Półtawska, przyjaciółka Jana Pawła II, więźniarka Ravensbrück
Wanda Półtawska, z domu Wojtasik, urodziła się 2 listopada 1921 r. w Lublinie. Uczyła się w szkole Sióstr Urszulanek Unii Rzymskiej w Lublinie. Harcerka IV Lubelskiej Drużyny Żeńskiej im. Orląt Lwowskich, 17 lutego 1941 r. została aresztowana przez gestapo. Po ciężkim śledztwie, 21 września 1941 r. zaocznie skazana na śmierć, została wywieziona do KL Ravensbrück. Była jedną z 74 Polek poddanych tam pseudomedycznym operacjom. Jesienią 1945 r. rozpoczęła studia medyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim, a w roku 1964 obroniła doktorat w zakresie psychiatrii. 31 grudnia 1947 roku wyszła za mąż za Andrzeja Półtawskiego. Urodziła cztery córki.

Blisko współpracowała z metropolitą krakowskim kard. Karolem Wojtyłą. Pracowała jako lekarz psychiatra, jednocześnie wykładając medycynę pastoralną w Krakowie, a później w Instytucie Jana Pawła II przy Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie (1981-1984). Była organizatorką i kierowniczką Instytutu Teologii Rodziny, ekspertem oraz członkiem m.in. Papieskiej Akademii Życia.

Dama Orderu Orła Białego, odznaczona też papieskim medalem „Pro Ecclesia et Pontificie”, honorowa obywatelka Krakowa i wieloletnia radna. W 2010 podpisała list otwarty do rządu RP i prezydenta przeciwko organizacji w Warszawie parady Europride. W liście tym podkreślano sprzeciw wobec legalizacji związków osób tej samej płci oraz adopcji dzieci przez pary homoseksualne. W maju 2014 była inicjatorką i autorką tekstu „Deklaracji wiary lekarzy katolickich i studentów medycyny w przedmiocie płciowości i płodności ludzkiej”.

Zmarła 25 października 2023 roku w Krakowie.

(KAI)
SDP2023
Tygodnik TVP jest laureatem nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zdjęcie główne: Przyjaciółka papieża Jana Pawła II dr n. med. Wanda Półtawska w 2015 roku podczas prezentacji książki „Uczcie się kochać”. Fot. PAP/Tomasz Gzell
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.