Cywilizacja

Żydowscy wrogowie Izraela

Palestyńczycy przez współczesną lewicę zostali uznani za „wyklęty lud ziemi", wraz z kobietami, Murzynami i homoseksualistami.

Polityka państwa izraelskiego wobec Palestyńczyków nie od dziś spotyka się w świecie z ostrą krytyką ze strony części lewicy. Koronny argument przeciw Izraelowi brzmi w tym przypadku tak: nacjonalistyczne regionalne mocarstwo popełnia zbrodnie na bezbronnej cywilnej ludności z zamiarem jej wytępienia. Zdarza się nawet, że Izraelczycy są oskarżani o ludobójstwo.

Lewicowość serwowanej narracji sprowadza się do tego, że Izrael przedstawiany jest jako okrutny wyzyskiwacz, który stanowi kolejne wcielenie zachodniego kolonializmu, zaś Palestyńczycy – jako jedna z wielu grup (wśród nich są kobiety, Murzyni, homoseksualiści) – należących do „wyklętego ludu ziemi”.

Ten antyizraelski kurs doczekał się nazwy „lewicowy antysemityzm”. Jest ona rzecz jasna pejoratywna. I dlatego ludzie lewicy, których stanowisko bywa określane tym mianem, zarzekają się, że nie są żadnymi antysemitami, lecz antysyjonistami. Twierdzą, że do samych Żydów nic nie mają, lecz uwiera ich syjonizm, czyli ideologia nacjonalistyczna, która legła u podstaw państwowości izraelskiej.

Smaczku dodaje to, że wśród „lewicowych antysemitów” nie brak osób narodowości żydowskiej i pochodzenia żydowskiego. Przy czym bynajmniej nie tworzą one jednego politycznego środowiska. W rozmaitych kwestiach mogą się znacząco różnić. Niemniej tym, co tych ludzi łączy jest właśnie wrogi stosunek do Izraela. A w oczach izraelskich patriotów postawa taka może się jawić jako przejaw ojkofobii.

Oto siedem rozmaitych przykładów „self-hating Jews”, przedstawionych w kolejności dość przypadkowej. Przyglądając się działalności tych osób warto się zastanowić nad tym, czy antyizraelizm (antysyjonizm) rzeczywiście jest antysemityzmem.

Judith Butler:
Hamas i Hezbollah to postępowe ruchy społeczne
Fot. EPA/PETER KLAUNZER Dostawca: PAP/EPA
O tej amerykańskiej filozof (rocznik 1956) zrobiło się ostatnio głośno w związku z tym, że w internecie została przypomniana jej wypowiedź z roku 2006, którą wygłosiła na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Butler oznajmiła tam wtedy, że Hamas i Hezbollah to postępowe ruchy społeczne będące częścią światowej lewicy.

Teza ta może szokować, jeśli nadmienimy, że chodzi o organizacje, na których ciążą nie tylko zarzuty o terroryzm (za cel stawiają sobie one unicestwienie Izraela), ale i które bazują na islamskim fundamentalizmie. Oznacza to, że Hamas i Hezbollah optują za ustanowieniem w społeczeństwach z muzułmańską większością szariatu. Chodzi więc o narzucenie tym społeczeństwom usankcjonowanego prawnie rygoryzmu obyczajowego, który przecież kłóci się z lewicowymi wartościami emancypacyjnymi. A tym hołduje właśnie Butler.

Jej poglądy są rewolucyjne. Powiedzieć, że jest ona feministką, to nic nie powiedzieć. Judith Butler rewiduje feminizm podporządkowując go teorii gender. Założenie, że istnieją granice między płciami, uważa za fałszywe. Płeć to dla niej fakt kulturowy, a nie biologiczny.

Butler występuje jako rzeczniczka mniejszości seksualnych. Sama jest zdeklarowaną lesbijką, która żyje w związku jednopłciowym. Nie sposób zatem sobie wyobrazić, żeby powodowani „seksizmem” i „homofobią” pobożni muzułmanie uznali ją za autorytet.

Swoją drogą 13 października bieżącego roku filozof oświadczyła, że potępia rzeź, której dokonał tydzień wcześniej Hamas na cywilach izraelskich, ale oddziela ten akt przemocy od oporu stawianego przez ludność palestyńską państwu izraelskiemu. Pozostaje otwarte pytanie: czy da się jedno od drugiego oddzielić? Warto jeszcze dodać, że część rodziny Judith Butler po kądzieli zginęła w Holokauście.

Noam Chomsky:
Izrael dokonuje czystki etnicznej Palestyńczyków, którzy nie mają jak się bronić
Fot. EFE/David Fernández Dostawca: PAP/EFE
Przede wszystkim jest on bardzo znanym lingwistą (w dziedzinie, którą uprawia, uchodzi za wybitnego naukowca). Ale sędziwy amerykański uczony (rocznik 1928) angażuje się też w politykę. Jest mentorem alterglobalistów. Sam siebie nazywa „wolnościowym socjalistą” („libertarian socialist”). Piętnuje kapitalizm jako system, w którym – jego zdaniem – rządy sprawują wielkie korporacje urabiające masy przy pomocy sprzedajnych prywatnych mediów. I to jest – według niego – ośrodek prawdziwej władzy, a nie partie wygrywające wybory w ramach demokracji.

Chomsky postrzega amerykańską aktywność na arenie międzynarodowej jako „imperialistyczną”. Kontestował ją już w okresie zimnej wojny. Z pozycji pacyfistycznych sprzeciwiał się udziałowi USA w wojnie wietnamskiej. A potem próbował udowodnić, że mordy dokonywane w Kambodży za komunistycznej dyktatury Pol Pota były przejaskrawione i wyolbrzymione przez media amerykańskie, żeby skompromitować Czerwonych Khmerów z korzyścią dla Białego Domu.

Żydowskość Noama Chomsky’ego nie przeszkodziła mu w okazaniu solidarności Robertowi Faurissonowi – francuskiemu literaturoznawcy, który znalazł się w tarapatach, ponieważ zaprzeczał Holokaustowi (w tym zabijaniu Żydów przez Niemców w komorach gazowych). Amerykańskiego lingwisty „kłamstwo oświęcimskie” nie oburzyło. Argumentował on, że w tej sytuacji trzeba po prostu chronić wolność słowa.

Wreszcie Chomsky należy do najbardziej rozpoznawalnych w świecie antagonistów państwa izraelskiego. W roku 2012 oznajmił, że Izrael atakując Strefę Gazy nie tyle walczy z terroryzmem Hamasu, ile dokonuje czystki etnicznej Palestyńczyków, którzy – jak stwierdził – nie mają się czym i jak bronić.

Zygmunt Bauman:
Mur wokół terytoriów okupowanych jest jak mur wokół getta
Fot. PAP/Maciej Kulczyński
Zmarły w roku 2017 polski socjolog (rocznik 1925) miał w świecie opinię niezależnego i odważnego myśliciela. Przede wszystkim zasłynął jako przenikliwy krytyk nowoczesności i ponowoczesności, w tym kulturowych źródeł systemów totalitarnych.

Wydarzenia Marca’68 wypchnęły go na emigrację. Ostatecznie osiedlił się w Leeds. Tym samym funkcjonował w świecie jako dysydent, który – jak przyjęło się uważać – padł ofiarą antysemickiej kampanii rozpętanej przez władze PRL. Stanowiło to doskonałą fasadę, za którą kryła się jego haniebna przeszłość.

Szkopuł bowiem w tym, że zanim w latach 60. Zygmunt Bauman popadł w konflikt z władzami Polski Ludowej (w realnym socjalizmie odkrywał coraz więcej błędów i wypaczeń), wcześniej, w okresie stalinizmu, służył w jej organach – był oficerem politycznym w Korpusie Bezpieczeństwa Wewnętrznego i agentem Informacji Wojskowej. Komuniści wówczas wysoko oceniali przydatność młodego aparatczyka dla reżimu.

Znamienne, że Bauman nigdy nie wyraził skruchy za ten epizod swojej biografii. W wywiadzie udzielonym w roku 2007 dziennikowi „The Guardian” powiedział, że komunizm był najlepszym rozwiązaniem dla polskich problemów po 1945, a żołnierzy podziemia antykomunistycznego porównał de facto do terrorystów. ODWIEDŹ I POLUB NAS Można byłoby więc pomyśleć, że słynny socjolog ze zrozumieniem podchodził do bezwzględności państwa izraelskiego w zwalczaniu arabskiego terroryzmu. Tymczasem było zgoła inaczej.

W roku 2011 Zygmunt Bauman wywołał burzę wypowiedziami, które padły w jego rozmowie z tygodnikiem „Polityka”. Zapytał on wtedy: „Czymże jest mur wznoszony dziś [przez Izrael] wokół [palestyńskich] terenów okupowanych, jeśli nie próbą prześcignięcia zleceniodawców muru wokół warszawskiego getta?”. Tym samym obsadził Palestyńczyków w roli ofiar – takich samych, jakimi byli Żydzi w Warszawie pod okupacją niemiecką, natomiast państwo izraelskie porównał do III Rzeszy.

Skądinąd w przypadku Baumana nie było to nic nowego. Trzeba bowiem wspomnieć o tym, że zanim socjolog osiedlił się w Wielkiej Brytanii, przez jakiś czas po opuszczeniu Polski mieszkał w Izraelu. I państwo to mu się nie spodobało. Jak przystało na człowieka internacjonalistycznej lewicy piętnował syjonizm. I oskarżał Żydów o to, że wykorzystują pamięć o Holokauście do forsowania swoich interesów narodowych

Israel Shahak:
Judaizm jest przejawem rasizmu

Żydzi i Arabowie. To nie jest prosta historia

Igor Janke i Piotr Semka rozmawiają o Izraelu.

zobacz więcej
Tak jak w przypadku Baumana, ojczyzną tego profesora chemii na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie była Polska. Israel Shahak (rocznik 1933) przeżył w dzieciństwie warszawskie getto, niemiecki obóz pracy w Poniatowej oraz niemiecki obóz koncentracyjny Bergen-Belsen. W roku 1945 wyemigrował do Palestyny. Zmarł w roku 2001.

Zajmował się nie tylko chemią. Był pasjonatem historii. Uprawiał publicystykę na łamach niskonakładowej lewicowej prasy izraelskiej.

Według „The Guardian”, poglądy Shahaka na relacje żydowsko-arabskie ukształtowały się wtedy, gdy służył w drugiej połowie lat 60. w armii izraelskiej. Ponoć krótko po wojnie sześciodniowej był on świadkiem znęcania się Izraelczyków nad Palestyńczykami i to doprowadziło go do wniosku, że Izrael nie jest demokratycznym państwem.

Źródeł polityki izraelskiej Shahak upatrywał w religii żydowskiej, której zarzucał rasizm. Uważał, że przejawem tego jest już sam, usankcjonowany przez judaizm, podział na Żydów i gojów, faworyzujący tych pierwszych i poniżający tych drugich.

Opinie Israela Shahaka zdobyły rozgłos w świecie. W USA spotkały się z pozytywnym odbiorem tak różnych osób, jak znany pisarz o radykalnie lewicowych przekonaniach Gore Vidal (napisał wstęp do jednej z jego książek) oraz polityk prawicowy, niegdyś lider Ku Klux Klanu, David Duke.

Po śmierci Shahaka w dzienniku „The Independent” (a więc, co nie bez znaczenia, gazecie o profilu lewicowo-liberalnym) ukazał się tekst przedstawiający izraelskiego publicystę jako odważnego bojownika o prawa człowieka. Został on porównany do starotestamentowych proroków. Ci zaś – jak wiadomo – nie mieli posłuchu wśród swoich rodaków, bo najtrudniej jest być prorokiem we własnym domu.

Naomi Klein:
Izraelscy mężczyźni to mizogini
Fot. EPA/DEAN LEWINS AUSTRALIA AND NEW ZEALAND OUT Dostawca: PAP/EPA
Kanadyjska dziennikarka (rocznik 1970) odziedziczyła ciągoty do działalności społecznej i politycznej po swoich przodkach zaangażowanych w inicjatywy szeroko pojętej lewicy w USA i Kanadzie. Tak jak Noam Chomsky, należy do czołowych guru ruchów alterglobalistycznych. Jej poglądy trafnie oddaje tytuł książki, którą opublikowała w roku 2007: „Doktryna szoku. Jak współczesny kapitalizm wykorzystuje klęski żywiołowe i kryzysy społeczne”.

Klein surowo ocenia liberalne reguły gry będące kołem napędowym procesów globalizacyjnych. W jej oczach kapitalizm jest przyczyną rozwarstwienia w świecie, czyli przepaści oddzielającej bogatą Północ od bogatego Południa. Można powiedzieć, że kanadyjska dziennikarka kontestuje to, co zaczęto aplikować polskiej gospodarce w roku 1989. Nic więc dziwnego, że dostało się jej od ojca polskiej transformacji ekonomicznej, Leszka Balcerowicza.

Wydarzenia na Bliskim Wschodzie Naomi Klein komentowała publicznie już jako 19-letnia studentka. W tekście, który się ukazał w gazetce studenckiej w Toronto, nawoływała państwo izraelskie do tego, żeby zaprzestało prześladowań Palestyńczyków. Przy czym robiła to z perspektywy feministycznej. Na celownik wzięła izraelskich mężczyzn, których oskarżała nie tylko o rasizm, lecz i o mizoginię. Swoją postawą wywołała gniew studentów z lokalnej społeczności żydowskiej.

Od tamtej pory Klein stoi po stronie Palestyńczyków przeciw Izraelowi. W roku 2009, gdy w Strefie Gazy wojska izraelskie prowadziły operację mającą na celu likwidację Hamasu, opowiedziała się za bojkotem izraelskich produktów. Jej zdaniem, metoda walki ekonomicznej sprawdziła się już wcześniej, gdyż – jak twierdziła – w ten sposób udało się doprowadzić do upadku apartheidu w RPA.

Shlomo Sand:
Żydowska wspólnota narodowa nie istnieje
Fot. Geraint Lewis / Writer Pictures / Forum
Ten profesor historii na Uniwersytecie Telawiwskim (rocznik 1946) urodził się w Austrii. Jest synem polskich Żydów o przekonaniach komunistycznych, którzy ocaleli z Holokaustu. Był związany z lewicowymi ugrupowaniami izraelskimi.

Shlomo Sand zasłynął książką „Kiedy i jak wynaleziono naród żydowski”. Wyłożył w niej tezę o tym, że, historycznie rzecz ujmując, nie istnieje coś takiego, jak żydowska wspólnota narodowa. Uważa on, że mamy do czynienia z mitologizacją dziejów, która przemilcza to, że w ciągu minionych dwóch tysiącleci judaizm – czyli czynnik konstytuujący na przestrzeni wieków żydowskość – był przyjmowany w świecie przez różne grupy narodowościowe, a z kolei wielu współczesnych Arabów w Izraelu to potomkowie starożytnych Hebrajczyków.

W innej swojej książce – „Jak przestałem być Żydem” – Sand buntuje się przeciw syjonizmowi. Historyk stwierdza, że ideologia ta zaczerpnęła z judaizmu ekskluzywizm wyznaniowy, któremu nadała charakter świecki. Zdaniem Sanda, Izraelczyków obciąża mentalność kolonialna. Lekarstwa na nią upatruje on w uznaniu przez nich faktu, że społeczeństwo izraelskie to tygiel wielokulturowy – taki jaki występuje w USA i innych krajach zachodnich. Dlatego Sand chce, żeby „Palestyno-Izraelczyk” czuł się w Tel Awiwie jak Żyd w Nowym Jorku. Niemniej zdaje sobie sprawę z tego, że jest to wysoko zawieszona poprzeczka.

Syjoniści oskarżają Sanda z powodu głoszonych przez niego poglądów o antysemityzm.

Norman Finkelstein:
Organizacje żydowskie instrumentalizują pamięć o Holokauście
Fot. Wikimedia/ Zuhairali - Praca własna CC BY-SA 3.0
W roku 2001 w Polsce ukazała się książka „Przedsiębiorstwo holokaust”. Był to polski przekład głośnej pozycji amerykańskiego historyka i politologa Normana Finkelsteina (rocznik 1953), który – tak jak i Shlomo Sand – jest synem polskich Żydów ocalonych z Holokaustu.

W Polsce toczyła się wówczas debata wokół zbrodni w Jedwabnem – wywołana inną książką, a mianowicie „Sąsiadami” Jana Tomasza Grossa. W dużym uproszczeniu spór dotyczył tego, czy Polacy jako naród okazali się w trakcie okupacji niemieckiej antysemitami skalanymi współudziałem w Holokauście. Ów zarzut to motyw przewodni „Sąsiadów”.

Książka ta spotkała się z ostrą kontrą polskich środowisk prawicowych, które uznały za konieczne nie tylko dociekać prawdy, ale i po prostu bronić dobrego imienia Polaków w świecie. I wtedy wsparciem dla polskiej prawicy okazało się „Przedsiębiorstwo holokaust”. Jego autor zaczął być kreowany na „anty-Grossa”.

Książka Finkelsteina porusza problem tego, jak organizacje żydowskie instrumentalizują pamięć o Holokauście, żeby Żydzi w świecie byli postrzegani jako naród zasługujący na szczególne traktowanie i to także z zyskiem dla Izraela. Głównym wątkiem książki jest sprawa wysuwanych przez te organizacje pod adresem rozmaitych podmiotów roszczeń finansowych (według autora nieuzasadnionych) tytułem odszkodowań za to, co Żydom wyrządziła III Rzesza.

Znamienne jednak, że Norman Finkelstein światopoglądowo i politycznie z prawicą nie ma nic wspólnego. To człowiek lewicy odwołujący się do uniwersalizmu, a piętnujący wszelki nacjonalizm, w tym zwłaszcza żydowski.

W „Przedsiębiorstwie holokaust” stawia on znak równości między tym, co Niemcy zrobili Żydom a niedolami, które w historii spotkały Murzynów amerykańskich, Wietnamczyków i Palestyńczyków (rzecz jasna z winy państwa amerykańskiego i państwa izraelskiego). Takim egalitarnym podejściem zaś narusza żydowskie tabu, jakim jest przeświadczenie o wyjątkowości Holokaustu. A skoro tak, to popełnia bluźnierstwo, które go naraża na zarzut antysemityzmu.

Czy da się pogodzić wiarę mojżeszową z lewacką ideologią?

Racje orędowników prawa do aborcji mogą być na gruncie judaizmu interpretowane jako pogańskie przesądy.

zobacz więcej
***

Jak zatem interpretować antysyjonizm lewicowych intelektualistów narodowości żydowskiej i żydowskiego pochodzenia? Czy jest on zawoalowanym ojkofobicznym antysemityzmem? Zdecydowanie nie. Ani państwo izraelskie, ani działające w diasporze organizacje żydowskie, to nie „święte krowy”.

Rzecz w tym, że antysyjonizm nie funkcjonuje w próżni. I jeśli głoszą go sami Żydzi, to w ten sposób go uwiarygadniają. Tym samym stają się oni „poputczikami” rzeczywistych wrogów Izraela i narodu żydowskiego. A są nimi choćby środowiska fundamentalistów islamskich w Europie.

Inna sprawa, że paradoksalnie kiedy Żydzi buntują się w imię uniwersalizmu czy to przeciw syjonizmowi, czy to przeciw judaizmowi, to w ich postawie odzywa się żydowski kod kulturowy. Chodzi o zaczerpniętą z judaizmu ideę tikkun olam (naprawy świata). W swojej świeckiej wersji dała ona o sobie znać w niejednej rewolcie, w której znaczące role przypadły Żydom – nawet tym zasymilowanym i wykorzenionym.

– Filip Memches

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP 2023

Zdjęcie główne: „Queer Jews for a Free Palestine” („Żydzi LGBT na rzecz wolnej Palestyny”). Antyizraelska demonstracja z udziałem lewicowych brytyjskich Żydów w Londynie 21 października 2023. Fot. Andy Soloman / Universal Images Group / Forum
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.