Cywilizacja

Czerwona Diwa, która mówi jak AfD. Kto się boi Sahry Wagenknecht?

Wysoko upięte włosy, garsonki z przełomu lat 80. i 90. XX wieku, czółenka z okrągłym noskiem, kolczyki z perłą – konsekwencja, z jaką Sahra Wagenknecht od dekad kreuje swój publiczny wizerunek, zaprocentowała. Można jej nie lubić, można nie podzielać poglądów, ale rozpoznaje ją niemal każdy. Wagenknecht jest niczym odwrócona Angela Merkel: również ze wschodu i nie mniej ambitna, tyle że wchodząc do Bundestagu nie pozbyła się kobiecości. Ona ją na swój sposób „spopkulturowała”.

Sahra Wagenknecht, rocznik 1969, na świat przyszła w Jenie (Turyngia, wtedy w granicach NRD) jako dziecko Niemki i Irańczyka. Ojciec opuścił rodzinę, kiedy Sahra miała trzy lata i wrócił do Iranu, dziewczynka do siódmego roku życia była wychowywana przez dziadków we wsi pod Jeną. Babcia pracowała w wiejskim sklepie, Sahra dużo czasu spędzała sama w domu. Jako czterolatka już czytała, choć w wywiadach na pytania, czy była „uduchowionym dzieckiem”, zawsze odpowiada, że „jako przedszkolak nie czytała Goethego”. A jednak zamiłowanie do niemieckiego wieszcza zostało jej na całe życie, choć wcześniej był Karol Marks. Maturę zdała już w Berlinie, gdzie mieszkała z matką, pracownicą galerii sztuki. Sahra dorastała więc w środowisku artystów, dużo czytała i chciała studiować filozofię, ale w Berlinie – ze względu na „skomplikowany charakter” – zamiast studiów zaproponowano jej wpierw dwa lata pracy na Uniwersytecie Humboldtów w charakterze pomocy biurowej. Rzuciła pracę po trzech miesiącach.

Kiedy upadał mur, Sahra czytała Immanuela Kanta. Inaczej niż starsza od niej Merkel, zamiast wprost z NRD-owskiej sauny wskoczyć w wir demokracji, Wagenknecht wstąpiła do komunistycznej Socjalistycznej Partii Jedności. Jak tłumaczyła w wywiadach: „czułam się socjalistką i marksistką, nie chciałam upadku NRD, chciałam jej zmiany”. W pierwsze podróże zagraniczne udała się do Aten, Rzymu i Paryża, do Berlina Zachodniego wpadła dopiero w poszukiwaniu potrzebnej książki. Jako dwudziestoparolatka mówiła o murze berlińskim jako o „koniecznym złu”. Z czasem zrewidowała swój stosunek do muru, ale na pytana o ofiary STASI, o więźniów politycznych zazwyczaj odpowiadała wymijająco, że „czasu się nie cofnie, ale to co się działo nie było zgodne z socjalistycznymi ideałami”.

W latach 1991-95 Wagenknecht zasiadała w kierownictwie postkomunistycznej Partii Demokratycznego Socjalizmu (PDS). W „Spieglu” z września 1996 r, redaktorzy tego hamburskiego tygodnika tak scharakteryzowali 26-letnią wówczas Sahrę: „Krasomówczyni Komunistycznej Platformy w PDS, uprawia walkę klas za pomocą odzieży. Walcząc o utrzymanie byłej gazetki FDJ, ofiarowała swoją «najpiękniejszą bluzkę». W ogłoszeniu redakcyjnym obiecano, że koszulka Wagenknecht (reklamowana jako «30 proc. bawełny i 80 proc. marksizmu») zostanie rozlosowana między nowych czytelników. A teraz czerwona liderka idzie jeszcze dalej. Na pytanie, ile koszulek jeszcze by poświęciła, gdyby mogło to przywrócić życie nieboszczce NRD, Wagenknecht odparła: wszystkie”.
Sahra Wagenknecht przed konferencją prasową, podczas której przedstawiła nowy projekt polityczny o nazwie Alliance Sahra Wagenknecht. Berlin, 23 października 2023 r. Fot. PAP/EPA, Filip Singer
Dwa lata później ten sam „Spiegel” poświęcił Wagenknecht artykuł „Madonna Neokomunizmu”. Tekst zaczynał się od relacji jednego z członków PDS, opisującego Sahrę „idącą przed szpalerem demonstrantów niczym sakralne objawienie, niczym Róża Luksemburg”. Wagenknecht jest opisywana jako „enfant terrible PDS, komunistka w butach za kolano, białej bluzce, z czerwoną apaszką i wysoko upiętymi włosami” (25 lat później pytana o to, ile czasu zajmuje jej upięcie fryzury przyznała, że 15 minut). W tekście przypomniano wszystkie kontrowersyjne wypowiedzi „czerwonej Sahry”, o tym, że w 1989 r tak naprawdę doszło do „kontrrewolucji”, a komunista Walter Ulbricht „był genialnym taktykiem”, podkreślono również dantejskie sceny z udziałem Wagenknecht i kierownictwem partii (Gregorem Gysim i Lotharem Biskym). Wojowniczce o bezklasowe społeczeństwo nie szczędzono w artykule różnych złośliwości. Wypominano, że rok wcześniej poślubiła zachodnioniemieckiego dziennikarza, producenta filmowego i doradcę finansowego Ralpha-Thomasa Niemeyera (małżeństwo zawarto w rocznicę urodzin Karola Marksa). Albo, że podróżuje na wiece pierwszą klasą, sypia w dobrych hotelach, lubi wycieczki po Europie i niekoniecznie pasuje do towarzystwa żarliwych proletariuszy.

A później były nowe spory Wagenknecht z kolegami z postkomunistycznych przyległości, kariera liczona kolejnymi mandatami w Parlamencie Europejskim i Bundestagu oraz funkcjami w kierownictwie założonej w 2007 roku partii Linke. W życiu prywatnym też sporo się działo, w 2013 r Sahra i „czerwony Ralph” wyszli osobno z sali sądowej. Jak się wkrótce okazało, życie z Niemeyerem miało sporo zakrętów, małżonek kilka razy stawał przed sądem pod zarzutem oszustwa, a z jego pozamałżeńskich związków zrodziło się troje dzieci. Po rozwodzie para podobno pozostała w przyjaznych stosunkach, nawet po tym, jak Wagenknecht poślubiła 26 lat starszego od siebie byłego szefa SPD Oskara Lafontaine’a i zamieszkała pod granicą niemiecko-francuską.

Eksmałżonek po rozstaniu pozostał aktywny jako aspirujący polityk i dziennikarz, a kiedy nie wyszło – zbliżył się do środowiska Obywateli Rzeszy, radykalnej organizacji negującej prawne istnienie RFN. W lipcu 2022 r Niemeyer ogłosił się przywódcą „niemieckiego rządu na uchodźctwie” i obiecał, że „po rozpadzie Republiki Federalnej Niemiec” będzie negocjował z Władimirem Putinem. We wrześniu udał się do Rosji, gdzie rzekomo miał omawiać „umowy z Gazpromem”, zaś po powrocie zakomunikował, że rząd Olafa Scholza został „zawieszony”, a on jako kanclerz na uchodźctwie przejmuje władzę. Nazwisko Niemeyera wymieniano też po rozbiciu tzw. siatki Obywateli Rzeszy, która ponoć planowała zamach stanu w RFN, kojarzonej z Henrykiem XIII Księciem Reuss. Ostatni raz o byłym małżonku Wagenknecht zrobiło się głośno w marcu 2023 r, kiedy wystąpił na żywo w Russia Today, podając się za „ostatniego partnera do rozmów z Rosją, reprezentującego niemiecką opozycję”.

Małżeństwo z niedoszłym następcą Willego Brandta

Niemeyer to szaleństwo i egzotyczne, choć czasem niepokojące obrzeża niemieckiego życia publicznego, Oskar Lafontaine to zupełnie inna liga.
Czerwiec 2012. Ówczesny przewodniczący frakcji Die Linke w niemieckim kraju związkowym Saara Oskar Lafontaine i wiceszefowa partii Sahra Wagenknecht podczas konferencji w Goettingen. Fot. PAP/DPA, Jochen Luebke
Wieloletni (1985-1998) premier Kraju Saary, kandydat SPD na kanclerza w pierwszych wyborach po zjednoczeniu Niemiec, jeden z liderów partii w latach 90. i przez moment minister finansów w czerwono-zielonym gabinecie Gerharda Schrödera. Dziś mało kto o tym pamięta, ale w latach swojej świetności ambitny i obdarzony darem politycznego krasomówstwa Lafontaine był gwiazdą niemieckiej socjaldemokracji, a jako swojego spadkobiercę wskazywał go sam wielki Willy Brandt. Błyskotliwa, choć burzliwa (w czasie kampanii wyborczej 1990 padł ofiarą zamachu, który ledwo przeżył) kariera załamała się u szczytu, czyli po wejściu do rządu federalnego. Trudno dziś powiedzieć, czemu saarlandczyk po kilku miesiącach w 1999 r. odszedł z rządu i zrezygnował z przewodnictwa w partii. Czy chodziło o sprzeciw wobec reformującej państwo socjalne agendy Schrödera, czy po prostu w SPD nie starczyło miejsca dla dwóch samców alfa?

Efekt był taki, że Lafontaine poszedł na lewo od SPD, po kilku latach odnalazł się w partii Lewica (Die Linke), jednoczącej postkomunistów ze wschodu (PDS) i skrajną lewicę z zachodu. Tam poznał Sahrę. Osiemdziesięcioletni dziś Oskar zakończył aktywną działalność, ale wciąż wypowiada się publicznie. W zeszłym roku wydał zgrabną książeczkę „Ami, it's time to go! Manifest dla świadomej siebie Europy”. Tytułowi „Ami” to oczywiście Amerykanie, sprawcy wszelkiego zła, winni również – a jakże – wojnie na Ukrainie. Lafontaine poglądy ma dziś konsekwentne i nie boi się łamać wielu kanonów poprawności: Niemcy są wasalem USA, wojna na Ukrainie to efekt parcia NATO na wschód, sankcje wobec Rosji to błąd, największym agentem Ameryki w Niemczech są Zieloni (bo transformacja klimatyczna jest w interesie hegemona), nadmiar elektrowni wiatrowych niszczy „historyczny krajobraz Niemiec”… Dawnym towarzyszom z SPD nadal nie wybaczył, a rząd Scholza to najgorszy gabinet jaki można sobie wyobrazić. Trzeba wrócić do odprężeniowej polityki Brandta… i tak dalej…

Emerytowany guru lewicy, podobnie jak jego aktualna żona, zawsze dbał o komfort. Okazały dom w kraju Saary, gdzie dziś mieszkają razem z Sahrą, nazywany bywa złośliwie „pałacem sprawiedliwości społecznej”. Czy razem ze swoją ambitną małżonką dyskutują tam o Niemczech bez amerykańskiego nadzoru i „świadomej” Europie?

Namaszczana na przyszłą kanclerz Niemiec

Sahra Wagenknecht z roku 2023 i ta z czasu małżeństwa z Ralphem Niemeyerem to nie są dwie różne Sahry, ale z pewnością ze spokojniejszym małżonkiem przy boku łatwiej jej się skupić na celu. A jest nim władza, choć może nie tak czerwona, jak to się kreuje. Wagenknecht wciąż lubi dobre życie, zarabia na sprzedaży książek i na wykładach z ekonomii, a w programie swojej przyszłej partii zwraca się nie tyko do „małego człowieka”, ale i do klasy średniej.

Berlin przymyka migrantom drzwi. Czy rządowi chodzi tylko o ogranie prawicy?

Niemcy tną fundusze dla organizacji pomagającym nielegalnym przybyszom.

zobacz więcej
W grudniu ukaże się nieautoryzowana biografia Wagenknecht pt. „Czerwona Diwa”, mająca ponoć zdradzić szczegóły jej politycznego projektu. Tego, którego start ogłosiła pod koniec października. Książkę promują już media związane z Alternatywą dla Niemiec (AfD), takie jak magazyn „Compact”, które w lutym namaszczały Sahrę na przyszłą kanclerz Niemiec. A teraz eksperci wieszczą, że partia Wagenknecht największy cios zada skrajnej prawicy właśnie. Owszem, to trochę bardziej złożone niż powtarzanie mantry o neomarksistce, byłej przewodniczącej klubu parlamentarnego Linke, która nagle postanowiła założyć nowe ugrupowanie dla „zwykłych ludzi”.

Na niemieckiej mapie politycznej w styczniu pojawi się nowy gracz. Jeszcze nie wiadomo, jak będzie się nazywała nowa partia, ale od 23 października jest już jasne, że wyrośnie ze „Stowarzyszenia Sahry Wagenknecht na rzecz rozumu i sprawiedliwości” (BSW). Dlaczego w nazwie stowarzyszenia jest nazwisko liderki? – Sama pani krytykuje rzekomy autorytaryzm rządu i jednocześnie nie ma oporów, by reklamować przyszłą partię własnym nazwiskiem? – pytano podczas konferencji prasowej liderów nowego tworu. Wagenknecht wyjaśniła, że chodzi o rozpoznawalność, żeby każdy wyborca wiedział, że głosuje właśnie na jej partię. Jeden z satyryków niemieckiej telewizji publicznej, żartując z zainteresowania dziennikarzy już samą konferencją prasową, podczas której Sahra Wagenknecht zapowiedziała powołanie własnej partii i przypieczętowała rozstanie z macierzystą Linke, stwierdził, że „zaręczyny Olafa Scholza z Taylor Swift” nie ściągnęłyby chyba więcej kamer. Kolejne żarty dotyczyły Alternatywy dla Niemiec, że po narodzinach partii Wagenknecht już przestanie być politycznym nastolatkiem i dołączy do szeregu tzw. starych partii – po czym wyświetlono fotomontaż ukazujący Alice Weidel i Tino Chrupallę z AfD postarzonych o jakieś 30 lat.

Przyciężki humor, ale oddający ducha debaty wokół partii, która jeszcze nie powstała, a już może liczyć na zaufanie porównywalne z tym, jakim cieszą się Zieloni. Tak przynajmniej wynika z sondażu INSA dla tabloidu „Bild” (z 1 listopada 2023), w którym (nieistniejąca) partia Wagenknecht dostała 12 procent poparcia, Zieloni 12,5 proc., Linke mogłoby liczyć na 4 proc., a AfD spadłaby z 23 do 18 procent. I jest to sondaż ogólnoniemiecki. Jeszcze lepiej przyszła partia radzi sobie w sondażach oddających potencjalne preferencje wyborcze mieszkańców landów wschodnich. W Meklemburgii-Pomorzu Przednim partia Wagenknecht mogłaby liczyć na 18 proc. poparcia, wysuwając się na prowadzenie i dystansując dotychczasowego lidera, czyli CDU. Kiedy w lipcu przeprowadzano tego typu symulację wśród mieszkańców Turyngii, nowa partia i tam zajęła pierwsze miejsce, uzyskując 25 proc. Z dotychczasowych sondaży tego typu wynika, że na Wagenknecht mogłoby zagłosować część wyborców AfD (40 proc. sympatyków AfD sprzyja nowej partii) i Linke, przy czym dla tej drugiej partii powstanie silnej konkurencji na lewicy mogłoby oznaczać pożegnanie z Bundestagiem.

Czy w Niemczech powstanie nacjonalistyczna lewica? Marzenie o berlińskich „żółtych kamizelkach”

Wielu dawnych wyborców socjaldemokratycznych i postkomunistycznych teraz głosuje na ugrupowanie antyislamskie i antyimigranckie.

zobacz więcej
Już teraz klub parlamentarny Linke jest pod ścianą, ponieważ 10 jego deputowanych należy do BSW i jeżeli odejdą (co ma nastąpić w styczniu), to klub skurczy się z 38 do 28 posłów, co spowoduje obcięcie funduszy i konieczność zwolnienia 108 pracowników biur poselskich. Kierownictwo klubu Linke prosiło dysydentów od Sahry, by wraz z rezygnacją z członkostwa w starej partii złożyli swoje mandaty, wtedy na ich miejsce weszłoby dziesięciu nowych posłów z listy. Klub by ocalał, ludzie nie straciliby pracy. Zresztą tym ostatnim argumentem próbowano przemówić do lewicowego sumienia Sahry, ale na próżno. W chwili oficjalnego powstania nowej partii na niemieckiej lewicy, klub Linke przestanie istnieć automatycznie, ponieważ regulamin Bundestagu mówi, że w jednym klubie nie mogą zasiadać dwie konkurujące ze sobą partie. „Ten klub parlamentarny jest już politycznie martwy” – tak zapowiedź powstania nowej partii skomentował szef frakcji Linke w Bundestagu Dietmar Bartsch. I będzie tak, jak powiedział. Zamiast jednego klubu – dwa koła poselskie, to drugie pod wodzą znienawidzonej w kierownictwie Linke czerwonej diwy Sahry Wagenknecht.

Ile AfD w Wagenknecht?

6 listopada odbył się, zaplanowany jeszcze przed wakacjami, szczyt migracyjny z udziałem kanclerza Olafa Scholza i premierów wszystkich krajów związkowych. Zgodnie z przewidywaniami, landy zaapelowały o więcej środków z centralnej kasy na utrzymanie migrantów, zaś strażnicy kasy federalnej (z Olafem Scholzem na czele) nie kwapią się do zwiększania tej puli. Zgodnie z zapisami niemieckiej ustawy zasadniczej, to landy odpowiadają za zakwaterowanie, wyżywienie i deportację migrantów, a jednak w obliczu lawinowo rosnących kosztów wynikających z tych obowiązków problem pieniędzy stał się numerem jeden. Według wyliczeń landów, utrzymanie jednego migranta to średni roczny koszt 10,5 tys. euro, co sumuje się do 6 miliardów euro, do tego dochodzą jeszcze wydatki na zakwaterowanie i przejęcia tych kosztów chcą od Scholza premierzy landów. Jak wyliczył aktualny przewodniczący Konferencji Premierów, szefujący rządowi w Hesji Boris Rhein (CDU), na pokrycie potrzeb azylantów i uchodźców tylko w tym roku landy wydały 17,6 mld euro. A dodatkowe wydatki na 5,7 mld euro poniosły niemieckie samorządy.

Kwestie finansowe są jednak zwieńczeniem całego łańcucha przyczynowo skutkowego. Nie bez powodu coraz śmielej mówi się o konieczności zmiany artykułu 16. niemieckiej konstytucji, czyli zapisu dotyczącego prawa do azylu. Zdaniem premiera Saksonii Michaela Kretschmera (SPD), należałoby ten artykuł dostosować do dzisiejszych realiów, ponieważ powstawał w czasie, gdy do Niemiec nie ściągały miliony ludzi. Minister finansów Niemiec Christian Lindner (FDP) zabiega zaś o zmniejszenie świadczeń socjalnych dla migrantów, a sekretarz generalny FDP Bijan Djir-Sara apeluje o „realpolitik w podejściu do migracji”. Chadecy od kilku miesięcy postulują zastąpienie świadczeń finansowych bonami rzeczowymi. O AfD nie wspominając, ponieważ ich pomysł na politykę migracyjną sięga do wzorców Danii, uznawanej za kolebkę jednego z najbardziej restrykcyjnych modeli zniechęcania migrantów. I w takiej atmosferze wychodzi Sahra Wagenknecht i komunikuje: „Informacja, która idzie dziś świat powinna brzmieć: Niemcy są przeciążone, w Niemczech nie ma już więcej miejsca, Niemcy nie są gotowe być krajem pierwszego wyboru”.
Tysiące ludzi wzięło udział w demonstracji zorganizowanej przez Sahrę Wagenknecht i Alice Schwarzer pod Bramą Brandenburską w Berlinie, wzywając do negocjacji pokojowych z Rosją w sprawie wojny na Ukrainie, 25 lutego 2023 r. Fot. PAP/Abaca - Anadolu Agency, Abdulhamid Hosbas
A po tych słowach wskazuje na Danię i tak jak politycy z AfD zachwala jej surową politykę migracyjną (gwoli ścisłości, chadecy również jakiś czas temu odkryli duński wzorzec, ale w obliczu wciągnięcia nieugiętości Duńczyków na sztandary AfD, zaniechali dalszych pochwał socjaldemokratów z Kopenhagi). Zdaniem Wagenknecht, Dania pokazała, jak „odzyskać kontrolę”. Kontrola jest w ogóle ważnym słowem w retorycznym arsenale Wagenknecht. Często powtarza, że rząd federalny utracił kontrolę nad państwem, że Niemcy utraciły kontrolę nad własną gospodarką, odcinając się od tanich surowców z Rosji. Podczas konferencji 23 października, Wagenknecht kpiła wręcz z rządu, który najpierw nakłada na Rosję sankcje, potem odcina się od surowców, by na koniec sprowadzać rosyjską ropę okrężną drogą przez Indie, a gaz przez belgijskie porty.

Ta słabość do Rosji łączy Wagenknecht z AfD, tak jak i postulat wskrzeszenia obu Nord Streamów, wzywanie do negocjacji między Rosją i Ukrainą, sprzeciw wobec dostarczania broni Kijowowi. Iskrą do lutowej manifestacji pod Bramą Brandenburską był tzw. Manifest dla Pokoju, zainicjowany przez Wagenknecht i Alice Schwarzer, nestorkę niemieckiego feminizmu i redaktor naczelną magazynu „Emma”, a wzywający Scholza do zaprzestania militarnej pomocy Ukrainie. Podpisało go już blisko milion Niemców. 25 listopada w Berlinie odbędzie się kolejna manifestacja. Poprzednia zgromadziła, wedle różnych szacunków, od 15 do 50 tys. ludzi, towarzystwo mieszane, ponieważ pod manifestem podpisali się zarówno postkomuniści, jak i sympatycy, czy wręcz politycy AfD, w tym współprzewodniczący tej partii Tino Chrupalla. Pytanie, ile ludzi przyjdzie teraz na manifestację, która jednocześnie może się zamienić w wiec poparcia dla Wagenknecht. Informacja o planowanym wydarzeniu pojawiła się na łamach listopadowo-grudniowego wydania magazynu „Emma”, tuż po kilkustronicowym wywiadzie Alice Schwarzer z Sahrą Wagenknecht. Na okładce pisma jest zdjęcie Wagenknecht z napisem: „Co planuje Sahra W.?”

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Sam wywiad, utrzymany w konwencji lekkiej rozmowy przy winie, przeprowadzony w wiejskiej posiadłości Wagenknecht i Lafontaine’a, sprawia wrażenie wymuszonego. Pytania Schwarzer, niepotrzebnie rozbudowane i z tezą, są często dłuższe od wymijających odpowiedzi Wagenknecht. Zresztą, kto przebrnął przez dziesiątki wywiadów z czerwoną Sahrą, nie znajdzie w tej rozmowie nic świeżego, chyba że deklarację, czym program Wagenknecht niby ma się różnić od tego oferowanego od lat przez AfD. I tu razi ona stwierdzeniem, że „AfD nie uznaje współodpowiedzialności Zachodu za sytuację w krajach pochodzenia migrantów przybywających do Niemiec i że serwuje rasistowskie resentymenty; poza tym AfD opowiada się za polityką gospodarczą i społeczną, która zwiększyłaby nierówności, a mianowicie za większą prywatyzacją i demontażem państwa opiekuńczego”. I to wszystko.

Cała reszta, czyli: stosunek do Rosji, do wojny na Ukrainie, do błędów polityki migracyjnej, polityki w czasie pandemii, do odcięcia od tanich surowców z Rosji, stosunek do NATO i USA (wrogi), czy krytyka zielonej transformacji, reindustrializacji Niemiec etc. – wszystkie te elementy są jednakowe dla AfD i przyszłej partii Wagenknecht. Różnice są kosmetyczne, chyba, że zejdziemy na poziom elokwencji i literaturoznawstwa. Tu Wagenknecht potrafi z pamięci wyrecytować fragment „Fausta II” Goethego, a współprzewodniczący AfD Tino Chrupalla miewa problemy z wymieniem tytułu swojego ulubionego, niemieckiego wiersza. Czy nowa siła lewicowo-konserwatywna zmiecie z politycznej szachownicy AfD?

Na razie bardzo zaszkodzi swojemu matecznikowi, czyli Linke, a na rozmowy o potencjale Partii Wagenknecht nadejdzie czas za kilka miesięcy. Wszystko, co będzie się działo wcześniej, to jedynie teatr dla coraz bardziej znużonych politycznym konsensusem obywateli Niemiec.

– Olga Doleśniak-Harczuk, Antoni Opaliński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP2023
Tygodnik TVP jest laureatem nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.
Zdjęcie główne: Sahra Wagenknecht podczas kongresu Die Linke w Bielefeld w 2015 r. Fot. PAP/DPA, Oliver Berg
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.