Cywilizacja

Dwie Francje stoją naprzeciw siebie. Ludzie są wściekli, a władza boi się reakcji „arabskiej ulicy”

Zakazano kilkunastu patriotycznych manifestacji w różnych miastach Francji, jak gdyby solidarność z ofiarą rasistowskiego zabójstwa była większym zagrożeniem dla Republiki, niż terroryzujące Francję imigranckie bandy. Represje patriotycznych odruchów posunęły się do aresztowań za zwykłe rozklejanie plakatów z podobizną ofiary. Podczas rewizji w mieszkaniu młodej kobiety oskarżonej o plakatowanie, policja zatrzymała jako dowód w sprawie… flagę narodową.

Cała Francja od ponad dwóch tygodni żyje zdarzeniami w Crépol, gdzie 16-letni Thomas Perotto został zabity nożem podczas najścia grupy arabskich imigrantów na wiejski bal. Wykraczając poza ramy jednostkowej tragedii, dramat ten jest jak soczewka mikroskopu, w której skupia się szereg najważniejszych problemów społecznych dzisiejszej Francji.

Organizowany przez lokalny komitet coroczny bal zimowy w małej wiosce Crépol to wręcz regionalna instytucja. W sobotę, 18 listopada 2023 roku, zgromadził on prawie 400 osób, głównie młodzieży z okolicznych wiosek i dla wielu z nich była to pierwsza impreza w życiu. Tak było w wypadku 16-letniego Thomasa, który na swój pierwszy bal wybrał się za pozwoleniem rodziców, pod opieką 23-letniego brata, a po wszystkim miał zaprosić kolegów na nocleg. „Znał osobiście 80% imprezowiczów” – mówiono. Niestety, ten beztroski scenariusz został zakłócony przez nieproszonych gości.

Według pierwszej relacji w mediach społecznościowych, po północy na balu pojawiła się grupa kilkunastu osób. Jak tłumaczyli potem, słyszeli, że jest tam sporo dziewczyn, a po północy wstęp jest za darmo, cztery euro piechotą nie chodzi. Części z nich udało się wejść – siedzieli w grupie, patrzyli krzywo na bawiących się i szukali zaczepki. Inni poszli pić piwo na parkingu. Wybuchła też pierwsza scysja: jeden z ochroniarzy nie wpuścił kilku z nich, ponieważ nie figurowali na liście uczestników, a po przeszukaniu okazało się, że mają przy sobie noże „o długości od 20 do 25 centymetrów”. Sytuacja zaogniła się, wywiązała się bójka, zaś ochroniarz został ranny w rękę. Pierwsze świadectwa mówiły wręcz o odciętych palcach.

„Przyszliśmy zabijać białych”

Potem poszło już szybko. Nieproszeni goście otoczyli salę, w której odbywał się bal, zaczęli atakować wychodzących imprezowiczów. Jedni cięli nożami na oślep, inni obrzucali ludzi kamieniami – prawdziwa masakra. W wyniku napaści dziewięć osób odniosło obrażenia i rany kłute, w tym dwóch młodych mężczyzn w wieku 23 i 28 lat trafiło na intensywną opiekę medyczną w szpitalu, a sześciu odniosło lżejsze obrażenia. Osiem innych osób w głębokim szoku trafiło pod opiekę pogotowia. „Sala wyglądała jak rzeźnia. Rannych układano na podłodze, jak na wojnie” – mówi świadek.

16-letni Thomas Perotto, uczeń klasy maturalnej i kapitan lokalnej drużyny rugby, został ranny ciosem noża w serce i gardło. Zmarł podczas transportu śmigłowcem do szpitala w Lyonie.
Mężczyzna trzyma racę podczas minuty ciszy w Paryżu, zorganizowanej przez prawicową grupę „Les natifs” (Tubylcy) 1 grudnia 2023, aby oddać hołd młodym Francuzom – ofiarom ataku na imprezie w Crepol tydzień wcześniej. Fot. PAP/EPA/Teresa Suarez
Napastnicy zbiegli z miejsca zdarzenia przed przybyciem służb ratunkowych, a uciekając oddali z samochodu strzały z broni palnej. Wrócili do siebie, na blokowisko Monnaie w odległym o 20 kilometrów Romans-sur-Isère. Napastnicy należeli bowiem do konkretnej kategorii społecznej: wszyscy byli „młodymi ludźmi pochodzenia imigranckiego”, należącymi do jednej z band z blokowiska. Antypody populacji małej wioski na francuskiej prowincji, do której należały ich ofiary.

Według wielu świadków agresorzy podczas ataku mówili „przyszliśmy zabijać białych”. Na filmikach słychać rasistowskie, antyfrancuskie wyzwiska, np. popularne wśród imigranckiej populacji arabskie słowo „gwer”. Charakter rasistowski agresji oraz premedytacja wydają się nie ulegać wątpliwości. Policja i prokuratura od początku mówiły o „zaplanowanej ekspedycji karnej”.

Policja dość szybko zidentyfikowała zresztą uczestników najazdu na Crépol. Nie jest to szczególnie skomplikowane w dobie powszechnych smartfonów i geolokalizacji. Nie aresztowano ich jednak od razu, obserwując dyskretnie, zakładając podsłuchy i gromadząc informacje. Dopiero kiedy trzy dni po zdarzeniu jeden z podejrzanych zabrał sześciu kolegów i wyjechał nagle z miasta samochodem matki, zdecydowano o interwencji. 50 żandarmów z elitarnej jednostki GIGN (Grupa Interwencyjna Żandarmerii Narodowej) w spektakularnej akcji zatrzymało siedem osób, w tym trzech nieletnich. Akcja miała miejsce w Tuluzie, 450 kilometrów od Romans, co pozwala przypuszczać, że sprawcy zamierzali uciec przez Hiszpanię do którego z państw Maghrebu, gdzie mogli liczyć na wsparcie krewnych i bezkarność wobec francuskiego wymiaru sprawiedliwości.

Jednocześnie dwóch innych podejrzanych zatrzymano w Romans-sur-Isère. Wszyscy zatrzymani to członkowie jednej bandy z imigranckiego blokowiska w wieku od 17 do 20 lat, wszyscy mają arabskie imiona i nazwiska, wielu jest notowanych, a główny podejrzany, Chaïd Akabli, był już wcześniej skazany za paserstwo i posiadanie broni. Paradoksalnie, 25 września 2023 roku otrzymał sądowy zakaz posiadania i noszenia broni białej przez dwa lata.

Dwie Francje

Ten portret to dokładne przeciwieństwo ofiary i symbol kontrastu między dwoma obliczami współczesnej Francji. Thomas Perotto jest na jego antypodach: uczeń klasy maturalnej, żadnych problemów z policją, a jedyny jego narkotyk to sport. Grał namiętnie w rugby, co typowe dla francuskiej prowincji.

Podobny kontrast między „dwiema Francjami” stanowią miejsca pochodzenia ofiar i sprawców. Z jednej strony Crépol, mała wioska w okolicy zwanej górzystym Drôme, jakby żywcem wyjęta z piosenki Charlesa Treneta o „słodkiej Francji”. 500 mieszkańców, wieża kościoła, małe merostwo, świetlica, w której miał miejsce tragiczny bał, spokój, cisza, natura. Jedyna atrakcja z turystycznej rozrywki to Fantastyczny Pałac Listonosza Chevala w odległym o kwadrans Hauterives, gdzie rodzice Thomasa prowadzili restaurację.

Co ciekawe, część mieszkańców Crépol to migranci. Nie rzekomi „uchodźcy” z Afryki przed nieistniejącymi wojnami, ale rodowici Francuzi uciekający z francuskich miast przed eksplozją przestępczości i przemoc, w poszukiwaniu spokoju i normalnego życia dla swoich dzieci i rodzin. Niestety, przemoc dopadła ich i tam, a przyszła stamtąd, skąd się obawiali – z imigranckiego blokowiska.

Spontaniczny i dobrowolny apartheid. Jak imigranci zmienili Francję

Wiele enklaw na przedmieściach to rekonstrukcja arabskich, tureckich czy afrykańskich wiosek.

zobacz więcej
Blokowisko Monnaie w Romans-sur-Isère to niemal klasyczny przykład tego, przed czym Francuzi uciekają na prowincję. Osiedle domów z wielkiej płyty zbudowane w latach 50. XX wieku, w okresie prosperity, gdy w mieście kwitł przemysł obuwniczy, stało się stopniowo imigranckim gettem, zdominowanym przez gangi i handlarzy narkotyków. Mimo, że Romans ma tylko 34 tys. mieszkańców, a Monnaie nie może się równać z osławionymi przedmieściami aglomeracji – Paryża, Lyonu czy Marsylii – to jest ono jednak dobrze znane policji i regularnie pojawia się w kronice kryminalnej, niczym dzielnica Pissevin w Nîmes czy Planoise w Besançon.

Dzielnice takie jak Monnaie są znakomitą ilustracją wybuchowej mieszanki pod nazwą „francuskie przedmieścia”, tworzonej przez kondensację kilku negatywnych zjawisk. Głos na ten temat zabrała w mediach Marie-Hélène Thoraval, mer Romans, a jej świadectwo jest bardzo dalekie od politycznej poprawności, co – trzeba przyznać – jest dość wyjątkowe u francuskiego polityka. Opisała ona dzielnicę 4500 mieszkańców, trzymaną w szachu przez setkę gangsterów, w tym ok. 30 z „twardego jądra”, do którego należeli zabójcy Thomasa. Wszyscy zatrzymani w tej sprawie to „przestępcy, dzieci przestępców”. „Można powiedzieć, że to swego rodzaju kultura przekazywana z pokolenia na pokolenie” – mówiła.

Polityka dyskryminacji pozytywnej

Mer Thoraval zwraca też uwagę, że odpowiedzialnością za transformację robotniczego osiedla w imigranckie getto nie można obarczyć rzekomej dyskryminacji. Od 2014 r. na program renowacji budynków wydano tam 150 milionów euro. Jak łatwo policzyć, to ponad 33 tysiące na mieszkańca. Wyburzono wiele domów z wielkiej płyty, aby zmniejszyć gęstość zaludnienia i odbudować domy w ludzkiej skali. „La Monnaie jest jedną z najlepiej zaopatrzonych dzielnic! Nie ma żadnej innej dzielnicy w Romans, która miałaby dom kultury, bibliotekę i mediatekę” – zaznaczyła mer dodając, że dzielnica skupiająca tylko 12% mieszkańców miasta pochłania 45% budżetu na edukację.

Jak miejscowi odwdzięczają się za ową troskę? „W 2020 r. dom kultury został częściowo spalony przez mieszkańców osiedla, podobnie jak żłobek w 2017 roku i szkoła w 2016”. Podobnie było podczas ostatnich zamieszek w lipcu 2023, kiedy spalono biuro administracji osiedlowej, zdewastowano chińską restauracje oraz bar, który do dziś pozostaje zamknięty. Co dziwne, gdy dokładnie się przyjrzeć zniszczeniom, to okazuje się, że nie ucierpiał żaden z lokalnych biznesów „wspólnotowych”, czyli prowadzonych przez osoby związane z gangami, często o profilu muzułmańskim, jak sklepy halal czy kebaby. Oprócz stale wpompowywanych w dzielnicę środków na renowacje, zniszczenia kosztują budżet miasta 500 tys. euro rocznie.

Te spektakularne liczby nie są niczym dziwnym we Francji. Podobny schemat powtarza się w każdym większym mieście. Tzw. polityka miejska prowadzona od przełomu lat 70. i 80. XX wieku, czyli polityka dyskryminacji pozytywnej na rzecz imigranckich dzielnic, według szacunków pochłonęła olbrzymią kwotę między 200 a 400 miliardami euro w skali kraju, zaś bilans jej efektów jest bliski zeru.
Francuzi domagają się sprawiedliwości w sprawie morderstwa Thomasa. Fot. archiwum Adama Gwiazdy
W czasie, gdy pierwsze strony gazet zajmowała sprawa zabójstwa Thomasa, 25 listopada zmarł Grérad Collomb, długoletni mer Lyonu, jedna z historycznych figur Partii Socjalistycznej i następnie przyboczny Emmanuela Macrona od samego początku jego prezydenckiej kariery oraz jego pierwszy minister spraw wewnętrznych. Zbieg w czasie z wydarzeniami w Crépol sprawił, że w fali wspomnień i nekrologów przypomniano jego słowa z 2018 r., wypowiedziane gdy składał dymisję z MSW. Ostrzegał wtedy, że „dziś żyjemy obok siebie, ale obawiam się, że wkrótce staniemy naprzeciw siebie”. To niezwykle radykalna opinia, współbrzmiąca z tekstem byłego prezydenta François Hollande’a o zaognieniu podziałów we Francji.

Decywilizacja rozlewa się po mapie

W rzeczywistości podział na dwie Francje stojące naprzeciw siebie już się dokonał, tylko nie został jeszcze oficjalnie przyklepany – podział socjologiczny, w terenie, przy fasadowych hasłach o instytucjonalnej jedności. Promowanie ideologii różnorodności jako pokojowego współżycia okazało się naiwną fikcją. Symbolicznie pokazują to odległe w czasie dwa białe marsze ku pamięci dwóch tragicznie zmarłych młodych ludzi. Marsz ku pamięci zastrzelonego przez policjanta Nahela pod koniec czerwca zgromadził uczestników, wśród których jedynymi białymi byli politycy i działacze skrajnej lewicy. Wśród sześciu tysięcy uczestników białego marszu w Romans po śmierci Thomasa reprezentantów „Francji różnorodnej” można było liczyć na palcach.

Terytorialne granice owego podziału są płynne i wciąż się przesuwają. Niedawne zamieszki, które wybuchły we Francji na przełomie czerwca i lipca i rozlały się częściowo także na ośrodki miejskie na prowincji, pozwoliły zauważyć zjawisko rozszerzania się na te mniejsze miasta i miasteczka kodów kulturowych typowych dla imigranckich przedmieść wielkich aglomeracji. Socjologowie ukuli nawet na to zjawisko specjalne określenie: banlieusardisation, czyli „uprzedmieściowienie” (od franc. Banlieue – przedmieście). Ruchy ludnościowe dotyczą nie tylko rodzimej populacji, uciekającej przez przemocą i przestępczością, ale także populacji wypychanej przez gentryfikacje i ceny nieruchomości do mniejszych ośrodków miejskich. Przeprowadzając się na prowincję, przynoszą ze sobą kody kulturowe no-go zones: hiperprzemoc, gangi, handel narkotykami, zjawisko utraty norm moralnych zwane decywilizacją. Plama tego „oleju” rozlewa się coraz szerzej po mapie Francji i sprawia, że bezpiecznych miejsc jest coraz mniej, w tym nawet wiosek z 500 mieszkańcami.

Jednocześnie politycy robią, co tylko w ich mocy, by nie uznać związku między imigracją a przemocą. Jest to z jednej strony motywowane ideologicznie, bo różnicowanie według kryterium pochodzenia jest radykalnie sprzeczne z apriorycznym postulatem równości, a jeśli fakty mówią co innego, to tym gorzej dla faktów. Z drugiej strony motywacja jest też jak najbardziej pragmatyczna. Jak powiedział Eric Zemmour, władza boi się „arabskiej ulicy” i jej reakcji. Dlatego właśnie minuta ciszy ku pamięci Nahela, kryminalisty i recydywisty postrzelonego przez policjanta, którego niemal rozjechał po odmowie zatrzymania się do kontroli drogowej, miała miejsce we francuskim Zgromadzeniu Narodowym już nazajutrz po zdarzeniu, kiedy jego wszystkie okoliczności nie były nawet jeszcze znane. Z kolei Thomas na swoją minutę ciszy musiał czekać aż dziesięć dni, a zdecydowano się na nią tylko dla uspokojenia opinii publicznej, oburzonej nierównym traktowaniem imigrantów i autochtonów. „W tym pierwszym momencie nastąpił rozdźwięk, a kilka miesięcy później, kiedy Francuzi zobaczyli radykalnie inne traktowanie Thomasa, wściekli się” – mówi Marie-Hélène Thoraval.

„Banalny incydent”, któremu winne są ofiary

Francja słodka czy ostra? Miłośnicy wina, serów i mody są też krwawymi rewolucjonistami

Paryż – miasto artystów. Dziś też blokowisk, gdzie tysiące ludzi żyje życiem, o którym nikt nie chce nic wiedzieć.

zobacz więcej
Symptomatyczne było zatajenie przez prokuraturę i policję imion podejrzanych, nawet po ich zatrzymaniu, co również wzbudziło żal i niezrozumienie. Motywacje można pojąć: niechęć do natychmiastowego potwierdzenia, że to „zawsze ci sami”. Lecz samo postępowanie było bardzo naiwne, bo lista i tak wyciekła do mediów społecznościowych. Anonimowy minister powiedział dziennikarzom, że „są Francuzami [tzn. obywatelami Francji, w języku francuskim nie ma rozróżnienia], ale żaden z nich nie ma francusko brzmiącego nazwiska”. Internet, dobry papierek lakmusowy nastrojów społecznych, zaczął huczeć.

Można domyślać się, że z tych samych powodów prokuratura nie umieściła wśród zarzutów stawianych zabójcom Thomasa okoliczności obciążającej: rasizmu, pomimo zeznań świadków i ku niezadowoleniu rodziców ofiary. Reakcji „arabskiej ulicy” mogła doświadczyć mer Romans, która popiera w tym względzie żądania rodziców Thomasa. W reakcji na jej oświadczenia zaczęła dostawać groźby śmierci, w tym obcięcia głowy.

Władzy wtórują jak zwykle mainstreamowe media, prezentując od samego początku pod dziś dzień rozmaite wymówki, mające zdjąć odium ze sprawców. Wytoczono cały arsenał socjotechnicznych zagrywek. Obok klasycznych zarzutów o „zerowanie” przez polityków prawicy, w myśl których mówienie o tragedii przez Marine Le Pen czy Erica Zemmoura jest gorsze od śmierci niewinnego chłopaka, zaproszono do studia i na łamy gazet spory asortyment „właściwych” ekspertów.

Od pierwszej godziny media używają na określenie tragedii w Crépol słowa „bójka”, co sugeruje swego rodzaju symetrię między agresorami a ofiarami, choć świadkowie mówią wyraźnie o ataku. Wielu dziennikarzy i komentatorów nie zadowoliło się symetryzmem i zaczęło przerzucać winę na ofiary. Znany komentator Patrick Cohen odważył się powiedzieć na antenie RMC, że młodzi ludzie z blokowiska przyszli się dobrze bawić, a wszystko co nastąpiło, to wina zaczepek ze strony zawodników rugby. W oczach lewicowych Paryżan wiejscy rugbyści są przecież niemalże symbolem agresji. Deputowana skrajnej lewicy Clémentine Autin dokonała interpretacji feministycznej pisząc, że „tylko mężczyźni atakują się nawzajem, a przemoc między gangami młodzieżowymi jest typowo męska”. Renomowana socjolog z CNRS (Krajowe Centrum Badań Naukowych ) Isabelle Veyrat-Masson stwierdziła, że śmierć Thomasa, „banalny incydent”, przypomina jej „Romea i Julię”. Lista tych groteskowych absurdów rośnie w nieskończoność.

Dowód przeciw patriotom: flaga narodowa

Z niespodziewaną pomocą władzy przyszli francuscy patrioci, organizując 25 listopada w Romans manifestację domagającą się sprawiedliwości dla Thomasa. Propaganda natychmiast skorzystała z okazji i wytoczyła grube działa: skrajna prawica, neonaziści, samozwańcza milicja chcąca linczować Arabów etc. Manifestację rozbiła policja, która rozmieściła w okolicy duże siły, aby zapobiec przemarszowi stu młodych Francuzów przez blokowisko i chronić tych, którzy na co dzień rzucają w policjantów koktajlami Mołotowa. Aresztowano 20 osób, z których kilka stanęło przed sądem w trybie doraźnym i zostało skazanych pod sfabrykowanymi zarzutami na surowe wyroki od 6 do 10 miesięcy więzienia. Rzecz niespotykana we Francji, gdzie wyroków do dwóch lat praktycznie się nie odsiaduje, młodzi działacze z sali sądowej trafili od razu za kraty.
Minuta ciszy w hołdzie młodym Francuzom – ofiarom ataku na imprezie w Crepol. Zorganizowała ją w Paryżu prawicowa grupa „Les natifs” (Tubylcy). Fot. PAP/EPA/Teresa Suarez
Jeden z uczestników rozbitej przez policję manifestacji, 20-latek – żaden radykał, a notowany przez francuskie służby wyłącznie za udział w manifestacji w obronie przeznaczonego do wyburzenia kościoła – został schwytany przez Arabów z Monnaie, kolegów zabójców Thomasa. Wyciągnięty z samochodu, zawleczony na blokowisko, rozebrany i pobity – i niemal zlinczowany. Gdy jego ciemiężyciele szli po kanister z benzyną, żeby go spalić żywcem, postronny świadek wezwał pogotowie. Według dziennika „Le Monde”, z rąk oprawców uratowali go dwaj lokalni islamiści, cieszący się na osiedlu aurą byłych dżihadystów. Incydent znamienny, który nie odbił się szerokim echem w mediach.

Korzystając z okazji, zakazano administracyjnie kilkunastu patriotycznych manifestacji w różnych miastach Francji, jak gdyby solidarność z ofiarą rasistowskiego zabójstwa była większym zagrożeniem dla Republiki, niż terroryzujące Francję imigranckie bandy. Represje patriotycznych odruchów posunęły się do aresztowań za zwykłe rozklejanie plakatów z podobizną Thomasa, pod zarzutem podżegania do nienawiści rasowej. Podczas rewizji w mieszkaniu młodej kobiety oskarżonej o plakatowanie, policja zatrzymała jako dowód w sprawie… flagę narodową.

W komunikacie odnośnie manifestacji w Romans prefektura użyła interesującej formuły, pisząc, że „80 osobników próbowało dokonać inwazji dzielnicy Monnaie”. Lapsus? Jeśli tak, to znamienny. Przecież słowo „inwazja” to uznanie implicite, że imigranckie dzielnice stanowią osobne terytoria, oddzielone od reszty Francji granicą, której przekraczanie jest represjonowane. Prefektura dokonuje tu quasi oficjalnej sanktuaryzacji imigranckich blokowisk, a osławione strefy no-go zaczynają w pełni zasługiwać na swoją nazwę. Policja może jeszcze tam wjeżdża, zwłaszcza po ściągnięciu posiłków, ale zwykli obywatele już nie.

Jak wiadomo, na dłuższą metę nie udaje się mieć dwóch przeciwnych sobie populacji na jednym terytorium. Nawet jeśli obecna zapalna sytuacja nie zakończy się wojną domową, jak wieszczą prorocy Apokalipsy, to na pewno codzienna konfliktogenność będzie się zwiększać.

Czy zrealizuje się smutna wizja Jeana Raspaila z opublikowanego w 2004 r. tekstu „Ojczyzna zdradzona przez Republikę”? „Pozostanie to, co etnologia nazywa izolatem: silna mniejszość, zapewne jakieś 15 milionów Francuzów – niekoniecznie wszyscy rasy białej – którzy ciągle będą mówić mniej lub bardziej poprawną francuszczyzną i trzymać się dziedzictwa naszej kultury i historii, przekazanych nam przez poprzednie pokolenia. Nie będzie to dla nich łatwe”. Tak po prawdzie, to już dziś nie jest...

– Adam Gwiazda

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

SDP2023
Tygodnik TVP jest laureatem nagrody Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

ODWIEDŹ I POLUB NAS
Zdjęcie główne: Dla części Francuzów atak gangu z imigranckich przedmieść podczas imprezy w Crepol jest symbolem anty-białych nastrojów. Szef MSW Gerard Darmanin zapowiedział, że będzie dążył do delegalizacji trzech prawicowych grup, które manifestują niezadowolenie. Fot. PAP/EPA/Teresa Suarez
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.