Rozmowy

Ojciec się ze mną rozwiódł, brata oszukałem. Pomagałem egzorcyście

– Zobaczyłem brata idącego do komunii świętej. Był to dla mnie dość dziwny widok: brat był ogolony na łyso, miał kolczyk w uchu, luźne spodnie, a wokół niego byli sami starsi ludzie. Wtedy mnie to zaczęło zastanawiać, skąd on czerpie tę swoją radość i siłę – mówi raper i freestalowiec Arkadio, a właściwie Arkadiusz Zbozień.

Pochodzi z Nowego Sącza. Autor siedmiu płyt, były ambasador Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, pomysłodawca ogólnopolskiej akcji „Rób to, co kochasz”. Występuje z koncertami, w kraju i dla Polonii, oraz autorskimi programami zachęcającymi do zmian w życiu i terapii uzależnień. Jest związany z programem TVP „Ocaleni”, opowiadającym o ludziach, którzy zerwali z nałogami. Sam był bohaterem jednego z odcinków, teraz o każdym uczestniku rozmowy pisze kolejny utwór.

TYGODNIK.TVP.PL: Po pierwszego papierosa sięgnął pan jako dziewięciolatek, a mając 12 lat zaczął palić marihuanę. Potem doszły do tego ucieczki ze szkoły i drobne kradzieże. Skąd tyle buntu w tak młodym człowieku?

ARKADIO:
Gdy miałem cztery lata tata rozwiódł się z mamą. Po rozstaniu rodziców miałem pustkę emocjonalną. Nie było przy mnie kogoś, z kim mógłbym przeżyć jakąś fajną przygodę.

Mieszkałem z mamą i starszym o siedem lat bratem. Kontakt z tatą był sporadyczny, z dystansu. Kojarzyłem go z niesłownych obietnic: najpierw się umawiał, a później albo się spóźniał, albo w ogóle nie pojawiał się na spotkaniu. Nie było go na tyle często w moim życiu, aby ta relacja miała jakiś głębszy sens.

Nie miałem z kim o tym porozmawiać. Przez to byłem coraz podatniejszy na to, co inni mi proponowali. Pojawiły się pierwsze używki, wagary. Kiedy zaczęły się poważne problemy w szkole, mój tata w końcu chciał to naprawiać. Chodził do szkoły, był tam nawet częściej niż ja. Jednak nie chciałem już jego pomocy.

Miał pan wielki żal do ojca?

Gdy dorastałem, to wydawało mi się, że nie odczuwam tego braku, jednak dziś widzę, że ten żal tkwił w środku. Mój tata próbował to wszystko później naprawić, ale było za późno. Jak dzwonił, to nie odbierałem telefonu. Podczas naszych spotkań były zdawkowe rozmowy, a w tym czasie potrafiłem mu na przykład podkraść ze schowka samochodu jakieś pieniądze. I tak staczałem się coraz bardziej.

Od 12 roku życia przez kolejne pięć lat codziennie paliłem marihuanę. Był alkohol i pierwsze kradzieże. Podczas rozmowy z koleżanką z liceum potrafiłem wyciągnąć jej telefon z kieszeni, aby go później sprzedać na kolejne dawki marihuany bądź spłatę długu. Wtedy też zacząłem handlować „trawą”.

Tak nisko upadłem, że potrafiłem oszukać własnego brata, który chciał mi pomóc wyjść z nałogu



Nie przeszedłem pierwszej klasy licealnej. Było coraz gorzej. Tata straszył mnie ośrodkiem poprawczym. Jeszcze kilka kroków dalej w złą stronę i mogło nie być już odwrotu.

Ani przez chwilę nie pomyślał pan, że jednak nie tędy droga?

Były chwile refleksji. Szczególnie, gdy obserwowałem mojego brata Kamila. Kiedy miałem 15 lat, wrócił z pracy ze Stanów Zjednoczonych, zupełnie odmieniony, szczęśliwy, pełen życia, energii. Byliśmy jak dwa bieguny. Ja wracałem do domu chwiejnym krokiem, on był szanowany przez sąsiadów.

Gdyby Jezus miał Facebooka….

No może nie Jezus... ale św. Piotr, choć on prawdopodobnie był analfabetą, więc prowadzenie konta byłoby trudne. Co innego vlog na You Tube.

zobacz więcej
Pierwszy raz otworzyły mi się oczy, że coś tu nie gra, gdy miałem spotkanie w kościele przed moim bierzmowaniem. Nie byłem tym faktem w ogóle zainteresowany. W pewnym momencie zobaczyłem brata idącego do komunii świętej. To był dość dziwny widok: brat był ogolony na łyso, miał kolczyk w uchu, luźne spodnie, a wokół niego byli sami starsi ludzie. Wtedy mnie to zaczęło zastanawiać, skąd on czerpie tę radość i siłę. Ale wciąż tego nie rozumiałem.

Kiedyś Kamil znalazł w moim piórniku woreczki z marihuaną. Zaprowadził mnie do ubikacji i kazał mi to wyrzucić mówiąc, że moje życie może być inne, że mogę się zmienić. Wtedy się rozpłakałem. Dał mi kasę na spłacenie długu, podałem mu jednak większą wartość tego towaru. Poszedłem i robiłem to samo.

To było dla mnie symboliczne. Tak nisko upadłem, że potrafiłem oszukać własnego brata, który chciał mi pomóc wyjść z nałogu.

Mimo to brat nigdy się nie odwrócił, cały czas walczył o pana.

Uciekałem od poważnych rozmów z nim. Bałem się, że powiem mu za dużo, łatwo się wzruszałem. No ale nie dało się tego uniknąć.

Gdy byliśmy tylko dwaj w domu, powiedział do mnie takie znamienite zdanie: „Brachu, nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham”. To we mnie zostało. Tak, jakby mi spadły klapki z oczu. Dałem bratu słowo honoru, że się zmienię i chciałem go dotrzymać. Zgodziłem się na modlitwę wstawienniczą i spowiedź. Miałem wtedy 17 lat.

Na kartce wypisałem swoje grzechy. Było ich mnóstwo. Spowiednik, ksiądz Fabian Błaszkiewicz stwierdził, że dawno czegoś takiego nie słyszał i widzi w tym łaskę działania Ducha Świętego. A ja myślałem, że on mnie zjedzie jak psa! Powiedział do mnie: „Czuj się tu jak w domu”

– Podczas modlitwy wstawienniczej miałem poczucie, że zdejmuje mi się z barków jakiś ogromny ciężar – wspomina muzyk. Fot. Dorota Czoch.
Podczas modlitwy wstawienniczej czułem, że zdejmuje mi się z barków jakiś ogromny ciężar. Pierwszy raz słyszałem, jak ktoś modli się za mnie prostymi słowami, aby moje marzenia się spełniły. To było takie szczere, otwierające serce.

Następnie trafiłem na mszę świętą do kościoła, który w Nowym Sączu nazywają kolejowym. To był piątek. Zobaczyłem mnóstwo młodych ludzi, którzy chcieli tam być. Dziwne to było dla mnie. Zacząłem więc wnikliwie słuchać.

Krzysztof Ziemiec:
Polsce zagraża ekstremalnie liberalny radykalizm

Kim są ludzie, którzy odmawianie różańca uważają za szkodliwe dla naszego kraju?

zobacz więcej
Mówiono mi tam o Bogu, który wierzy we mnie, który dał mi talenty. Tłumaczono, że wiara to też rozwój. Wtedy się tym zachłysnąłem. Zacząłem regularnie chodzić do kościoła, w piątki i w niedziele, bardzo się karmiłem tymi treściami. Potem zdecydowałem się na spowiedź z całego życia.

W domu na kartce wypisałem swoje grzechy. Było ich mnóstwo. Podczas spowiedzi po prostu je przeczytałem. Po moim wyznaniu grzechów spowiednik, ksiądz Fabian Błaszkiewicz powiedział, że dawno czegoś takiego nie słyszał i ewidentnie widzi w tym łaskę działania Ducha Świętego. A ja myślałem, że on mnie zjedzie jak psa! Powiedział do mnie: „Czuj się tu jak w domu, wpadaj do nas, są tu ludzie, którzy mają podobne problemy, zawsze możesz na mnie liczyć”. Otwierał się nowy rozdział mojego życia.

To nie jedyny kapłan, który miał szczególny wpływ na pana życie. Był wśród nich między innymi były egzorcysta ksiądz Michał Olszewski i przez jakiś czas asystował pan nawet przy egzorcyzmach.

To bardzo delikatna materia. Nie chcę zbyt dużo o tym mówić. Nasze drogi się skrzyżowały, kiedy pomyślałem o napisaniu utworu dla boksera Tomasza Adamka. Na początku było to tylko moje marzenie, nie sądziłem, że uda się je zrealizować. A nagle okazało się, że ksiądz Olszewski zna Adamka! Utwór się ostatecznie bokserowi spodobał i plan się powiódł.


Dzięki tej sprawie często kontaktowałem się z księdzem Michałem. Podobało mi się, że żył maksymalnie i z żarliwością mówił o Bogu. Na początku jeździłem z nim na rekolekcje, dawałem swoje świadectwo. Później chciałem pomóc pewnemu chłopakowi z Krakowa, który miał duże problemy i skierowałem go do księdza na egzorcyzmy. To przy tej okazji zacząłem pomagać przy egzorcyzmach, fizycznie i modlitewnie.

Powstała we mnie wtedy taka pewność, że już nie muszę zadawać sobie wielu pytań. To co doświadczyłem jeszcze bardziej upewniło mnie w wierze. Ona stała się pewnikiem. Mam świadomość istnienia dobra i zła – to nie jest do opisania, wiem, że to prostu jest.

Zwrócenie się do Boga pozwoliło też panu rozwinąć swoją hiphopową pasję. Do tej pory powstało już siedem płyt. Poprzez muzykę dzieli się pan swoją wiarą.

Zacząłem się interesować muzyką dość wcześnie, już kiedy miałem 12 lat. To wtedy napisałem pierwsze teksty. Komponowało się do szuflady, czasem wrzucało do internetu.

Raz z grupą kolegów odmówiliśmy sobie po 20 złotych na palenie, żeby kupić bardziej profesjonalny mikrofon. To było dla nas coś mega ważnego. Potrafiliśmy zrezygnować z używki dla pasji! Nagraliśmy prawie sto utworów, bez żadnego planu i marzyliśmy o płycie, ale wtedy zdawało się to nie do osiągnięcia. Byłem niedowartościowany, nie wierzyłem, że mogę z tym zrobić coś więcej.

Inspirowały mnie historie ludzi, którzy w pewnym momencie przewartościowali swoje życie

– Pomyślałem o napisaniu utworu dla Tomasza Adamka. Utwór się bokserowi spodobał – mówi Arkadio. Fot. archiwum prywatne Arkadiusza Zbozienia.
Kiedy zbliżyłem się do Boga to uświadomiłem sobie, że dostałem od Niego talenty po to, by je wykorzystać w dobrym celu. Miałem wewnętrzne przekonanie, że Bóg tak chce i jest to moje powołanie. Postanowiłem więc połączyć swoją pasję z wiarą.

Gdy miałem 18 lat zrobiłem u kumpla swoje pierwsze nagranie płytowe. Wyszło 50 sztuk. Mówiłem na nim o Bogu w moim życiu, to była główna treść. Później powstały kolejne płyty.

Zrealizowałem między innymi projekt „NaCZYNIE”, zainspirowany Światowymi Dniami Młodzieży. Zrobiłem to z Michałem Ziomkiem, a zaprosiliśmy do przedsięwzięcia Grzegorza Turnaua, Roberta Friedricha, Natalię Niemen, Łukasza Golca, Darka Malejonka i innych. Każdy utwór odnosi się do jednego uczynku miłosierdzia względem duszy. Na przykład, żeby pocieszać wątpiących.

To był ogromny zaszczyt wziąć udział w Światowych Dniach Młodzieży. Papież Franciszek to prorok dzisiejszych czasów. Z jednej strony jest niezwykle prosty, z drugiej bardzo głęboki. Mówi o fundamentalnych sprawach, aby na przykład poświęcać czas na bycie z Bogiem, na czytanie Pisma Świętego. Papież zwraca też uwagę na konsumpcjonizm, największe zagrożenie dzisiejszego świata. To mnie bardzo uderza. Zaczniesz za czymś biegać i to staje się Twoim bożkiem. Przenika mnie ta nauka.



W 2012 roku powstał projekt „Rób to, co kochasz”. To cykl spotkań profilaktyczno-rekolekcyjnych z młodymi ludźmi w szkołach, ośrodkach kultury i kościołach w całej Polsce. Mają ich inspirować do działania i realizacji swoich pasji.

Wszystko zaczęło się od płyty „Rób to, co kochasz”. Z płyty zrodziła się książka i później projekt. Inspirowały mnie historie ludzi, którzy w pewnym momencie przewartościowali swoje życie. Wiedziałem, że osobista droga jest bogactwem, ale musiało za tym iść coś więcej. Zaprosiliśmy do projektu Kamila Bednarka oraz Cezika. Zrobiliśmy teledysk. I tak zaczęły się spotkania z młodymi ludźmi.

Jesteśmy dziećmi Wszechświata. Zgłębianie Kosmosu to poszerzanie wiedzy o Stwórcy

Każdy pierwiastek chemiczny naszego ciała musiał być kiedyś wyprodukowany we wnętrzu gwiazdy – mówi dr Bogdan Wszołek, który zbudował prywatne Obserwatorium Astronomiczne.

zobacz więcej
Poprzez swój przykład chciałem pokazać, że można w życiu robić to, co się kocha. Że warto pójść za swoim talentem i pasją. Tu nie chodzi o prawie nieosiągalne perspektywy, że na przykład chcę grać jak Robert Lewandowski. Wszystko sprowadza się do tego, czy nasza pasja to jest nasz pomysł na życie, czy też robimy to, co dyktuje nam świat, środowisko lub media. To poszukiwanie jest najważniejsze.

Chodzi też o to, żeby próbować odkryć, co Pan Bóg chciałby, żebyśmy robili. Ważne jest, aby spełnić się nie tylko dla samego siebie, lecz poprzez własne spełnienie móc pomagać również innym. Im wcześniej to odkryjemy, tym szybciej zaczniemy realizować to, do czego jesteśmy stworzeni.

Podczas spotkań mówię o Bogu i wierze, ale tylko wtedy, kiedy przyjdzie na to odpowiednia pora. Bo są różni słuchacze. Również zbuntowani, jak to było w moim przypadku. Jestem przekonany, że Bóg wierzy w nasz marzenia, że nas dopinguje.

Mam wiele listów od ludzi, którzy mi dziękowali, że im pomogłem to zrozumieć.

Bierze pan udział w programie TVP „Ocaleni”. Pokazuje on prawdziwe historie ludzi, którym udało się wyjść z poważnych uzależnień i dzielą się tym swoim doświadczeniem. A pan pisze utwór o każdym z bohaterów programu. To duże przeżycie, patrzeć na nich przez pryzmat własnych doświadczeń?

Moim celem było pisanie utworów o ludziach. Każda historia ludzka jest inna, inspirująca. Wsłuchuję się w nią i staram się z niej wyciągnąć dla siebie jak najwięcej.

Nie wszystko trzeba robić w życiu, nie we wszystko trzeba się zaangażować, bo największą wartością powinna być rodzina. Najbardziej pomagasz innym, kiedy w swoim otoczeniu masz poukładane

21.06.2018
Dzielenie się swoim doświadczeniem jest ważne. Wciąż pamiętam, jak bardzo potrzebowałem kiedyś wiedzieć, że nie jestem sam ze swoimi problemami. I ten program jest po to, by człowiek sobie uświadomił, że zawsze jest nadzieja. Żeby każdy mógł zobaczyć, że też ma szansę na zmianę swojego życia. W każdym momencie.

Czy po wielu latach odbył pan męską rozmowę ze swoim ojcem? Przebaczył mu, że nie poświęcił synowi tyle czasu, ile młody chłopak potrzebował?

Jesteście patriotami? To zaciśnijcie zęby i pracujcie dla Polski

Roman Kluska: Gdyby Polacy mieli takie regulacje prawne jak Anglicy, to nikt w Europie nie miałby z nami szans. Polacy są innowacyjni i pracowici.

zobacz więcej
Wielokrotnie modliłem się o to, abym przebaczenie zamieszkało w moim sercu. Mam nadzieję, że nie mam teraz żalu, że są to tylko odczucia. Dopinguję tatę, żeby był szczęśliwy w swej codzienności. Widzę, że bagaż błędów z przeszłości mu to bardzo utrudnia. Natomiast wierzę, że to jest możliwe.

Kiedy zmieniłem swoje życie, inaczej też patrzyłem na innych ludzi, w tym również na mojego tatę. Tak, popełnił błędy, ale zrobił wiele, żeby to odkupić. Stworzyła się przestrzeń do rozmawiania. Cały czas prowadzimy męskie rozmowy, bo wciąż mamy sprawy do powyjaśniania. Ale mamy dobry kontakt.

Sam jest pan ojcem, wychowanie dzieci to duża odpowiedzialność…

Moje dzieci są jeszcze bardzo małe. Filip ma 4,5 roku, Laura 2,5 roku, a Eryk urodzi się we wrześniu. Staram się być wyczulonym na to, żeby nie powielać błędów swoich rodziców. Wiem, że nawet jeden wyskok może wywołać lawinę kłopotów.

Bycie ojcem oznacza dla mnie bycie na co dzień z dziećmi. Staram się poświęcać im czas, uwagę, chcę pozwolić im być sobą. To jest niezwykłe wyzwanie: wychowanie od całkowitej zależności do całkowitej niezależności



Moim codziennym celem jest szukanie złotego środka między pracą, pasją, wiarą a rodziną. Nie wszystko trzeba robić w życiu, nie we wszystko trzeba się zaangażować, bo największą wartością powinna być rodzina. Najbardziej pomagasz innym, kiedy w swoim otoczeniu masz poukładane. Zdarzają się oczywiście błędy. Czasem biorę sobie za dużo na głowę. Chodzi jednak o to, aby z tym walczyć.

Bycie ojcem oznacza dla mnie bycie na co dzień z dziećmi. Staram się poświęcać im czas, uwagę, pozwalać im rozwijać się w taki sposób, w jaki chcą. Jeśli ich decyzje będą moralnie dobre, chcę pozwolić im być sobą. To jest niezwykłe wyzwanie. Wychowanie od całkowitej zależności do całkowitej niezależności.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Wierzę w Jezusa Chrystusa
Zdjęcie główne: – Mówiono mi o Bogu, który wierzy we mnie, który dał mi talenty. Tłumaczono, że wiara to też rozwój. Wtedy się tym zachłysnąłem – mówi Arkadio. Koncert Jarocin. Fot. Marcin Byra/archiwum prywatne Arkadiusza Zbozienia.
Zobacz więcej
Rozmowy wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Zarzucał Polakom, że miast dobić wroga, są mu w stanie przebaczyć
On nie ryzykował, tylko kalkulował. Nie kapitulował, choć ponosił klęski.
Rozmowy wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
W większości kultur rok zaczynał się na wiosnę
Tradycji chrześcijańskiej świat zawdzięcza system tygodniowy i dzień święty co siedem dni.
Rozmowy wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Japończycy świętują Wigilię jak walentynki
Znają dobrze i lubią jedną polską kolędę: „Lulajże Jezuniu”.
Rozmowy wydanie 15.12.2023 – 22.12.2023
Beton w kolorze czerwonym
Gomułka cieszył się, gdy gdy ktoś napisał na murze: „PPR - ch..e”. Bo dotąd pisano „PPR - Płatne Pachołki Rosji”.
Rozmowy wydanie 8.12.2023 – 15.12.2023
Człowiek cienia: Wystarcza mi stać pod Mount Everestem i patrzeć
Czy mój krzyk zostanie wysłuchany? – pyta Janusz Kukuła, dyrektor Teatru Polskiego Radia.