Cywilizacja

Koniec suwerennego państwa. Unia podbija Europę

Unia Europejska postanowiła przejąć niemal pełną kontrolę nad suwerennością swoich państw. Bruksela próbowała zrobić to już 20 lat temu. Wtedy jednak w porę zareagowali obywatele, mówiąc w referendum „nie” europejskiej Konstytucji. Dziś unijni urzędnicy są bliżsi celu.

Suwerenny, czyli niezależny od innego państwa, władzy czy instytucji, mogący w kluczowych sprawach podejmować nienarzucone przez nikogo decyzje. Mniej więcej w taki sposób rozumieli to pojęcie językoznawcy, piszący słownik pod redakcją Witolda Doroszewskiego. Wielu wciąż kojarzy je z wartościami odnoszącymi się do państwa. Okazuje się jednak, że myślą oni wstecznie i nie zdołają się już przeciwstawić „postępowym siłom”.

Rewolucja bez wystrzału

W środę w Komisji Spraw Konstytucyjnych Parlamentu Europejskiego przegłosowano zmiany unijnych traktatów. To oficjalny początek rewolucji, która bez jednego wystrzału może zmieść fundamenty, na których została zbudowana Unia Europejska.

Decydujące zdanie UE ma mieć w 65 obszarach, w tym tak zasadniczych jak polityka zagraniczna, bezpieczeństwo, polityka sankcyjna, wieloletni budżet, prawo rodzinne. Decyzje w tych i innych newralgicznych obszarach miałyby zapadać kwalifikowaną większością głosów, a nie jak dotychczas jednogłośnie, co dotąd stanowiło o wspólnocie państw UE. Nowy układ faworyzuje największe kraje starej Unii, głównie Niemcy i Francję.

I to raczej nie przypadek, że Berlin od lat domagał się zmian, po których rozszerzenie głosowania większością kwalifikowaną objęłoby wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa. Z kolei Francja popierała te starania, wracając z uporem do promowanej jeszcze za czasów Jacques'a Chiraca koncepcji „Europy wielu prędkości”, a co za tym idzie silnej integracji w wąskim kręgu państw członkowskich.

Podejmowanie decyzji większością głosów oznacza osłabienie roli państwa jako takiego, ale szczególnie odczują to kraje słabsze i mniejsze, które mogą mieć znikome szanse na przeciwstawienie się niekorzystnym dla nich rozwiązaniom.

Unia zyskałaby nowe kompetencje, między innymi w obszarze negocjacji klimatycznych, co zasadniczo wpłynęłoby na gospodarkę poszczególnych państw. Rozszerzone miałby być też kompetencje dzielone, czyli takie, w których pierwszeństwo w podejmowaniu decyzji mają urzędnicy unijni przed państwowymi. Wśród nich znalazłyby się nowe obszary: polityka zagraniczna i bezpieczeństwo, ochrona granic, leśnictwo, zdrowie publiczne, obrona cywilna, przemysł i edukacja.

UE chce też decydować w sprawach migracyjnych i nie zapomniała o sferze ideologicznej, stąd pomysł zastąpienia równouprawnienia kobiet i mężczyzn równouprawnieniem genderowym.

Mocarstwo Europa? Jakim kosztem? Za jaką cenę?

Zobaczmy, co nam szykują eurokraci.

zobacz więcej
Zmiany miałyby nastąpić również w mianowaniu na kluczowe unijne stanowiska. W tej chwili szefa Komisji Europejskiej proponuje Rada Europejska, a zatwierdza Parlament Europejski. Zgodnie z przegłosowanym raportem ta zasada byłaby odwrócona, tj. szefa Komisji powoływał Parlament Europejski, w efekcie czego przemożny wpływ na obsadzenie tego stanowiska miałyby kraje i siły polityczne dominujące w PE.

Strach przed „polskim hydraulikiem”

Czy zatem Unia Europejska zmienia się w twór zwany przez niektórych „supermocarstwem”, a przez innych zlepkiem landów bez suwerenności i obywatelskiej lojalności wobec własnego państwa?

– Oczywiście nie istnieje pojęcie pełnej suwerenności – mówi w rozmowie z Tygodnikiem TVP prof. Arkadiusz Jabłoński, socjolog i filozof, wykładowca KUL. – Taki status może mieć jedynie Bóg. Wszyscy inni są zależni od jakichś relacji. W definiowaniu suwerenności państw chodzi jednak o to, jakie są ograniczenia w dokonywaniu wyborów i podejmowania decyzji w najważniejszych kwestiach – tłumaczy socjolog. I przyznaje, że ciężko jest rządzić tak różnorodnym organizmem, jakim jest Unia Europejska, rozszerzana co jakiś czas o nowe kraje. Stąd kolejna próba centralizacji władzy. – O trudach rządów tak rozległym tworem wiedzą choćby Stany Zjednoczone, które w przeszłości uporządkowały swoje relacje z poszczególnymi stanami poprzez Konstytucję. W Unii chciano zrobić podobnie, jednak część społeczeństw poczuła się zagrożona i uznała, że to one są podmiotem, decydującym o regułach, jakimi będą się kierować – przypomina prof. Jabłoński.
        ODWIEDŹ I POLUB NAS     W lipcu 2003 r. rzeczywiście zakończono prace na dokumentem, liczącym 278 stron, zastępującym dotychczasowe traktaty i zwanym potocznie unijną konstytucją. W tym przypadku również proponowano podejmowanie decyzji poprzez głosowania większością głosów. Podobnie jak dziś najwięcej zyskać miały Niemcy i Francja.

Okazało się jednak, że Francuzi zbyt obawiają się taniej konkurencji ze strony nowych członków wspólnoty, symbolizowanej przez „polskiego hydraulika” i możliwego rozszerzenia Unii o Turcję, by poprzeć konstytucję. Ku zaskoczeniu polityków. W rezultacie zwolennicy nowych porządków musieli uznać referendalny sprzeciw obywateli Francji i Holandii i odłożyć plany.

Procedury zamiast celów

20 lat później pomysł centralizacji władzy powrócił, choć z wykorzystaniem innych mechanizmów. Prof. Jabłoński nie ma złudzeń: – Bez konstytucji, określającej uprawnienia poszczególnych rządów, próbuje się za pomocą procedur decydować o tym, co ma innych ograniczać – mówi. – Na tym m. in. polega słabość tego systemu. Nie ma zapisów konstytucyjnych, które wskazywałyby nadrzędne cele, a już są procedury, które będzie można wykorzystywać w różny sposób i z różną intencją, w sposób nierzadko zaprzeczający ideałom Unii Europejskiej, która u swego zarania miała być przecież wspólnotą równych podmiotów, gdzie każdy ma prawo nie zgodzić się z proponowanym rozwiązaniem – wskazuje.

„Zamaskowany” plan dla Europy?

Ideowym ojcem Unii został mało znany trockista postulujący likwidację państw narodowych i własności prywatnej. Czy to jego radykalny plan realizują dziś eurokraci?

zobacz więcej
Rezygnację z suwerenności państwowej mają zastąpić puste frazesy takie jak „europejska solidarność”. „Świat idzie naprzód i ciężko go zatrzymać, dlatego przestańmy myśleć o suwerenności swojego państwa, a zacznijmy myśleć o suwerenności Europy” – przekonują zwolennicy powstania „Zjednoczonych Stanów Europy”. Już w 2017 r. prezydent Francji Emmanuel Macron zapewniał, że „jedyną drogą, która zapewni nam przyszłość, jest odbudowa suwerennej, zjednoczonej i demokratycznej Europy”. A „tworzenie poczucia przynależności jest najsilniejszym spoiwem Europy”.

Według prof. Jabłońskiego powoływanie się na przynależność do wspólnoty europejskiej jest nadużyciem. – Mniej więcej wiemy, co oznacza przynależność do społeczności lokalnej czy narodowej. Jednak przynależność do Europy kojarzy się nam raczej z przynależnością cywilizacyjną, wyrażoną kulturą antyczną, prawem rzymskim czy kulturą chrześcijańską. Natomiast czym jest przynależność, która miałaby wynikać z faktu podejmowania bieżących decyzji politycznych i wymuszania na nas określonych zachowań? – zastanawia się socjolog. Jako przykład podaje problem przymusowej relokacji migrantów. Zwraca uwagę, że organizowana miałaby być ona w ramach „obowiązkowej solidarności”. W takim ujęciu pojęcie to staje się oksymoronem. – Narracja o „przynależności europejskiej” czy „suwerenności europejskiej” może być postrzegana jako niebezpieczna, bo do końca nie wiadomo, co oznacza. Można nią usprawiedliwić zwyczajny nacisk silniejszych na słabszych – przestrzega.

Bunt w mainstreamie?

Według niego zachodzące obecnie procesy społeczne, z globalizacją na czele, sprzyjają propagowaniu takich pustych pojęć jak „solidarność europejska” czy „suwerenność Europy”. W kulturze masowej także deprecjonowane jest znaczenie przynależności narodowej.

A zatem świat, w którym zostaniemy pozbawiani elementów identyfikujących nas narodowo, jest możliwy. – Na poziomie podstawowym nie musi być to aż tak bardzo odczuwalne, natomiast na wyższym poziomie zadowolenia, nawet ktoś z zasobnym portfelem, nie będzie się czuł u siebie. Pozostanie z poczuciem wstydu wobec statusu obywatela drugiej kategorii, ciągle nie do końca dopasowanym – przewiduje prof. Jabłoński.

Pozostaje więc pytanie, czy znajdą się siły, które będą się chciały tym procesom przeciwstawić. Czy mogliby to być na przykład Ukraińcy, którzy choć pukają do drzwi Unii, to za swoją suwerenność dosłownie przelewają dziś krew? Zdaniem socjologa akurat Ukraińcy szybko się zaadaptują i wtopią się w trendy ogólnoeuropejskie.

Nagłych przebłysków oporu i buntu można się za to spodziewać w unijnym mainstreamie: mimo że interesy największych unijnych krajów zostaną w nowej układance uwzględnione, to jednak ich obywatele będą ponosić koszty tej zmiany. Oni także zostaną pozbawieni, przynajmniej do pewnego stopnia, swej narodowej tożsamości, przywiązania do lokalnych tradycji czy religii. – To może dla całej Europie przynieść skutek nagły i mało przyjemny. Napięcia i sprzeczności mogą doprowadzić do rozpadu, a nawet upadku Unii Europejskiej – przestrzega prof. Arkadiusz Jabłoński.

– Sławomir Cedzyński

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Autor jest dziennikarzem portalu i.pl
SDP 2023
Zdjęcie główne: Sesja plenarna Parlamentu Europejskiego w Strasburgu. Fot. PAP/Panoramic
Zobacz więcej
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Legendy o „cichych zabójcach”
Wyróżniający się snajperzy do końca życia są uwielbiani przez rodaków i otrzymują groźby śmierci.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Pamiętny rok 2023: 1:0 dla dyktatur
Podczas gdy Ameryka i Europa były zajęte swoimi wewnętrznymi sprawami, dyktatury szykowały pole do przyszłych starć.
Cywilizacja wydanie 29.12.2023 – 5.01.2024
Kasta, i wszystko jasne
Indyjczycy nie spoczną, dopóki nie poznają pozycji danej osoby na drabinie społecznej.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Jak Kościół katolicki budował demokrację amerykańską
Tylko uniwersytety i szkoły prowadzone przez Kościół pozostały wierne duchowi i tradycji Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych.
Cywilizacja wydanie 22.12.2023 – 29.12.2023
Budynki plomby to plaga polskich miast
Mieszkania w Polsce są jedynymi z najmniejszych w Europie.